bez-nazwy-11-792x414-2

FreshMail.pl

7 moich grzechów głównych…

 

Może i w tych moich grzechach utożsamisz się trochę ze mną, ponieważ jesteś matką. Tak jak i ja jestem matką. Właśnie na dole rozbrzmiewa płacz, ale ja daję radę, nie biegnę nie interweniuję, Tatko da radę… ZEN. Oddech, i masz Ci los! Zanim przeszłam do grzechów głównych, nagrzeszyłam znów…

  1. Grzech pierwszy – złe myśli.

Pędzę ostatnio gdzie się da, nadrabiam przeszłe lata świetlne, chcę rozwijać się zawodowo i zamknąć za sobą rozdział macierzyństwa. Na razie. Na razie, choć moje myśli wskazują co innego. Miałam taki dzień nie dawno bez samochodu (znacie TEN wpis), kolejny gdzie na głowie spraw tysiąc. Idę z moją przyjaciółką, ja nie idę – ja pędzę, ulicą Jurowiecką, widzę świeżo upieczoną mamę. Prowadzi ona pstrokaty kolorowy wózek, sądząc po jej spojrzeniu, rozanielonych oczach, stało się to nie dawno. Jest mamą od krótkiego czasu. W mojej głowie oczami wyobraźni widziałam jak podchodzę do niej, strzącham ją za ramiona i krzyczę:

– Boże! Kobieto! Nawet nie wiesz w co się wpakowałaś!!!

 

FG6A5179

 

2. Mój drugi grzech główny, sprowadza się do jak największego posiadania obowiązków zawodowych i domowych na głowie, tak by mój mąż nadal był przekonany, że potrzebujemy niani tysiąc procentowo. Albo niania, albo psychotropy – powiedziałam. Uwielbiam pracować, mogę nawet sprzątać, kible szorować! Oby tylko nie słuchać jęczenia, bo on akurat i teraz chce ten niebieski kubek, z którego właśnie teraz pijesz gorącą herbatę. I żadnego innego nie chce, niech bierze najlepsze, nawet jeśli ryzyko jest, że pójdą na straty. On chce ten i koniec! Bo inaczej będzie jęczeć, rzuci się na ziemie, i świat mu się zawali.

Opowiadałam Wam jak pewnego razu poprosiłam męża by poszedł z dwójką na spacer? Kazałam mu wybierać, szorowanie podłóg albo spacer. Dumny, że ma tak dobrą żonę i łatwe wybory, wybrał to co oczywiste i przyjemne – spacer. Wrócił zdyszany i powiedział, że woli szorować podłogi, woli nawet cały dom szorować, byleby tylko nie iść SAMEMU Z NIMI na spacer.

3. Grzech trzeci – obżarstwo. I choć trzymam się diety, to nie odmówię sobie słodkiego ciastka raz w ciągu dnia. Cukier w organizmie musi się zgadzać, bo inaczej przecież wszystko cię drażni, ręce ci się trzęsą, i wydaje ci się, że wybuchniesz, bo z telewizji słyszysz bajkę, z radia skoczne disko, od pierwszego dziecka że chce ‘piju’, a od drugiego, że chce ‘niam’. I jeszcze mąż pyta czy skarpetki uprane. Rozumiesz to?? Dobra, idę po ciastko.

4. Grzech czwarty – rozrzutność. Przedszkole swoje, niania swoje, ale gdy przychodzi weekend to UWAGA jesteś z nim sam na sam!!! Kombinujesz ze współmałżonkiem jakie by im tu rozrywki wymyślić, ale to takie by się zmęczyli i padli koło 19stej. Basen, kulki, wypad na spacer, do galerii na zakupy. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie każde wyjście z domu kończy się wydaniem fortuny. Portfel się uszczupla, a Twój plan oszczędzania na wakacje z każdym weekendem spala na panewce.

 

FG6A5145

 

5. Mój grzech piąty to nic innego jak robienie dla siebie dobrych rzeczy. Kiedyś (i na pewno mnie zrozumiesz) wybiegałam bez makijażu, w dresie z domu, gdzie sąsiad na ulicy mnie nie poznawał, a większość przypuszczała, że to może już Halloween. Smak zimnej kawy znasz na pewno doskonale. Zimnego kotleta pokrojonego na centymetrowe kawałki również. I takich przeżutych, ciepłych obślinionych resztek jedzenia. Wzdrygasz się? Ale to prawda! Tak robimy! (Bleh i wzdryg.) Dziś już jem normalnie, bo wiem, że gdy człowiek głodny to człowiek zły. Jedzenie to podstawa, a ciepła kawa o wiele lepiej smakuje. Uwielbiam popełniać ten grzech! #omnomnom

6. Grzech szósty – odkupienie. Wychodzisz na zakupy, zostawiasz je na pastwę losu, cioci, niani, czy innemu ośrodkowi przynoszącemu zbawienie. Pędzisz na zakupy, kupisz w końcu coś dla siebie. Taaaaa… Przecież zaraz do głowy przychodzą Ci myśli, że zostawiłaś swoje Szkraby na pastwę losu, zdane same na siebie, bez mamy… I wykupujesz im pół Zary, 1/3 H&Mu, oraz zahaczasz do smyka po mały drobiazg (ekhm mały drobiazg), i do spożywczego po jakieś ‘czeko’. Twoje zakupy to 10% czasu dla siebie i 90% czasu poświęconego na zakupy dla dzieci, bo przecież JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ!!

7. Grzech siódmy… – czekam na Twój ruch, czego tu brakuje? Co masz na sumieniu? Czekam na wieści w komentarzach i daję rozgrzeszenie! ;)

 

FG6A4954 FG6A4956 FG6A4980 FG6A4983 FG6A5010 FG6A5015 FG6A5045 FG6A5088 FG6A5121 FG6A5139 FG6A5140

 

XOXO
signature
comments [ 45 ]
share
No tags 0
  • Bliźniakowa mama

    Ooooo tak….podpisuje sie pod tym rekoma i nogami….
    Ostatnio sie smieje, ze od czasu jak jestem mama relaksem jest dla mnie to ze dzieci nie ma (bo sa w zlobku lub tatus sie poswiec i SAM wyszedl z nimi z domu) a ja moge w ciszy i spokoju posprzatac!!! Tylko matka moze zrozumiec taka sytuacje…. z banem na twarzy szoruje podloge i kibelek :p
    Po czy i tak nerwowo na zegarek zerkam ze cos ich dlugo nie ma….i tesknic zaczynam… choc jak wychodzili emocje siegaly zanitu a ja mialam ochote sie teleportowac do innej galaktyki ;)
    Pozdrawiam cieplo :)

    • Buuba

      dokładnie, tylko matka z uśmiechem posprząta dom :D ofkors jeśli jest sama! :D

  • Uwaga będzie ostro!
    Wyjęliśmy dziecku dwa szczebelki i nauczyliśmy je wychodzić z łóżeczka. Jak słyszę, że rano już wstała i wypełzła to tylko się podnoszę i wstaję skontrolować czy wszystko OK, tak tylko niespostrzeżenie. Ona się bawi swoimi klockami, a ja wskakuje z powrotem pod kołdrę i daję sobie 5min na małe odleżynki.

    • Ja czasem daję nawet godzinę zabawy jak te klocki się fajnie układa, z szafek wyjmuje, po kartkach rysuje… :P

      • Buuba

        odleżynki u nas też bywają! zapomniałam o tym dopisać, ale lista toby była długa już ze uhu!!! :D

    • Kora

      Myślałam, że tylko ja jestem tak nieodpowiedzialną, złą, złą matką… Zamykam drzwi, podsuwam pudło z zabawkami i niech się dzieje wola boża, ja potrzebuję jeszcze 5,10 – 45 lub 60 minut na dospanie! Budzę się jak dostanę klockiem w łeb, po czym zaczynam od odgruzowania pokoju, bo oczywiście cała zawartość szaf i komody na środku pokoju. Ale matka odespana, to matka cierpliwsza… Jak psu miska nam się to należy ;p

      • Buuba

        tak dokładnie! Człowiek wyspany jest efektywniejszy ;)))
        trzeba korzystać coby się nie działo!;)))

  • aneta

    moj grzech .. po powrocie z pracy gdy juz zje maluszek kolacje i przygotowujemy go do spania to bamm biore go do lozka bo uwazam ze caly dzien mnie nei bylo i jestem zla mama ze maluszek mimo ze taki maly straci ze mna wiez wiec biore go do siebie na przekor kazdemu i caly wolny czas oczywiscie ukochane raczki az wkoncu wczoraj gdy odwiedzili mnie rodzice zdalam sobie sprawy kurcze moj maluszek jest nei poradny przez zemnie nie bawi sie sam ze soba bo mu nawet szansy nie daje tylko odrazu biore go do siebei albo sama sie z nim bawie czy zaczyna mi odbijac??

    • Buuba

      tak :D zaczyna Ci odbijać :)
      myślę, że od wieczorów to nie zależy tylko od całych dni ;)

  • Michalina

    Kobieto! Ale trafny ten Twój wpis. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja jestem tą ZŁĄ MATKĄ ;)
    Dzieci masz urocze!
    pozdrawiam;))

    • Buuba

      złe matki łączmy się w grzechach :D

  • O matko…. dzięki Ci za rozgrzeszenie ze słodyczy ;) Ja kawę piję tylko ciepłą. Obowiązkowo w południe, gdy starszy zaśnie. Jeśli nie zaśnie, to hulaj dusza dzieciakom, matka kawę i ciastko zjeść musi (jak przystało na stylową kobietę, przerzucając niedbale magazyn modowy; o żesz tym razem to tylko ‚Skarb’ z Rossmana), by pozbierać się psychicznie i fizycznie po przedpołudniowym spacerze;) Jak zakupy, to tylko z wielkim rozmachem – następny raz nie wiadomo kiedy się przydarzy;D

    • Buuba

      dokładnie :D jak wydawać to tylko całą wypłatę ;)

  • Iza

    Taaaa, uwielbiam samotne wyjścia na zakupy i powrót z milionem torem dla Małego i pomadką dla siebie ;)

  • Natalia

    Mój grzech 7 to wylecieć na 3 dni z przyjaciółką, do Edynburga. Zostawić męża z 3-latkiem i 8-miesięczniakiem. Oczywiście, żeby nie być taką złą matką zrobiłam listę, o której godzinie co zrobić, dać do jedzenie, położyć spać, wykąpać. Poleciałam, wróciłam, dzwoniłam raz dziennie, wiecie co, sama nigdy bym się nie odważyła. Ale moja przyjaciółka jest bezdzietna, i uprosiła mnie żebyśmy w końcu odwiedziły koleżankę za morzem, której nie widziałam od podstawówki. Mężowi medal, za odwagę, a dla mnie podwójny. Od niedawna sama się rozgrzeszam. Jadę na zakupy sama, dla siebie. Jeżdżę na ćwiczenia, fakt, e jak już śpią, ale nie ważne. No i ostatnio daliśmy nasze bąble do dziadków na weekend. Po raz pierwszy od 3,5 roku, pojechaliśmy SAMI, bez dzieci, z przyjaciółmi, na weekend w góry. I wiecie co jeszcze, w ten weekend też będą u dziadków….

    • Buuba

      Szalona! ale podziwiam takie kobiety :D ja też raz zostawiłam dwójkę malućkich, ale na dwie doby, tęskniłam że oesu!!!

      • Natalia

        Ja też tęsknię przeogromnie! Pociesza mnie to, że nie będą się mieli nigdzie indziej lepiej niż u dziadków, nawet w domu większy rygor :D Poza tym jak już mnie nie było, to starałam się organizować czas tak, żeby jak najmniej myśleć i w górach i na wylocie wychodziłam z domu rano, wracałam wieczorem, żeby jak najwięcej zobaczyć i po prostu zająć się czymś innym niż tęsknotą. Ale jak się wraca, i dzieci Cię poznają, i biegną i te małe rączki wieszające się na szyi. Dla takich chwil warto zniknąć na dłuższy czas, bo i dzieci i my doceniamy siebie nawzajem.

  • Mama Zuzi

    O jeny…pamiętam moje pierwsze wyjście samej, do fryzjera 2 m-ce po porodzie :O Jakbym mogła to bym telepatycznie wracała do domu już po 5 minutach :D I zamiast się relaksować, to się zastanawiałam, co się dzieje z dzieckiem. :)

  • Marta

    Włączam bajke jak chcę wypić kawę lub poprostu odpocząć.

    • Buuba

      Bajka to najgorszy z grzechów!!! i nadużywam :D

  • Kornelia

    O jezu, podpisuje się pod tym moimi wszystkimi kończynami. Kurde przy Olku było spoko, ale to co mi daje teraz Lilka to jest choroszcz! Zimna kawa, jedzenie pokrojone na kawałki bo ona akurat chce jeść moje, niemożność pójścia tam gdzie król na piechotę chodzi! Bo wlazi mi do toalety i władza ręce do kibla! To wszystko do lutego 2015 było dla mnie czymś nieznanym. Teraz mam hardkor. Czepia się mnie to to gdy odbieram ziemniaki, złapie za nogi gdy zmywam naczynia, zablokuje mnie i ani tego potworka wziąć na ręce ani się ruszyć bo zaraz upadnie i łeb rozbije. Nie dość, że w ciągu dnia non stop tylko u mnie na rękach i przy cycku, to ostatnio zaczęła się budzić w nocy i spac ze mną! Ileż ja się już jej nakolysalam, ileż ja jej razy cycke dawałam! Usypiam ja, zasnie po 40 minutach, odkładam do jej lozeczka a ona nagle gały jak 5zl i wisk! I gdy zdaje sobie za drugim razem i takim podejściem sprawę że właśnie jest 3 rano i zmarnowałam ponad godzinę snu to mnie krew zalewa. Trzeba było ja od razu wziąć do siebie. No i biorę ja, taka zła! A ona mnie tymi swoimi rączkami tak za szyję łapie wtedy dla pewności ze jestem przy niej :-( nie muszę mówić jakie mną wtedy wyrzuty sumienia targaja . Choć ja tak nie lubię spać z dziećmi :-( śpię w tedy w jednej Nie zmiennej pozycji bo się boje ze przygniote i zrobię krzywdę. Przez co się nie wysypiam i następnego dnia chodzę zła :-( Ohhh jezu. Bycie mama level hard! !

  • „niania albo psychotropy” – ujęłaś dokładnie to o czym myśle:)))

  • Obawiam się Aga, że rozdział pt. „Macierzyństwo” to nam się dopiero zamknie jak te nasze dzieciaki się z domu powyprowadzają… I wtedy zacznie się rozdział pt. „Dziadostwo”, czyli kiedy nam się pierwsze wnuki urodzą :D A teraz pozostaje nam łączyć macierzyństwo z karierą. Tzn. Tobie, bo ja przecież jeszcze na macierzyńskim SIEDZĘ ;) :*

    • Buuba

      rozdział ‚dziadostwo’ padam hahaha! :D

  • Edyta

    Super wpis! 100% prawdy!!!
    Grzechcesz siódmy: kiedy masz chwile wolnego czasu dla siebie to i tak szperasz w necie, aby znaleźć znowu coś co się ‚przyda’ dla dzieci :D

  • Przytulam i całuję jak ja mam na to ochotę, a one się wyrywają ;) Ale tylko chwilkę.

  • Grzech siódmy — napadowa głuchota, zwłaszcza w nocy. Udaję, że nie słyszę Młodego, jak się budzi 1546 raz, a niby przez sen kopa dostaje Mąż, który wtedy wstaje, przewinie i przyniesie Ssaka do karmienia :D

  • ankabr82

    oj tak tak…u mnie numer 7 to wyjsc do PRACY (nie gdziekolwiek, bo zaraz pojawiaja sie pkt 4 i 6 )i sie „zmeczyc” tak inaczej!! (oczywiscie w miedzyczasie dzwonisz tysiac razy do domu z zapytaniem czy wszystko ok , czy musisz sie urywac z pracy!) :D

  • Ann

    Jednym słowem ‚pierdolnik’ :)
    Pozdrawiam, Ania-mama 2 latki i 1,5miesięcznego niemowlaka:)

  • Basia

    Zostajesz z jednym dzieckiem w domu .. bo drugie udało się komuś sprzedać;) (a u mnie 1,5 roku różnicy) i … choć jest spokojniej to jednak w głowie cały czas czai się ” a przecież ten drugi też cię potrzebuje;) ….

  • Mój grzech to pioseneczki z You Tube. Jak chcę mieć czas dla siebie, odpalam Malej jej ulubioną składankę i na chwilę znika, a ja mam błogi spokój… No gdyby nie te „kaczuszki”, stary niedźwiedż” itp. w tle…

    • Buuba

      też znamy te pioseneczki i korzystamy!! ;)

  • Najgorzej z tymi zakupami. Chcę w końcu iść się obkupić. A wracam z niczym dla siebie i pełnymi torbami dziecięcych ciuchów…. eh. co za życie!

  • boszee z tym jęczeniem ma tak samo. wolę sprzątać, myć okna, szorować by choć na chwilę się oderwać.
    Zakupy – udręka. Zawsze kończę w Pepco – z jeszcze „jedną” tylko bluzeczką dla córy:).
    a „niania albo psychotropy” – make my day :))
    pzdr

    • Buuba

      hahaha thx :D
      pepco też musi być koniecznie odhaczone na liście zakupowej! ;)

  • Ostatnio moim grzechem głównym jest rozrzutność, jeśli mogę to tak nazwać. Jak czegoś nie kupię to jestem chora :P
    ale usprawiedliwiam się tym, że kupuje tylko potrzebne rzeczy :D

  • a my tak z innej beczki: gdzie można dostac ten obłędny kombinezon w liski? <3

    • Buuba

      to jakaś stara kolekcja mini rodini;) pewnie już nigdzie nie jest dostępne… :(

  • Agnieszka

    Bardzo trafny wpis! Najbardziej spodobał mi się fragment o ciasteczkach, mam identycznie:D I o mężu, który wyszedł z dziećmi na spacer, u mnie to samo:D Wracam po godzinie z zakupów, a dom nie do poznania. Bałagan, dzieci głodne, a mąż ze skruszoną miną mówi „jak miałęm posprzątać, nakarmić jak ich pilnowałem dzieci”…

  • hahaha ja też się niedawno rozgrzeszałam. O, tutaj: http://wolepisac.pl/2015/09/23/przypadki-mlodej-matki/ :D

  • Zła Matka! ;)
    Świetny wpis! Ja mimo że mamą nie jestem z pewnością grzeszyłabym podobnie ;)
    Ale co do dziennej dawki cukru w organizmie- to aplikuje z powodzeniem ;)

    Pozdrawiam „siostre” Zudit ;)

  • Oj zdecydowanie zgadzam się z każdym punktem! Jaka ja jestem zła jak nie mogę iść do biura bo dziadek który zajmuje się małym rozchorował się, wolę składać pranie, odkurzać… po prostu nie mam czasami już siły słuchać krzyków… przedszkolanka byłaby ze mnie tragiczna!
    Zakupy dla siebie zawsze równają się cała torba dla syna.

  • Olenkanew

    Ja też mam taki jeden Grzesiek…. gdy już wrócę z pracy, pobawimy się, zjemy kolację to zakładam modły i pokłony żeby już zasnął …. mam później wyrzuty ze zła matka ze mnie …. dostanę rozgrzeszenie??

    • Buuba

      no pewnie, że tak ;) nie tylko rozgrzeszenie ale i pionę przybije ;)

FreshMail.pl