bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

‚Tata na medal’

Żyjemy w  ciągłym poczuciu winy, że za mało robimy dla naszych dzieci. Od momentu porodu, że nie zostały ugniecione przez kanał rodny, tylko po prostu wyjęte z brzucha przez cesarskie cięcie, poprzez karmienie piersią – nie każdej się to udaje, i ma wyrzuty do samej siebie, że mogła bardziej się postarać i walczyć o karmienie naturalną formą. Dla dziecka oddamy każdą sekundę naszego czasu, by tylko był szczęśliwe, i rozwijało się jak najlepiej. Niestety taka droga moim zdaniem prowadzi do samozagłady matki. Wiem co piszę, bo mam dwa punkty widzenia. Matki dziecka jednego i matki dwójki dzieci.

To co napiszę to nic przyjemnego.

Siedzę przed komputerem, młodsze śpi, a starsze jest w przedszkolu. Głowę zachodzą myśli co starszy robi, raczej martwię się o personel, gdyż jak dziś z rana pisałam na naszym instagramie, w trzy sekundy po wejściu do sali w przedszkolu zdążył wysypać klocki, rzucić pudełkiem i zabrać innemu dziecku zabawkę. Gdybym miała tylko jedno dziecko, targały by mną wyrzuty, że podczas jego drzemki nie szoruję podłóg, nie myję butelek, nie przygotuję obiadu, nie nastawiam prania.

Dosyć tego

Postawiłam na rozwój osobisty. Przecież moje dzieci nie zachorują, gdy obiad będzie gotowany na dwa dni. Nie pozabiją się potykając się o papierowe puzzle, rozrzucone od rana.

 

Przedszkole vs niania

Postanowiłam, choć wiem, że to będzie nas sporo kosztować, że młodszy trafi pod skrzydła niani, a starszy pójdzie do przedszkola. Tak dla dobra wszystkich, dla mnie – bo lepiej wydać na opiekę, niż na leki przepisane przez psychiatrę, dla młodszego – nie będzie torturowany przez starszego, starszy – idzie do przedszkola – bo wiem, że to inwestycja w jego rozwój.

 

Mąż na medal

Zaczęłam zrzucać na męża więcej obowiązków domowych, bo najzwyczajniej w świecie miałam tego wszystkiego za dużo na głowie. Często obcuję z innymi kobietami, z racji wykonywania mojej pracy, i nie mogą uwierzyć, że TAKI DOBRY, że chce się dziećmi zajmować! Że obiad zrobi! Patrzą na mego wybranka z błyskiem w oku i nutą zazdrości. A ja w głowie sobie tłukę tylko jedno zdanie: „o co kaman? DO CHOLERY!!!’. Przecież to powinna być norma, w każdej polskiej rodzinie. Polskiej? Ba! W każdej rodzinie na świecie! Przecież tak samo jak matka, to ojciec spłodził DZIECKO. Jest ojcem! Ma takie same prawa w stosunku do dziecka, jak i matka. To dlaczego ma mu nie przygotować obiadu, albo zmienić pieluchy? A jak już to zrobi, to należą mu się fanfary, ordery, albo i Oskar nawet! Mama przecież nie dostaje za to oklasków, dlaczego? Bo to jest jej obowiązek? A ojca już nie?

 

Kurtyna

Niestety w głowie siedzą mi wciąż zdania tych kobiet dobrze, że chce, bo mój to nie chciał; jaki wspaniały; gotować potrafi??; i kąpać pomaga?;

To tylko namiastka naszych wspólnych rozmów, zawsze moje oczy mało nie wypadały mi z orbit ze zdziwienia. Niestety to są nasze smutne realia większości rodzin.

Od samego początku aktywizujmy naszego partnera (płodziciela) do pracy, pochwała będzie miłym gestem, ale na pewno nie czymś, co mu się za to należy.

FG6A2999 1

 

XOXO
signature
comments [ 32 ]
share
No tags 0
32 Responses
  • ankabr82
    01 . 09 . 2015

    Zgadzam sie! Tylko wedlug mnie problem nie tkwi w ojcach , tylko w nas ! (samodestrukcyjnych) matkach! Bo ja to zrobie lepiej, szybciej, mniej bedzie placzu itd. ,itp… nie dopuszczamy czesto i gesto ojcow do pewnych czynnosci bo…. Sama nie wiem dlaczego (ja tez tak mam :D i przy pierwszej i przy drugim czesto wole byc „Zosia samosia” ) a potem marudzimy lub zazdroscimy jak widzimy takiego Tatko Bubkowych :) …. wiec kobity dajmy ojcom „troche” wiecej wolnosci w opiece nad maluchami ….

  • Gabistworkowo
    01 . 09 . 2015

    Oj, muszę niestety potwierdzić. Ciąglę słyszę od mam, że mąż się nie angażuje. Aż mnie coś strzeliło, jak ostatnio usłyszałam, że taka kobieta z dwójką małych dzieci, zajmująca się domem i tymi dziećmi, nie dostaje pomocy od faceta. Bo on nie wie, jak się z dziećmi bawić, bo on nie przewinie, bo po pracy zmęczony, wykąpać dzieci – to przecież zadanie mamy. A potem zdziwieni ojcowie, że relacji z dziećmi nie mają dobrych i więzi nie ma. A te dzieci tylko za mamą biegają.

  • Marta
    01 . 09 . 2015

    Dokladnie masz szczescie, u mnie to samo uwaza ze skoro chodzi do pracy to juz nic nie musi robic. Dziecka nie wykapal nigdy, nawet nie mowie o zwyklej zmianie pampersa, bo wtedy to tylko czeka na fanfary i oklaski. Nie wiem jak bedzie jak pojde w koncu do pracy (jesli ja znajde), nie mam pojecia jak dam ze wszystkim rade, szczegolnie ze wszystkie zlobki sa ale bez wyzywienia nawet.. Masakra..

  • Magda
    01 . 09 . 2015

    Zacznę od tego, że następnym razem będzie foch bo znowu odchodzę od malowania regałów żeby napisać :D
    Proszę pisać jak nic nie produkuję :)

    zaczynając od starszego… prowadzę przedszkole i takie dzieci to skarb! Co do młodszego- prowadziłam żłobek i powiem, że oderwanie na chwilę od mamy nie jest krzywdą. Co do najstarszego… uważam, że to taki sam obowiązek dla niego jak i dla matki. Ja durna zawsze chciałam być perfekcyjna. Coddziennie sprzątanie,pranie, prasowanie, ja zajmuje się ciągle córką, ja robie zakupy i chodzę na 10 godzin do pracy. w weekendy studia i nauka. A on? on faktycznie pomaga od początku. Miał 2 tygodnie wolnego kiedy zoska się urodzila, rodził ze mną (nie uważam tego za jakiś szczególny heroizm) przewijał, karmił w nocy gdy ja odciągałam litry mleka, sam pojechał po mm kiedy powiedziałam że popadnę w depresję, nie oceniał i był. Kiedy ktos próbował wrzucić swoje 3 grosze- dlaczego ona nie karmi? odpowiadał, że u nas jest tak i tak jest dobrze. Chciał przejąć obowiązki dnia codziennego, ale ja- wykolejona, mająca w głowie obraz idealnej matki, dyrektorki, studentki jednych później drugich studiów i housekeeperki – nie pozwalałam mu na to. To, że gotuje, sprząta czy prasuje kiedy ja wprost mówię – dosyc! jest dla mnie rzeczą naturalną. Ma dwie ręce? Dwie nogi? Nie jest niepełnosprawny? to zasuwamy oboje. Dziecko jest nasze. WSPÓLNE! Nie moje, nie jego ale NASZE! Teraz na końcu drugiej ciąży mogę powiedzieć,że sam stara się wyłapywać momenty kiedy ja jjuż opadam z sił, bierze 4-latkę na rower bo ja ledwo żyje , gotuje wieczorem żebym ja nie musiała się dusić w tym skwarze, pojedzie na zakupy, przywozi mi córkę z przedszkola do którego mam 200-300 metrów- ale po schodach się nie stoczę. Da się? nie wychwalam go. Bo ja sama do 2 tygdni wstecz ogarniałam wszystko i dla każdego to standard. Jeśli mamy być na medal to oboje. Wydaje mi się jednak, że ten MEDAL możemy dostać wtedy, kiedy nasz wysiłek zaowocuje oddaniem społeczeństwu dorosłego, kulturalnego i porządnego obywatela. Wtedy nasze wysiłki mogą zostać ozłocone. :)

    • magda
      05 . 09 . 2015

      tak tez takiego poznalam, co opowiadal ze koledze zona kazala zmienic dziecku pampersaa. I bardzo byl tym oburzony , bo przeciez kolega w pracy byl a jeszcze musial pieluchy zmieniac po pracy!!! Na szczescie to byla ostatnia randka nasza, zrezygnwalam. Pelno takich mamisynkow – gowniarzy co mysla ze kobita wszystko zrobi a jasnie pana o nic nie mozna prosic

  • Kasia Harężlak
    01 . 09 . 2015

    Mój mąż robi wszystko w domu – gotuje, pierze, odkurza i dalej mogłabym wymieniać. Dzielimy się obowiązkami domowymi i opieką nad synem. Nie wyobrażam sobie inaczej. Ale zanim w ogóle wyszłam za mąż, tworzyliśmy partnerski związek, więc tak naprawdę nic się nie zmieniło.

    • Magda
      01 . 09 . 2015

      Całkiem jak u nas. Przed ślubem mieliśmy 2 lata na nauczenie się życia pod jednym dachem. Choć dziecko namieszało w głowie tylko mnie, ale nie na długo.

  • Amanda Niedrich
    01 . 09 . 2015

    dobrze się masz :)

    • Buuba
      01 . 09 . 2015

      o.O

  • Judyta
    01 . 09 . 2015

    omg! Robert jaki przystojny!

  • Ona Jedna a Ich Dwóch
    01 . 09 . 2015

    Kurde! No jakbym czytała co u mnie słychać! :)
    Mój mąż od narodzin naszego WSPÓLNEGO dziecka kąpie, usypia na noc i wieczorem karmi. W dzień zajmuję się ja – siłą rzeczy – mąż w pracy. Jak uda mi się wyskoczyć gdzieś czy po prostu załatwiam coś bez moich chłopaków, po powrocie czeka na mnie porządek w kuchni, pozmywane gary i opróżniona zmywarka (nie zawsze, ale często). Staram się nie chwalić męża za to (zbyt często), bo także uważam, że to powinna być norma. Nie rozumiem dlaczego facet po sprzątnięciu po obiedzie powinien słyszeć okrzyki radości, piski, i meksykańską falę podziwu za zrobienie czegoś wcale nienadzwyczajnego :) Wiadomo, czasem trzeba szepnąć miłe słówko – żeby się nie zniechęcił :P

  • Beata
    01 . 09 . 2015

    Choć mój mąż nie jest człowiekiem bez wad (tak jak i ja), wkurza mnie czasem, raz więcej raz mniej, nieraz mieliśmy ciężkie chwile, dni, tygodnie nawet (jesteśmy 13 lat po ślubie), to muszę przyznać, że ojcem dla naszego synka jest wspaniałym. Robi z nim i przy nim WSZYSTKO, absolutnie wszystko, od początku, od urodzenia, zawsze i wszędzie… Poza tym gotuje, robi zakupy, czasem też sprząta (choć to akurat jest moje zadanie, bo lubię sprzątać), odwozi synka do przedszkola, najczęściej to on go odbiera (to wynika z naszych godzin i odległości do pracy, oboje pracujemy), bawi się z nim, kąpie, podaje posiłek, chodzi na spacery itd.itp.
    Pod tym względem trafił mi się diament, brylant, jakkolwiek to nazwać i naprawdę mówię to bez jakiejkolwiek przesady. Po prostu tak jest… I co najważniejsze, mąż zajmuje się synkiem, bo CHCE, a nie z przymusu… Kocha go nad życie… z wzajemnością :)
    Naprawdę współczuję tym kobietom, które nie mają pomocy ze strony mężów, ja sama bym chyba zwariowała…
    Przyznam, że nie jestem typową matką Polką, z dzieckiem przy nodze i chochlą w dłoni… Ja mam w większości luz, naprawdę, mogę sobie jechać na zakupy, kiedy chcę, bo wiem, że mąż bez mrugnięcia okiem zajmie się synkiem.
    Ale taka sytuacja ma też swoje drugie dno, z którym od jakiegoś czasu staram się walczyć (i to z dobrym skutkiem, na szczęście): synek woli tatusia, lubi go bardziej niż mnie, woli z nim spędzać czas niż ze mną… I nie tylko to okazuje, ale też mówi mi to wprost!!! :( Synek niedługo skończy 4 lata.
    Kiedy sobie to uświadomiłam, zaczęłam spędzać więcej czasu z synkiem, więcej się nim zajmować, bo wcześniej prawie we wszystkim wyręczał mnie mąż… Widzę, że synek powoli przekonuje się do mnie i – kolokwialnie mówiąc – coraz bardzie mnie lubi :) Cieszy mnie to, bo wcześniej był z tym problem…
    Widać najważniejszy jest zawsze złoty środek, choć niełatwo go znaleźć, ale trzeba próbować… Ja próbuję ciągle…
    Pani Agnieszko, bardzo lubię Pani bloga, bardzo lubię Waszą rodzinę, zawsze, kiedy Was widzę na zdjęciach, uśmiecham się…
    Pozdrawiam serdecznie… :)

    • Buuba
      01 . 09 . 2015

      dziękuję za miłe słowo i gratuluję męża! Choć jak wpis przekazuje, każdy powinien być taki, no nie? ;)

      • Beata
        01 . 09 . 2015

        Otóż to! :) Naprawdę nie potrafię zrozumieć ojców, którzy nie zajmują się dziećmi, zostawiają wszystko żonom, a sami co najwyżej pobawią się z dzieckiem 10 minut klockami, a może nawet to jest już zbyt wiele…
        Ja w domu mam inaczej, na szczęście :)
        Jeszcze raz pozdrawiam ciepło…

  • Mała Mi
    01 . 09 . 2015

    Na wakacjach w Grecji mój mąż dostał dodatkową porcję deseru od kelnera za to, że „samodzielnie przewinął synka”, a to jest wyjątkowo niebywałe, więc należała mu się nagroda.

  • Sylwia
    01 . 09 . 2015

    Ważny temat poruszyłaś i dość drażliwy, bo w rzeczywistości jest tak jak piszesz.
    Mąż mi dużo pomaga, potrafi ugotować, posprzątać i pomóc przy kąpieli. Chodź często się buntuje, jak ma gorszy dzień i pyta mnie: „dlaczego ona ma robić wszystko jak ja siedzę w domu i nic nie robię”. Wtedy naprawdę się denerwuję …. a za miesiąc rodzina nam się powiększy i będę potrzebowała jego pomocy. Tym bardziej, że synek ma niespełna dwa latka i przechodzi bunt, w końcu obydwoje zdecydowaliśmy się, świadomie, na dwoje maluszków z taką różnicą wieku i się nam udało :)
    Pozdrawiam!

  • e.liza
    01 . 09 . 2015

    a ja czytam niektore komentarze i mam wrazenie, ze twoj wpis nie zostal zrozumiany…
    narzekanie na meza, a z tego co widze, to nie ma rozmow, wymagan.
    przeciez to nie sa chyba 30 letnie zwiazki, gdzie ciezko o rewolucje, ale mlodzi, kochajacy sie i szanujacy ludzie?
    moj maz pomaga ile moze, jesli moze i kiedy moze. dzieckiem zajmuje sie (jednym i drugim) od pierwszych minut ich zycia. a jesli nie moze mi pomoc, to chociaz rozumie, docenia i wspiera. a jak sie pogubimy, to rozmawiamy, ustalamy, walczymy, zeby NAM bylo dobrze.
    i nie rozumiem. nie rozumiem narzekan i godzenia sie na nieodpowiadajacy nam stan rzeczy :(
    mam kolezanki, ktore mi mniej lub bardziej zazdroszcza, czasem jawnie, czasem mnie krytkuja ze „wykorzystuje” (!!!) meza. a czasem nawet glupio przygaduja do niego (!) ale wlasnie nie pozwalaja swoim mezom byc lepszymi, bardziej zaangazowanymi rodzicami.
    i zeby nie bylo, to jak trzeba i maz nie moze, to ja ogarniam ekipy budowlane, czy naprawy samochodu. zdazylo mi sie na porodowce odbierac meza sluzbowe telefony (nie jestem dumna, nie ciesze sie, ale musialam i odbieralam) i nie udaje tepej, eterycznej kobietki tylko jestem dla meza partnerka tak wspierajaca, jakim on dla mnie jest partnerem.
    no ok : ja nie chce sie nauczyc obslugi naszego nowego pieca c.o. ;) a on nie piecze dzieciom tortow ;)
    ale to za obupolna zgoda :)

  • Chmieloove
    01 . 09 . 2015

    Całe szczęście Chmieloovy tata jest bardzo pomocny :) Wiadomo dziecko to nie obowiązki tylko w stosunku do mamy ale także taty :) Szkoda tylko kobiet których partnerzy twierdzą że zarabianie na rodzinę to jedyne co mogą zrobić

  • Kornelia
    01 . 09 . 2015

    A jak moje koleżanki uslyszaly, że mój w sobotę jeszcze odkurza i zmywa podłogi to zawał serca… Ja również nie rozumiem gdy słyszę od innych, że „mój mąż to się nie garnie do pomocy”. Szkoda mi takich żon i matek. Ale nie oszukujmy się, poniekąd to ich wina. Gdyby „wymagały” od początku u były ustalone pewne zasady nie byłoby problemu. U nas tak było zawsze, podział obowiązków nawet wtedy gdy żyliśmy bez tych naszych potworków.

    A tak w ogóle to męża trzeba umieć sobie wychować. O :-P

  • Ewa
    01 . 09 . 2015

    Świetny tekst!!! I tak powinno być wszędzie. Ale czytając komentarze dlaczego piszecie „mi też mąż pomaga…” ????? Jak to pomaga? Pomoc? Przecież skoro oni „pomagają” Wam to uznajcie że zostawiając im dziecko na cały dzień to Wy możecie pomóc im np. wieczorem wykąpać dziecko :) To takie moje przemyślenia :). Ciągle słyszę że mąż pomaga, pomóc może mama lub koleżanka, ale mąż???? To jego obowiązek.

  • okrutnie leniwy tata
    01 . 09 . 2015

    Rzadko sie udzielam ale… First of all to juz nie piszmy o leniwych tatusiach bo od tego sie odchodzi. Po prostu stalo sie to w jakims stopniu niemodne. Po drugie- rozumiem ze tylko mamusiom nalezy sie caly blask za poswiecenie w wychowaniu dziecka – no to nasuwa sie naturalne pytanie ktora z Was poszlaby do pracy a w zamian ojciec Waszego malenstwa zostaje w domu? Otoz ZADNA :) bo tak juz jest ze potrzebujemy wspolczucia jak to nam ciezko, ile zdrowia nas cos kosztuje, ile wyrzeczeń etc. lubimy jak ktos nas przytuli i poglaszcze bo zycie to prawdziwy skur….. wiec oczekujemy, ze ktos w koncu sie nad nami polituje. 3. Cudownie jest jak tatus pracuje od 8 do 16 wraca o 17 do domu i jedzie z prasowaniem, gotowaniem, malowaniem, odkurzaniem, wyparzaniem, karmieniem, przewijaniem, wierceniem, naprawianiem i jeszcze Bog wie czym bo mamusia jest utyrana po calym dniu. Jasne. Tatus nie jest. Bo 8 godzin w pracy opieprzal sie dlubiac w nosie i drapiac sie po tylku. Takie postawienie sprawy rozumiem. Nie wiem tylko co zrobic z tymi tatusiami którzy pracuja od 8 do np. 24? Wracają po polnocy i w sumie tez moga prasować, sprzatac, gotowac, pojsc po zakupy, prac, zmywac, scierac kurze, odkurzac, wyparzac itp. Ciekawe co na to mamusia ktora pewnie juz spi albo probuje zasnac a ty nagle odkurzacz… hmmmmm…. Wiem!!!!! Taki tata moze zawsze wyskoczyc z pracy i to zrobic!!! Przeciez to takie proste. I na koniec mojego wywodu-zal za du… sciska jak sie czyta placzliwe komentarze biadolacych mamus którym maz nie pomaga chociaz to jego obowiązek. A Wy mamusie pomagacie tatusiom w ich pracy? Bo skoro chcecie rownosci to powinnyscie sie zastanowić nad taka opcja. Pozdrawia Was 6-miesieczny tatus!

    • Buuba
      02 . 09 . 2015

      Wiesz co? Ja mogę iść do pracy, a mój mąż może zostać w domu;)
      Idąc Twoim dalszym tokiem rozumowania, to o czym piszesz to są skrajne sytuacje, bo praca od 8 do 24? (ke?!)
      ale skoro Tatuś wraca po 16, zje obiad ciepły, smaczny, odpocznie, to dlaczego około 18 nie może przeczytać dziecku bajeczki, a około 19 asystować przy kąpieli?
      I tu chodzi o normalne gesty, które powinien robić z miłości,
      nie powinien dumać, że ‚zarabiam na rodzinę i wszystko inne mam w dupie, odpoczywam, bo mi się należy’. Szanowna żona też mogłaby odbębnić 8 godzin przy dzieciach i resztę odpoczywać, idąc tym tokiem rozumowania, co nie?
      Ale wychowanie dzieci polega na akcie wzajemności i miłości do dzieci, a nie przekomarzaniu się kto co ma robić. To co ma się robić powinno iść z naszego dobrego wnętrza. Amen

  • okrutnie leniwy tata
    01 . 09 . 2015

    Aha – oczywiście czekajac na hejty umile Wam czas ich pisania. Moze to nierozsadne pytanie ale jak ktorejs przyjdzie do glowy odniesc sie do moich wypocin to prosze zaczac od odpowiedzi na pytanie-dlaczego mamusia ma prawo do bycia zmeczona calym dniem a tatus nie ma prawa ? No bo jak tylko rzuci ze jest zmeczony to robi sie awaria? Dlaczego drogie mamusie uważacie ze tatus jak nie poswieca dziecku min. 8 h dziennie to ma z nim zle relacje? A moze nie chodzi o czas tylko o jakosc? A ile razy zdarzylo sie Wam pomyslec „ja pierd….. z tymi kupami, ile mozna dziennie sra..?” Moze ani razu? A ile razy podnioslyscie glos na Waszego bobasa? Tez ani razu? No to widze ze zacne grono Siostr Samarytanek sie tu zebralo… wiec nie paplajcie tyle na swoich facetow bo jak ktos wyzej napisal – jak jest problem to staramy sie razem go rozwiazac. A jak widac wolicie siedzieć cicho i wylewac zale w necie bo nie potraficie ze soba rozmawiac. Przykre… zycze Wam jednak odrobiny odwagi i porozmawiajcie ze soba. I nie piszcie ze z nim sie nie da dogadac- no chyba ze Wasz maz to taboret albo inne grabie… ale takiego wybralyscie-nie moja sprawa. Powodzenia!

    • Buuba
      02 . 09 . 2015

      jak już piszesz kulturalny hejt, to zadbaj o mojego czytelnika, i z szacunku używaj interpunkcji, i napisz wszystko ładnie i poprawnie.
      Nie atakuje w moim wpisie nikogo, każdy człowiek ma prawo być zmęczony.
      Jeśli chodzi o jakość spędzania czasu z dzieckiem, to jestem zdania, że nie tylko ona się liczy. Liczy się długość spędzanego czasu plus jakość.
      Przeczytaj wpis jeszcze raz i wypowiedz się ponownie, bo tu raczej jest mowa o ojcach, którzy całkowicie umywają ręce, a jak już coś zrobią to należy im się za to nagroda nobla

  • Nati
    02 . 09 . 2015

    Nie mam męża ,nie mam dzieci a czuje i widzę to z reszta jak zachowują sie faceci w obowiązkach domowych,relacjach maz -żona i ojciec ! I jest mi smutno ,ze jeden mężczyzna na 10 trafi sie tym bardziej doskonałym mężem i ojcem . A reszta ? Czeka na wygodę !!!

  • justyś
    02 . 09 . 2015

    każda matka ma takiego Pana Męża jakiego sobie wybierze starannie i wychowa. Prawda od wiek-wieków. Jak pokazała, że umie i robi wszystko, to co dziwić się facetowi, że nie pomaga – no przecież ONA umie i robi i nie prosi o pomoc, nie żąda… Jak na początku pokaże, że ma być po równo – to będzie… a jak nie, to nie. Inna sprawa, jak facet całymi dniami, prawie nocami zarabia grubą kasę na dom (czyli wszystko to, co Matka uważa za niezbędne – łącznie z mega-drogimi gadżetami, co to po prostu nie można nie mieć), no to sory – musi robić wszystko inne… z wdzięczności choćby… że się chłop zacharowuje, żeby tej Matce i dzieciom dobrze było, żeby na te wszystkie rzeczy było…
    a jak jeszcze haruje i sprząta i gotuje – to już IDEAŁ po prostu
    i ja takiego każdej z nas życzę
    a u mnie jest zwyczajnie – raz robię ja, raz on, raz robimy razem, a raz wcale nie robimy – obijamy się. Raz ja robię, a on twierdzi, że nic nie robię, a raz ja nic nie robię a on nawet nie zauważy… raz robi on, a ja siedzę, a raz ja siedzę, a robi on, a czasem go nie ma, bo robi w pracy, a ja wtedy robię w domu, albo i nie… i tak robimy już 6 lat wspólnie, ale od jakiegoś roku dopiero bez kłótni…
    amen
    pozdrawiiam

    • Buuba
      02 . 09 . 2015

      no i o tę zwyczajność mi chodzi właśnie :)
      a że nie ktoś musi, albo nie musi ;)

      • justyś
        02 . 09 . 2015

        bo w życiu nie ma nic za darmo – myślę, że tą zwyczajność wypracowałam sobie przez te lata… nie zawsze było różowo, ale z czasem oboje stwierdziliśmy, że pewnych rzeczy nie zmienimy i nie ma co kotów przez to drzeć… szkoda życia na głupoty… a jak syf na chacie i nie ma komu posprzątać – to na spacer z dzieciakami – żeby nie patrzyć i się nie wkurzać… a posprząta się później… a nerwy to bardzo nie zdrowe są…
        czy nie mam racji??
        :-)

  • Paulina
    03 . 09 . 2015

    Mamy prosty podział obowiązków, ja zajmuje się Nikolą, piorę, gotuję, ogarniam dom, Niemąż pracuje, po pracy zajmuje się Nikolą, wynosi śmieci, odkurza, kąpie Nikolę, wstaje do niej w nocy gdy zajdzie potrzeba… Wspólnie sprzątamy – on sypialnia, ja pokój dziecka, kuchnia, łazienka, dzielimy się myciem naczyń, wspólnie rozwieszamy pranie, czy usypiamy dziecko… Myślę, że taki układ jest w porządku dla obu partnerów i jest to „zdrowy układ”. Nie wyobrażam sobie by miało być inaczej. Tak samo jak nie wyobrażam sobie przyznawania tytułów „tatuś roku”, bo np. przebrał dziecko z kupy! Czasy, gdzie facet pracuje, a kobieta wychowuje dzieci i jest kurą domową już odeszły. Dla mnie facet, który nie potrafi (lub niechce) wykonać podstawowych czynności przy dziecku nie powinien „brać się” za rozmnażanie. Dlatego ma się oboje rodziców, by oboje je wychowywali. Kiedy ja wyjeżdżam na weekend na uczelnie, Niemąż zajmuje się Nikolą i na odwrót, jedno bez drugiego miałoby bardzo pod górkę, chyba na tym właśnie polega, rodzicielstwo, partnerstwo, rodzina… Czy nie mam racji?

    • Buuba
      03 . 09 . 2015

      racja jak najbardziej! piona! :D :*

  • LaMama
    06 . 09 . 2015

    Niestety panowie lubią umywać ręcę od wszelkich obowiązków domowych. Wiele zależy od tego co wyniosą z domu, ale największe znaczenie ma czy my, jako ich partnerki będziemy ich od wszystkiego wyręczać, bo to facet. No sorki, ale nie, tak nie można, bo same robimy sobie krzywdę. Partnerów trzeba od samego początku aktywizować do pomocy, nie do wyręczania się nimi, ale właśnie do wspólnego podziału obowiązków.

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *