bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Jestem mamą – „cipką”, ale dobrze mi z tym!

Posted on

Przyznam Wam szczerze, że troszkę zaczęłam się denerwować i przyszła pora na upust emocjom. Otoczenie zaczęło mi zwracać uwagę na to, jak wychowuję swoje dzieci, może nawet nie na to, ale nawet na to jak ja KOCHAM swoje dzieci.

To, że nasze babcie/ciocie/mamy się wtrącają, uważam w pełni za zrozumiałe. Bo przecież słowa ‚nałóż dziecku czapeczkę’ wypowiedziane w trzydziestostopniowy upał są już dla nas ironią. Słowa wypowiadane przez nadopiekuńcze osoby, jak i słowa bliskich. Ale nic nie wkurza jak to, gdy osoby, które nie posiadają dzieci chcą dojść do słowa. Naprawdę wiele rzeczy w życiu już słyszałam, ale to co ostatnio obiło mi się o uszy to przechodzi ludzkie pojęcie!

Podsumowując rozpieszczam swoje dzieci i za często je przytulam. Nie mają dyscypliny, zasad, oraz robią co chcą!

I jak się domyślasz przyjdzie tu teraz pora na akapit, który chętnie ustosunkuje się do tych słów. To nie jest ani usprawiedliwienie, to nie jest nawet spowiedź. To będzie moje, tylko i wyłącznie moje spostrzeżenie na temat mojego wychowywania MOICH DZIECI.

Czy nie mówi się, że dzieci powinny być wychowywane w miłości?

Czy nie mówi się, że częściej przytulane będą bardziej odporne? (Udowodnione naukowo, podczas płaczu u dzieci wydziela się hormon kortyzolu, ten hormon hamuje wytwarzanie odporności, organizm zmęczony stresem nie ma na to siły)

Czy nie mówi się, że dzieci powinny od najmłodszych lat wiedzieć co jest dobre, a co złe?

Czy nie mówi się, że dzieci powinny próbować podejmować decyzje?

Czy nie mówi się, że nie powinniśmy wyręczać dzieci…?

 

Mogę tak w nieskończoność, ale w końcu stanie się to nudne. Powiem Ci, że rzekoma ‚rozpusta’ to jest nadmierne kupowanie zabawek. No dobra, ale jeśli moje dziecko nie wyrzuca tych zabawek w kąt? Jeśli dba o nie, cieszy się z nich niesamowicie, i jeśli nazywasz jeden zakup tygodniowo małego auta nadmiernym kupowaniem, to się mylisz. Powiem szczerze, że zakupy dla moich dzieci sprawiają mi większą radość niż kupienie sobie najlepszej markowej torebki, a co!

Druga sprawa – przytulanie. Ja wiem, że moje chłopaki, to są chłopaki – wyrosną dla rosłych mężczyzn, a przytulanie w męskim świecie jest takie passe. Dla mnie moje dzieci, zawsze będą moimi dziećmi. Czy są duże czy małe, zawsze będą to dla mnie moje małe dzieci. Będę przytulać je w nieskończoność, czy będą grzeczne, czy niegrzeczne. Czy będą łobuzować, czy akurat będą skapywać im łzy z policzków. Oczywiście jeśli nie będą tego chcieli, nie będę naruszać ich przestrzeni. Ale uważam, że miłość w naszych dzieciach należy pielęgnować, takimi drobiazgami jak przytulanie, czy miłe słowo. Kochane dzieci wyrosną na pewne siebie i mądre osoby, potwierdzone!

(A te mniej kochane, będą szukały tej miłości gdzie indziej. Jeśli nie damy maluszkom tej miłości w dziecięcym życiu, odbije się to na ich przyszłości. Daje tu przykład (chociaż oczywiście nie musi tak być): odbije się to w patologicznym związku, czy nieustannym zmienianiu partnerów.)

Kolejna sprawa. U nas w domu nie ma określonych zasad, o której godzinie nasze dzieci chodzą spać. Każdego dnia jest to inna godzina. Wieczory spędzamy na wspólnych wyjściach, a ja nie będę biegła na łeb na szyję, tylko dlatego, że jest kąpiel o 19. Jeśli ona będzie o 20 – nic się nie stanie. Świat się nie zawalił, nikt nie umarł. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że dzieci lubią uporządkowany tryb życia. Nie mówię, że się nie staram. Dla mnie w pierwszej kolejności jest szczęście. Nie zmuszam moich dzieci do snu. 

Kolejna sprawa. Kiedy Pani w przedszkolu u mojego syna zakomunikowała mi, że on nie ma chęci sam się ubierać, stanęłam jak wryta. No pewnie, że tak! Przecież ja, kochana mama, zawsze założę mu te buciki. Nie mam serca odmówić. Wiem, że to odbija się na takich sytuacjach, gdzie wychodzimy z Biedry, ja dziesięć siatek zakupów, a dziecku spadł bucik, i za cholerę muszę go nałożyć. Ale to ja! Ja robię to z miłości. Oczywiście na tyle, na ile cierpliwości mi wystarcza ;)

Kocham ich nad życie, bo to jest mój Skarb. I tej miłości tak wiele, dlatego Kochani, jeśli nie macie dzieci, to proszę o więcej zrozumienia, albo nie wtrącania nosa w nieswoje sprawy… A jeśli je macie i coś Wam nie odpowiada? To wiedzcie, że swojego będę bronić jak lwica!

Amen.

 

XOXO
signature
comments [ 5 ]
share
No tags 0
5 Responses
  • Mal
    23 . 08 . 2017

    Kiedyś czytałam mądry artykuł… rozpieszczanie a rozpuszczanie to dwie odrębne sprawy… rozpieszczanie to przytulanie, całowanie, przelewanie miłości na tego naszego rodzonego. Nie może być tego za dużo. Rozpuszczanie natomiast to „hulaj dusza, piekła nie ma” czyli tak zwane bezstresowe wychowanie. Pozwalanie na wszystko, brak kar itp. Uwielbiam rozpieszczać swoją córkę, nawet wówczas gdy ma napad złości. Jakoś zawsze szybko jej przechodzi gdy mamusia utuli i porozpieszcza.
    Każda matka sama powinna wychowywać swoje dziecko/dzieci. I sama będzie ponosić konsekwencje swojego wychowania w przyszłości.

    Na koniec złota rada: jeśli widzisz rodzica stosującego inne metody wychowawcze natychmiast podejmij te kroki:
    1) spójrz na koniec własnego nosa
    2) pilnuj go.
    AMEN.

    • Buuba
      23 . 08 . 2017

      dokładnie! i piątka!

      • Megi
        23 . 08 . 2017

        Popieram w 100%

    • Gocha
      23 . 08 . 2017

      To jednak nie do końca prawda… dziecko nie jest dzieckiem matki tylko matki i ojca. A konsekwencje złego wychowania ponosi w dużej mierze całe spoleczenstwo- inne dzieci w przedszkolu czy szkole, jeśli zachowanie Waszego dziecka dezorganizuje ich zajęcia lub jest agresywne. Ofiary przemocy, jeśli takowej dopuści sie Wasze dziecko, itp. Starszy człowiek w autobusie, któremu Wasze dziecko nie ustąpi miejsca. Wszyscy, z którymi Wasze dziecko wejdzie w jakiekolwiek interakcje. Ale w kontekscie artykulu- zgadzam się, przytulania nigdy dość!

      • Joanna
        24 . 08 . 2017

        Co to jest złe wychowanie?
        Wychowując dzieci z poszanowaniem ich (i swoich, a także innych ludzi) granic łatwiej jest „uzyskać efekt” w postaci empatycznego człowieka niż stosując np. kary.
        Moje bliźnięta (prawie trzylatki) nie są bite, nie biją innych dzieci, ale kiedy ktoś próbuje je uderzyć drą się na całe gardło: „NIE CHCĘ ŻEBYŚ MNIE BIŁ”. Efekt murowany, agresor nie wie zazwyczaj, co ma zrobić.
        Są za to bardzo empatyczne, również w stosunku do obcych.

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *