fbpx
Close
Close

Brak produktów w koszyku.

Podróż samochodem po Włoszech, parkowanie, tankowanie, przydatne informacje

Podróż samochodem po Włoszech, parkowanie, tankowanie, przydatne informacje

Od zawsze kiełkował mi w głowie taki pomysł – zwiedzić Włochy. Są obszerne, piękne, tajemnicze i naszpikowane historią. Jednakże ten pomysł wydawał się nierealny. Odległość pozostawiała wiele do życzenia, mój samochód również – nie byłam go pewna, ma swoje lata – choć powiem, że nas nie zawiódł i jestem z niego dumna! Zrobiliśmy ponad 5 tysięcy kilometrów w trasie objazdowej po Włoszech i nic się nie stało! Bowiem ja – matka polka – charakteryzuje się przepowiadaniem przyszłości w czarnych barwach… ‘a co by było gdyby’ – i tak dalej… ;)

Na szczęście dojechaliśmy cało do domu, i wspomnienia z tej podróży są jak sen. Cięgle nie dowierzam, że to się stało. Zwiedziliśmy wszystkie miejsca, o których marzyłam. Całą trasę opiszę Wam w kolejnym wpisie. Dziś ciekawostki, na które trzeba się przygotować jadąc samochodem do Italii.

Droga

Z Polski do Włoch jechaliśmy przez Czechy i Austrię. W Polsce wiemy czego się spodziewać, jednakże reszta trasy to są wygodne autostrady, wielopasmowe, niestety wszędzie musimy być przygotowani by za nie płacić. W sieci czytałam, że autostrady są bardzo drogie. To wszystko zależy od punktu widzenia, przeliczając na złotówki owszem, ale myślę, że dla Włochów to jest normalny wydatek. Czasem wystarczyło wrzucić 1 euro by móc jechać dalej, najczęściej to było 8 lub 9 euro za kawałek autostrady, najwięcej zapłaciliśmy ponad 20 euro za przejazd. Biorąc pod uwagę przeliczenie na złotówki ponad 20 euro dla nas to drogo. To są koszta, które nie zawsze są brane pod uwagę przy organizacji wycieczki i ustalaniu budżetu. Dlatego mogą być przykrą niespodzianką.

Wszystko na bieżąco relacjonowałam na instastories – niektóre z Was pisały, że celowo z rodziną omijałyście autostrady by pozwiedzać małe miasteczka (jednocześnie oszczędzając na opłatach za nie), czy kupić świeży sok z pomarańczy wyciskany przy drodze. Jednakże my mieliśmy na każdy dzień tyle planów, że czas był dla nas bardzo cenny. Nasze dni wyglądały mniej więcej tak, rano zwiedzanie danego miasta w którym jesteśmy, plażowanie, później pokonanie 100-200 kilometrów, znów zwiedzanie danego miejsca i zakwaterowanie. I tak codziennie. Cała wycieczka była wyczerpująca, ale ładowaliśmy akumulatory w nocy jak i na plaży, również zmienialiśmy się kierując samochód. Ja dostawałam paraliżu na myśl o jeździe po miastach, więc kierowałam głównie na autostradach.

Jak jeżdżą Włosi?

Wyjeżdżając do Włoch kompletnie byłam na to nieprzygotowana. Zwiedziliśmy już Chorwację samochodem, było tam całkiem spokojnie, ale to co się dzieje we Włoszech to przechodzi jakiekolwiek moje pojęcie o tym co może być na drodze.

Gdyby ktoś mi o tym wcześniej napisał, to i tak żadne słowa nie ubiorą tej sytuacji tak, jak to wygląda na żywo. Pierwszym naszym większym miastem był Neapol. Wygląda to mniej więcej tak, że Włosi nie do końca polegają na sygnalizacji świetlnej, piesi również. Jedziesz sobie wąską uliczką, gdzie z każdej strony ciasno są zaparkowane samochody, a z każdej Twojej strony samochodu wymijają Cię skutery, z lewej z prawej, i hamują bezpośrednio przed Twoim autem. Do tego dodaj pieszych, którzy niewiadomo z której strony w każdej chwili mogą wskoczyć Ci przed maskę i samochody przejeżdżające na czerwonym świetle. Gdybym sama miała prowadzić samochód, musiałabym wypić setkę wódki na odwagę ;) (żarcik, nie wzywajcie opieki społecznej;)) Wielkie miasta we Włoszech są dla osób, które mają duże doświadczenie za kierownicą i masę cierpliwości. Często narzekamy na niedzielnych kierowców w Polsce, ale ja wolę ich od tych szalonych Włochów po stokroć ;)

Parkowanie

To czego nie ma w Polsce to są wydzielone wąskie miejsca na skuterów, wydzielone miejsca dla turystów, miejsca płatne i bezpłatne, oraz oczywiście brak miejsc. Miejsc do parkowania jest tam jak na lekarstwo. Znaleźć miejsce to jak wygrać w totka. Jest również bardzo duże ryzyko, że gdy zostawimy samochód na takim publicznym parkingu, możemy po powrocie zastać zarysowany. Mało kto się tam przejmuje takimi błahostkami, wszędzie jest bardzo ciasno, więc u nich to chleb powszedni.

Nie parkujemy na liniach wyznaczonych na żółto! To są miejsca zabronione do parkowania dla turystów. Możemy zaparkować na liniach, które są na biało, ale zazwyczaj takim liniom towarzyszy znak, który wyznacza ilość czasu bezpłatnego parkowania (białe linie = bezpłatne parkowanie). Zazwyczaj jest to 15 minut lub pół godziny, więc nie ma co liczyć na zwiedzanie. Jednakże jeśli się zdecydujemy skorzystać z tych 15 minut darmowego postoju, należy napisać na kartce czas opuszczenia pojazdu. Włosi korzystają z takich zegarów, na których ustawiają godzinę, jednakże jeśli go nie mamy, wystarczy kartka i długopis. Najlepiej jest zaparkować na niebieskiej linii i wykupić czas parkowania w najbliższym parkometrze, można płacić kartą, są dosyć proste w obsłudze, nie musimy podawać nawet numeru rejestracyjnego pojazdu. Wystarczy wydrukowaną karteczkę włożyć za szybę.

Gdy się nie zastosujemy do powyższych, możemy zastać za szybą mandat, a w najgorszej opcji, możemy nie zastać naszego samochodu na miejscu. Zostanie on po prostu odholowany. I wówczas szukaj wiatru w polu…. ;)

To jeśli chodzi o parkingi miejskie. Możemy również znaleźć parking prywatny. Nasz samochód wówczas będzie 100% bezpieczny, jednakże parkowanie w takim miejscu to koszt około 30-40 euro za dzień, lub za dobę. Dla porównania parkowaliśmy samochód w Positano, wygraliśmy – bo udało nam się zaparkować na niebieskich liniach (jednakże zanim odnaleźliśmy miejsce, objechaliśmy Positano 2 razy), za ponad pół dnia wyszło około 9 euro.

Tankowanie

Mamy to szczęście, że nasze auto jest na LPG, więc podróż była znacznie tańsza. Jednakże po drodze do Włoch w Austrii takich stacji jest jak na lekarstwo. Za to we Włoszech już jest ich mnóstwo, Włosi lubią jeździć na gazie, i to ich charakteryzuje, jednakże te stacje są oznaczone jako GPL, odwrotnie niż u nas. Jednakże z tym ich gazem jest coś nie tak, na butlę o pojemności 43l na niektórych stacjach wlewało się ponad 50 ;)

Także to jeśli chodzi o gaz, jeśli chodzi o inne paliwa, to bez problemu na trasie jest wiele stacji. Tylko radzę zawsze tankować do pełna i zatrzymywać się nawet jeśli mamy lekki deficyt. Na przykład w rejonie Toskanii już trzeba było się mocniej rozglądać za stacjami niż dla przykładu przy autostradach. Toskania charakteryzuje się tym, że tam można poznać przekrój wszystkich dróg we Włoszech, są autostrady owszem, ale są drogi strome i piaszczyste, kręte, a przy takich na próżno szukać stacji benzynowych.

Przydatne informacje

Podróżując po Włoszech musimy mieć zawsze przy sobie dokumenty: prawo jazdy, dowód rej pojazdu oraz ubezpieczenie. Oraz paszport lub dowód osobisty.  W Polsce niedawno został zniesiony ten obowiązek i możliwe, że niektórzy z Was się od tego odzwyczaili.

Autostrady maksymalna prędkość to 130km/h. Nie warto przekraczać, są znaki informujące o postojach policji i ukrytych fotoradarach. Mamy również drogi ekspresowe (superstrada) tam nie przekraczamy 90km/h.

Jadąc w wybrane miejsce poczytajmy czy nie ma tam problemu z parkowaniem, jeśli jest – przeczytajmy jak go rozwiązać.

Dla nas dużym problemem w podróżowaniu była włoska siesta, gdy burczało w brzuchu koło 15 wszystkie restauracje były nieczynne. Włosi zaczynają swój główny posiłek koło 20. Na początku posiłkowaliśmy się przekąskami na stacjach, czy robiliśmy zakupy w marketach, a później przestawiliśmy się na taki tryb, żeby porządny obiad zjeść przed siestą – koło 12-13.

Gdybym miała to powtórzyć – stanowczo wybrałabym wrzesień. Upały są znacznie mniejsze, podejrzewam, że i turystów jest również mniej. Pozostawiony samochód na parkingu jest bardzo rozgrzany, także to nic przyjemnego wsiadać do takiego auta. Ponadto w te lato Włochy były wyjątkowo gorące. Po naszym powrocie czytaliśmy alert, że w najchłodniejszym miejscu jest 40 stopni…

Resztę ciekawostek w kolejnych wpisach! Jednakże jeśli wybieracie się samochodem do Włoch uzbrójcie się w masę cierpliwości!

Positano – widok na jedną część Positano z daleka, widać samochody i wąską krętą drogę na obrzeżu skały. Widok na żywo skrada serce, jednakże jeżdżąc po takiej drodze trzeba zachować odpowiednią prędkość i skupienie.

Dwa powyższe zdjęcia – Positano – widać wąską uliczkę, skuter – przykład takiego, który omija wszystko i wszystkich jak szalony, oraz restauracje przy ulicy, na które również musimy uważać (goście, wchodzący na jezdnię kelnerzy). Jednakże nie mam zdjęć z Neapolu – to wygląda to spokojnie w porównaniu do tego co zobaczyliśmy tam :D

Takie widoki można ujrzeć jadąc samochodem. Ściskają za serce! Przy drogach można zauważyć zatoczki, które służą turystom do zatrzymywania się i uwieczniania tych widoków. Jeśli tylko zobaczycie taki widok i pustą zatoczkę – zatrzymujcie się od razu! Zazwyczaj już nie ma gdzie zaparkować w takim miejscu, więc jeśli jest wolne miejsce – warto skorzystać.

Close