Close
LOVI wybawienie

LOVI wybawienie

DSC02393

Ile się wycierpiałam by karmić piersią, tego chyba nie wie nikt. No może mój mąż. Historia była prosta – byłam naprawdę zielona w tym temacie, a dziś chyba wiem już wszystko i mogę udzielać lekcji. Na początku zacznę od tego, że nie wierzyłam mojej przyjaciółce, że mogą być gorsze i lepsze laktatory. Myślałam, że jeśli laktator ssie, to ssie, co ma być w nim udziwnionego lub lepszego od innych? Do szpitala wybrałam się więc z jednym laktatorem, który otrzymałam w prezencie. O przepraszam, nie wybrałam się z żadnym, bo myślałam, że szpitalu są. I faktycznie były, ale akurat końcówki wysłano do sterylizacji, więc jakby nie było. Więc T. (Tatko Buby) przywiózł z domu ten, który mieliśmy. Myślałam, że umrę z bólu – laktator zasysał, a nie odsysał powietrza, ciągnął i ciągnął.

Ale zacznijmy od początku. Po porodzie, położne nie przystawiały mi dziecka do piersi, aż nie przyjechała moja przyjaciółka i mi nie pomogła(wiadomo po cesarce leży się jak kłoda). Od razu zabierały Bube na dokarmianie. Dopiero później doczytałam, że dokarmianie nie jest wskazane, ponieważ obciąża nerki noworodka. Naprawdę wystarczy kilka kropelek siary (pierwszego pokarmu) by dziecko zaspokoiło głód, i potrzebę organizmu na wszelkie składniki odżywcze. Na drugi czy trzeci dzień miałam nawał pokarmu. Słyszałam o nim wcześniej i pomyślałam, że „nawał” znaczy, że tego mleka będę miała po prostu ogrom, i wystarczy, że go ściągnę. Niestety, nie było mi to dane.

W szpitalu zabierano malucha na przeróżne badania i był rzadko przystawiany, a od laktatora umierałam, w piersiach zrobiły się więc zastoje. Mleko stale się produkowało, a nie dało rady się go żadnym sposobem odciągnąć. Położne polecały ciepłe okłady i prysznice. To skutkowało jeszcze większą produkcją (tylko zimny okład zahamuje produkcję mleka – np. z liści kapusty). Więc było jeszcze gorzej, pojawił się stan przedgorączkowy itp. Były lepsze i gorsze zmiany położnych, jedne pomagały, inne nie. Ale dziecko tak czy siak było dokarmiane. Jedna z położnych stwierdziła, że mamy zły laktator i trzeba lepszy. T. około 20-stej pojechał go szukać, nabył laktator znanej firmy na M. za 300zł! I co? Ten też nie ściągał pokarmu zbyt dobrze. Był może odrobinę lepszy, gdyż ‘odpuszczał’, nie ssał ciągle, tylko naprzemiennie. Ból czułam nadal, choć nie taki, jak przy poprzednim laktatorze. Po powrocie do domu w domu walczyliśmy, robiąc masaże, okłady, herbatkę z szałwii (zahamowuje nadmierną produkcję mleka), nieustanne ściąganie i przykładanie często maluszka do piersi.

Z pomocą tak naprawdę przyszedł LOVI. Polecony przez przyjaciółkę, tę, którą mogłam posłuchać na samym poczatku, że laktatory naprawdę mogą być lepsze lub gorsze. Pierwsze, co mnie zdziwiło to to, że laktator może być i ręczny (można go ze sobą zabrać na uczelnię czy do pracy, gdzie w ubikacji nie ma gniazdka), i elektryczny zarazem. Dotąd myślałam, że takie modele trzeba kupować oddzielnie. Po drugie, w porównaniu do poprzednich laktatorów, które sprawiały mi ból, przy tym czuję jedynie łaskotanie. Po trzecie jest dwufazowy. Najpierw w mleku dla bobasa mamy picie, później jak gdyby ‘drugie danie’.

Ten pierwszy rzadszy pokarm dziecko ssie bardzo szybko, natomiast drugi intensywniej. Tak samo działa laktator LOVI – na początku ‘pompuje’ bardzo szybko, a później wolniej, ale mocniej i intensywniej. W ten sposób ściągamy pokarm bezboleśnie – a „technicznie” podobnie jak nasz bobas. Co najważniejsze, wydaje mi się, że laktator opróżnia całą pierś. Jest to wielka zaleta, ponieważ poprzednie urządzenia tego nie robiły, na koniec musiałam ściągać pokarm ręcznie. Dodatko świetnie wygląda, jest bardzo cichy (ściągając pokarm w nocy nie martwisz się o sąsiadów) i liczy czas ściągania pokarmu. Jest zapakowany w podręczną kosmetyczkę,do której możemy dołączyć dłuższy pasek (w zestawie). W środku znajduje się instrukcja i książeczka ‘szkoła karmienia’ – strasznie żałuję, że nie miałam jej gdy byłam w ciaży, pozwoliłoby mi to uniknąć wielu błędów.

Mam nadzieję, że poprzez swoją historię pomogę innym mamom i nie popełnią takiego błędu jak ja. Ten wpis dedykuję mojej przyjaciółce Justynie, która niebawem zostanie mamą dwójki bliźniaków – Kubusia i Julii. Jej i wszystkim przyszłym mamom, oraz mamom karmiącym ze szczerego serca: LOVI Prolactis.

DSC02390 DSC02391 DSC02394 DSC02396

 

Close