fbpx
Close
A Ty w którą pułapkę wsadzisz swoje dziecko? Rywalizacja, ambicje, dokonania

A Ty w którą pułapkę wsadzisz swoje dziecko? Rywalizacja, ambicje, dokonania

Długo myślałam nad tytułem tego wpisu, na pewno powstanie jak ten wpis już ujrzy światło dzienne, jak zostanie przeze mnie dokończony. Biję się z myślami, czy powinnam Wam go pisać, bo już przez jedną placówkę mojego dziecka zostałam wezwana na dywanik. Nic przyjemnego – tłumaczyć się ze swoich racji. Długo również zastanawiałam się czy powinnam ugryźć ten temat, jest dosyć trudny – ilu rodziców – tyle opinii, jednak postanowiłam zaryzykować. Mam nadzieję, że ta duża ilość czasu od tamtego wydarzenia, nie przyćmi mi treści, które chcę Wam przekazać.

Zaczynamy!

Dawno dawno temu, czyli ponad rok temu Stary vel Tatko, ku mojej nie uciesze zapisał nasze dziecko, bez pytania mnie o to(!) do szkółki szachowej w przedszkolu. W głowie milion myśli: a po co, a dlaczego, przecież on co dopiero będzie kończył 4 latka, dajmy mu żyć. Dzieciństwo trzeba pielęgnować, a nie ‚zmuszać’ dziecko już do intensywnego wysiłku intelektualnego!

Tysiąc myśli kumulowało się w mojej głowie, ale nasze dziecko nie cierpiało, więc odpuściłam. Chwilę później przeanalizowałam moją frustrację i przyznam się bez bicia, że podejrzewam, że wynikła ona z tego, że to ja nie umiem grać w szachy, a mój syn ledwo co zdjął pieluchę i już będzie grał w szachy?!

No nic. A niech sobie gra, na zdrowie mu to na pewno wyjdzie. Zaczęłam odczuwać dumę i któregoś razu nawet zawędrowałam na allegro w poszukiwaniu szachów. Kupiłam takie tradycyjne solidne, drewniane. Buba cieszył się z nich jak szalony, a ja nadal tylko stałam z boku, nie chciałam go zmuszać, nie chciałam na siłę wynajdywać mu pasji. Jednakże jak on otworzył te szachy, jak on zaczął je układać, jak on zaczął grać, nazywać wszystkie figury i recytować formułki: „Król do króla się nie przytula”, a raczej „klól do klóla się nie psytula”, to przeżyłam kolejne olśnienie. Tego wieczoru mój syn przekazał mi wszystkie podstawy dotyczące gry w szachy. Szczękę zbierałam z podłogi. Opowiadałam Wam wszystko na instastoriesmoje 4 letnie dziecko uczy mnie gry w szachy! Umiem grać! Podstawy nie okazały się trudne, wkrótce mogłam wykorzystać je wszystkie… A gdzie? Otóż to! Na turnieju szachowym!

 

 

Skoro moje dziecko tak pięknie gra w szachy, a Szkółka Szachowa w przedszkolu ogłasza zawody, co robię? Zapisuję moje dziecko! Wpłacam odpowiednią sumę i odliczamy dni do turnieju. Nie trenowaliśmy specjalnie, dla nas to miała być super zabawa. Dla wielu rodziców również, dla naszych dzieci też. Ale tyle ile miałam w sobie podczas tego turnieju sprzecznych i niepokojących myśli, to wiem tylko ja.

Po pierwsze: RYWALIZACJA. Każde czynności w grupach, gry, czy zawody, mające na celu wyłonienie na końcu zwycięzcy, ma wzbudzić w dziecku ducha rywalizacji. Czy ten duch jest naszemu dziecku potrzebny? Jak nasz mały charakter to odbierze? Czy po trupach do celu? A może zabije w nim poczucie własnej wartości i nasze dziecko pomyśli: i tak nie wygram, nie będę się starać. Jest to bardzo trudny temat, na który na pewno możnaby znaleźć odpowiednią literaturę. Powiem szczerze, że ja podczas tych zawodów zgłębiałam ducha rywalizacji mojego dziecka. Mój Buba wychowywany na najsłodsze dziecko na świecie od narodzin, nie czuł wcale tego ducha, a wręcz przeciwnie, pomagał i podpowiadał swoim rywalom! Byliśmy zszokowani.

Gdzie inne dzieci, inni rodzice zażarcie bronili swojego dziecka, pokrzykiwali zza winkla, podpowiadali. A moje dziecko? Aaaaa tam, pomogę koledze.

Po drugie: SPEŁNIANIE AMBICJI RODZICÓW. Należę do osób: ‚jestem tu, nie patrzę, ale widzę wszystko’. Nawet gdybym nie należała do takich osób, nie dało się nie zauważyć postawy niektórych rodziców, a najgorsze jest to, że ta postawa dotyczyła ich dziecka. Podjudzanie (znacie takie słowo? powinniście brać poprawkę, czytając mnie, na to, że jestem ze wschodu), wchodzenie na ambicję swoich dzieci, cytuję: przegrasz, jesteś najgorszy, to coś co mroziło krew w żyłach. Takiego rodzica trzeba wsadzić do więzienia!

Oczywiście rodziców podczas tych zawodów można podzielić na kilka kategorii:

  1. Mam wyrąbane, siedzę na korytarzu
  2. Zdrowo kibicuję
  3. Walczę o prawa mojego dziecka, świat jest niesprawiedliwy
  4. Moje dziecko przegra, muszę mu o tym powiedzieć
  5. Ocieracz łez
  6. Mam tego dosyć zabieramy dziecko przed ogłoszeniem wyników

Mogłabym wymieniać tak w nieskończoność. Wiesz co? Ja chyba byłam tym numerem trzy :D. Wybacz szczerość, ale nie mogłam znieść łączenia dziecka 7 letniego z trzylatkiem w parę do grania w szachy. Nie mogłam znieść dzieci, które oszukują. Nie mogłąm znieść tego, że było tyle stolików, a sędziów tylko trzy sztuki. Ja – mistrz organizacji zatrudniłabym wolontariuszy do każdego stolika, by pilnowali sprawiedliwości.. ale przecież to miała być tylko zabawa…

Po trzecie: ZMUSZANIE DZIECKA. Nie każde dziecko czuje pasję, nie każde chce grać. Nie powinniśmy zmuszać naszych dzieci do niczego. Zmuszanie bez żadnej argumentacji zniechęca nasze dzieci do działań. Może by tak warto je po prostu przekonać?

Po czwarte: MAMOOO JUŻ MI SIĘ NIE CHCE Nie jestem w stanie opisać, co czułam, gdy moje dziecko to do mnie powiedziało. W dodatku przed przedostatnią rundą (a było ich 7! jak na dzieci to bardzo bardzo dużo!). Dzwoniłam, pytałam znajomych, Starego, co zrobić, co robić… Jestem ogromną przeciwniczką zmuszania dziecka do czegokolwiek. Na szczęście jakoś zrobiłam to podstępem. Wcale się dla Buby nie dziwiłam, że mu się nie chce. Albo trafiał na starsze kilka lat od siebie dzieci, albo na dzieci nieustannie się skarżące, nawet jak nic się nie działo, potrafiły powiedzieć sędziemu coś, czego Buba nie zrobił (a jak to udowodnisz? słowa zdesperowanej matki oskarżanego dziecka wymachującej rękoma, nie są wiarygodne), albo po prostu zapominał przełączać zegara i kończył się czas działając na jego niekorzyść.

Na szczęście na korytarzu stały stoliki. Buba zagrał ze mną. Jako niedoświadczonemu zawodnikowi (mnie) udało się przegrać z nim. Na pewno zwycięstwo z mamą go podbudowało. Wrócił do gry, i finalnie zajął trzecie miejsce (jeden zawodnik z jednej rundy się nie pojawił, w jednej rundzie był remis… ale ććśśś mamy trzecie miejsce! :D)

Jedno jest pewne, trzeba się słuchać własnej rodzicielskiej intuicji i wychowywać dzieci z miłością. Karmione miłością będą pewniejsze siebie, spokojne, uczciwe. Chciałabym ten przekaz wyrzucić całemu światu! Szkoda, że tak się nie da. Ponadto podejrzewam, że kolejne zawody nie miały juz tak wysokiej frekwencji… Nas nie było, zaczekamy aż Buba sam nam powie, że chce… Mam rację?

 

Close