bez-nazwy-11-792x414-2
[FM_form id="1"]

Poród przez cesarskie cięcie – skrzywdziłam swoje dzieci!

Temat, którego nigdy nie poruszałam, temat, który przywołuje lawinę historii, i lawinę histerii, ataku, obelg i mieszanych uczuć.

Rodziłaś cesarką? A to leń, nie chciałaś stracić czasu, krocza i jesteś złą matką!

Rodziłaś naturalnie? Nie lepiej cesarką? Przecież to bezpieczniejsze dla dziecka, nie bałaś się?! A może nie było cie na to stać?!

 

Uważam, że czasy jakie mamy obecnie brną w złą stronę, wiele z nas, nie wstydzi się wiele mówić. Wiele z nas, jak byś nie zrobił/nie zrobiła, uważa, że jest źle, bo każdy przecież wie lepiej, ma lepiej, i wszystko co jest jego jest lepiej. Każdy wszystko skrytykuje z każdej strony, nawet jeśli by rzygało tęczą i by było idealne. No bo przecież rzyga tęczą.

Poród każdej z nas w dużej mierze nie zależy od nas samych. Każdy poród jest inny, nie ma takich samych, i bardzo mocno nie będę starała się oceniać, wszystko opiszę na własnym przykładzie, obserwacjach i zasłyszeniach.

Od zawsze panicznie bałam się bólu, wysiłku fizycznego, i wszystkiego co związane z ingerencją w moje ciało. Na widok igły, która ma być wbita w moje przedramię, mało co nie mdlałam, bo jeśli miała to być igła dla kogoś – to jeszcze całkiem znośnie – bez omdleń, ale nadal z odruchem wymiotnym. Kiedy zaszłam w ciążę, to chcąc nie chcąc, wiedziałam co mnie czeka. Badania ginekologiczne, usg, comiesięczne pobierania krwi, wożenie moczu w plastikowym (nie zawsze szczelnym, o zgrozo, pojemniczku) i na końcu poród. Wiedziałam, że na to wszystko jakoś zacisnę zęby, wiedziałam, że dla dobra dziecka zrobię wiele. Ale nie wiedziałam, że aż tak będę się myliła.

PORÓD – dziecko pierwsze. Wykryto u mnie nie tak całkiem groźne niedomykalności zastawek w sercu. Na cztery istniejące zastawki, mam niedomykalność w trzech. Dodam, że z podobnego powodu nie posiadam mamy, dlatego panika w mojej głowie osiągała poziom niedorzeczności. W ostatnim miesiącu ciąży miałam w głowie czarne scenariusze, jak to umieram podczas naturalnego porodu rozerwana przez dziecko, albo serce mi się zatrzymuje, i mój mąż szczęśliwie zostaje wdowcem, bez marudzącej żony. Horrory nawet w nocy nie ustępowały, dopóki grzecznie nie wymusiłam na moim kardiologu zalecenia do CC. Wiem, że teraz postąpiłabym inaczej, postawiłabym na los.

PORÓD numer dwa. Akurat kupiliśmy dom, nawalało wszystko co możliwe na świecie, mieliśmy się wprowadzić przed porodem, wynajem starego mieszkanka był ustawiony, i akurat na czas porodu i pierwszego miesiąca życia maluszka na świecie byliśmy prawie bezdomni. Stres związany z całym tym domem i wszystkim dookoła sprawił, że miesiąc przed porodem bardzo często KTG wychodziło całkiem kaszankowo. Mój lekarz (który w tamtym okresie spadł mi z nieba) co nie położył mnie na patologię ciąży, to zaraz sama się z niej wypisywałam, na własne życzenie, by dopatrywać spraw domu, bo akurat może udałoby się wprowadzić zaraz po porodzie przecież.

Po jednym z ktg wszyscy zbledli, na patologię! Niestety nie zdążyłam uciec, bo na drugi dzień kolejne KTG, szczęśliwie podłączone w AKURAT tej godzinie, podłączone AKURAT podczas obchodu sprawiło, że włączył się alarm. Tętno Olisia zanikało.

Podana adrenalina i podłączone w dobrym momencie KTG uratowały życie maluszka.

 

fg6a1977

Ten maluszek właśnie rzucił we mnie piłką, ucierpiała i matka i zdjęcie ;)

 

Dlatego powiem Ci mamo, nie oceniaj. Nie oceniaj jaki poród każda z nas wybrała, bo to nie do końca zależne jest od każdej z nas. Dwa porody w mojej głowie przyćmiewają moje życie, i choć zapewne nie zaznam bólu porodu naturalnego, to powiem Ci, że CC nie jest jak z bajki.

Większość kobiet dochodzi do siebie podobnie – w ogromnych bólach, na morfinie, z cewnikiem przy łóżku. Nie jesteś w stanie sama wstać, umyć się, przed pierwsze dwa dni pijesz wodę i jesz kisiel, oraz mierzysz ile zrobiłaś siku, bo być może mogło się coś w Tobie niechcący uszkodzić. To tak ogólnie, dodam, że CC jest zaliczana do poważnych operacji przeprowadzanych na ludzkim organizmie, może się to nawet zakończyć wstrząsem, śpiączką, czy przetaczaniem krwi, i jeśli nadal nie chcesz rodzić naturalnie to…

WCALE CI SIĘ NIE DZIWIĘ! Chociaż obserwując kobiety na połogu, te od razu chodziły, jadły, zajmowały się swoim maluszkiem i miały go przy sobie. Wcześniej zaczynała się u nich laktacja i nie wyglądały jak przygarbione zombie, które w dół ciągnie szew od CC.

Ale zdarzają się bolesne nacięcia krocza, które kończą się w przyszłości plastyką pochwy, nietrzymaniem moczu i niechęcią do seksu. Sama wiesz, jakie to są wrażliwe miejsca, i dlatego obawiasz się naturalnego porodu.

Rozpisałam się dla Ciebie dosyć drastycznie, wiem… ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Niestety takim długim wstępem zmierzam do czegoś, o czym nie miałam pojęcia, przed moimi obawami związanymi z porodem.

Niestety gdy się o tym dowiedziałam to doznałam szoku. Dzieci, które nie zostały przepchnięte i ugniecione w kanale rodnym są w grupie ryzyka, które jest narażone na zaburzenia integracji sensorycznej! Takie dzieci mocniej przytulają inne dzieci, rodziców/bliskich, inaczej odczuwają dotyk, nie radzą sobie z emocjami, oraz nawet z prawidłowym jedzeniem!

Ponoć to najgorsze co można zrobić dla dziecka!

Doznałam szoku.

Dzieci urodzone CC są w grupie ryzyka, które mogą mieć zaburzenia, które wypisałam, ale nie oznacza to, że wszystkie to mają! Oczywiście na pewno sprawdzę czy z moimi Bubkami jest wszystko okej, bo pierwszy to uczęszczał na rehabilitację w związku z wzmożonym napięciem mięśniowym (CC na pewno przyłożyło do tego swoje piętno), szybko się złoszczą, ale to na pewno bunt dwu i trzy latka ;). Na pewno nie należę do tych wyluzowanych mam, które wiedzą swoje i zamykają się na ocenę innych, więc należycie to sprawdzę ;)

Czuję, że może zrobiłam źle, że może mogłam inaczej, ale w przypadku drugiego porodu nie było nawet takiej możliwości. W przypadku pierwszego nie wiem jak by było gdybym zdała się na los?

Czuję, że się otwieram coraz bardziej na Was pisząc tego bloga, więc proszę o wyrozumiałość i małą prośbę: Nie pytaj i nie oceniaj. To tak intymna sprawa, i jeśli bliska Ci osoba, będzie miała taką potrzebę – sama Ci opowie o swoim porodzie. Walczmy ze stereotypami malkontentów – wiecznie narzekających Polaków, wszystko wiedzących najlepiej ;)

 

fg6a1963fg6a1944

Zdjęcie główne wpisu miało symbolizować kobietę waleczną, taka, która zawsze da radę! I nie da sobie w kaszę dmuchać! Pokona wszystkie możliwe porody, wszystkie możliwe krytyki i wszystko możliwe wszystko!!! A niestety wyszła… pokraka… przynajmniej przyciąga uwagę :D

*Wpis został zmieniony.

 

signature