bez-nazwy-11-792x414-2

FreshMail.pl

Jak namalować Ewę?

[fb_button]

Najpierw jasną plamą włosy, potem dwie zielone kropki w miejscu oczu i uśmiech. Ten najtrudniej, bo Ewa zawsze uśmiechała się tak, że nie wiadomo było, do którego ze światów należał.

 Pamiętam ją doskonale. Jak siedzi w radiowym fotelu, pełna pogody opowiada o bohaterach swoich audycji, ludziach, których nagrywa do reportaży. Jak tonie w smudze papierosowego dymu – piękna, dojrzała, mądra i dobra.

A może trzeba ją namalować czarną kreską, gdy w środku nocy stoi na torach, a z czeluści niczego wyjeżdża ten pociąg, którego przenikliwy gwizd słyszałeś i ty, i ja? Rysować trzeba ostrożnie, najpierw kontur postaci, rozjaśniony bielą papieru, tak jakby przenikało ją światło lokomotywy. I koniec. Dalej tylko pustka w środku, której nic nie było w stanie wypełnić, żadna miłość, żadna wiara, żadna nadzieja.

Od jedenastu lat listopad ma twarz Ewy, jej rozlany, śmiertelny smutek duszy. Nie zachodzę już do palarni, bo odkąd jej nie ma… dalej widzę smugę dymu, fotel i Ewę. Tylko teraz, jak po przejściu Rubikonu – rozpoznaję jej odległy uśmiech, za którym jest wołanie „Uratuj mnie”.

Chorzy na depresję sami nie potrafią tak wołać. To krzyczy ich ciało, gdy nie mają siły wstać, obudzić dzieci do szkoły, ubrać się, zaparzyć kawę. Kiedy każda najdrobniejsza emocja, wysiłek związany z wyzwaniami stawianymi przez świat – przeraża.

Ewa nie zdążyła mi tego powiedzieć, wiem to od Alicji, też zmagającej się z depresją od lat. „To jest stan piekła, nieskończonego spadania w nieskończoną przestrzeń. Twoja świadomość jest w stanie umierania, i to się nigdy nie kończy. Świat kurczy się do orzeszka, w którym jest tylko jedno słowo – skarga: „Boli”.

 

Czy gdybym była bardziej uważna, zauważyłabym milczące cierpienie Ewy? Jej wrażliwą, pełną smutku duszę? Pomogła w samotnym wychowywaniu dorastającego syna, który jak każdy nastolatek sprawia kłopoty? Wytłumaczyła, że miłości niegodni są ludzie, którzy krzywdzą nas, porzucając? Że praca czasem nie przynosi oczekiwanego ukojenia, a zasypywanie emocjonalnej pustki nie ma sensu? Że nie trzeba tak biec w życiu, ścigać się o władzę, pieniądze, sławę, miłość? Pocieszyła, że Bóg zawsze jest obok, w najstraszniejszych momentach płacze razem z nami?

Czy gdybym była cierpliwsza, umiałabym bez końca siedzieć obok niej i słuchać milczenia, aż wreszcie powiedziałaby to najważniejsze słowo –„boli”? I co zrobiłabym dalej?

Zadaję sobie te pytania od jedenastu lat, tym bardziej, że chorych na depresję jest coraz więcej. Ludzi, którzy nie mogą znaleźć sensu w banalnych czynnościach składających się na życie jest na świecie ponad 350 mln. Są obok nas, nasi sąsiedzi, koledzy z pracy, nasze matki, fryzjerzy, nasi przyjaciele z Ewowym uśmiechem, za którym kryje się tragiczne wołanie o pomoc.

 

Wszyscy przytłoczeni codziennością, oddaleni od swojej nierozumiejącej rodziny, bagatelizującej objawy słowami „to jesień, przejdzie”, „weź się w garść”, „zacznij wreszcie żyć”.

 

Gdybym mogła cofnąć czas, mając już tę wiedzę, uważność, a także cierpliwość i jej doświadczenie na torach, wywęszyłabym smutek Ewy i kazała namalować demona smutku z jej duszy. Wyobrażam sobie, że byłby czarną plamą z rysunku „Żywioły barw”(kliknij!), obrazu namalowanego na aukcję, z której dochód przyczynia się do wsparcia fundacji dbających o zdrowie psychiczne.

cats

 

A może Ewa namalowałaby „Drogę Umysłu”? Oto dwie stojące naprzeciwko siebie postaci wpatrują się w siebie, a nad ich głowami unoszą się motyle i wyrasta drzewo. Ta góra, która ich dzieli jest pełna nadziei, na jej szczycie stoi człowiek, z uniesionym w dłoni balonem.

Tak, to piękna metafora zwycięstwa, alegoria przełomu, plaster naklejony na zmęczoną życiem duszę.

 

Te i inne obrazy można będzie licytować już od 1 do 11 grudnia na stronie http://wearethepeoplegallery.pl/. Organizatorem akcji jest firma Glenmark, która współorganizowała zajęcia plastyczne na Oddziałach Dziennych szpitali psychiatrycznych. Obrazy są dziełem pacjentów.

Chciałabym mieć taki obraz namalowany ręką Ewy. Wiedziałabym wtedy, że uwierzyła, że smutek wpisany w strukturę naszej wrażliwości jest uleczalny. Tak jak depresja, potworna choroba znana od starożytności.

Dla mnie obecna pora to czas, kiedy myślę o wszystkich tych, którym myśli plącze, jak włosy na głowie, depresja. Traktuję to jako wyzwanie, do rozejrzenia się wokoło siebie. Bądźmy czujni, jest mnóstwo ludzi, którzy mogą krzyczeć tylko swoim dziwnym, przepraszającym uśmiechem. Warto ich dostrzec. Podobno przetrwa tylko świat, w którym silniejszy pomaga słabszemu. Bądźmy czujni w tym świecie.

 

Tak, Ewo, warto żyć. Warto.

1FG6A7169 FG6A7172FG6A7131

 

XOXO
signature
comments [ 16 ]
share
No tags 0
  • Chorzy na depresje muszą chcieć otrzymać pomoc…my długo czekaliśmy, aż pewna osoba powie „tak, jestem gotowa. pomóżcie”

    • G

      Moim zdaniem, taka osoba nie jest świadoma, że jest chora. Mojego kolegi Mama cierpiała na depresje, leczyła się, jednak pewnie dnia, gdy została sama w domu, popełniła samobójstwo… Była nieszczęśliwa i nikt, ani nic nie potrafił tego zmienić…

    • wiwi

      Chory na depresję nie wierzy, że cokolwiek jest w stanie mu pomóc, że zmiana jest możliwa, wszystko jest pozbawione sensu. To jest właśnie choroba. Oczekiwanie, że sam poprosi o pomoc? Równie dobrze mozna choremu pożyczyć linę.

  • Sesja… Piękna jesteś matko, kobieto.

    • Buuba

      ooooooooo tenkju :)))*

  • To radio i język jakoś tak przypominają, jakby to był tekst Dorotki? :)

    • Buuba

      tak, to wpis gościnny :)))

  • Kasia C

    Nie ma nic glupszego jak „to jesien, przejdzie ci” to jeszcze bardziej szarpie czlowiekiem, jego rozchwianymi emocjami. Mnie to spotkalo, walczylam i walcze i nie poddam sie bo jedno dziwcko stracilam, ale drugie mam wiec mam dla kogo walczyc. Osobom z depresja potrzebna jest „kotwica” ktos kto utrzyma ja przy zdrowych zmyslach. Oczywiscie wazne jest leczenie, ale bez kotwicy moze nie wystarczyc.

  • Najgorsze jest to, kiedy nikt nie pomaga nam, młodym matkom, które na prawdę mają ciężko. Tylko ja wiem co przeszlam w trakcie ciąży… Dobrze, że miałam najbliższych którzy mnie wspierali i pomagali przy maleństwu…
    Długi temat, nie do opisania w komentarzu…

  • Kornelia

    Znam to. Oj znam ten ból. W pewnym momencie mojego życia zdiagnozowano u mnie zespół stresu pourazowego i nawracajacą depresję.
    Lekiem na całe zło okazał się mój syn. Dziś się śmieje, że już nie mam czasu na depresję.
    Aczkolwiek, to i tak gdzieś w środku siedzi. Taki uspiony, cichy nieprzyjaciel. Gdy w życiu coś nie wychodzi i bywają naprawdę złe momenty, musze walczyć z 3 rzeczami. Z problemami, ze sobą i z tym cichym małym skurwysynkiem. Ta walka to ciężka sprawa. Ale po tylu latach i po takich doświadczeniach wiem ze jestem o wiele silniejsza i mam twardą pupę :-)

  • Magdalena

    Bardzo ciekawy wpis. Masz rację, że wiele osób myśli, że wystarczy powiedzieć „weź się w garść” i po kłopocie ale niestety ludzie chorzy na depresję czasami potrzebują sporo czasu by się wyleczyć

  • Maja

    Czasami przychodzą takie dni,ze nic się nie chce ludzie wpadaja w monotonnosc i czasami dochodzą różne problemy i juz blisko do depresji niestety tacy ludzie zazwyczaj ukrywają to wiec czasami otworzmy oczy i zapytajmy czy wszystko ok bo same „Wes się w garść” nie wystarczy.Wpis super

  • Racja – najgorsze co można powiedzieć osobie w depresji: „Weź się w garść”!

  • M

    piękne zdjęcia! Niestety, czasem depresja jest tak skrywana, że ciężko jest ją dostrzec u innych…

  • magda

    Oby powstało więcej takich fundacji! Zbyt rzadko ten temat jest poruszany…

  • Ja miałam depresje poporodową ponad rok. Znam temat, ciężki ale dobrze, że coraz częściej poruszany. Pozdrawiam!

    rodzinatomachina.blogspot.com

FreshMail.pl