bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

LOVI wybawienie

[fb_button]

DSC02393

Ile się wycierpiałam by karmić piersią, tego chyba nie wie nikt. No może mój mąż. Historia była prosta – byłam naprawdę zielona w tym temacie, a dziś chyba wiem już wszystko i mogę udzielać lekcji. Na początku zacznę od tego, że nie wierzyłam mojej przyjaciółce, że mogą być gorsze i lepsze laktatory. Myślałam, że jeśli laktator ssie, to ssie, co ma być w nim udziwnionego lub lepszego od innych? Do szpitala wybrałam się więc z jednym laktatorem, który otrzymałam w prezencie. O przepraszam, nie wybrałam się z żadnym, bo myślałam, że szpitalu są. I faktycznie były, ale akurat końcówki wysłano do sterylizacji, więc jakby nie było. Więc T. (Tatko Buby) przywiózł z domu ten, który mieliśmy. Myślałam, że umrę z bólu – laktator zasysał, a nie odsysał powietrza, ciągnął i ciągnął.

Ale zacznijmy od początku. Po porodzie, położne nie przystawiały mi dziecka do piersi, aż nie przyjechała moja przyjaciółka i mi nie pomogła(wiadomo po cesarce leży się jak kłoda). Od razu zabierały Bube na dokarmianie. Dopiero później doczytałam, że dokarmianie nie jest wskazane, ponieważ obciąża nerki noworodka. Naprawdę wystarczy kilka kropelek siary (pierwszego pokarmu) by dziecko zaspokoiło głód, i potrzebę organizmu na wszelkie składniki odżywcze. Na drugi czy trzeci dzień miałam nawał pokarmu. Słyszałam o nim wcześniej i pomyślałam, że „nawał” znaczy, że tego mleka będę miała po prostu ogrom, i wystarczy, że go ściągnę. Niestety, nie było mi to dane.

W szpitalu zabierano malucha na przeróżne badania i był rzadko przystawiany, a od laktatora umierałam, w piersiach zrobiły się więc zastoje. Mleko stale się produkowało, a nie dało rady się go żadnym sposobem odciągnąć. Położne polecały ciepłe okłady i prysznice. To skutkowało jeszcze większą produkcją (tylko zimny okład zahamuje produkcję mleka – np. z liści kapusty). Więc było jeszcze gorzej, pojawił się stan przedgorączkowy itp. Były lepsze i gorsze zmiany położnych, jedne pomagały, inne nie. Ale dziecko tak czy siak było dokarmiane. Jedna z położnych stwierdziła, że mamy zły laktator i trzeba lepszy. T. około 20-stej pojechał go szukać, nabył laktator znanej firmy na M. za 300zł! I co? Ten też nie ściągał pokarmu zbyt dobrze. Był może odrobinę lepszy, gdyż ‘odpuszczał’, nie ssał ciągle, tylko naprzemiennie. Ból czułam nadal, choć nie taki, jak przy poprzednim laktatorze. Po powrocie do domu w domu walczyliśmy, robiąc masaże, okłady, herbatkę z szałwii (zahamowuje nadmierną produkcję mleka), nieustanne ściąganie i przykładanie często maluszka do piersi.

Z pomocą tak naprawdę przyszedł LOVI. Polecony przez przyjaciółkę, tę, którą mogłam posłuchać na samym poczatku, że laktatory naprawdę mogą być lepsze lub gorsze. Pierwsze, co mnie zdziwiło to to, że laktator może być i ręczny (można go ze sobą zabrać na uczelnię czy do pracy, gdzie w ubikacji nie ma gniazdka), i elektryczny zarazem. Dotąd myślałam, że takie modele trzeba kupować oddzielnie. Po drugie, w porównaniu do poprzednich laktatorów, które sprawiały mi ból, przy tym czuję jedynie łaskotanie. Po trzecie jest dwufazowy. Najpierw w mleku dla bobasa mamy picie, później jak gdyby ‘drugie danie’.

Ten pierwszy rzadszy pokarm dziecko ssie bardzo szybko, natomiast drugi intensywniej. Tak samo działa laktator LOVI – na początku ‘pompuje’ bardzo szybko, a później wolniej, ale mocniej i intensywniej. W ten sposób ściągamy pokarm bezboleśnie – a „technicznie” podobnie jak nasz bobas. Co najważniejsze, wydaje mi się, że laktator opróżnia całą pierś. Jest to wielka zaleta, ponieważ poprzednie urządzenia tego nie robiły, na koniec musiałam ściągać pokarm ręcznie. Dodatko świetnie wygląda, jest bardzo cichy (ściągając pokarm w nocy nie martwisz się o sąsiadów) i liczy czas ściągania pokarmu. Jest zapakowany w podręczną kosmetyczkę,do której możemy dołączyć dłuższy pasek (w zestawie). W środku znajduje się instrukcja i książeczka ‘szkoła karmienia’ – strasznie żałuję, że nie miałam jej gdy byłam w ciaży, pozwoliłoby mi to uniknąć wielu błędów.

Mam nadzieję, że poprzez swoją historię pomogę innym mamom i nie popełnią takiego błędu jak ja. Ten wpis dedykuję mojej przyjaciółce Justynie, która niebawem zostanie mamą dwójki bliźniaków – Kubusia i Julii. Jej i wszystkim przyszłym mamom, oraz mamom karmiącym ze szczerego serca: LOVI Prolactis.

DSC02390 DSC02391 DSC02394 DSC02396

 

XOXO
signature
50 Responses
  • Franulkowe Opowieści
    12 . 07 . 2013

    Ach żebym wiedziała wcześniej:) Ja miałam z tommee tippee i szkoda gadać….

    • Buuba
      12 . 07 . 2013

      będziesz wiedziała na przyszłość:) przy nast bobo:)

  • tekla
    12 . 07 . 2013

    używałaś właśnie tego laktatora, który jest na zdjęciach? to jest Twój prywatny laktator?

    • Buuba
      12 . 07 . 2013

      tak:)

  • Asia
    12 . 07 . 2013

    Oj, faktycznie nieciekawie u Was zaczęła się przygoda z karmieniem. Ja się cieszę, że w szpitalu trafiłam na porządne położne, każda z Pań przychodziła mi z pomocą kiedy tylko zauważały, że sobie nie radzę, Miśka z początku nieodpowiednio łapała pierś. Na szczęście zostałam poinstruowana i mó j Bąbel ma 15 mc i jest CycoLovem :)

    • Buuba
      12 . 07 . 2013

      hehe, nasz Bubuś też kocha cyca, laktatora używam do robienia zapasów:) cieszę się że przetrwałam:)

      • Asia
        12 . 07 . 2013

        Tak, tyle piszą o tym, że karmienie piersią wzmacnia więź mamy z dzieckiem i faktycznie tak jest. Osobiście mogę powiedzieć/napisać, że jestem od córki uzależniona :) Gratuluję wytrwałości :)

        • Buuba
          12 . 07 . 2013

          dziękuje i potwierdzam:)

  • tekla
    12 . 07 . 2013

    zdjęcia robiłaś teraz, czy w szpitalu? faktycznie się sprawdza, dziwna sprawa z tymi laktatorami

    • Buuba
      12 . 07 . 2013

      to są zdjęcia z mego domu, nie ze szpitala:) a z laktatorami sprawa taka, że niektóre mają niewygodne bolesne końcówki i nie tak zasysają jak trzeba

  • tekla
    12 . 07 . 2013

    to oznacza, że go nie używałaś, jest zapakowany jak więc możesz pisać o jego zastosowaniu? rozczarowałam się tym blogiem :( komercyjny na każdym kroku, nie obchodziłoby mnie to, ale wszystko kosztem dziecka

    • Buuba
      12 . 07 . 2013

      hehehe, wybacz jeśli mnie źle zrozumiałaś, zdjęcia były zrobione już jakiś czas temu, jak tylko go dostałam. Zresztą jak widzisz na blogu, zawsze jak dostanę jakąś paczkę, zachwycam się i robię zdjęcia zanim ją otworzę. Laktator na M używałam dosyć długo, ale okazał się bolesny i nie opróżniał mi piersi, więc zdecydowałam się na ten za radą przyjaciółki:)
      A co do stwierdzenia ‚kosztem dziecka’ – nie widzę by dziecko moje na tym blogu cierpiało, lub miało ucierpieć w przyszłości:) Nigdy bym nic złego nie zrobiła mojej miłości

    • Kasia
      12 . 07 . 2013

      To nie czytaj jak za komercyjny. MI się podoba :)

      • Buuba
        13 . 07 . 2013

        Dokładnie! :)

  • aga
    13 . 07 . 2013

    Oj to dobrze, że pomógł:-)
    …choć przepraszam ale mam podobne odczucia co do postu jak Tekla.

    • Buuba
      13 . 07 . 2013

      Każdy ma prawo mieć swoje odczucia:) nie mam nic przeciwko:)

  • Justyna
    13 . 07 . 2013

    Hah…i zaczynami hejtowanie :) No..możesz czuć się blogerką z krwi i kości :) A poważnie, to znam ten ból, ze białostockiego szpitala na ul. W. Położne ani razu nie pokazały jak przystaiwć synka do piersi. Zabierały go na badania, szczepienia,kąpanie i dokarmiały butelką bez mojej wiedzy,żeby nie stracił za dużo na wadze,bo musiałby nas przytrzymać dłużej w szpitalu. Osobiście zakupiłam laktator M. i płakałam rzewnymi łzami, przy pierwszych pociągnięciach wyginało mnie z bólu w chińskie osiem i miałam serdecznie dość. Dziecko nie chciało jeść,więc odciągałam pokarm,żeby przynajmniej dostawał go z butelki. Jednak nie powiem,żeby laktator za 300zł spełnił moje oczekiwania. Byłam zawiedziona, potwornie głośno pracował,położna środowiskowa, która przyszła do mnie do domu, zamiast pomóc, skrzyczała mnie,że jestem bezduszna bo karmię swoim pokarmem, ale butelką. Żadne tłumaczenia,że dziecko przystawiane do piersi ssać nie chce i krzyczy jak opętane, od razu siniejąc, nie pomagały. Walczyłam przez ponad miesiąc i poddałam się. Miałam dość bólu, krzyków połoznej, teściowej itp. Po prostu odpuściłam, dałam sobie spokój. Teraz jestem w drugiej ciąży i znowu będę walczyć. A przede wszystkim będę bardziej świadoma. Fajnie,że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami.Pozdrawiam.

    • Buuba
      13 . 07 . 2013

      Rodziłam w tym samym szpitalu, i doświadczenia mam identyczne:) Bez mojej wiedzy dokarmiali, a jak raz się zbuntowałam, to zostałam niemile potraktowana. Zabierali dzidziusia bez wyjasnień po co i gdzie, niestety tak jest w szpitalach. Teraz będę wiedziała jak postępować tak jak Ty, szkoda tylko,że człowiek uczy się na własnych błędach i nikt nas nie uprzedził.
      Szkoda też, że trafiłaś na taką położną, ja na swoją nie mogłam narzekać, jeśli byś chciała mogę Ci ją doradzić, szczególnie że jesteś w drugiej ciąży:)
      pozdrawiam Cięgorąco:)

      • Justyna
        13 . 07 . 2013

        Teraz bede miala inna,wierzę,ze lepszą,a rodzic zamierzam w poliklinice A. :-) A co do zabierania dziecka,to nie zapomne kiedy po moim wyjsciu z toalety nie zastalam synka w lozeczku :-/ Bylam przerazona,a na moje prosby i pytania gdzie jest dziecko,panie wzruzyly ramionami i stwierdzily,ze no przeciez zabraly go na szczepienie i o co ta tragedia.

        • Buuba
          13 . 07 . 2013

          TEż mam zamiar następny raz rodzić u A. Bez wahania tam pójde, chociażbym miała oszczędzać sto lat:) Jeśli chodzi o zabieranie dzidzi to też miałam takie sytuacje, że był podłączony (badanie serduszka) na całą dobę i widziałam, że chce jeść i chciałam go zabrać (bo miałam taką możliwość), powiedziałam położnym, a one mnie zaczęły przedrzeźniać!! że ja taka przejęta i takie tam. Jak mam nie być przejęta, jak moje dziecko płacze z głodu i one sobie nic z tego nie robią a w dodatku się śmieją, ale wolę zapomnieć te chwile i teraz cieszyć się Bubusiem:) życzę Ci wszystkiego dobrego:) może kiedyś spotkamy się na porodówce u A.? hehehe

  • Polaó
    13 . 07 . 2013

    mam! również polecam. Jest bardzo dobry, na szkole rodzenia polecano mi laktator z firmy ‚M’ j.w. o nim mowa czyli medela, ale ceny ich były niebotyczne! poza tym tamte laktatory są elektryczne a ten jest elektroniczny ma na komputerek który zapamiętuje czas odciągania i można ustawić siłę „ssania”. Ja jednak mam inny problem moja córeczka urodziła się po terminie 9 dni jak się okazało była nieco większa niż inne dzieciaczki bo jej waga była 4220. Od początku karmienie musiało być z dwóch piersi bo jedna dla niej to za mało domagała się drugiej. Teraz kiedy ma skończone dwa miesiące domaga się coraz więcej pokarmu, a ja mam ciągłe wrażenie, że nie mam go wystarczająco. Czas opróżniania piersi zamyka się czasem nawet w 10 min. I ten krotki czas mnie niepokoi. Po każdym karminu próbowałam odciągnąć mleko,żeby coś było w zapasie, ale była pustka. Więc kupiłam herbatki na laktacje z hipp i Herbapol piję je jak oszalała i nic. Czy możecie mi coś poradzić? co by mogło zwiększyć moją produkcje?

    • Buuba
      13 . 07 . 2013

      Widzisz mam to samo:) dziecko jak ma skoki rozwojowe to potrzebuje wiecej, a organizm nie nadąża produkować. Herbatek nie można pić niż 4 dziennie inaczej przyniosą odwrotny skutek. Lekarze radzą mi nie dokarmiać i przystawiać dziecko częściej do piersi, dziecko może nawet ssać’na pusto’ żeby pobudzić laktację. Aż się dziwię naprawdę bo u mnie jest identycznie:) czasem potrzebuje dwóch piersi a czasem wystarczy tylko jedna:) życzę wytrwałości!! :)
      A co do 10minut, to jest prawidłowy czas opróżniania piersi i nie powinien być dłuższY:) bo chyba, że masz gorszy laktator, ale LOVI jest ‚technicznie’ jak dziecko, więc jest ok. W szpitalu mi cały czas mówili, jeśli dziecko intensywnie ssie przez 10minut na pewno się najada:)

      • Pola
        13 . 07 . 2013

        bardzo dziękuję za słowa otuchy! wytrwałości ostatnio mi brak. A to do mnie nie podobne. Mam nadzieję, że znajdę w sobie spokój i siłę.
        pozdrawiam!

  • JaMama
    13 . 07 . 2013

    oj tak, znalezienie odpowiedniego laktatora bylo dla mnie ogromnym wydarzeniem, bo zmienilo jakosc mojego karmicielskiego zycia;)) ale w moim przypadku byla to wlasnie Medela. cudowny laktator ktory dziala dokladnie. jak opisywany Lovi, ssie najpierw szybko, potem wolno i dlugo. fakt jest to sprzet drogi ale wg mnie wart kazdej zlotowki. niestety ja zaczelam od recznego laktatora Tommee Tippee..masakra.malo nie wpadlam w depresje bo myslalam ze nie mam pokarmu.. plakalam i pompowalam a nic ten dziad nie odciagal!;) potem byl reczny Lovi..lepiej ale meczarnia straszna.az postawilam wszystko na jedna karte i zainweetowalam duze srodki w profesjonalny ale podrozny zestaw M. raaaaaaj! :)

    • Buuba
      13 . 07 . 2013

      Pewnie kupiłaś jakąś bardziej wypasioną wersję laktatora M. niż ja miałam.. ale dobrze, że dobrze wyszło:) mój mąż dziś się strasznie zdziwił jak zobaczył, że ściągam pokarm i nie słychać laktatora w drugim pokoju hehe:)

  • Kasia
    13 . 07 . 2013

    Nie cierpię komentarzy krytykujących dany blog. Jak się komuś nie podoba niech nie czyta. Ogólnie macierzyństwo dla mnie to wieczne ocenianie.Nie udało mi się karmić piersią w ogóle. Córcia urodziła się jako wcześniak kiedy zakończyli mi ciąże przez hipotrofię i gestozę. Ważyła niecałe 1,9kg i leżała kilka dni w inkubatorze więc karmienie odpadło. Jak ją wyjęli to najważniejsze było, żeby przybierała na wadze. Nie uwierzycie jakie dyskusje były wśród matek na oddziale wcześniaków i R-ki noworodków na temat ile dziecko przez noc przybrało a chodziło codziennie o ok. 30 gr. A jaka radość jak więcej i rozpacz jeśli wcale lub waga spadła. Nie zrozumie ten kto nie przeżyje. Potem próba karmienia piersią (nieudana). Zapalenie miazgi i antybiotyk przez tydzień , przy którym nie można dawać swojego pokarmu. Moja mała nie chciała piersi,a miałam za mało pokarmu, żeby głodomora zaspokoić. Walczyłam miesiąc bez rezultatu. Mówię miesiąc po trzech tygodniach w szpitalu.I nie była to wina wspaniałych położnych, które bardzo mnie wspierały kiedy w kącie ryczałam, że nie mogę karmić i jestem okropną matką. Nie wyobrażacie sobie jak okropni są ludzie i jacy oceniający bo nie karmisz piersią. Z tego powodu aż miałam depresję i non stop czułam się gorsza. Bałam się braku więzi i non stop się musiałam tłumaczyć dlaczego nie karmię. Teraz mam to w nosie i takim, którzy pytają mówię po prostu, że to nie ich sprawa.Mi się nie udało. Wam życzę powodzenia. I jeśli się nie uda nie czujcie się gorsze. Mój Zuzinek ma teraz 8 miesięcy. Pięknie przybiera na wadze, nie choruje (tfu tfu przez lewe ramie) i się rozwija. Błagam nie oceniajcie bo nie wiecie dlaczego niektórym nie wychodzi :)

    • Buuba
      13 . 07 . 2013

      Jak czytałam Twój komenatrz, to aż mi ciarki poplecach przeszły ile się wycierpiałaś. Jak ja już chciałam się poddać i nie karmić też zostałam ‚zaatakowana’ i rozumiem co czułaś. Ale czytam, że teraz jest już dobrze i będę trzymała kciuki by było jeszcze lepiej.. życzę Ci i córeczce wszystkiego najlepszego z całego serduszka!!! <3

      • Justyna
        13 . 07 . 2013

        Kurczę…właśnie nie wiem skąd bierze się taka swoboda ludzi w ocenianiu innych :/ Ja miałam naprawdę nieprzyjemne komentarze w sprawie karmienia synka, najpierw odciąganym pokarmem, a później mlekiem modyfikowanym. Moja teściowa usiłowała nawet nastawić męża przeciwko mnie, ale okazał się na tyle mądry,że odpowiednio to skomentował. Dziecko to nie dobro publiczne. Każda normalna mama, chce dla swojego malucha tego co najlepsze. I nie ważne jak mu to zapewni. Wieź z niemowlakiem można nawiązać i karmiąc butelką. Nie oznacza to wcale,ze mniej kochamy swojego malucha. Niektym ciężko zrozumieć,że dołowanie kobiety świeżo po porodzie naprawdę może doprowadzić do depresji i obniżenia samooceny jako matki. Przerabiałam nerwy, płacz, histerie i co nie tylko. Nie polecam. Teraz będę mocniejsza i nie dam sobie wmówić, nawet jeśli drugie dziecko też nie będzie chciało ssać, że to sprawia,że jestem matką drugiej kategorii.

        • Buuba
          13 . 07 . 2013

          Widać niektórym ludziom byłoby za nudno, gdyby nam nie powiedzieli czegoś niemiłego… Szczególnie po porodzie krytyka jest niepotrzebna, gdyż człowiek i tak jest wyczerpany i zaskoczony nową sytuacją, ma wiele na głowie, a tu zamiast wsparacie takie rzeczy… Mam nadzieję, że u Ciebie jest teraz wszystko w porządku, widać, że na pewno jesteś bardzo dobrą mamą, pozdrawiamy Cię z Buubą:)

      • Kasia
        13 . 07 . 2013

        Dzięki u nas teraz cudownie.Mała jest z dnia na dzień cudowniejsza. A może mi się tak wydaje bo jestem bezgranicznie zakochana. Ale było mi bardzo ciężko. Na szczęście moja mama mnie mocno pacneła w głowę jak się żaliłam jaką to jestem beznadziejną matką i dała jeden konkretny przykład. Moich braci,którzy są bliźniakami. Otóż z niewesołych przyczyn jeden był karmiony piersią, a drugi nie. i po 26 latach dalej nie widać różnicy. Może jednak to mleko modyfikowane to nie taka tragedia. Oczywiście przy drugim dziecku, które już planuje będę się starać karmić piersią, ale już bez takiego stresu :)

        • Buuba
          14 . 07 . 2013

          O no to super:) a na marginesie bardzo ciekawa historia o tych bratach bliźniakach:)

  • dzidziulkowo.blogspot.com
    13 . 07 . 2013

    A ja jestem w szoku. Bo mojej Dzidziulki mi nikt nie zabierał :) Kąpana była w moim pokoju, na moich oczach. Może raz ktoś wziął na „badania”. Bo reszta odbywała się w naszym pokoju, przy mnie. A już na pewno nie było mowy o dokarmianiu bez moje wiedzy. No szok.
    Laktator „kurzył się” ze dwa miesiące w domu…
    A temat karmienia piersią to hoho lepiej ominę ;P

    • Buuba
      14 . 07 . 2013

      a gdzie rodziłaś?:)

      • dzidziulkowo.blogspot.com
        14 . 07 . 2013

        w Łomży :)

        • Buuba
          14 . 07 . 2013

          To może tam mniej jest rodzących i lepiej się przykładali hehe:) jak ja rodziłam to zanim ciecie, czekałam aż kogoś wypiszą:) wszystkie sale były zajęte

  • Ewa
    14 . 07 . 2013

    Hej,
    Czemu o jednym laktatorze piszesz wprost, jaka to firma, a o drugim – ten na „M”?

    • Buuba
      14 . 07 . 2013

      ten na M.-znana firma, nie chcę się nikomu narazić:) gdyż nie jestem zachwycona jeśli chodzi o niego

  • Ewa
    14 . 07 . 2013

    Naprawdę lubię tego bloga. Swoje udane karmienie piersią zakończyłam już jakiś czas temu, ale wchodząc na takiego rodzicielskiego bloga w poszukiwaniu porady przy wyborze laktatora chciałabym mieć całkowite zaufanie, że w subiektywnym odczuciu osoby piszącej ten właśnie przedmiot okazał się godny zaufania. Niestety nie mogę. Z większości blogów rodzicielskich uśmiechają się do mnie identyczne laktatory Lovi Prolactis. Nie mam nic przeciwko reklamie, sama bym skorzystała. Ale jeśli chcemy być autentyczni dla czytelników, nie wmawiajmy, że to nasz własny laktator i cała akcja promocyjna Lovi toczy się gdzieś obok zupełnie przypadkiem. Będę tu dalej chętnie zaglądać głównie ze względu na piękne zdjęcia i mam nadzieję, że nie uraziłam za bardzo. Po prostu musiałam napisać co myślę, może to coś zmieni.
    Pozdrawiam
    Ewa

    • Buuba
      14 . 07 . 2013

      Laktator jest mój własny- dostalam go jakiś czas temu do testów, przetestowałam i napisałam co myślałam, że b.żałowałam że nie kupiłam go od razu, bo jest świetny. Tak jakby przesiąść się z malucha do mercedesa. Gdyby nie sprostał moim oczekiwaniom na pewno nie pisałabym żadnej opinii, ani bym się tak nie otwierała, przed osobami czytającymi, bo historia jest dosyć ekhm.. intymna:) Nie uraziłaś mnie-każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie:) pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam na bloga, konstruktywny głos się liczy! :D

  • Rodzinka z innego świata
    14 . 07 . 2013

    Czasem jak czytam o praktykach położnych w różnych szpitalach to ciarki mnie przechodzą.
    Też miałam cesarkę i mimo, że leżałam 12h jak kłoda moja córcia była cały czas przy piersi. Położne przychodziły co godzinę by sprawdzić czy mała ssie, śpi lub by ją przystawić. Przekładały ją od jednej piersi do drugiej.
    Nie było w ogóle mowy o żadnym dokarmianiu.
    Żałuję tylko, że zaraz po urodzeniu nie dali mi jej na klatkę tylko zabrali wraz z tatą do mierzenia i ważenia.

    Współczuję takich przejść z laktacją i laktatorami. Ja używałam ręcznego laktatora i byłam zadowolona ale nie był mi on zbyt często potrzebny:)

    Za to jak raz dostałam zapalenia piersi to miałam 40′ gorączki.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w karmieniu Buby

    • Buuba
      14 . 07 . 2013

      Ja dostałam Bubę na pierś, ale tatko go widział tylko przez sekundę, pokazali i zabrali, a później jak było to wiadomo:)

  • Alexandra
    25 . 07 . 2013

    No ja właśnie nie rozumiem z tym dokarmianiem bez wiedzy mamy. Ja też miałam cesarkę i dostałam małego od razu do cycusia. Chyba na drugą dobę przyszła położna i zaproponowała dokarmienie, bo Misiek się często budził, czyli się nie najadał. Kurcze- trzeba walczyć o swoje dzieci.
    Bubuś jest piękny! :)

    • Buuba
      26 . 07 . 2013

      też tego nie rozumiałam… takie rzeczy tylko w PL:) dziękujemy za komplement:D

  • Zuzik
    04 . 12 . 2013

    A czy mogłabyś mi powiedzieć jak powinno się postępować kiedy mamy nawał pokarmu.
    Odciągać do pustki czy tylko do momentu poczucia ulgi ? Pytam ponieważ jest wiele szkół na ten temat a podobno każde odciąganie daje sygnał do produkcji jeszcze większej ilości mleka a po co więcej kiedy już jest nawał ?
    Nie wiem jak postępować a każdy mówi co innego :(
    Kiedy planujesz odstawienie Buubusia od piersi ?

    • Buuba
      04 . 12 . 2013

      Bubi już prawie odstawiony,
      a w nawale ściągałam tylko tyle ile dałam rady tak naprawdę,
      bo jak opróżniłam całą pierś to za 5minut była pełna.
      Pomogły chłodne okłady, jedna herbatka z szałwi na dobę, i laktator na przemian z Bubkeim przy piersi,
      ale nawał nie trwał dłużej niż tydzień, później to wszystko się unormowało,
      trzeba jakoś przetrwać najgorsze

  • Justyna
    06 . 09 . 2014

    A ja ciesze się, ze podalas konkretna nazwe laktatora, bo wlasnie oczekuje pierwszego dziecka, sledze blogi, szukając konkretnych porad i już miałam kupic laktaor na M. (choć miałam pewne wątpliwości), ale decyduje się na LOVI. Dziekuje, ze opowiedzialas swoją historie :) Pomozesz w wyborze i rady dot. karmienia tez są swietne. Jak z karmieniem przy drugim synku?

    • Buuba
      06 . 09 . 2014

      Przy drugim idzie jak po maśle :) laktatora tylko raz użyłam jak do tej pory :)

  • Justyna
    06 . 09 . 2014

    A jak z karmieniem przy drugim synku? Fajnie, ze opowiedziała swoja historie, już wiem na jaki laktator się zdecydować :)

  • olad
    03 . 11 . 2014

    Ten laktator sie sprawdzil u mnie rewelacyjnie, dziewczyny ktore nie potrafia karmic piersia a chca podawac swoje mleko to jest wybawienie z tej sytuacji, sama w niej bylam i dzieki temu laktatorowi cbylo to proste

  • mamusiowo2
    21 . 09 . 2015

    Ja również używam laktatora Lovi Prolactis i bardzo mi pomógł w mojej laktacji. Już myślałam, że się poddam. Bardzo bolesne brodawki, nic nie pomagało. Ryczeć mi się chciało, ale dostałam Lovi Prolactis i to było wybawienie. Najpierw ściągałam mleko i podawałam butelką, która jest w zestawie, tylko trzeba dokupić smoczek, a jak brodawki wygoiły się to mogłam bez problemu podać pierś córce. Ładnie dopasowuje się do piersi. Ściąganie pokarmu trwa dość krótko i bardzo efektownie i jest bardzo prosty w użyciu, ma regulowaną siłę ssania. Mogłam zabrać laktator ze sobą w razie podróży co było bardzo wygodne. Szczerze polecam.

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *