fbpx
Close
Close

Brak produktów w koszyku.

D – jak dzień, ten dzień, w którym to po raz pierwszy, do naszego domu przyjechał ON.

D – jak dzień, ten dzień, w którym to po raz pierwszy, do naszego domu przyjechał ON.

Ten dzień utkwił mi w pamięci i będę go pamiętała do końca życia. W tym dniu właśnie opadł mi stres. Miałam doskonałe porównanie z ciążą numer jeden, i jej rozwiązaniem, i byłam szczerze zawiedziona.

Dziś przyznam Wam się szczerze do czegoś, czego nigdy nie pisałam. To niestety jest mocne, ale i jest bardzo przykre, naprawdę to było dla mnie mocno przykre. Odczułam tak bardzo mocno, że na porodówkach pierworódki są traktowane inaczej. Z większą troską, pomocą, opieką.

Tego dnia, po powrocie do domu, emocje tak mocno mi opadły, że z bezsilności płakałam. Nie miałam siły totalnie na nic. Chociaż powinnam się cieszyć, że Brzuszkowy pomimo diagnoz lekarzy urodził się zdrowy i miał 10 punktów, to ja nie miałam na to wszystko siły. Moją radość wypełniał smutek, tak, wiem, że to absurdalne, ale tak było.

Po pierwsze. (1). Strasznie tęskniłam do mojego pierworodnego. Tak mocno tęskniłam, że myślałam, że oszaleję. Najzwyczajniej w świecie brakowało mi jego obecności, jego oddechu, jego rzęs, wspólnego spędzania czasu z nim. Tęsknota rozrywała mi serce. I gdy odciągałam pokarm z laktatora, a obok mnie leżał mój Brzuszkowy, rozmyślałam nie o nim obok, ale o starszym braciszku, który był w domu. Że tak bardzo mi go brakuje, że ta tęsknota nie jest porównywalna do niczego innego.

To były trzy dni, tylko trzy, a jakbym nie widziała go całą wieczność. Wróciłam do domu, jego rączki, nóżki, sam on, mimo, że taki malutki wydał mi się takim dorosłym chłopczykiem. Urósł w trzy dni, nie poznawałam go. A moje myśli biły się same ze sobą. Przecież tęskniłam nie do tego dużego dzidziusia, tylko do maleństwa, które zostawiłam.

Dziś wiem, że tak działa nasz umysł, że optycznie to są wszystko złudzenia. Ale to był jeden z punktów, który dał pstryczek dla mojego umysłu.

 

2. Drugi punkt to szpital. Nasłuchałam się, że prywatnie NIE. Prywatnie nie, bo jak coś się dzieje nie tak, to i tak wzywają karetkę i wiozą cię do szpitala. Przepraszam, to nie cię wiozą, tylko twoje dziecko. A Ty zostajesz tam gdzie sobie kupiłaś miejsce. Później jesteś skazana na tylko odwiedziny, bo nie masz miejsca przy twoim niemowlęciu, bo przecież nie jesteś pacjentem szpitala. Skoro moje dziecko miało podejrzenie wielu wad nie zdecydowałam się jednak na to. Ponadto pierworodny według USG miał się urodzić w 100% zdrów, a okazało się, że ma problemy z serduszkiem, które wynikły przed samym planowanym wypisem. Boję się co by się stało, i nawet to nie chce przechodzić przez moje myśli, gdybyśmy zostali wypisani.

Czy wiesz co to bradykardia? Serce zwalnia tak wolno, że to ociera się o… nawet nie napiszę co.

Szpital, właśnie o nim mowa w tym punkcie, i choć rodziłam w jednym z lepszych szpitali i pod okiem najcudowniejszego lekarza na świecie, którego wszystkim do tej pory polecam, to jednak drugi poród zaburzył moje miłe wspomnienia o nim. Myślę, że dlatego, że rodziłam drugi raz. Położne nie traktowały mnie już jak za pierwszym razem, a i trafiłam na salę, której okno było otwarte razem z oknem palarni obok. Od razu zaatakowało to moje gardło, a każde kaszlnięcie po CC, sprawiało, że dotykałam z bólu nieba.

I gdy pytacie mnie czy drugie CC po tak krótkim czasie jest cięższe od pierwszego, to niestety nie mogę tego obiektywnie stwierdzić, gdyż miałam ten kaszel. Przez niego czułam się okropnie, tak masakrycznie okropnie, że jak to wspominam, to mi niedobrze.

Chociaż pamiętam jak dziś, gdzie po pierwszym CC dałam radę wstać i posmarować twarz kremem BB, oraz umyć włosy. W drugim CC pierwszy prysznic nie dodał mi otuchy, tylko sprawił, że tam zemdlałam z bólu i braku sił, mimo morfiny, której mi nie żałowano.

 

3. Powrót do domu okazał się również bolesny, ale to była tylko jedna malutka chwila bezsilności. Wnieśliśmy fotelik z Brzuszkowym do małego pokoiku. Bubek bawił się gdzieś w kącie… ja usiadłam na fotelu i zaczęłam płakać, bo mój poślubiony dostał wezwanie z pracy. Zamiast wziąć się w garść i okiełznać się z tego całego bałaganu, nie dałam rady wstać. Wstałam, rozruszałam moją ranę po CC i wiesz co? Gdy mój mały/wielki Bubek sam z siebie mnie przytulił, dostałam z sił z kosmosu. Przełożyłam Brzuszkowego do kołyski, którą przeniosłam do kuchni, on nadal spał, a ja po prostu zaczęłam smażyć kotlety.

Nie bez powodu o tych kotletach na blogu tak często, to były mielone. Lubię ich smak i kojarzą mi się z tamtą chwilą. Będą kojarzyć mi się z dzieciństwem moich dzieci zawsze.

Byłam sama, smażyłam je, a ten z kołyski akurat zaczął płakać i zapragnął cyca, gdy było trzeba je przewracać.

Nie ryzykowałam oparzenia tłuszczem, nie podchodziłam, tylko nakarmiłam go. Kotlety się spaliły, ale już następna patelnia była w sam raz ;)

 

4. Dni następne zaskakiwały mnie coraz bardziej. Nie miałam nikogo przy sobie do pomocy, Tatko tylko po powrocie z pracy dziwił się, że komoda jest pełna pampersów, takich z niespodzianką, że ich po jednym dniu aż tyle, że trzeba lecieć na śmietnik. Dni mnie zaskakiwały, bo wszystko działo się tak niesłychanie naturalnie. Brzuszkowy między karmieniami spał, a ja zajmowałam się małym/dużym Bubkiem. Dzielny, nie raz radził sobie sam w zabawie, i nie raz zrobił mi niespodziankę. Pamiętam dwa razy takie chwile, gdzie podczas karmienia cycem noworodka zasnęłam, a po przebudzeniu się zastałam całe mieszkanie w zasypce do pupy, albo zastałam chałkę nadgryzioną na stole w salonie. Dzielny piętnastomiesięczny Bubek sam rozpakował zakupy, które Tatko zostawił z rana, i sam się poczęstował. Dziurki były wygryzione jakby to zrobiła jakaś myszka w tej bułce.

Wstyd mi było za to przed samą sobą, ale nocne pobudki do Brzuszkowego w końcu dały za wygraną.

 

5. W piątym punkcie ostatnim powiem Ci tylko DASZ RADĘ! Oraz z całego serduszka polecę Ci jedną rzecz: nie planuj nic w tym czasie, tylko ciesz się tym okresem. On się nigdy nie powtórzy! Migawki, które pamiętam, przysłaniały podróże z noworodkiem na budowę, w której po CC układałam podłogi z Tatkiem, przecież mieliśmy się wprowadzić jeszcze przed porodem…

 

Tak to był ciężki okres, ale tylko na własne życzenie. Gdyby nie dom i jego wykańczanie, wszystko wyglądałoby inaczej. Gdyby nie praca Tatki i mój osłabiony organizm, szczęście przyszłoby wcześniej niż kotlety, także wszystko w Twoich rękach!

 

 

3dsc08485-horz dsc08462

 

 

Close