Close
Close

Brak produktów w koszyku.

Jak sobie radzisz z brakiem cierpliwości do dzieci? Zobacz jak odpowiedziałam na pytanie czytelniczki

Jak sobie radzisz z brakiem cierpliwości do dzieci? Zobacz jak odpowiedziałam na pytanie czytelniczki

Dlaczego brakuje nam cierpliwości do dzieci? Co nazywamy cierpliwością? Czy jest to stan, w którym czujemy, ze jeszcze chwila i przegniemy wszystkie granice? Po prostu się wkurzymy? Życie pisze różne scenariusze, często w naszym życiu pojawiają się różne sytuacje, które wywołują stres czy napięcie. Same zadałyście mi pytanie jak sobie radzę z brakiem cierpliwości do dzieci, stąd ten wpis. Mam nadzieję, że rozjaśnię trochę ten temat, i rozgryzę go tak, by i w Waszych domach pojawiła się cierpliwość.

Zacznijmy od tego czym jest cierpliwość, oczywiście to moja teoria. Teoria by Aga brzmi, że cierpliwość to nic innego jak stan, który mimo przykrych, stresujących i wprowadzających napięcie sytuacji, pozwalający nam na opanowanie, trzeźwość umysłu, i brak zdenerwowania.

Teraz trzeba nazwać rzeczy po imieniu jeśli chodzi o cierpliwość do dzieci (tak na marginesie również nazywanie emocji i rzeczy, oraz stanów w jakim się znajdujemy po imieniu, pozwala mi pokonać stres i ukoić nerwy). Czym jest cierpliwość do dzieci? I kiedy brakuje nam tej cierpliwości? Wtedy, kiedy dzieci są zazwyczaj NIEGRZECZNE. Bum! Mamy kolejne słowo do rozgryzienia.

Kiedyś bardzo często używałam słowa NIEGRZECZNY w stosunku do dzieci, aż w końcu go nie rozgryzłam. Co oznacza niegrzeczne dziecko? Kiedy dziecko jest niegrzeczne? Kiedy niszczy, przebiera nogami i się złości? Powiesz mi, że tak, a ja Ci powiem, że nie. Wówczas dziecko przecież okazuje swoje emocje. Pokazuje swoim zachowaniem, że coś jest nie tak. 

Zazwyczaj dorośli mówią, że dziecko jest niegrzeczne wtedy, kiedy NIE ZACHOWUJE się tak, jak tego byśmy oczekiwali. A jakie mamy oczekiwania? Całkowicie różne, inne. Nasze oczekiwania wynosimy z domu rodzinnego. Nasi rodzice kazali nam jeść wspólnie obiad przy stole, podczas jedzenia nie wolno było nam rozmawiać, kręcić się, wiercić, więc i Wy przenosicie to do swojego domu. Być może w domu sąsiada można kręcić się przy stole, można się śmiać i zachowywać się luźno, i sąsiad Ci powie, że jego dziecko jest grzeczne. Dlatego każdy z nas ma swoje oczekiwania. Dla Ciebie moje dzieci będą niegrzeczne, a już dla mojego sąsiada moje dzieci będą grzeczne. Rozumiesz?

Także zacznij od sedna problemu. Jak zaczniesz od sedna, cierpliwość nie do końca będzie Ci potrzebna. 

Punkt pierwszy. Mów dziecku jakie są Twoje oczekiwania. Jeśli powiesz swojemu dziecku: „masz być grzeczny!” ono totalnie nie będzie wiedziało o co chodzi. Nazywaj rzeczy po imieniu, mów o swoich oczekiwaniach i staraj się je wyjaśnić:

-„skarbie nie bujaj się na tym krześle przy stole, bo mama boi się, że upadniesz i będzie cię bolało”

-„nie biegnij tak szybko, bo obok jest ruchliwa ulica, i nie chcę żeby cię samochód potrącił”

-„uważaj nie wdepnij w kałuże, bo masz brudne buty”

-„nie bij siostry, bo będzie ją to bolało”

Proste polecenia, zawsze się śmieję, że jak do blondynki;), kieruj je do dziecka. Pomagają!

Po tych poleceniach wiele się zmieni. Być może cierpliwość nie będzie aż tak potrzebna :)

Punkt drugi. Postaw się na miejscu dziecka.

Drąca się (pardoname za ten język, czy powinnam napisać „podnosząca głos?”) matka co sobotę „sprzątaj te zabawki, bo je zaraz wyrzuce!” jest atrakcyjnym rodzicem? Oczywiście w naszym domu zdarzają się takie rzeczy, ale zaraz opowiem jak je wyjaśniam. Postaw się w roli dziecka, czy Ty chciałabyś piękny słoneczny dzień spędzić na sprzątaniu zabawek, w dodatku słuchając ryku matki? No nie :)

Często gdy mam krzyczeć na swoje dzieci za tablet, bałagan w pokoju, czy inne różne rzeczy, przypominam sobie jak się czułam, gdy na mnie krzyczano w dzieciństwie. Czułam się okropnie, czułam się niekochana, i nie chcę by moje dzieci to samo przeżywały gdy mnie słuchają. Na każdy problem jest rada. Krzyczysz na bałagan w pokoiku? My co tydzień razem sprzątamy jeden pokoik, ja pomagam Kubusiowi posprzątać pokoik, by Kuba pomógł później Olisiowi i na odwrót. Dzieci lubią spędzać czas z rodzicami, nawet jeśli to jest sprzątanie. Małe dzieci też nie do końca potrafią sprzątać, kilka pokazowych wspólnych sprzątań załatwi sprawę. 

Jeszcze jeśli chodzi o postawienie się na miejscu dziecka: Czy Ty lubisz słuchać poleceń rodziców, czy swojego szefa, które brzmią WEŹ, PODAJ, POZAMIATAJ, ZRÓB TO? Suche polecenia, bez wiązki motywacji, dorosłemu się odechciewa, a co dopiero dziecku. Naucz się formułować pytania: „Kubusiu czy mógłbyś już iść myć ząbki, bo jest już późno?”

Pamiętaj, że to w jaki sposób będziesz zwracać się do swojego dziecka, zwróci Ci się w przyszłości, będzie ono tak traktować Ciebie, oraz swoje dzieci…. czyli dobro mnoży dobro znajduje tu idealne odzwierciedlenie? :D

Punkt trzeci.

Wszystko okej. Masz w sobie pokłady dobra, rozmawiasz z małym człowiekiem jak z dorosłym, prosisz tłumaczysz i nic. Rzuca się w sklepie na podłogę, nie słucha się, bałagan w pokoju. Co mogłabym Ci poradzić? Wyluzuj. Ja zawsze liczę do trzech, jeśli to nie pomaga, poddaje się. Wiem, że podnoszenie głosu nie jest dobre. Podsłuchałam swoje dzieci podczas kłótni i używają takich samych sformułowań jak ja. Przykład: gdy się wkurzam zamiast Olisio, mówię: „OLIWIERR!!!” I tak samo zrobił Kubuś, gdy się zezłościł na brata. Także NIE POLECAM :)

Jak wyluzować? Rozmawiać sama ze sobą. W głowie masz drugą siebie, która Ci wszystko wytłumaczy. Bałagan nie ucieknie, z głodu jeszcze nikt się nie zesr*ał, jak zgłodnieje to przyjdzie, praca domowa poskutkuje niemiłą uwagą w zeszycie i nigdy więcej nie zapomni jej odrobić. I tak dalej i tak dalej… Oczywiście jeśli dziecko biegnie i jest w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia, wówczas nie luzuj, wówczas krzycz i biegnij za nim ile sił w nogach. Wówczas trzeba jak najbardziej!

Ale pamiętaj, zdrowy rozsądek przede wszystkim :) Zycie mamy tylko jedno i szkoda go marnować na bzdety takie jak bałagan, okruchy na dywanie, czy nie spuszczona woda w kibelku ;) 

Close