fbpx
Close
Close

Brak produktów w koszyku.

nowości z placu boju…

nowości z placu boju…

[fb_button]

…z placu boju, bo na budowie aż wrze. nie wiem skąd mi się utarło słowo „budowa”, pewnie wielu z Was też je myli. kupiliśmy bliźniak w stanie deweloperskim, a zamiast mówić dom, nazywam to budową. bo gdy patrzyłam przez tyle czasu na gołe betony, tak mi się to kojarzyło. Przeprowadzka 1-go października, musimy zdążyć, więc jak to bywa na placu boju, walczymy;) chcieliśmy poczynić mnóstwo oszczędności, więc działamy trochę sami, Tatko pracuje nad cegiełką w łazience, a ja układam podłogę, góra już prawie cała gotowa, na cały dół został jeszcze tydzień. Mówię Wam, kładzenie tych desek to łatwizna! polecamy się z Tatkiem jako extra team do wykończeniówek;) pomalowałam też dwa pokoje wałkiem na biało, sami zagruntowaliśmy cały dom, czasem aż nas blady świt zastawał. po prostu coś sobie robimy, patrzymy na zegarek, a tu zaraz 4 nad ranem! tam czas inaczej płynie, dzieci śpią w najlepsze, świeże powietrze chyba im sprzyja. to, że nas ranek zastał, to nic, bo raz zastała nas… policja. było już jakoś po 23, mieliśmy się zaraz zbierać, a tu Tatko mówi, że na naszej działce chodzą ludzie z latarkami. a ja: o boże, zaraz nas zabiją, okradną, chowamy się itp. ale T. dostrzegł, że na plecach widnieje napis „policja”, no to ja: o boże, kogoś zabili, kogoś szukają, jakaś bieda się stała, co to będzie, itp. wyszliśmy na przywitanie, pytamy, o co chodzi, a nas pytają, czy wezwaliśmy policję, bo OKRADAJĄ NASZ DOM (!), my na to, że nikt nie okrada, że sobie spokojnie malujemy. pojechali. wracają za trzy minuty, proszą o dowodziki, spisują. tak dla wszystkiego. sąsiad jakiś zgłosił, że widział, jak ktoś chodzi z latarkami po naszym domu. z latarkami nie chodziliśmy, światło normalnie się świeciło, ale wiemy już, że mamy dobrych, troskliwych sąsiadów, tacy to prawdziwy skarb! :)

dokończymy podłogę, łazienka na górze zostanie skończona przez hydraulika pod koniec tygodnia, montaż garderoby planowany też jest na koniec miesiąca, a kuchnia – pomieszkamy bez niej kilka pierwszych dni – ale mamy grilla, duży stół i sąsiadów ;) btw oni dali radę, to my też. jak pisałam wcześniej, żeby starczyło na fajniejsze rzeczy, trzeba było z niektórych zrezygnować, dlatego też nie braliśmy architekta do wystroju całego domu. mieliśmy swoją wizję i pomału trwa realizacja, jasne przestronne wnętrza, może trochę surowe. nic nowego i podążanie za modnym stylem, który teraz panuje, dlatego w mojej kuchni nic innowacyjnego. tę wizję odwzorowała ze mną moja znajoma, oto ona:

10174425_721405551214155_1073881994_o

…ale wszystko pokomplikował Tatko, kiedy poszliśmy wybierać sprzęty… lodówka miała być do zabudowy, a wpadła mu w oko podwójna. miała być mikrofala i piekarnik, a on chce tę machinę 2w1 – nawet nie wiedzieliśmy, że taka istnieje! jako że chciałam mieć sprzęt jeden pod drugim, bo mi się to wizualnie bardzo podoba, wymyśliłam kawiarkę. jesteśmy smakoszami kawy, mamy ekspres wolno stojący, więc ten do zabudowy jak znalazł. T. tak się jednak uparł na tę podwójną lodówkę, przez którą nawet sufit trzeba przerabiać, bo nie pasuje do nowych mebli, że musiał powstać nowy projekt. na szczęście natrafiliśmy na team stolarzy, którzy wykonują wizualizację gratis, wg mego pomysłu powstało więc coś takiego:

3-cam1-dj 3-cam2 (1) 3-cam3 3-cam4- (1)

w naszej kuchni zbyt wielkiego pola do popisu nie ma, gdyż jest to róg wielkiej przestrzeni, która stanowi dół naszego domu, połączonej z salonem.

a poniżej pierwotny projekt, z którym przyjechali panowie – kompletnie mi się nie spodobał:) (za to Tatkowi jak najbardziej;))

1-horz-vert

nie chciałam też w swojej kuchni górnych szafek, co zauważyłyście pewnie;) no i tyle, chciałam się Wam ciut pochwalić, kuchnia już jest w realizacji, oczywiście ta z pierwszego/głównego zdjęcia wpisu. my natomiast co dzień działamy, za tydzień w poniedziałek będziemy już wszystkie kąty szorować, a w następną środę czeka nas pierwsza noc na swoim nowym :)

aaaa i mamy schody! chcieliśmy jesionowe, bo to drewno ma dużo sęków. stolarze zażyczyli sobie za nasze schody kilkanaście tysięcy! Ale znalazłam panów, którzy wycenili mi je za połowę ceny, wyszukałam ich w mojej rodzinnej miejscowości. a jako że pochodzę prawie z puszczy, drewno tam jest tańsze:)

na zdjęciach uchylam rąbka tajemnicy;)

DSC06984 DSC06990 DSC06994

 

Close