fbpx
Close
Rzeczy, które mnie uszczęśliwiają

Rzeczy, które mnie uszczęśliwiają

Długo zwlekałam z napisaniem tego tekstu, gdyż tak naprawdę on był tuż obok, obok mnie. Jednakże nie tak blisko, by zasłużyć na słowa przelane dla Was. Zbierałam się, zbierałam i w końcu jestem. Chcę sobie szczerze przedstawić listę, która sprawi, że zły nastrój obok mnie przejdzie obojętnie. Nie wkradnie się do mojego środka i nie sprawi, że moje dni będą bezsensownie się marnowały.

Poranek, wieczór, poranek. Nim się spostrzegłam jeden z moich synów skończył pięć lat, za dwa lata szkoła, chwilę później pierwsza komunia święta. Podstawówka, liceum, studia. To wszystko co nas czeka, i ja wiem, że zanim się obejrzę to zaraz się stanie. Przecież nie dawno go rodziłam, noooo!!! Przecież nie dawno był malutkim bobasem, przecież niedawno się dowiedziałam, że jestem w drugiej ciąży! A tu proszę bardzo! Pięć lat! Kto by pomyślał! I wiesz co jest najlepsze, że kiedy chcę go w czymś wyręczyć (biada mi za to), to on na mnie krzyczy: maaamooo jestem już duży! mam już pięć lat, wieeeesz? Oczywiście to jak liść w policzek, bo przecież odkąd pamiętam, coś przy nim było do roboty ;)

I jak patrzę na te dwa moje aniołki, to się niezmiernie cieszę, że je mam. Że są:

1.Zdrowe

– zdrowie dzieci to punkt numer jeden na mojej liście, która sprawia, że jestem szczęśliwa. Jako blogerka, która ma dosyć spory fanpage, czy instagram, która ma w ogóle możliwość przekazania informacji sporej grupie ludzi, dostaję bardzo często do Was prośby, by się przyłączyć do akcji. By pomóc, zazwyczaj chorym dzieciom… Zazwyczaj jest to link do portalu pomagam, zazwyczaj ze zdjęciem… Niechętnie patrzę na te zdjęcia, a gdy już patrzę to tylko przez chwilę, zaciskam zęby i bardzo współczuję. Zazwyczaj nie odmawiam, wrzucam link na instastories i niech się dzieje co chce… Nie dam rady patrzeć na cierpiące dzieci, nie dam rady. To są tak niewinne istotki, które nawet nie mogą się poskarżyć na swoje cierpienie. Nawet nie wyobrażam sobie co się dzieje w sercach ich rodziców. Jak bardzo muszą cierpieć, jak bardzo muszą to przeżywać. Pamiętam, gdy Kubuś się urodził i okazało się, że coś z jego serduszkiem jest nie tak. Czułam jak świat mi się wali pod nogami, czułam, że to może być sen. Nie chciałam tego dopuścić do mojej świadomości, chociaż przygniatało i wracało jak grom z jasnego nieba. Bolało i to bardzo. Miałam do siebie nawet wyrzuty, że zdecydowałam się na kolejną ciążę, po stracie poprzedniej! Bo naraziłam dziecko na cierpienie… Na szczęście bradykardia została unormowana, Kuba jest zdrowym dzieckiem, które to nie wymaga specjalistycznej opieki. Dziękuje Bogu, że tak jest i naprawdę bardzo, ale to bardzo to doceniam. Że ja mogę się cieszyć zdrowymi dziećmi, i widzieć jak prawidłowo się rozwijają.

Pomyśl o tym, gdy będziesz zła, bądź bez sił, bo trzeba po raz kolejny zmienić pieluszkę! Bądź gdy nadepniesz na klocek lego, a Twój dom nieustannie przypomina pobojowisko. To znaczy, że są tam dzieci! I w dodatku bardzo szczęśliwe!

Kolejnym aspektem w moim życiu, który sprawia, że czuję się bezpieczenie jest:

2.Grono przyjaciół.

Starannie wyselekcjonowanych przez los. Zaledwie kilku, kochających, wspierających. Dzwoniących, nawet wtedy kiedy nie mam ochoty rozmawiać. To oni znoszą moje gorsze dni, fochy, i są zawsze kiedy tylko tego potrzebuję. A potrzebuję naprawdę bardzo wiele. Szczególnie kiedy jestem sama z chłopakami, czy kiedy dopadnie mnie choroba. Bliskie osoby w macierzyństwie to podstawa. Same wiecie, bądź ‚sami wiecie’ że przebywanie z dziećmi 24h/dobę nie jest niczym dobrym, dla obydwu stron.

Naprawdę nie wiem jakich Wy macie przyjaciół. Czy są to przyjaciele posiadający dzieci, czy bezdzietni. A może Waszymi przyjaciółmi są Wasi rodzice? Pielęgnujcie to, szczególnie teraz, gdzie każdy gdzieś goni. Wydaje mi się, że kiedyś było łatwiej o przyjaźń, niż teraz. A Wy co sądzicie na ten temat?

Ja naprawdę doceniam te osoby, które są obok mnie. Które zrozumieją i będą w tych najgorszych chwilach. Które wysłuchają i nie oczekują niczego w zamian. Są. Ot tak po prostu.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz.

3.Miejsce zamieszkania

Dom – ciepło. Dach nad głową. Szczególnie gdy się mieszka w tym wymarzonym. Pamiętam, że ten dom kupowałam razem z Wami, na kartach tego bloga. Pamiętam jak drżałam o to, czy dostaniemy ten kredyt. Pamiętam, że mówiłam, że mogę tu mieszkać nawet i w betonowych ścianach byleby tylko go mieć! Dziś cieszy mnie każdego dnia, każdego dnia ciągle coś w nim przestawiam, udoskonalam. Nadal nie odczuwam potrzeby posiadania drzwi w głównej łazience na górze. I chociaż kolejne ściany już są pobrudzone, wiem że jest mój. Bardzo przywiązuje do tego wagę. Zimą rozpalony kominek. Swoje podwórko, gdzie pieski mogą swobodnie się wybiegać.

Pamiętam gdy mieszkaliśmy w mieszkanku, było również ładne u przytulne. To powinno nas cieszyć. Ta stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa, to, że nasze dzieci wychowują się w godnych warunkach. To na pewno jest jeden z warunków potrzebnych do szczęścia.

Kolejną rzeczą, jest coś o czym nie zamierzałam pisać… To:

Close