bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Światowy Tydzień Karmienia Piersią kontra brutalna rzeczywistość

Z okazji Światowego tygodnia karmienia piersią wypadałoby opowiedzieć wszystko od początku. Historia zaczyna się zaraz przy narodzinach pierworodnego, straszona tym, że moje małe piersią go nie wykarmią, do szpitala u Pana Męża zamówiłam sobie hektolitry herbatki na laktację. (Matki Karmiące widzę w myślach Waszą minę;))

MIAŁAM PLAN

Którym żyłam. Wyobrażałam sobie, że po narodzinach wezmę dziecko, nakarmię je, później odłożę, a ono nadal będzie spało. Nie wierzyłam w potrzebę posiadania laktatora, czy korzystania z pomocy doradczyni laktacyjnej (Matki Karmiące na pewno padacie ze śmiechu)

BRUTALNE ZDERZENIE Z REALIAMI

Jednak życie dało mi w kość, i fizjonomia kobiety sprawiła, że nawał mleczny połączony z dodatkową energią herbatki laktacyjnej sprawiła, że mąż na sygnale pojechał na poszukiwania laktatora, a położne chodziły do mnie rządkiem. Raz jedna, raz druga. Jak od jednej dowiedziałam się, że mam przykładać coś ciepłego, by mleko miało ujście, tak od drugiej dowiedziałam się, by przykładać coś zimnego, by przyhamować laktację. Przywieziony przez męża pewien laktator nie dawał rady, mleko nabierało różowego koloru, a odłożone dziecię nie spało, tylko krzyczało, że chce jeszcze gryźć me brodawki. Jedyne co mi pozostawało, to dokarmić dziecię, i współgrać z kobietami z połogu, gdzie w tle słychać było tłuczone młotkiem liście kapusty.

NAUCZONA DOŚWIADCZENIAMI

Każdej mojej dobrej znajomej z brzuszkiem krzyczę by zainwestowała w dobry laktator, że karmienie piersią, to oprócz bliskiej więzi z maluszkiem, przez pierwsze dni, zanim się dotrzecie – krew, ból pot i łzy.

Rozumiem kobiety, które nie chcą karmić piersią, i utożsamiam się z tymi, które chcą, wiem, że karmienie to gorący i rozległy temat, bo czy to spacer, czy zakupy, dziecko trzeba nakarmić.

MAM TEŻ SWOJĄ IDEOLOGIĘ

Mnie – matkę polkę dwójki dzieci życie nauczyło. Pierworodny był karmiony naprzemiennie, trochę z butli, trochę z cyca. Odpowiednia butelka nie sprawi, że nasze dziecko się rozleniwi, i ja to wiem! Gdyż już drugie dziecię, było tylko karmione z piersi mych i butli zupełnie nie tolerowało. A od MM (wszystkie marki przetestowane) miało odruch wymiotny!

KARMIENIE PIERSIĄ W MIEJSCACH PUBLICZNYCH.

Zawsze uważałam to za proces bardzo naturalny, wiedziałam, że kobiety muszą po prostu nakarmić swoje dziecko, jednak nie udawało mi się nie zerknąć w tym kierunku i wypuścić porozumiewawczego uśmiechu. Jednak trafiają się osoby, które chyba nigdy nie karmiły dziecka, którym to przeszkadza.

A same wiecie jak noworodek sygnalizuje nam to, że jest głodny. Jest mega głośny wisk informujący nas o tym. I pewnego codziennego spaceru tak było. Szczęście, że byłam już na końcu osiedla, przysiadłam na krawężniku, schowałam za wózkiem, czując się bezpiecznie i niewidzialnie. Jednak moje odczucia były sprzeczne z tym co się działo, bo pewne auto marki fiat pięćset, czerwone, i ślepia osoby prowadzącej przykuły moją uwagę. Owa kobieta, tak się na mnie zerkała, z twarzą pełną obrzydzenia, jechała i nie widziała drogi, którą zamierza pokonać. Gdy już jej szyja nie pozwalała na taki skręt by nadal się na mnie gapić, zatrzymała auto. No nieeeee, myślę sobie, jedzie do mnie! Coś mi powiedzieć! A ona cofała to auto, bo najzwyczajniej w świecie pusto się na mnie gapiąc, przegapiła zakręt.

LAKTATOR TAKI POMOCNY

Długo trwało zanim odkryłam ten idealny, ale odkryłam. Lovi Prolactis to był. Od tamtej pory brałam na spacer deko mleka w butelkę, by zaspokoić mały głód i biec do domu na resztę karmienia.

Oczywiście im starszy człowiek tym mądrzejszy, darowałam sobie wyparzanie ściąganie i wystawiałam pierś tam gdzie trzeba. Zawsze zakrywał mnie Pan Mąż, bo nie chciał pokazać światu, tego co myślał, że jest dla niego.

Laktator też sprawił, że mogłam sobie pozwolić na zakupy w samotności, czy mały wyjazd, również w samotności. Dużo czasu spędziłam z dziećmi w domu i człowiek by osiwiał, gdyby nie wyjazd czy wyjście z domu po prostu. A mieszkając z dala od centrum, pożądane zakupy z poskromieniem głodu i dojazdem to dłużej niż trzy godziny.

PIERSI PEŁNE MLEKA

Na takich wyjazdach czujesz, że Twoje piersi nie są opróżnionymi balonikami, bo w domu dziecko nie daje Ci żyć na bieżąco, na takich wyjazdach masz przepełnione piersi i by nie dostać zapalenia, wysokiej gorączki i nie doprowadzić do wstrząsu organizmu, powinnaś to mleko odciągać. Nie ważne jest miejsce:

cats3

 

Ani pora:

cats

 

Ani przeznaczenie: (do kawki?)

cats2

Ważne jest:

  • Aby robić to regularnie, nie doprowadzać do stanu krytycznego,
  • Odciągać pokarm z obydwu piersi, naprzemiennie,
  • Jeśli pokarm ma być później podany dziecku, umyj ręce przed rozpoczęciem, a laktator i butelka powinny być czyste i wyparzone
  • Pokarm powinien być odpowiednio przechowywany

To Lovi zainspirowało mnie do tego wpisu, gdyż otwarcie się przyznali, że mnie podglądają na instagramie!!! Chcemy wspólnie celebrować Światowy Tydzień Karmienia Piersią i mamy dodatkowo z tej okazji niespodziankę dla Was, skrollujcie i oglądajcie do końca, niespodzianka czeka tam na dole!

FG6A1613-vert FG6A1642 FG6A1645 FG6A1648-horz FG6A1651 FG6A1657 FG6A1680 FG6A1688-vert FG6A1721 FG6A1726 FG6A1727-horz

UWAGA KONKURS!!!

Bez nazwy-1

Zacznę od najprzyjemniejszego, czyli od nagród, jest ich sporo więc szanse będą duże!!! Do wygrania są:

  • 3 x zestaw laktator Prolactis + wkładki laktacyjne 20 sztuk – nagrody główne
  • 10 butelek 250 ml LOVI Medical bezpiecznych dla karmienia piersią, do podawania odciągniętego mleka mamy – nagrody mniejsze

A teraz zadanie konkursowe: Przeczytałaś moją historię związaną z karmieniem? Może też masz równie zabawną? Może karmiłaś w miejscu publicznym i ktoś przejeżdżając obok Ciebie na rowerze, się wyłożył? Opisz mi ją szybko w komentarzu! Jeśli masz podobne zdjęcie opisujące całą sytuację, to wyślij na kontakt@buuba.pl, a jeśli w głowie nie odnajdujesz żadnej fajnej historii to po prostu zostaw komentarz, możesz też opisać mi dlaczego laktator jest Ci niezbędny do życia? Dlaczego go potrzebujesz? Może chcesz się uwolnić od swego dziecka? ;)

Najfajniejsze komentarze nagrodzimy, zwycięzców ogłosimy 10sierpnia pod tym wpisem.
Nie zapomnij też o publicznym udostępnieniu wpisu!

Powodzenia! :)

FG6A1639

 

 

UWAGA MAM WYNIKI KONKURSU!!! :)

3 BOSKIE Laktatory Lovi Prolactis lecą do:

Elwiry za wstyd malutki, Jutii bo potrzebuje wybawienia i Diany  by mogła wyjść spokojnie do fryzjera ;)

Elwira: ‚Przy pierworodnej nie udało mi się karmienie piersią. Nasza przygoda trwała tylko pół roku:-( . Niestety ciekawskie spojrzenia i poczucie uwiązania sprawiło, że wewnętrznie byłam na nie jeśli chodzi o karmienie. Miałam laktator ręczny ” renomowanej” firmy, ale okazał się porażką. Teraz spodziewam się drugiego dziecka i nawet jeśli nie wygram to i tak zakupię lovi prolactis. Nie mam śmiesznych/ nieśmiesznych historii związanych z karmieniem bo byłam na tyle niemądra, że wstydziłam się karmić publicznie.’

Jutii: ‚Karmienia piersią tuląc Antosię do piersi doświadczyłam dokładnie 30 dni. Moje dziecię jest po zachłystowym zapaleniu płuc – tak tak mój pokarm mógł zabić Tosię – w czasie karmienia porannego dziecię się zachłysnęło – brak oddechu, reanimacja Małej, karetka, szpital, leczenie – to wszystko za nami na szczęście. Ja już od tego momentu nie jestem w stanie przystawić Małej do piersi, całe to wydarzenie odcisnęło w mojej psychice piętno – choć z drugiej strony chce ją karmić i ściągam pokarm dokładnie co 3 godziny codziennie, robię to laktatorem ręcznym – jak narazie nie stać mnie na taki wydatek jak laktator elektryczny – przyznam szczerze. Lovi Prlactis byłby wybawieniem i narzędziem wspierającym mnie w moim postanowieniu iż dać memu dziecku – to co najcenniejsze i najlepsze – coś czego nie da się wyprodukować, zastąpić – moje mleko.’

Diana: Za kilka miesięcy pojawi się “mały cud”

i Gabi uśmiech wynagrodzi nam cały trud.

Ten mały łobuz już często dokazuje

kopie, skacze i język pokazuje.

Gabrysia czasem krzyczy do mnie z brzucha:

“Mamo, mamo, teraz mnie uwazniej słuchaj!

Zdobądź laktator marki Lovi,

a świat się wnet piękniejszy zrobi!

Gdybyś go miała, ja Ci to powiem,

jak gdzieś sobie wyjdziesz- nawet się nie dowiem!

Tata sam sprawnie poda mi obiadek,

ulula, wykąpie i wytrze też zadek!

Do fryzjera, na spotkanie,

lub do centrum po ubranie,

wyjdziesz z domu bez problemu

ja nie będę przeciw temu!

Więc zadziałaj w mym imieniu,

nie ociągaj się- Ty leniu,

pisz komenta szybko, sprawnie

ten laktator zdobądź dla MNIE.

Mama piękna i zadbana

to dla córci jest wygrana :).”

Jeszcze mamy 10 butelek LOVI Medical, 250ml, przyjaznych dla karmienia piersią. Komentarze są bardzo długie, więc wstawię tylko początki z loginem osoby, kolejność przypadkowa :)

1.Jotku: „Noc powoli stawała się już dniem, kiedy moja malutka, kilkutygodniowa córeczka dała znać mamie, że jest głodna. Nie miałam siły nakarmić córeczki na siedząco…’

2.Anna, mama Igorka: ’12/03.2015 na świat przyszedł nasz synuś Igorek.Pierwsze spotkanie,łzy wzruszenie i kryjąca się za tym bezwarunkowa miłośc. Od początku..”

3.Katarzyna Pe: ‚Historia z życia wzięta :) Pola urodziła się rok temu. Bardzo chciałam rodzić naturalnie, całą ciąże chodziłam do szkoły…’

4.Asia: ‚Moje doświadczenia z karmieniem piersią rozpocznę w październiku, bo właśnie wtedy moja Brzuszkowa Panna przyjdzie na świat. Nie wyobrażam sobie…”

5.Monika: ‚Jeśli ma być jakaś anegdota związana z karmieniem to przypomina mi się jedna historia, całkiem świeża.
Ponieważ upały tego lata…’

6.Karina (za krągłe i najpiękniejsze;)): ‚To zdarzyło się w drugim miesiącu życia mojego synka. Byliśmy całą trójką zaproszeni na ślub i wesele kuzyna. Wtedy jeszcze…’

7.Marta (za Odę do Laktatora): ‚Laktator cierpliwy jest, nie zazdrości obfitości biustu…’

8.Karolina89: ‚Moja przygoda z karmieniem, tak na prawde jeszcze się nie zaczeła (czekamy do grudnia :) ) , ale jestem właśnie na etapie..’

9.Magda4: ‚Mały Oskar łakomczuszek, ciągle chcę napełniać brzuszek..’

10.Monika Andrzejewska-Gemba: ‚Miałam sytuację, która dziś śmieszy mnie za każdym razem, ilekroć ją opowiadam. Początki karmienia piersią wspominam…’

Wszystkim Kochane gratuluję! Proszę o adresy wraz z numerem telefonu, nickiem i treścią komentarza na kontakt@buuba.pl! :) (uwaga!) na adresy czekamy do 17 sierpnia!!!

XOXO
signature
comments [ 172 ]
share
No tags 0
172 Responses
  • Diana Dyndor
    01 . 08 . 2015

    Za kilka miesięcy pojawi się “mały cud”
    i Gabi uśmiech wynagrodzi nam cały trud.
    Ten mały łobuz już często dokazuje
    kopie, skacze i język pokazuje.
    Gabrysia czasem krzyczy do mnie z brzucha:
    “Mamo, mamo, teraz mnie uwazniej słuchaj!
    Zdobądź laktator marki Lovi,
    a świat się wnet piękniejszy zrobi!
    Gdybyś go miała, ja Ci to powiem,
    jak gdzieś sobie wyjdziesz- nawet się nie dowiem!
    Tata sam sprawnie poda mi obiadek,
    ulula, wykąpie i wytrze też zadek!
    Do fryzjera, na spotkanie,
    lub do centrum po ubranie,
    wyjdziesz z domu bez problemu
    ja nie będę przeciw temu!
    Więc zadziałaj w mym imieniu,
    nie ociągaj się- Ty leniu,
    pisz komenta szybko, sprawnie
    ten laktator zdobądź dla MNIE.
    Mama piękna i zadbana
    to dla córci jest wygrana :).”

    Diana Dyndor
    diana.dabek@wp.pl

    • Monika
      05 . 08 . 2015

      Kiedy byłam w ciąży, myślałam że karmienie piersią jest takie proste i przyjemne. Bo tak mi powiedziano w szkole rodzenia, tak mówili w telewizji, tak czytałam w internecie. Przekonana, że to takie „fajne” przejmowałam się porodem :). Na dzień dzisiejszy stwierdzam, że mój poród ( bez znieczulenia, urodziłam 30marca tego roku córeczkę 60cm i 4690 g) był lżejszy niż 2 miesiące karmienia poranionymi brodawkami. Katorga zaczęła się już na połogu w szpitalu. Moja duża dziewczynka była głodna, więc przekonana że cycuszką karmi się łatwo, wzięłam i przystawiłam do cycka. Nie wiedziałam, że tego nie umiem robić :). Myślałam, że dajesz cycusia, a dziewczynka łapnie raz dwa, wypije mleczko i będzie zadowolona :). A tu takie zdziwko. Ona nie umie ssać, ja nie umiem podać, nic z cycek nie leci a dziecko wyje :). Więc poszłam na dyżurkę po mleko, dali mi 10 ml i stwierdzili że tyle MUSI jej wystarczyć. A moje duże dziecko (zależność duże dziecko=dużo je, bo ma większe potrzeby jest prawidłowa) domagało się więcej. Odwiedziłam kolejny raz dyżurkę i usłyszałam tylko: „Nie dostanie Pani mleka, Wy tylko te dzieci przekarmiacie a później my musimy się z nimi męczyć, bo dostają kolek”. Wróciłam na salę i tak wśród 3 kobiet zmęczonych po porodzie i trójce śpiących noworodków moja Wiktoria darła się godzinę, aż w końcu przyszła położna i ją zabrała. Ja bezsilna ryczałam kolejną godzinę, że jestem złą matką, bo nie umiem nakarmić swojego dziecka. Następnego dnia po porodzie stwierdzili, że mam płaskie brodawki i że nie będę mogła karmić. Zdołowana i zapłakana wysłałam męża, żeby kupił mleko modyfikowane. Nie zaopatrzyłam się w owe, bo miałam zamiar karmić tylko piersią. Wróciłyśmy do domu, ja obolała i zdołowana zaczynałam swoją walkę. Myślę, no jak to ja nie mogę karmić?!. Toż jestem kobietą jak każda inna, mam cycki więc muszę karmić. Czy w czasach kamienia łupanego jak kobiety rodziły było coś jak płaskie brodawki? Wątpię. Wysłałam więc męża po kapturki silikonowe. Kupił dwie pary różnych firm. Nakładałam i przystawiałam dziecko. Umiała tak zassać sutki, że wyglądały jak wentyle od STARa (to stwierdzenie mojego męża ;)). Ale zanim zaczęłam zakładać kapturki starałam się dawać same piersi córeczce, że mi tak poraniła brodawki, że jak jej podawałam to wiłam się jakbym została porażona… Na samo wspomnienie przechodzą mi dreszcze. Nawet późniejsze zastosowanie kapturków nie niwelowało tego bólu. I tak z poranionymi brodawkami karmiłam 1,5miesiąca (po 3tygodniach zrezygnowałam z kapturków). Mówili, że sutki się zagoją i będzie super. A u mnie nic. Ciągle większe rany, ból straszny, dziecko nienajedzone, nawał, zapalenie piersi, odciąganie mleka. Wybrałam się do poradni laktacyjnej. Doradczyni laktacyjna jest moim bogiem jeśli chodzi o karmienie piersią. Pokazała na czym to polega. I skończyło się dokarmianie mlekiem modyfikowanym, dziewczynka się najadała cycusią, mamusia miała lepszy humor, mąż był w siódmym niebie. Brodawki zagoiły się po miesiącu i tak karmię samą piersią. Od 1,5miesiąca karmię córeczkę bez bólu (nazwę to bez bólu, bo w drugim miesiącu życia córeczki wyszły jej 2 ząbki i zaczęła mnie trochę podgryzać ;)). I teraz mogę stwierdzić że karmienie piersią jest przyjemne. Jest czymś cudownym, zawsze patrzę jak córcia leży przy cycusiu i je, a ja jestem taka dumna że mogę je wykarmić. Córeczka ma ponad 4miesiące i waży 9300g :). Mleczko z cycusia jest dla niej wystarczające. Jak sobie przypomnę moją walkę i męczarnie, milion wylanych łez, to stwierdzam że było warto. Teraz jestem bardzo doświadczona jako kobieta karmiąca i sieje swoją naukę koleżankom, które teraz są w ciąży :). Jeśli kobieta jest zdrowa i nie ma żadnych przeciwwskazań to stwierdzenie : „Nie mogę karmić piersią, bo płaskie sutki, brak mleka, itp.” jest zupełnie jedną wielką ściemą :). Więc należy walczyć i się nie poddawać :). Jestem tak dumna z karmienie, że nie czaje się karmić w różnych miejscach. Wyjmuje cycucha zawsze wtedy gdy dzidziuś jest głodny. Czy to park czy to samochód czy to galeria :). Ludzie się patrzą, ale nie wiem czy bardziej na mojego cycka czy na to że karmię :). Powiem że znajomi którzy nie mają dzieci i nas odwiedzają czują krępacje (mam na myśli bardziej kolegów męża). Ja nie czuję żadnych krępacji, bo mi to teraz takie naturalne :). Jak to mój mąż mówi, że nie traktujemy moich piersi jako obiekt seksualny, tylko maszynę do karmienia :). Pozdrawiam serdecznie :).

    • Aleksandra
      06 . 08 . 2015

      Ja miałam to szczęście, że urodziłam w czerwcu, więc mogłam bez problemu karmić na spacerze. Zawsze sądziłam, że jest to tak naturalne, że nie budzi kontrowersji u normalnych osób. Niestety, rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię. Kiedyś siedząc na ławce i karmiąc synka przechodziła kobieta, która po prostu zatrzymała się i gapiła, z oburzoną miną już zaczęła coś mówić, że się obnażam… Na szczęście przechodziło obok starsze małżeństwo i zwróciło jej uwagę, żeby dała spokój bo to co robię jest właśnie normalne i nie ma piękniejszej rzeczy niż mama karmiąca swojego maluszka. Państwo pogratulowali mi i życzyli wszystkiego najlepszego, kobieta bez słowa sobie poszła. Teraz karmienie jest dla mnie normalne i z chęcią robię to w miejscach publicznych, bo dobro mojego synka jest dla mnie najważniejsze i uwielbiam położyć się z nim na trawie na kocyku i go karmić. To niezapomniane uczucie :) Pozdrawiam

  • Sylwia
    01 . 08 . 2015

    świetny wpis, opisujący sytuację wielu kobiet. Nikt o tym nie mówi kobietom jak karmienie piersią może być trudny. Gdy nie własny upór i wytrwałość to mój Ollie nie byłby karmiony piersią do dzisiaj (w poniedziałek 9 m-cy). Na początku szybko usypiał przy piersi i tracił na wadzę, później miał problemy z dobrym złapaniem brodawki, więc pierwsze tygodnie było dużo gryzienia i używaliśmy butelkę do karmienia w nocy, tylko po to aby moje brodawki mogły odpocząć.

  • Monika
    01 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem od narodzin Kubusia a było to pięć lat temu zaczęła sie wręcz idealnie. Po cc nie było żadnego problemu z karmieniem, przez 5dni w szpitalu karmienie, spanie, karmienie,spanie i myślałam, po wyjściu ze szpitala,że tak zawsze będzie,ale natura nie jest dla Nas tak łaskawa. Na trzeci dzień pobytu w domu a była to pamiętna sobota, rano chcem nakarmić małego i nic nie leci, ani z jednej piersi ani drugiej a mój rozmiar z b w szpitalu powiększył się do f, myślałam, że zaraz „wybuchna”:) teraz się śmieje, ale wtedy płacz i nic więcej, bo mnie boli i maleństwo głodne co robić? Telefon do jednego, lekarza, do drugiego, do mojej ginekolog, która wykonywała cc, pech,że wyjechała służbowo to co wizyta w przychodni i dokarmianie małego MM. Pan doktor bardzo uprzejmy zobaczywszy mnie, powoływał i stwierdził, że właściwie to tylko zostaje przykładami liści kapusty,że żaden laktator nic nie pomoże, ja zakładana z potworny bólem, męża posyłam po laktator. Wieczór Nas zastał, ja niedoświadczony, nieoczytana jaki najlepszy, kupiliśmy pierwszy dostępny,marząc tylko,że przyniesie mi ulgę. Ucieszona kiedy zobaczyłam męża, z nowym zakupem,że wreszcie mogę karmić naturalnie i przyniesie mi to ogromna ulgę,znów rzeczywistość pokazała co innego,bo nie dosyć,że laktator był reczny ( porażka straszna )to nic nie leciało, bolało okropnie, gorzej niż rana po cc to ja nadal nie mogę nakarmić małego naturalnie. Niedziela rano budzę się z temperatura,obolała po nocy i splakana,leki przeciw gorączkowe wzięłam i tak już nastawiłam się na karmienie mlekiem modyfikowanym. Laktator ręczny został odstawiamy na półkę, moje piersi trzy razy większe licząc od rozmiaru f:(, poniedziałek rano godz. 7:00 wizyta u mojej ginekolog i słowa: z karmienia to już nic nie będzie, mam nadzieje,ze obejdzie się bez nacinania. Na pierwszy plan poszły tabletki na wstrzymanie laktacji i piersi owinięte ciasno i po południu jaka ulga czuje,ze się kurczą, że ból przechodzi,że mogę w miarę funkcjonować przy małym dziecku,żal ogromny, że nie mogę karmić naturalnie,ale to co te dwa dni mi dały pamiętam bardziej niż ból po cc.Teraz spodziewamy się córeczki,jeszcze 5 tygodni i myślę zaopatrzyć się w taki laktator,aby na wypadek czegokolwiek być zabezpieczona, aby maleństwo było nakarmione i ja bez bólu zadowolona,że wszystko jest tak jak powinno.;)

  • Ania
    01 . 08 . 2015

    Godz 16.30 karmie L cycem na spokojnie w domu.. oczywiście wszystko juz spakowane bo zaraz mamy małą przejażdżkę pociągiem.. ok 17.23 jedziemy bilecik i te sprawy, młoda śpi za pięć minut słyszę stękanie kołysanki nie pomaga ale przecież to oddźwięk głodu co nie najadła się! Moje przerażenie w oczach chce wysiąść! Ale już było za późno Kombinuje jak się tu nakryć rozbieram młodą z kombinezoniku. No.cóż raz kozie śmierć odpinam koszule pieluszka w gotowości , krzyk na cały pociąg(b o to taki osobowy) L. Wyczuwa nagiego cyca jest cisza! Uff udało się starsze panie zaczynają mi bić brawo! Zaraz za nimi cały pociąg, uwierzcie ale nigdy w życiu nie byłam taka czerwona! Ale od tamtej pory karmiłam wszędzie tak mnie to podbudowalo!

  • iwona
    01 . 08 . 2015

    Cudowny opis zaistniałej sytuacji. Też tak miałam.. Do końca nie karmilam.. Zresztą zanikł mi pokarm… Być może od cesarski. Urodzić 4.900 nie lada wyczyn…dziecko wyjść nie chciało ;)

    Pozdrawiamy

  • Ania
    01 . 08 . 2015

    Po urodzeniu Kubusia 01,11,11r :) , jeszcze tego samego dnia mąż raczył mnie „cudownymi” herbatkami – tak nakazała mu moja mama, bym miała pokarmu pod dostatkiem. Maluszek ssał piersi często i przystawiałam go nawet gdy ten spał ale opity wodami płodowymi nie miał dużego apatytu na mleczko, jak to mały ssak tylko ssał i ssał, a z piersi nie ubywało, wręcz przeciwnie stawały się coraz większe. Po dwóch dniach gdy byliśmy już w domku piersi przypominały dwa ogromne głazy. Mama poleciała do apteki po laktator, mąż tłukł i chłodził liście kapusty, a ja siedząc zapłakana modliłam się do obrazka Matki Boskiej Karmiącej, jednocześnie odciągając pokarm ręcznie. Po najdłuższej nocy w życiu, gdy ręczny laktator nie zdał egzaminu, dłonie męża również :) , a kapusta walała się po całym pokoju, piersi skapitulowały. Mleko zaczęło płynąć strumieniami niczym dolina mlekiem i ….. no miodu zabrakło. Najlepsze było to, że Kubuś nieświadomy męczarni jaką przeżywała jego mama przespał całą noc i obudził się już po fakcie, już na gotowe. Od tamtej pory ssał już aktywnie i tak mu pozostało do dziś. Ciągle pije z jego ulubionej butelki LOVI z tą różnicą, że kaszkę na mleku modyfikowanym.
    Obecnie mamy w domku również małego, 5-cio miesięcznego ssaka Krzysia, który w nocy jest dużym śpiochem. Z możliwości komfortu przespania całej nocy cieszy się tata i mama ale piersi domagają się opróżnienia. Mama musiała przeprosić się ze starym laktatorem i chomikuje mleczko w zamrażarce na gorsze czasy.

  • nasturcja
    01 . 08 . 2015

    Mój starszy syn ma 21 miesięcy. Urodził się jako wcześniak. Każda Wcześniacza Mama wie, co to znaczy. Brak odruchu ssania. Na „cyca” nie było szans. Karmienie przez specjalny system. Ale , przecież to moje dziecko! Odciągałam mleko. W bólach, ze łzami, walczyłam o każdą kroplę. Gdy wróciliśmy do domu, cyc nadal beeee. Więc odciągałam nadal. Jadł moje mleko z butli. Przez kilka miesięcy karmiony tą ambrozją, wydobrzał, nabrał sił. Regularnie przystawiałam do piersi, z nadzieją, że wreszcie załapie, że można „bez pośredników” prosto ze źródła. Mój laktator był dobry, wręcz bardzo dobry. Ale głośny. Buczał niemiłosiernie. A ja co 3 godziny: rano, wieczór, we dnie , w nocy- na tej głośnej dojarce. Jak jakaś krowa na farmie. Uziemiona, uwiązana przy kablach.
    Po kilku miesiącach, nastąpił nasz mały cud: załapał pierś! O matko, jakże cieszyłam się z tych krwawiących brodawek! Jak z radością niemal reagowałam na gryzienie pierwszymi ząbkami! [Dodam, że ślady mam do dziś ;) ]. Pierwsze co zrobiłam: sprzedałam dojarkę. Nigdy więcej tego dźwięku!! Brrrrr
    Za 2 tygodnie na świat przyjdzie Maleńka :) Wiem,że muszę kupić laktator. Wiem, że mnie nie ominie, a nieraz życie uratuje. Ale trauma związana z dojarką, tkwi we mnie cały czas. Potrzebuję wsparcia, rady, najlepiej,żeby ktoś kupił go za mnie ;) I nagle Twój wpis! No spadł mi z nieba!! Kobieto, jeśli ten laktator jest tak wspaniały, to poratuj! Bo boję się, że z kolejną dojarką wyląduję w psychiatryku!!

  • mutrynki.pl
    01 . 08 . 2015

    Zdjęcia laktatora- przyjaciela podróży wygrywają !

  • Linea
    01 . 08 . 2015

    A ja mam inne pytanie! Skąd rampersik Oliego? zara? ten sezon??

    • Buuba
      01 . 08 . 2015

      tak :)

  • Ania
    01 . 08 . 2015

    Po urodzeniu Kubusia 01,11,11r :) , jeszcze tego samego dnia mąż raczył mnie „cudownymi” herbatkami – tak nakazała mu moja mama, bym miała pokarmu pod dostatkiem. Maluszek ssał piersi często i przystawiałam go nawet gdy ten spał ale opity wodami płodowymi nie miał dużego apatytu na mleczko, jak to mały ssak tylko ssał i ssał, a z piersi nie ubywało, wręcz przeciwnie stawały się coraz większe. Po dwóch dniach gdy byliśmy już w domku piersi przypominały dwa ogromne głazy. Mama poleciała do apteki po laktator, mąż tłukł i chłodził liście kapusty, a ja siedząc zapłakana modliłam się do obrazka Matki Boskiej Karmiącej, jednocześnie odciągając pokarm ręcznie. Po najdłuższej nocy w życiu, gdy ręczny laktator nie zdał egzaminu, dłonie męża również :) , a kapusta walała się po całym pokoju, piersi skapitulowały. Mleko zaczęło płynąć strumieniami niczym dolina mlekiem i ….. no miodu zabrakło. Najlepsze było to, że Kubuś nieświadomy męczarni jaką przeżywała jego mama przespał całą noc i obudził się już po fakcie, już na gotowe. Od tamtej pory ssał już aktywnie i tak mu pozostało do dziś. Ciągle pije z jego ulubionej butelki LOVI z tą różnicą, że kaszkę na mleku modyfikowanym.
    Obecnie mamy w domku również małego, 5-cio miesięcznego ssaka Krzysia, który w nocy jest dużym śpiochem. Z możliwości komfortu przespania całej nocy cieszy się tata i mama ale piersi domagają się opróżnienia. Mama musiała przeprosić się ze starym laktatorem i chomikuje mleczko na różne okazje: na babskie wypady na miasto, do sklepu, :) lub w zamrażarce na gorsze czasy. Laktator ręczny jest strasznie męczący i w nocy wydaje przeraźliwe dźwięki, które mogą zbudzić nawet głuchego. Przydałby nam się taki sprzęt :) tym lepiej , że i Krzysiu pije również tylko z buteleczek LOVI. Mam nadzieję, że będę go karmić jak najdłużej, bo przy pierwszym synku nie było mi to dane (tylko 4 miesiące z powodu choroby). Tak więc Krzyś, ja i moje piersi cieszylibyśmy się niezmiernie z takiego udogodnienia, jakim jest laktator LOVI.
    Pozdrawiamy całą rodzinkę BUUBA

  • Kasia Harężlak
    01 . 08 . 2015

    Mam już Lovi Prolactis i jestem nim zachwycona :) Dzięki odpowiednim zapasom mogłam pojechać na swój pierwszy blogowy event do Kielc, a tam też korzystałam z wersji manualnej, bo wiadomo z czym wiąże się całodniowa rozłąka ;)
    Na co dzień korzystam z chusty do karmienia i muszę przyznać szczerze, że przez 7 miesięcy nie spotkałam się z dziwnymi reakcjami a karmiłam już chyba wszędzie.

  • Sylwia
    01 . 08 . 2015

    Zabawna historia …… listopad 2013 rok, pojechaliśmy z synkiem na kolejną porcje kucia
    do Szpitala ( synek urodził się jako wcześniak, z Szpitala wypuścili na z żółtaczką, więc kazano nam codziennie przez 4 dni, aż poziom bilirubiny nie zaczął w końcu opadać przyjeżdżać do Szpitala na pobranie krwi, nie będę opisywać tego dramatu) przy okazji pojechaliśmy z mężem zarejestrować synka w Urzędzie. A że wypadła pora karmienia, mąż udał się sam do Urzędu zostawiając nas w samochodzie. Zaczynam się rozbierać i nagle patrze przed samochodem grupka 7 młodych facetów wlepia we mnie gały i głośno się śmieje, widząc co robię, a obok mój malutki synek drze się w niebo-głosy, bo głodny, cóż miałam zrobić … na oczach niechcianej widowni musiałam nakarmić mojego maluszka. Czułam się skrępowana i z całych sił starałam się okryć na tyle ile to było możliwe, żeby nic nie było widać. Mojej widowni najwyraźniej to nie przeszkadzało, bo stali przed samochodem całe 40 minut co jakiś czas zerkając, co u nas w aucie się dzieje. Och o ile łatwiej by było gdybym zaopatrzyła się w porządny laktator :)
    Maz wrócił po godzinie do samochodu, takie były kolejki. Oznajmiając że Pani w urzędzie pytała „Czy synek będzie miał tylko jedno imię?” Mąż odpowiedział że „tak, tylko Oliwier”, zapomniał, że kilka dni wcześniej ustaliliśmy że będzie miał na imię „Oliwier Piotr”, ale klamka już zapadła …. wróciliśmy do domu i w stresie sprawdzałam czy imię które wybraliśmy jest święte, na całe szczęście okazało się że tak, bo już widziałam, oczami wyobraźni siebie karmiącą piersią w poczekalni Urzędu próbującą odkręcić zapominalstwo mojego kochanego męża :)

    Za dwa miesiące przyjdzie na Świat, nasz drugi upragniony synek i jedyne co mogę napisać, nauczona doświadczeniem, że moje marzenia i plany może szlak trafić, bo życie lubi wszystko weryfikować :)
    Synek w listopadzie skończy dwa latka, a na początku października dołączy do nas jego braciszek (chyba ze pójdzie w ślady brata i będzie się szybciej na Świat pchał, oby nie!)
    Pamiętam moje plany dotyczące macierzyństwa, będę karmić tylko piersią (chodź początki były straszne) ale ten plan się udał, bo synek pił z cyca do 14 miesiąca, aż sam się odstawił i po tym czasie przeszliśmy na mleko modyfikowane.
    Planowałam tez nie podawać nic do picia w butelce do 6 miesiąca, żadnego smoczka, laktatora tylko cyc, teraz sama się z tego śmieje!
    Po wyjściu z Szpitala musiałam, podawać butelkę wody z glukozą synkowi, żeby rozcienczyć krew, w innym wypadku byłby problem z pobraniem mu krwi, taka była gęsta.
    Synek urodził się w pod koniec 35 tygodnia ciąży z wagą 2770 g, 55 cm, dostał 10/10 w sali apgar, wiec nie istniały żadne przesłanki żeby nie mógł być ze mną ( rodziłam w Szpitalu gdzie maluszki były przez 24h z mamami :) )
    Marzyłam o tym, żeby karmić piersią, niestety problemem okazały się moje brodawki, które miały kształt kopuły i zero wyrobionego sutka.
    Synek po 3 dobach przez moje laktacyjne problemy, stracił powyżej 10 % masy ciała i był dokarmiany w Szpitalu mlekiem modyfikowanym. Żeby móc spróbować karmić go naturalnie i po dwóch nie przespanych dobach z głodnym wrzeszczącym synkiem i nawałem pokarmu, poprosiłam męża żeby kupił smoczek i laktator. Mąż kupił mi najtańszy laktator za 10 złotych, dzięki któremu ulżyłam sobie w cierpieniu i udało mi się wyrobić kształt sutka :)
    Dziś już wiem, że laktator nawet dla kobiety która chce karmić tylko cycem, jest cudownym wybawieniem.
    Dzięki niemu nie musiałabym męczyć się 2 godziny laktatorem za 10 zł żeby odciągnąć chodź 5 ml mleka, zniknęłyby problemy z zapaleniem piersi a co za tym idzie ominęłyby mnie dreszcze, bóle, a wycieczki do Urzędów i innych obowiązkowych miejsc nie byłyby krepujące, bo miałabym swoje mleczko w butelce dla drugiego synka :)
    Pozdrawiam serdecznie, Sylwia

    • Roksana
      04 . 08 . 2015

      27 czerwca bylismy na 18 mpjego brata , 45 km od domu . Nadszedl wieczór , corcia (6miesiecy) zasypia w nosidelku więc stwierdzamy z lubym że czas wracać. Pakujemy się do auta, odjezdzamy, mala slodko spi . Luby wskakuje na S3 i mkniemy do domu. Corka się budzi , grymasi. No tak przecież brzuszek domaga się mleczka. Ale jak ? Odpiac siebie z pasow nie mogę.. Jej wyciągnąć z nosidelka tez nie. Nie ma gdzie stanąć bo to przeciez droga ekspresowa ;/ zjazd za 30 km pierwszy a ona corag glosniej placze. Biedna moja ! Matka mysl co ru robic ! Posnosze bluzkę, pdpinam stanik no i coz nachylam sie z calej sily do Niuni by sięgnęła piers. (ajj moje plecy). Tak ! Udalo soie, niunia je :). Przejezdzamy obok kolumny TIRow. Wiadomo oni siedza wyzej , haha ich spojrzenia na widok mnie nienaturalnie wygietej- bezcenne. Corka sie najadla , odbila, zasnela i spokojnie dojechalismy do domu :). Gdybym posiadala laktator obyloby sie bez problemu no ale niestety. Trzeba sobie radzic:)

  • Antynka
    01 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem trwała bardzo krótko, bo tylko 3 miesiące ( niestety zawracające anginy sprawiły że pokarm zanikł). W ciągu tych 3 miesięcy miałam wiele zabawnych i tych mniej śmiesznych sytuacji dotyczących karmienia. Oczywiście nie omineły mnie takie dolegliwości jak popękane brodawki czy zastoje powodujące zapalenie piersi…( tydzień po porodzie, jak znalazł na dobitkę!). Na szczęście z pomocą miałam właśnie wypożyczony sprzet. 14 lutego, dokładnie 8 tygodni po porodzie tatuś dziecka postanowił mi się oświadczyć. Poszliśmy na wspaniałą, romantyczną kolację ( oczywiście z laktatorem w torebce). Synek został pierwszy raz z dziadkami, zaopatrzony we wcześniej odciągnięte mleczko. Wieczór mijał miło i przyjemnie, kolacją była pyszna..rozmowy oczywiście sprowadzały się do tego cóż porabia nas malutki synek ( biorąc pod uwagę Jego wiek, odpowiedz była trudna do przewidzenia…mógł jeść bądź spać ;) ). W końcu poczułam że nadszedł czas na ściągnięcie pokarmu. Nieśpiesznie podążyłam do toalety i tu niespodzianka. Jedyny kontakt jaki znalazłam to ten w przedsionku. No nie było wyjścia. Stanęłam tyłem do wyjścia i kolejny problem. Sukienka z golfem to nie było dobre rozwiązanie. Musiałam się mocno natrudzić by wyciągnąć cyca, przy tym nie odsłaniając całego tyłka. Upocona i już delikatnie zdenerwowana zaistniałą sytuacją rozpoczęłam proces ściągania zastałego pokarmu. Kiedy nagle otworzyły się drzwi a w nich stanął łysiejący Pan pod 50 zamarłam. Nie wpadłam na to że stoję dokładnie na przeciwko lustra i pomimo zajętej strategicznej pozycji dosłownie WSZYSTKO było widoczne gołym okiem. Pan z miną zdradzającą co najmniej konsternacje, zażenowanie, rozbawienie i wstręt obrócił się na pięcie i odszedł. Ludzie kochani, czemu mnie to musiało spotkać?!?!?! Ledwo rozpoczęty proces szybko zakończyłam i udałam się powrotem do stolika, prosząc przechodzącego kelnera o rachunek.
    Poza tą historią miałam równie zabane spotkania u Nas w domu, kiedy to cała rodzina stadami s=zjeżdzała się do nas do mieszkania, by powitać synka. Nikt nie przewidział tego że akurat mogę siedziec w sypialni z pękającymi cyckami obbłożonymi kapustą i 40 stopniami gorączki. Nawet ukrywanie się w sypialni nikomu nie przeszkadzało w tym by wpaść się przywitać. I dopóki była to moja mama bądź siostra to pół biedy. Problem pojawiał się gdy teść, brat Łukasza albo mój kuzyn z rozpędu wpadali do sypialn. Zonk. Szybki obrót i ewakuacja. Jeszcze nigdy wczesniej nie czułąm się tak obnażona jak właśnie w takich chwilach. O dziwo mniejszy opór miałam przy karmieniu w miejscach publicznych. Obcy ludzie gapiący się na mój biust wielkości dwóch małych arbuzów, nie robili na mnie wrażenia. Natomiast przy rodzonym moim osobistym tacie o wiele bardziej się krępowałam. W każdym razie w planach mam drugiego bobo. I bardzo chętnie przyjmę taki oto podarek. Na pewno się przyda :)

  • Paulina
    01 . 08 . 2015

    Witam. Za 3 miesiące pojawi się nasz pierworodny, długo wyczekiwany synuś :-) przygotowania do przywitania naszego małego szczęścia trwają, chcemy dać mu to co najlepsze. Jest bardzo dużo potrzebnych rzeczy, a co za tym idzie to finanse :-( . Słyszałam o tym laktatorze same dobre rzeczy i chciałabym go posiadać. Będę bardzo szczęśliwa mogąc z nim zacząć karmienie. Serdecznie pozdrawiam :-)

  • Marta Mrozik
    01 . 08 . 2015

    Jestem mamą półtora rocznej Karolki i aktualnie jestem w 12 tygodniu ciąży. Nauczona doświadczeniem już wiem – laktator to skarb, nawet gdy karmi się wyłącznie piersią. Podczas nawału mlecznego w akcie desperacji wypożyczyłam laktator z kliniki w której rodziłam. Po nawale oddałam i jakoś tam sobie radzilam bez, choć momentami bardzo mi go brakowało. Jednak ciągle w głowie była myśl „teraz to już szkoda kupować „. Jak ze wszystkim – najlepiej mieć od początku, bo potem człowiek bardziej się cyka z zakupem.
    Nie ominęły mnie jednak zabawne i dziwne sytuacje związane z karmieniem. Taka najbardziej ekstremalna wydarzyła się podczas pogrzebu mojej babci. Malutka miała wtedy 3 miesiące i była bardzo grzeczna, jednak zywila się wyłącznie mlekiem, więc regularne karmienia były nie do przeskoczenia. Pogrzeb przespala, a po pogrzebie była stypa, na której Malutka się obudziła i upomniala o jedzenie. Problem w tym, że stypa odbywała się na sali w domu pogrzebowym, na sali było pełno gości, a ja nie byłam przyzwyczajona do karmienia piersią w towarzystwie. Nie jestem przeciwna temu, gdy ktoś karmi publicznie, uważam to za naturalne i nie przeszkadza mi to, jednak sama nigdy tak nie karmiłam, źle bym się czuła, stresowaloby mnie to i już. Zawsze się gdzieś chowalam. Postanowiłam zapytać obsługę o jakieś ustronne miejsce. Kelnerka zaproponowała biuro szefa. Myślę – super! Jednak po otwarciu drzwi mina mi zrzedła. W biurze na środku stała wielka, czarna, skórzana kanapa, a dookoła na stojakach i ścianach porobione były wystawki z różnego rodzaju trumien i urn :P. Mała nic nie rozumiała, ale ja byłam mega zestresowana i musiałam wołać męża, bo sama napewno bym tam nie wysiedziala :D. Wtedy właśnie było mi bardzo brak laktatora i sciagnietego do butelki pokarmu.

  • Agnieszka Wodecka
    01 . 08 . 2015

    Tak Karmienie piersią to wspaniały czas o ile dobrze na początku się sprawę rozegra. Przy pierwszym synu, było łatwo, zaraz po porodzie dostałam do siebie i mogłam przystawić i karmić, poszło gładko, w drugiej dobie przepełnione piersi i niesamowity ból. Mąż kupił najzwyklejszy odciągacz pokarmu, tak odciągacz no bo przecież nie laktator… Oj ciężko było, a jeszcze ciężej jak w nocy położne dokarmiły mi malucha a ja z piersiami, które chcą wybuchnąć…. noż by je wzięło, a wszystko przez to że mały musiał był na antybiotyku przez kilka dni, no i w nocy też dostawał a Panie pielęgniarki chciały dzidziusia uspokoić. .. Później już poszło z górki, dostałam laktator , który niestety swoje wysłużył i już nie działa jak kiedyś. Teraz karmię drugiego synka i przyznam, że czasem chciałabym się „uwolnić” chociaż na chwilę wyjść na miasto i być pewną, że synek będzie miał część mnie, czyli moje mleko. Tak myślę, że to jest właśnie powód dla którego biorę udział w konkursie, chciałabym wygrać laktator dzięki któremu będę mogła znów poczuć się jak kobieta a nie tylko mama.

  • Ikarolina
    01 . 08 . 2015

    Oli zasysa sobie nosek!! Nie mogę nooo :))) Uwielbiam go!

  • Asia
    01 . 08 . 2015

    temat wprost dla mnie. niestety jest tak jak mówisz, początki karmienia to oprócz więzi z dzieckiem jest dużo zła i niedobra… :/ już w szpitalu miałam problem z nakarmieniem małej, poranione piersi, zaciśnięte palce i zęby z bólu, i myśli, żeby tylko Zośka w końcu załapała. jak tylko myślałam że się nauczyłyśmy, córcia udowadniała, że jeszcze nie ;) laktatora nie miałam, także mała dostała kilka razy MM, a szkoda, bo lepiej byłoby wtedy ściągnąć. Potem mąż kupił mi nakładki na brodawki, było nieco lepiej, no ale nadal bez szału. Później, żeby sobie nieco ulżyć i pozwolić zagoić się piersiom pożyczyłam ręczny laktator od siostry. Niestety się nie polubiliśmy… jakoś nie idzie mi ściąganie nim. Wychodzi to jedynie w przypadku kiedy piersi są baaaaaaaaaaardzo przepełnione. A jednak chciałabym tak jak sama piszesz wyjść czasem sama, choćby na bieganie(trzeba zrzucić pociążowe kilogramy ;) ) czy zakupy. Póki co wychodzę jedynie z małą, nie bardzo mam chęć dokarmiać ją MM. Także naprawdę bardzo przydałby mi się porządny laktator… Jedyny plus całej sytuacji to fakt że karmienie piersią wychodzi nam już super :)
    Jeżeli chodzi o zabawne sytuacje to jedynie co mnie bardzo śmieszy to ukradkowe spojrzenia przechodzących przez park ‚pijaczków’ :) Myślą, że uda im się podejrzeć cokolwiek heheheh ;)

  • oola
    01 . 08 . 2015

    My mieliśmy sporo przygód związanych z karmieniem….najpierw Córeczkę karmiłam przez prawie dwa lata, teraz karmię małego Synka. Córeczka nam dostarczyła sporo atrakcji….np. byliśmy kiedyś w kościele na Mszy…skupienie cisza, trwa kazanie….nagle Mała zaczyna być głodna i oznajmia nam to swoim donośnym głosikiem…mimo że siedzieliśmy z tyłu, ja już cała w stresie, mąż spocony z nerwów, a Mała się drze. Więc ja dyskretnie usiadłam sobie na brzegu ławeczki, zakryłam się kocykiem i pieluchą, i miałam nadzieję, że zje spokojnie ( bo potrafiła jeść głośno i łapczywie)…no i rzeczywiście- Dziecię zjadło spokojnie nad wyraz, ja zapinam bluzkę, biorę Ją normalnie na ręce a tu Córeczkę beknęła sobie soczyście jak pan kazio spod budki z piwem….wszyscy ludzie głowy do tyłu w naszą stronę…żeby było ciekawiej, to zaraz potem przez moje ramię ulało jej się prosto na kościelną posadzkę…./kościół opuściliśmy w pośpiechu poganiani wzrokiem całęgo ludu….:)

  • Ania
    01 . 08 . 2015

    Pewnego pieknego dnia wybrałam się z moimi mężczyznami (tym malutkim 1,5 miesięcznym i tym większym 18 +) na wycieczkę do klasztoru kamedułów w Wigrach (niedaleko Suwałk). Wiadomo piękne miejsce, kościół, jakieś muzeum, trawka. ławeczki itp… jako początkująca mam każde zawołanie maluszka powodowało wyciągniecie cyca. A tu na owej wycieczce dziecko po swojemu woła „mamo cycorka prosze” a mam cóż, kościół nie kościół cyc musi być. NIe nie nie, nie zrobiłam tego w środku na ołtarzu ;) wyszłam usiadłam sobie na schody, według mnie kulturalnie wyciągnęłam co musiałam, dzieciątko przystwaiłam i tyle, Małe te moje cycki to za główki Synka, prawie nic nie było widać… według mnie… Ja tu sobie delektuję się chwilą, a tu obok wychodzi wycieczka panie i panowie 70+. Jakież było oburzenie szanownych dam (?), że tak tu pod kościoła Boże Jezu i Wszyscy Święci. Co ze mnie za matka! (no tak, lepiej pozwolić, zeby dziecko było głodne…) A Panowie nie snuli żadnych komentarz, oni patrzyli. Uważnie uśmiechając się. Dwa kroczki odchodząc komentowali, jak to dobrze na jędrne młode piersi spojrzeć ;) (taaaa strasznie jędrne ;)) A jeden to nawet pojechał delikatnie swojej lubej mówiąc na głos ” a co ty komentujesz ty w kosciele landrynki jadłas to male dziecko a ty stara baba i się zachowaćc nie umiesz” :)
    Przyznam, miałam ubaw, a ich oburzenie w ogole nie zrobiło na mnie wrażenia, karmię gdzie chcę i kiedy chcę ;)

  • Tynka
    01 . 08 . 2015

    Witam, ja rodzę wprawdzie dopiero za 8 tygodni, ale długo się zastanawiałam nad laktatorem czy będzie mi potrzebny. Bo na razie sama nie mogę tego stwierdzić, jest to wprawdzie moja 2 ciąża, ale tym razem udało mi się dotrwać aż tak daleko, więc ciężko mi opisać sytuacje z karmieniem. Dla mnie jako przyszłej matki karmienie uważam za coś naturalnego i jak kobieta wyciąga „cycusia” nie przeszkadza mi to wcale. Zawsze myślę sobie, że też kiedyś przecież mogę być w tej wyjątkowej sytuacji. Miło by było otrzymać taki prezent zwłaszcza, że wydatków jest mnóstwo. Ściskam mocno !

  • Irmina
    01 . 08 . 2015

    Tata piersi z mlekiem nie ma, więc taka buteleczka dla nas byłaby idealna bo ustaliliśmy już dawno temu, że we wszystkim ma mi pomagać :D

  • Magda
    01 . 08 . 2015

    Hej,

    Jestem mama 2 uroczych chloocow (6l i 4l) oraz 4miesiecznej orzeslodkiej Hani :)
    Co do histori zw.z laktacja i karmieniem, to bylo ich oare ;) z laktacja z kazdym dzieckiem inaczej, a dodam ze me wyobrazenie nt.kp bylo podobne do Twojego ;) : z pierwszym brak pokarmu i laktator w akcji by ja rozkrecuc, z drugim nawal i maz jezdzacy w poszukiwaniu laktatora, z trzecim na poczatku nawal, potem niedobor a na koniec rooien i zabieg :(
    Zabawnych historii tez bylo kilka. W teh chwili przychodza mi dwie historie do glowy. 1 podczas wakacyjnego pobytu w Gdyni, siedziac w milej lodziarni, dziecie me wpadlo w furie. ja, dlugo nie zastanawiajac sie, wyjelam cyca (oczywiscie zaslaniajac sie) i zapodalam. Trzeba bylo zobaczyc wyraz twarzy starszej pary siedzacej przy stoliku obok. Wyszli krecac glowa z oburzeniem.
    2 -Innym razem, bedac na wakacjach nad morzem, suedzialam sobie na podworku przy pensjonacie, w ktorym mieszkalismy. Milo bylo, slonce swiecilo…mlody sie obudzil..ja dlugo nie zastanawiajac sie zapodalam piers pod drzewkiem. W tym samym czasie pewien pan tak sie na mnie zagapil, wchodzac po schodach, ze orla wiwnal i spal biedaczek ;)

    Dlaczego laktator bylby mi potrzebny! Bo mam 3 dzueci, najstarsze wlasnie zaczyna szkoke. Chcialabym z nim spedzic triche czasu sam na sam w tym trudnym dla niego momencie, bo z mlodszym chce pobyc razem, bo juz nie jest najmlodszy, bo Hanka uzywa mnie zamiast smiczka, a ja nie pamietam co to wyjscie na kawe z kokezanka czy relaks w wannie. Bo niedlugo wracam do pracy i trzeba bedzie zapas zostawic ;) a karmic chce jeszcze z rok przynajmniej. Kocham moje dzieci ponad wszystko, ale czasem chwila dla mamy, tylko mamy, jset niezbedna. Szczesliwa mama, to szczesliwe dziecko.

  • Tolimam
    01 . 08 . 2015

    Zazdroszcze Ci, bo ja mam dwójkę dzieci cudowną 2 letnią córeczkę i wspaniałego 1,5 miesięcznego synka. Córe dokarmiałam już w szpitalu bo nie miałam pokarmu i w domu bo nawału też doczekałam, kupowałam laktatory różnych firm niestety ręczne z oczywistego powodu jakim jest cena tych elektrycznych (sumując te wydatki nie dużo bym musiała dołożyć do porządnego sprzętu – w poście wyprawkowym dokładnie o tym pisałaś;)…karmić piersią się nie udało. Synka uparta matka karmiła wyłącznie piersią calutki miesiąc, tak tak dla mnie to wyczyn bo nawał nigdy nie nadszedł a ja wylądowałam na patologii noworodka z niedożywionym dzieckiem… ale żeby nie było tak ponuro to w ciągu tego niedługiego czasu mojego karmienia udało mi się „spsikać” tryskającym z piersi mlekiem mojego ciekawskiego męża :D i przestał kukać na moje piersi podczas karmienia ;)

  • olga
    01 . 08 . 2015

    Witam, może moja krótka historia jest zbyt sytuacyjna, ale co mi tam :) Po tygodniu z Maluszkiem w szpitalu, zabrali go na kardiologię. Nie było jeszcze wiadomo na jak długo i czy każdą noc dam radę z nim tam spędzić. Mąż postanowił kupić laktator, aby mleka zawsze było w zapasie, był z siebie bardzo dumny, kiedy mi go podarował, a ja nie myślałam o tym, że ściągnięcie pokarmu laktatorem ręcznym może być jakimkolwiek problemem. Pojechaliśmy do domu, abym nareszcie mogła się umyć w ludzkich warunkach i nabrać sił przed przesiadywaniem przy łóżeczku synka. Zadowolona usiadłam z przygotowanym laktatorem na kanapie i wzięłam się do „pracy”, po jakiś 5 minutach przykładania pod różnym kontem, pompowania z różna mocą spuściłam głowę i zrezygnowana powiedziałam „ku***, nic nie leci”. Mąż wybuchł straszliwym śmiechem, bo po pierwsze nie przeklinam, po drugie nie było to w złości, lecz w zrezygnowaniu, które podkreślił fakt, że nie wymawiam litery „r” i zabrzmiało to niedorzecznie. Do tej pory jak jest mowa o karmieniu czy laktatorze to się z tego śmiejemy choć minął już rok. I nie wiem czy to wina laktatora czy mojej nieporadności, ale odciąganie mleka było dla mnie trudniejsze niż karmienie piersią. Niedługo będziemy znów rodzicami i chętnie pomógłby nam LEPSZY laktator, aby mleka było w zapasie :)

  • Ola.m
    01 . 08 . 2015

    Niestety nie moge podzielic sie zadna smieszna i ciekawa historia na temat karmienia piersnia gdyz dopiero mnie to czekac, dzidzius jeszcze siedzi w brzuszku. Ale bardzo bym chiala karmic naturalnie, mam nadzieje, ze bedzie mi to dane. Na chwile obecna zbieram wszytskie istotne informacje na ten temat, uczestniczylam nawet w warsztatach ‚mlekoteka’ :) aby czerpac jak najwiecej waznych informacji, ktore bede mogla wdrozyc w nasze przyszle zycie z dzidziusiem:) twoj blog rowniez daje mi wiele cennych informacji, ktore nawrt sobie notuje w moim ciazowym zeszyciku:) takze taki laktakorem bardzo by mi sie przydal po rozwiazaniu, jestem aktywna osoba, wiec chciala bym po ciazy wrocic do swojej pasji wspinaczkowej i czasem pojechac sie powspinac wiec duzo by mi ulatwilo sciaganie mleczka przez owy laktatorek:) pozdrawiam Ola

  • Inka
    01 . 08 . 2015

    Choć historia, którą się z Wami podzielę nie była wtedy dla mnie zabawna, teraz wspominając ją uśmiecham się sama do siebie. Pierwszy miesiąc z moim synkiem spędzałam niestety w szpitalu. W trakcie pobytu konieczne było wykonanie badania, na które karetką zostaliśmy przewiezieni do pobliskiej przychodni. Mąż również przyjechał, aby nas wspierać. Po badaniu czekaliśmy na transport powrotny do szpitala a że czas ten przedłużał się, mały zrobił się głodny. Poczekalnia była pełna ludzi a ja należę do wstydliwych, więc zapytałam Panią recepcjonistkę gdzie bym mogła spokojnie nakarmić synka. Pani wskazała mi mały pokoik. Wszystko super więc przystępujemy do karmienia. Miałam na sobie rozciągliwą bluzkę z dużym dekoltem i wygodniej mi było naciągnąć dekolt pod pierś niż podnieść bluzkę do góry. Rozpięłam stanik do karmienia i malutki cycusiał już w najlepsze. Po chwili jednak wszedł małżonek z informacją, że karetka już na nas czeka. Mały akurat skończył jeść. Zapięłam stanik, zmieniłam jeszcze synkowi pieluszkę i oddałam mężowi, który razem nim na rękach udał się już w stronę naszego transportu. Ja zabrałam jeszcze torbę z wyposażeniem i już kroczę za nimi przez korytarz. Co się tak wszyscy dziwnie patrzą? – myślę sobie. Po którymś spojrzeniu zorientowałam się, że zapomniałam bluzkę naciągnąć na cyca. Wyobrażacie sobie jak to wyglądało … tatuś z maleństwem na przodzie a mamuśka leci za nimi z cycem prawie ( bo chociaż stanik zapięłam) na wierzchu… myślałam, że spalę się ze wstydu. A męża zbeształam, że nie zwraca na mnie uwagi, przecież jak mógł tego nie zauważyć!!!

  • Julia
    01 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem zaczęła się wręcz koszmarnie…. Przez całą ciąże przygotowana byłam na to, że chcę i będę karmić piersią mimo wszystko. A tu psikus – dodam tylko, że mamą jestem od 4 DNI – są to dla mnie najpiękniejsze i zarazem najtrudniejsze dni w moim życiu. Poród odbył się niestety poprzez cesarskie cięcie, czego chciałam uniknąć, no ale cóż takie życie, Jeszcze na sali operacyjnej twierdziłam, że nigdy więcej nie chcę być w ciąży i przez to przechodzić. Teraz żałuję tych słów najbardziej na świecie! Na drugi dzień nie pamiętałam już dokładnie jak to wszystko wyglądało i co czułam, wystarczyło mi to, że jest ze mną najpiękniejszy mężczyzna na świecie za którego oddałabym całe życie i to że jest MÓJ! Teraz jestem przekonana w 100%, że na pewno będzie miał rodzeństwo :) Wracając do karmienia – przeżyłam szok jak tylko uświadomiłam sobie, że ja w ogóle nie mam pokarmu :( Jak to możliwe? Piersi największe na porodówce i nie mogę wykarmić własnego syna? Nawet pielęgniarki każda po kolei przychodziła zobaczyć co jest nie tak. Załamałam się, ale nie poddałam i jestem z siebie dumna :) Walczyłam z laktatorem ręcznym pożyczonym od koleżanki i co dwie godziny symulowałam piersi – na każdą po kolei 7 min 5 min 3 min naprzemiennego „odciągania”. Do tego herbatki wywołujące laktację, porady położnej laktacyjnej i wszystkie artykuły, rady i opinie jakie tylko znalazłam w internecie.
    Aż nadszedł cud. Wystarczyło wrócić do domu i w spokoju i ciszy z kochającym mężem i synkiem przy boku zrelaksować się i na spokojnie zacząć „wszystko od początku”. W tej chwili mój maluszek smacznie śpi najedzony, a ja odciągnęłam jeszcze sporą ilość pokarmu. Wystarczyło tylko uwierzyć w siebie i nie poddawać się NIGDY. Nawet jeśli wszyscy dookoła twierdzą, że nic z tego nie będzie, nie warto się męczyć i od razu przejść na „sztuczne” mleko.
    Każdą przyszła mamę, która będzie chciała się poddać będę wspierała całym sercem <3 wiem, że warto i stać nas na to bo jesteśmy Kobietami! I to najlepszymi na całym świecie …

  • Asia
    02 . 08 . 2015

    Mój skarb miał przyjść na świat we wrześniu. Niestety pospieszylo jej się aż o 8 tygodni. Tym samym stała się prezentem na naszą piątą rocznicę ślubu. Dla takiego wczesniaka najważniejsze jest mleko mamy ale ze względu na niedojrzałe jelitka dostaje kroplowki. Jako uparta matka staram się utrzymać okupiona potem, krwią i łzami laktacje ale przez odciaganie recznym laktatorem moje dłonie i ramiona przypominają powoli ręce Pudzianowskiego. Dzięki laktatorowi lovi prolactis mój plan będzie łatwiejszy do realizacji i gdy nadejdzie TEN moment Helcia będzie mogła przyssac się do mojego cyca :)

  • Kasia
    02 . 08 . 2015

    Dokładnie trzy tygodnie temu byłam świadkiem na ślubie przyjaciółki. Po ślubie tradycyjne wiejskie wesele, a tuż po obiedzie moja mała głodomorra domagała się już i teraz jedzenia. Schowaliśmy się obydwoje to jedynego pustego pomieszczenia w całym budynku, wystawiłam cyca, maluch się przyssał i wtedy drzwi się otworzyły – tata młodego wszedł po wódkę, bo okazało się, że to magazynek był i z wrażenia wypuścił z rąk dwie butelki ognistego trunku. Jego mina bezcenna, do tej pory jak sobie to przypomnę to padam ze śmiechu..

  • Aleksandra.B
    02 . 08 . 2015

    Niestety jeszcze nie moge sie pochwalic zadna smieszna historia z karmienia piersia gdyz dopiero mnie to czeka. Ale mam pewne zabawne spostrzezenie i historie sprzed karmienia:)

    Zawsze smialismy sie z mezem zeby tak nie szalal w te dni, bo wymajstruje mi blizniaki :) przy pierwszym usg nasze miny byly bezcenne gdy Pani oznajmila , ze sa dwa serduszka. Zdziwienie, przerazenie ale wielka radosc nas ogarnela. A mowilam zeby tak nie szalal no to teraz ma, wykrakalam i mamy blizniaki:)
    Rozwiazanie za pare tygodni, ale nie ukrywajac bardzo sie boje tego naszego pierwszego karmienia jak to bedzie wygladalo przeciez mam tylko 2 cycuchy a jak tu wykarmic do syta dwa bobasy. A co w ogole zrobic jak dzidzie beda chcialy jesc naraz? I tutaj z mezem natrafilismy niedawno na obrazek smiesny ńie mieszny ale smialismy sie, ze niedlugo ja tak bede wygladac przy karmieniu:) :) obrazek znaleziony na demotywatorach:
    http://demotywatory.pl/4053739/Matka

    Dlatego bardzo prosze o ten laktatorek gdyz chciala bym uniknac takiej sytuacji jak na zdjeciu i miec troszeczke swoboty przy robieniu obiadu hihi i radosci z tego rutuau karmieńia a nie przymusu jak to widac na zdjciu po niezadowolonej minie mamy… dzieki niemu maz moze mi pomoc w karmieniu wieczorami, gdyz rodzina moja i jego niestety mieszka daleko i jestem zdania tylko i wylacznie na siebie w ciagu dnia a wieczorami juz na meza:)

    Pozdrawiam
    Aleksandra.B

  • Anisia
    02 . 08 . 2015

    Matko Bubkowa tymi konkursami to Ty nas rozpieszczasz ;) Ten niestety juz nie dla mnie, bo chlopki od cyca odstawieni, ale za to 3mam kciuki za reszte czytelniczek. Domyslam sie ze dobry laktator to skarb, choc ja jakos ogarnialam temat bez zadnego, tzn jakis tam mialam, ale mocje cycki nie chcialy z nim wspolpracowac ;)

  • Joanna
    02 . 08 . 2015

    Ja również nie pochwalą się żadną śmieszną historią, gdyż moje maluszki obecnie siedzą w brzuszku i przyjdą na świat dopiero w lutym. Natomiast mam do opisania nieco inną historię, czyli Naszą historię 8letnich starań o dzidziusia, okraszonych bólem, smutkiem i ciągłym niepowodzeniem. Zdecydowaliśmy się na in vitro i przy trzeciej próbie (ostatniej) w końcu się udało! Spodziewamy się z Mężem dwójki dzieciątek, tak długo wyczekiwanych! To niesamowite szczęście, gdy człowiek opada z sił i traci nadzieję, nagle usłyszeć wiadomość „Jesteś w ciąży”. A co lepsze, o ciąży dowiedzieliśmy się właśnie w dniu naszej ósmej rocznicy ślubu. Była niezapomniana! :-) Jeśli będziemy mieli szczęście wygrać laktator, będzie to dla Nas ogromne ułatwienie :-)

  • Olga
    02 . 08 . 2015

    Karmimy się wszędzie, już prawie 5 miesięcy, a chciałybyśmy jak najdłużej. Towarzyszą nam głownie przychylne spojrzenia i uśmiechy. Niedługo wracam do pracy już na poważnie i chciałabym, by Młoda jadła moje mleczko podane przez Opiekuna. Z laktatorem Lovi będzie nam zdecydowanie łatwiej. W przeciwnym wypadku będzie musiała z chusty obserwować jak mama pracuje a to może nie zostać przyjęte z entuzjazmem przez szefa :)

  • Kornelia
    02 . 08 . 2015

    Ten konkurs to chyba z niebios mi spadł :) Kiedyś widząc zdjęcie na insta z Twoim laktatorem, strasznie się na niego napaliłam – ale oszukiwać nie będę , cena powaliła mnie z nóg (apropos wcześniejszego postu o wyprawce).
    Starszego synka nie udało mi się karmić, przez super dobre rady, że mam zły pokarm, za mało, że po cesarce to nie to samo. Ze łzami musiałam się poddać bo sama w siebie i w swoją matczyną moc – nie wierzyłam. Laktatorem „kapało” mi po kilka kropel mleka.
    Gdy już nabrałam swojego doświadczenia, szykując się do kolejnego porodu, chciałam się jak najlepiej do karmienia piersią przygotować. Czytałam, zgłębiałam wiedzę w poradnikach by tym razem nie stracić tych pięknych chwil. Olka wychowałam na butelkach Lovi, o tej super mocy, co z 9 piętra po upadku nawet nie pękają :) A przy córce chciałam zaufać innej renomowanej firmie i kupić wszystko w zestawie. Moje wahania trwały pół roku. Co kilka dni czytałam informacje, recenzje, opinie dotyczące jaki laktator wybrać, czy ręczny czy elektryczny. Koniec końców, wyszło tak,że „lepiej kupić ręczny bo to to samo co elektryk, tylko mniej kasy, mniej hałasu i możesz sama sobie stymulować siłę „ssania” przy bolących sutkach.” Chciałam przyoszczędzić w obliczu i tak już olbrzymich wydatków. Kupiłam zestaw manualny wraz z butelkami i taka uradowana,że nic nie stoi mi w końcu na przeszkodzie – już po 3 dniach po porodzie się zawiodłam :( Tu wyjście do lekarza, a ja przez pół godziny odciągnęłam tylko 20 ml. Znów usłyszałam – mleka nie masz, ja po 20 minutach to całą butlę miałam!
    Mąż biedny powyciągał te instrukcje z pudełka,że może coś źle robimy,że źle pierś „przystawiam” do tego laktatora. Sam próbował mi tyl laktatorem odciągać! No wszystko zgodnie z instrukcją i mówi do mnie : kochanie, w ciągu 15 minut, tu jest napisane,że powinnaś mieć 60 ml.
    Boże, załamka myślę. Płacz i u dziecka i u mnie.Mąż włosy z głowy rwie. Wszystko jest nie tak jak trzeba. Mówię, skoro mam po 20 ml w piersi, to jak ja mam wykarmić to moje dziecię?!
    Bo kto mądry chce sprawdzać zawartość cycka przez laktator? Puk puk w głowkę!
    Laktator odłożyłam na bok, butelki też. Bo co mi po nich skoro córka nie ma co z nich pić, a MM nie toleruje…Więc tam gdzie ja, tam moje dziecko i moje cycki. I wzięłam byka za rogi.Zaufałam sobie, swojemu dziecku i mojej intuicji. Przestałam myśleć o ilości ml w piersiach i tak już mamy pół roku za sobą, a moja kruszynka co raz lepiej się zaokrągla.Szkoda tylko wydanej bezsensownie kasy.
    Dramat jest, ja tu chcę wyjść po zakupy, czy załatwić sprawy urzędowe, czy odbębnić kolejną wizytę u lekarza – robię wszystko z dzieckiem na rękach. Nawet już próbowałam ręcznie odciągać ale bez skutku. Gdy chcę wyjść z koleżankami „na miasto” spotykamy się na placu zabaw, jedno dziecko biega, drugie trzymam przy sobie i tak plotkuję. Trochę cierpi przez to moje życie towarzyskie, ale cóż, coś kosztem czegoś Zahartowało mnie to niesamowicie i doceniam to co mam. Śmiejemy się z mężem,że teraz nadrabiam za syna, którego nie karmiłam piersią. Kocham to i nie wyobrażam sobie, aby moje macierzyństwo miało inny obraz niż ten.
    Ale pojawił się kolejny problem, a mianowicie operacja. Będę na niej pod znieczuleniem ogólnym. Będę przecież musiała zostawić na dwie doby swój pokarm. I odciągać na bieżąco to, co nie będzie się nadawało do spożycia po znieczuleniu. Spędza mi to sen z powiek. Już zdążyłam usłyszeć – ty zacznij małą odzwyczajać od piersi.
    A ja nie wyobrażam sobie,jej nie karmić piersią! To są nasze magiczne chwile, tylko ja i ona….I zrobiłabym wszystko i nawet jeszcze więcej, by utrzymać to, o co tak zaciekle ze łzami w oczach, w bólu walczyłam. Na przekór wszystkiemu i wszystkim. Nie chce nawet dopuścić do siebie myśli,że za kilka miesięcy nasza przygoda może się po prostu skończyć. Serce mnie boli. A już wolę nie wiedzieć jak bardzo moje dziecko zawiodłoby się na mnie jako na swojej matce…Więc szukam rozwiązań, aż tu nagle trafił się ten konkurs!

    Dołączam na meila zdjęcie. Są to dwa przełomowe momenty w Naszym karmieniu, które wraz z mężem uwieczniliśmy. Pierwsze zdjęcie, przedstawia to, jak „szary mam pokarm i nienajedzone dziecko”, to właśnie wtedy przestałam się przejmować tym co mówią inni. Drugie zdjęcie, to Nasze pierwsze publiczne karmienie na świeżym powietrzu.
    Oby takich chwil w Naszym życiu było więcej :)

  • Madzia
    02 . 08 . 2015

    Na mnie nikt się chyba nigdy nie zagapił, nikt orła nie wywinął i w sumie nie mam żadnych zabawnych doświadczeń zabawnych związanych z karmieniem piersią, mam za to doświadczenie z laktatorem LOVI. Ale czy dobre….
    Przed porodem uznałam oczywiście że laktator nie będzie mi póki co potrzebny :-) oczywiście następnego dnia mąż gonił po sklepach próbując znaleźć ten jedyny słuszny laktator polecany przez naszą położną ale go nie znalazł w żadnym sklepie! Znalazł za to LOVI, ręczny, ale miało być pięknie w końcu maszyna za 270 zł:-) no i tu wkroczyła brutalna rzeczywistość. Piersi pełne, 30min ściągania a tam pare kropli, za to silikonowa nakładka (niby masująca) laktatora co kilka minut spadala powodując rozszczelnienie i zero odciagnietego mleka. Środek nocy, mój płacz spowodowany okropnym bólem dłoni od ciągłego naciskania rączki laktatora i mąż który w półśnie „pompował” a ja trzymalam ten cholerny lejek żeby caly czas odpowiednio zasysał:-( to moja największa trauma… W wieku 5 tygodni moje dziecko mialo zabieg operacyjny, cała doba bez karmienia a ja w szpitalu na krześle (smutna polska rzeczywistość) i ten laktator który zamiast powodować ulgę przynosił stres, a tam nie było męża który mógłby pomóc . Po kolejnych dwóch tygodniach popsuł się a pani z serwisu mimo moich błagań powiedziała ze laktator moge odebrać za 2 tygodnie! DWA okropnie długie tygodnie!chyba żadnej karmiącej matce nie muszę tłumaczyć ile to jest czasu ….. Odpuscilam, kupiłam zwykły laktator bez bajerów za 60zł i używałam go do końca okresu karmienia, a nasz lovi stoi w szafie i nadal przyprawia mnie o dreszcze :-(
    Za 3 miesiące urodzi nam sie córeczka, a ja w moim super kontrakcie mam tylko 6 tygodni macierzyńskiego. Chce bardzo karmić, chociaż nie wiem czy dam radę. Wiem na pewno że musze mieć laktator elektryczny i czytając twojego posta pomyślałam że może warto dać szansę LOVI?! Ale chyba za bardzo się boję :-( ze znowu wyłożę niemałe pieniążki i nic z tego nie będzie oprócz stresu.
    I w sumie kusi mnie żeby napisać : przygarnę ten laktator który rozdajesz… Przygarnę jak „swojego” i dam mu szansę, tak samo jak marce LOVI do której nie mogę się po naszych przejściach przekonać. No a mąż już mi zapowiedział że on nie chce juz mnie oglądać zalaną łzami przez jakiś głupi odciagacz i wstawać do „pompowania” w środku nocy nie zamierza. Historia niewesola ale niestety prawdziwa… Pozdrawiam i po główkach ślicznych chłopców głaszcze wirtualnie :-)

  • DREWNIANY DOMEK
    02 . 08 . 2015

    Chciałabym udowodnić, że ten konkurs nie jest przeznaczony wyłącznie dla mam karmiących (choć pewnie one w tym momencie najmocniej pożądają gadżetów od LOVI). Ja cały czas marzę i wyczekuję potomstwa, które pojawi się na świecie kiedy tylko moje życie prywatne się ciut uspokoi, kiedy odetchnę i będę mogła całym sercem zaangażować się w macierzyństwo. Pewnie wtedy, debiutując jako młoda mama, znając moje szczęście do historii rodem z kabaretu i programów typu „Mamy Cię!”, będę miała takich opowieści od groma i będę sypać nimi jak z rękawa! Obiecuję, że wtedy wrócę do tego wpisu (choćbym miała przekopać cały Internet) i pochwalę się anegdotami z moich doświadczeń laktacyjnych :) Ale z moją nieposkromioną chęcią do chomikowania przedmiotów cudnych, pożytecznych i dobrej jakości, które w przyszłości znajdą u mnie swoje zastosowanie już dziś nieśmiało wznoszę w górę dwa palce zgłaszając się po sprzęt niwelujący trudy macierzyństwa!
    Pozdrawiam, Patrycja

  • paulinak06
    02 . 08 . 2015

    Starając się o dziecko nigdy nie pomyślałam, że coś może pójść nie tak. Zawsze wychodziłam z założenia, że mam 100% kontrolę nad swoim życiem i to jak ono się potoczy zależy tylko ode mnie. Już na samym początku los utarł mi nosa i udowodnił, że łatwo nie będzie. Po wielu miesiącach prób, łez, wzlotów i upadków w końcu się stało – ujrzałam 2 kreski na teście ciążowym. Myślę, że nie muszę opisywać jaka była moja radość .
    Już za kilka tygodni nadejdzie długo wyczekiwany moment i będę mogła przytulić swoje maleństwo. Tak jak podczas starań o dziecko, tak i teraz oczekując na jego narodziny, chcę mu zapewnić wszystko co najlepsze, a jedną z tych rzeczy jest karmienie piersią. Cały czas jestem pełna obaw, czy podołam temu wyzwaniu i będę miała wystarczającą ilość pokarmu. Uważam, że laktator jest jedną z najbardziej niezbędnych rzeczy na liście wyprawkowej. Na pewno pomoże przejść przez pierwsze trudy karmienia piersią, pobudzi laktację lub też przyniesie ogromną ulgę podczas nawału.

  • Agata
    02 . 08 . 2015

    Witam ;)
    Chciała bym żeby moja historia była wesoła , chciała bym mieć miłe wspomnienia a nawet zabawne historie lecz niestety nie było mi to dane.
    Moja historia nie różni się pewnie niczym od wielu innych… (Na wstępie powiem tylko że moje błędy w pisowni wynikają z dysortografi)
    Jestem młodą mamą ,obecnie dwuletniego Oliverka a także oczekuje córeczki która już za tydzień powinna być z nami :)

    Mój Synek przyszedł na świat nieoczekiwanie nagle, nie było żadnych oznak że zbliża się godzina zero. Poród nie był łatwy ani lekki ale w końcu zobaczyłam swojego kochanego krasnoludka o malutkim słodkim nosku i malinkowych usteczkach.
    Przed ciążą przeczytałam wszystkie poradniki i cały internet przygotowując się do naturalnego karmienia, nie brałam pod uwagę innej opcji karmienia dziecka. Wydawało mi się że wszystko wiem i będzie to tak łatwe jak jeżdżenie na rowerze , ale bardzo się pomyliłam. Synek urodził się na bezdechu więc trafił do inkubatora gdzie dostawał czysty tlen, więc nie było pierwszego karmienia nie było nauki i przystawiania. Było mi smutno dziecko przez trzy dni dostawało mleko z butelki, gdy mi go przynieśli byłam w siódmym niebie lecz moja radość szybko prysła. Kazano mi przystawić dziecko do piersi i co? I nic z mojej wiedzy w tamtej chwili miałam w głowie czarną dziurę , nie umiałam przystawić a synek nie potrafił złapać piersi bo przeciesz z butelki było łatwiej. Pani od laktacji nie była w ogóle zaintersowana pomocom mówiła „trzeba przystawiać” wtedy myślałam może za którymś razem się uda więc próbowałam, ale i tak nic z tego nie wychodziło. Dziecko płakało,a ja nad nim czułam się strasznie , musiałam iść prosić o butelkę patrzono na mnie w taki sposób że nie czułam się szczęśliwą mamą. Byliśmy w szpitalu tydzień walczyłam o karmienie piersią, telefon się urywał teściowa wydzwaniała czy już karmię , albo musisz karmić piersią wpadałam w depresję chciałam do domu myślałam że może tak na spokojnie pójdzie mi lepiej. Ale znowu bardzo się pomyliłam nie było lepiej było gorzej!
    Dlaczego? Cały czas czułam to napięcie , mąż mnie wspierał ale teściowie… Gdy mąż poszedł do pracy potrafili zaraz przyjść i zapytać „dałaś mu jeść” wtedy myślałam Boże czy ja na prawdę jestem złą matką przeciesz nie pozwoliła bym żeby mój skarb był głodny!
    Byłam rozdarta i czułam rozpacz, czy tak czuje się matką mając przy sobie najcenniejszy skarb? Nie, tylko że ja akurat nie mogłam czuć się inaczej mojemu synkowi nie wolno było płakać bo zaraz teściowa była pod drzwiami że ja dziecku krzywdę robię. Karmienie piersią to nic łatwego może jakbym miała więcej psychicznej przestrzeni i mniej ataków ze strony rodziny to by się udało. Ale cóż odpusciłam , karmiła butelką MM byłam wykończona płakałam razem z dzieckiem nie cieszyłam się macierzyństwem nie czułam się matką. Mimo tego cieszyłam się karmię mlekiem modyfikowanym ponieważ synek nie płakał słodko spał i nikt nie przychodził z dziwnymi pytaniami. Z perspektywy czasu gdy o tym myślę dziwię się sobie że dałam radę i mimo bólu serca wylanych łez i depresji jestem silną kobietą, spodziewam się córeczki i wiem że tym razem będzie lepiej mieszkamy sami dlatego mam nadzieję na karmienie piersią. Wiem że może się nie udać dlatego walczę o laktator elektryczny na który zwyczajnie mnie nie stać , a wiem że byłby lekarstwem na moje panikujące myśli…
    Moja historia nie jest szczęśliwa ale jak mówią co nas nie pokona to wzmocni.
    Dziękuję za poświęcony czas
    Pozdrawiam
    Agata.Z

  • MONIKA
    02 . 08 . 2015

    Hej, ja naszczęście nie mam problemu z nadmiarem pokarmu, moja mała właściwie wisi na cycu całą dobę ostatnio już zasypiam razem na siedzącyo ona wtulona w cyc a ja z wygiętą do tyłu głową na sztywniejącym karku. Nie wiem czy laktator mi pomoże w przekonaniu małej że tatuś też może się na coś przydać, ale mam taką nadzieję. Moje piersi pielęgniarka przystawiając pierwszy raz dziecko określiła jako sportowe nigdy nie krwawiły poranione, z karmieniem choćby w parku nie mam problemu bo nic nie widać, choć zważając się i tacy co nie wiedzą gdzie oczy wsadzić, jednak ja uważam że to naturalne i się nie przejmuję.

  • SylwiaKa
    02 . 08 . 2015

    Bylismy w tym roku na pierwszych wakacjach z Olkiem (wtedy 9miesiecy). Maly jako dzecie cycowe od poczatku jest nim karmiony wtedy kiedy sobie zazyczy i tak tez bylo podczas wakacyjnego spaceru. (Do tej pory jakos nie bylo potrzeby karmic go publicznie) Miejscowosc uzdrowiskowa, siadamy na laweczce i jemy… cyca nie widac wszystko pelna dyskrecja. I nagle pojawia sie panstwo lat 50+ i gada najglosniej jak umie (zwlaszcza pani) „takie duze dziecko karmic i to w takim miejscu! Swiat staje na glowie”.
    Nie zwroculabym na to uwago ale panstwo szlo sobie w kapielowkach di restauracji w centrum na obiad (pani bikini dla nastolatki a pan fantazyjne slipy) gdzie znow sie spotkalismy.

  • Magdalena R
    02 . 08 . 2015

    Na dzień dzisiejszy laktacja jest dla mnie jeszcze czystą teorią, której nie mogę podeprzeć żadną ciekawą historią z mojego życia. Jednak za kilka tygodni sytuacja ta ulegnie zmianie, jestem bowiem w 34 tc i oczekuję przyjścia na świat indywidualnej jednostki o imieniu Natalia ;) będącej wynikiem miłości, starań oraz długiego oczekiwania. Wizja karmienia piersią mej pociechy zagościła w mojej głowie od momentu gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Była to wizja dość cukierkowa, filmowa pozbawiona jakichkolwiek przeciwności losu. Wiem, brzmi to strasznie naiwnie heh. Jednak z biegiem czasu, po zapoznaniu się z literaturą dotyczącą tematu, rozmowach z położną oraz rozmowami z matkami , które powiedzmy delikatnie różnie wspominają swoje doświadczenia z początkami kamienia piersią, dotarło do mnie – może nie być lekko ;) Sądzę, że uporczywie przez jakiś czas wypierałam możliwą rzeczywistość, iż nie będzie to takie proste. Jednak cóż nie pomaga bardziej jak szukanie rozwiązań i rozmowa z kimś kto ma już przynajmniej ten pierwszy etap za sobą. Dziękuję Ci Justyno ;) I wtedy dowiedziałam się o laktatorze Lovi Prolactis, myślę sobie laktator jak laktator … Postanowiłam jednak poczytać o tym cudeńku i ku mojemu zaskoczeniu nie znalazłam złego słowa na temat tego urządzenia. Dzisiaj wiem, że gdybym miała wybrać – wybrałabym właśnie jego. Chcę karmić piersią moje maleństwo, jednak już wiem, że dobry laktator może pomóc w laktacji, zaoszczędzić bólu i pozwolić mi na funkcjonowanie bez opętania w oczach. Kocham naszą córeczkę chociaż jeszcze nie mogłam spojrzeć jej w oczy, czuję jak właśnie wierci się w moim brzuszku. Jako mama kangurzyca ;) wiem, że dobra mama to szczęśliwa mama , a nie ta sfrustrowana, z obolałymi piersiami, niemogąca na chwilę nawet zostawić dziecka z tatusiem aby zrobić coś dla siebie. Tym bardziej spodobał mi się Pani artykuł dotyczący karmienia. Mam nadzieję, że dzięki zdobytej wiedzy, odpowiedniemu urządzeniu oraz wkrótce zdobywanemu przeze mnie doświadczeniu będę mogła w pełni cieszyć z macierzyństwa oraz bliskości z naszym skarbem – co bez wątpienia daje karminie piersią.

  • Marta
    02 . 08 . 2015

    Zacznę od tego, że mam kiepski laktator taki co to siedzisz ciśniesz, ciśniesz a w butelce niewiele…. a chciałabym karmić dalej – zwłaszcza, że przed nami wyjazd wakacyjny a potem mój powrót do pracy, także ten laktator oj przydałby mi się bardzo.
    Karmiłam w różnych miejscach m.in. siedząc na krawężniku, w sklepie budowlanym ( na deskach parkietu), w zakrystii kościelnej a w tle słychać było alleluja ( w myślach dopowiadałam alleluja i do przodu), w bibliotece między regałami (poczytałam sobie okładki książek),na zjeżdżalni na placu zabaw (bo dwie ławki były zajęte), widziałam różne miny (o fajnie, a fee, co ona tam robi… ), słyszałam różne teksty „mamo a dlaczego ta pani chowa dziecko pod bluzkę?”, „matka polka”, ” o jakie TO małe”…
    Ile jeszcze miejsc czeka, ile jeszcze min zobaczę, ile jeszcze usłyszę. Nieważne. Chcę karmić.

  • Ania
    03 . 08 . 2015

    Od czego zacząć… Karmię już piąte dziecko ☺ w sumie karmię już prawie 7 lat w tym tandemy. Różnie bywało a laktator jest elementem niezbędnym!!! Drugie moje dziecko było chore po urodzeniu i gdyby nie laktator nie karmilabym go roku! Czwarte dziecko które karmilam bardzo poranilo mi brodawki -mi doświadczonej w karmieniu ale udało się i karmię nadal. W trakcie ciąż i karmienia studiowałem i gdyby nie laktator nie poradzilabym sobie! Aktualnie karmię dwie dziewczyny – jedna ma 3lata a druga 8m-cy A więc przede mną jeszcze wiele przyjemnych chwil ☺ mimo wielodzietnosci przynajmniej 2razy w roku wyjeżdżamy gdzieś z mężem sami. Wtedy też pomaga mi wysluzony laktator. Te wyjazdy jeszcze przed nami. A karmienia publicznego nie wstydzę się -zachowuję sie oczywiście przyzwoicie, staram się nie gorszyc! Karmię w kościele, w sklepie, na plaży WSZĘDZIE!!! Moje zdjęcie pojawiło się nawet na bece…. Uwielbiam karmić i zachęcam do tego każdą młodą mamę ☺

  • Marta
    03 . 08 . 2015

    Jestem mamą 2-letniego Franciszka. Karmimy się piersią cały czas, jednak niedługo będę zmuszona bardzo to oganiczyć, co za tym idzie – koniec naszej drogi mlecznej.Od września wybieram się do pracy więc przyda się dobry laktator, który pomoze szybko i sprawnie odciągnąc pokarm. Moje piersi ciągle produkują dużo mleka, kiedy niedawno wybrałam sie do Warszawy na obronę licencjatu i wróciłam do domu, po całym dniu ściągnęłam z piersi 1250 ml ! To był szok i ból przez laktator kupiony za 30 zł w aptece :D pod koniec mi pękła brodawka (auć) i mleko się zaróżowiło.

    Mam kilka historii związanych z karmieniem synka. Karmiłam wszędzie do roku, teraz już się nie domaga bo na dworze jest tak zajęty poznawaniem świata, że cyce mu nie w głowie! :) Aczkolwiek do roczku histeryzował kiedy nie dałam mu piersi w chwili kiedy tego potrzebował. Krzyk, pisk, łzy cieknące po brodzie, nie potrafiłam odmówić. Zawsze w torbie nosiłam duża pieluchę, żeby się zakryć. Każda nasze historia związana z karmieniem poza domem nie jest kolorowa i entuzjastyczna. Pewnego bardzo ciepłego letniego dnia, dokładnie jakiś rok temu, uczyłam swojego pierworodnego jak robić babki z piasku w piaskownicy osiedlowej. Dzieciaków było dużo, ich wiek max 4 lata, wszystkie z opiekunami, babcią, mamą, tatą… i ta jedna babcia z wnusią.. która zawsze miała do mnie jakiś komentarz.. np. że mój synek jest ubrany jak dziewczynka, że za głośno krzyczy, że mam za krótkie spodenki.. (jakie można nosić jak jest 28 stopni Celsjusza w cieniu..). Tego dnia Franek zechciał piersi na dworze komunikując głośnym płaczem, że to ma być już, tu i teraz! Starsza wścibska Pani była w zasięgu mojego wzroku. Na ławce osiedlowej wzięłam synka na kolana, zakryłam się pieluszką i dałam małemu pierś. Patrzę.. starsza Pani poderwała się z ławki, idzie, idzie w moim kierunku! Wymachuje nerwowo ręką i coś mamrocze, jest za daleko, żeby usłyszeć. Patrzy na mnie, ja w duchu już się gotuję, co znowu chce?! Podeszła, ustała naprzeciw mnie, odchrząknęła i wystrzeliła jak karabin : „Panno, to, że jesteś młoda to nie znaczy, że masz się nie szanować i wywalać cycki gdzie masz ochotę! Jak nie umiesz zająć dziecka, żeby nie ryczało na całe osiedle to się było nie brać za robienie dziecka, a teraz iść na łatwiznę i zapychać cyckiem! Tu są dzieci które patrzą i to jest jakby pornografia, zgorszenie! Starsi ludzie chcą spokojnie posiedzieć bez oglądania cycków! Mam pełne prawo zadzwonić teraz na straż miejską i zgłosić, że tu się obnażasz!” – W pierwszej chwili mnie zatkało, w drugiej napłynęły mi łzy do oczu, ale zebrałam się w sobie i skwitowałam – „Dać Pani telefon?”. Starsza Pani wykrzywiła dziwnie twarz i odeszła bez słowa do grona starszych osób, coś tam opowiedziała podniesionym tonem i wszyscy pokręcili zgodnie głowami.

    To bolało. Robisz coś dla swojego dziecka, trwasz w przekonaniu, że oddajesz mu serce, siły, krew, pot i mleko a taka szanowna starsza Pani jest oburzona i równa mnie z ziemią. Nigdy nie zrozumiem jej złości i gniewu, byłam zakryta i nic nie było widać.

  • Barbara eF
    03 . 08 . 2015

    Śmiesznych sytuacji były dwie w naszej dwumiesięcznej karierze. Pierwsza, kiedy pojechałam z teściową i szwagierką do lekarza. Siedziałam z córką w samochodzie i czekając na nie karmiłam młodą piersią na tylnym siedzeniu. Niejeden kierowca zwalniał a dzieciaki jakoś dziwnie blisko jeździły na rowerze obok parkingu szturchając się nawzajem. Kolejna miała miejsce w domu. Karmiłam córkę dość pełną piersią i mój mąż nachylił się, żeby ją ucałować w czółko. Wtedy mała oderwała się od piersi uśmiechając się do taty a nadmiar pokarmu z mojej piersi trysnął tatusiowi prosto w oczy :p

  • Ania ze Srebrnego Domu
    03 . 08 . 2015

    Hehe, taak bywa też śmiesznie. Moje piersi działają tak, że po pierwszym zassaniu produkują fontannę mlekiem strzelająca. Nie raz karmiąc na ławce w parku, w galerii handlowej czy w aucie zalewałam więc dziecko albo otoczenie dookoła mlekiem które tryskało a dzieciaki wypuszczały wtedy sutek z ust… Ale najgorzej, gdy zalewałam kogoś kto siedział obok…

  • Kasia B
    03 . 08 . 2015

    Mój mały smyk grzecznie zasypiał w swoim łóżeczku. Budził się o 3 w nocy na cycusia. Pewnie podejrzewasz jak to się kończyło… Tak nie mylisz się!Filip lądował w naszym łóżku, pomiędzy mamusią i tatusiem. Taka ze mnie leniwa bestia, że nie chciało mi się wstawać odnosić dziecka. Pewnej nocki sytuacja powtórzyła się. Filip śpi z nami, zaczyna się wiercić i szuka cycusia. Pech chciał, że był obrócony w stronę taty a tata spał bez góry od piżamy. Filip znalazł to czego szukał, zaciągnął się i… Obudziły mnie dwa głosy przerażania. Płacz Filipa, że cycuś jest malutki i nic nie leci. Męża, że coś go ugryzło i obudziło. W tym wszystkim nie mogłam się opanować i przestać śmiać :)

  • Justyna
    03 . 08 . 2015

    Ja karmilam w kosciele… na mszy pelnej ludzi- tak, tak tak :) Moj synek, wielki glodomor rozplakal sie w czsie mszy- wiedzialam, ze tylko cycus (wtedy byl tylko na piersi) go uspokoi, w dodatku zblizala sie jego pora drzemki. Plakal coraz glosniej, co bylo robic- rozajrzalam sie, lato, wszystkie boczne wejscia z kosciola otwarte. Wstalam i poszlam do jednego z bocznych wyjsc, nie bylo nikogo, w dodatku w przedsionku stalo krzeslo, jakby czekajace na mnie ;) Poza tym przedsionek pelen koscielenych starych rzeczy- polamana lawka, zakurzone szaty, czesc konfesjonalu- ot skladowisko. Usiadlam wiec na krzesle, obrocilam sie plecami do wyjscia i w spokoju zaczelam karmic synka. Nagle pojawil sie zbierajacy na ofiare wikary i wcale nie zrobil dziwnej miny, usmiechnal sie dobrodusznie, zaslonil mnie kawalkiem czescia starego konfesjonalu, a gdy wrocilam do lawki z uspokojonym spiacym dzieckiem i wikary pojawil sie z taca usmiechnal sie porozumiewawczo- mielismy swoja tajemnice :D
    Od 8 miesiecy nigdzie nie ruszylam sie sama- wszedzie chodze z moim synkiem, tak przywiazany jest do cycusia, mlekiem modyfikowanym gardzi. Ostatnio bylismy razem nawet na badanich technicznych samochodu, u dentysty, u fryzjera, wszyscy z wyrozumialoscia patrza, ale fajnie byloby uzyc laktatora i zostawic choc na chwilke synka z tatusiem :)

  • Karolina
    03 . 08 . 2015

    Karmienie starszej córki skończyło się zanim się tak naprawdę zaczęło i bardzo nad tym ubolewam, choć mężowi to było na rękę bo mógł się chwalić wszystkim, że nawet sam córę wykarmił, i w sumie cała ta historia byłaby bardzo zabawna, gdyby nie fakt, że mi na karmieniu bardzo zależało. Teraz plan jest jeden – urodzić w lutym i karmić piersią na przekór wszystkim, a przede wszystkim mężowi :D Ale żeby nie było tak pięknie matka musi w weekendy do szkoły wychodzić tak, więc uratuj moje dziecko przed ochoczym podaniem przez mojego męża mm naszemu maluchowi i pozwól mi wygrać laktator lovi tak, by maluch podczas mojej nieobecności nadal mógł pić mleko mamy ;)

  • Zet
    03 . 08 . 2015

    Szczerze? Nienawidziłam karmić piersią.. Chciałam, bardzo chciałam, ale bolało przeokropnie. Mimo, że przychodziły położne, nawet ściągałam te prywatne, byłam u doradczyni, moje brodawki ciągle krwawiły. Nie dałam rady. Ściągałam laktatorem przez 7 miesięcy i on uratował mi życie. Przy następnym dziecku wiem, że będzie lepiej. Czasem trzeba się wspomóc.

  • ja-matka.pl
    03 . 08 . 2015

    Nie będę ani oryginalna, ani zabawna – choć bardzo bym chciała.
    O tym, że będę karmić wiedziałam od kiedy zaszłam w ciążę, nawet nie myślałam o problemach, nie brałam pod uwagę innego scenariusza – podchodziłam do tego tak, że skoro mam swoje mleko, to bardzo chętnie oddam je swojemu dziecku. Było to dla mnie tak oczywiste, jak to, że serce jest czerwone. W szpitalu żadnych problemów, Matylda ładnie jadła, umiała ssać i chwytać pierś w mig. Powrót do domu i strzał w twarz. Piersi bolą, sutki pękają – Młoda chce jeść, ja wyję z bólu. M. pojechał do apteki – przywiózł nakładki do karmienia, maść i najzwyklejszy w świecie laktator. Maść i nakładki pomogły. Niestety z czasem Matylda bardzo się do nakładek przyzwyczaiła, nie chciała bez nich jeść. Minęło kilka dni i kolejny problem – nawał. Gorączka 41 stopni, drgawki, ból. Lakator okazał się beznadziejny, ręcznie potrafiłam więcej mleka upuścić. Okłady zimne i ciepłe – ciągła walka – wygrałam. Karmiłam ponad 10 m-cy, ze względu an dość poważne problemy ze zdrowiem karmienie musiałam zakończyć. Mimo że bardzo chciałam karmić, to jednak przez cały ten czas musiałam być na każde zawołanie Matyldy. Czułam się ubezwłasnowolniona momentami, przytłoczona i zmęczona. Dawałam dziecku to, co było bardzo ważne, ale często zmęczenie było tak okropne, że emocje brały górę. Męczyłam się często. Do tego doszedł brak kontaktu z ludźmi. Ajjj, aż mam ciarki na plecach na samą myśl o tym, co było. W październiku zostanę mamą drugi raz – z racji tego, że jest już Matyldą, to strasznie się boję, martwię się trochę o swoje zdrowie psychiczne, o to jak będzie, jak pogodzę spędzanie czasu z Mati i karmienie Maluszka. Stąd też uważam, że laktator byłby dla mnie idealnym urządzeniem, bo mogłabym odciągnąć pokarm, zostawić w buteleczce Tacie, a sama iść na spacer z Matyldą <3. Każdy byłby zadowolony, nikt nie czułby się poszkodowany.

  • Klaudia Papuga
    03 . 08 . 2015

    Tydzień temu będąc na wsi u mamy przeszłam sie z moja 6 miesięczna córcia na spacer, a że maleńka domagała się cycusia, usiadłyśmy sobie pod laskiem, pomyślałam, że przecież kto tam może jechać więc spokojnie Majcia sobie je a tu masz, słyszę ktoś jedzie na rowerze, rodzina mama, synek tata, po czym mama z synkiem patrzą się na mnie dziwnie ale przejechali, za chwile tata zaraz mu szyje urwie tak sie na nas patrzy. masz Ci bum korzeń!!! przeleciał przez rower aż zadudniło, no nie mogłam, nie mogłam się powstrzymać wybuchnęłam śmiechem, on w sumie tez, ale zona jego podeszła do mnie i z tekstem ,,JAK PANI TAK MOŻE SZCZUĆ MOJEGO MĘŻA”? a ja z uśmiechem odparłam ,, WIDOCZNIE DAWNO NIE WIDZIAŁ KOBIECEJ PIERSI” W DUSZY JEDNAK POMYŚLAŁAM SOBIE : ,,LUDZIE LITOŚCI JA TYLKO CHCIAŁAM NAKARMIĆ SWOJE DZIECKO” wstałam włożyłam małą do wózka i poszłam na herbatkę do mamci., Ale widoku lecącego w powietrzu tego faceta nie zapomnę do końca życia ha ha :D Czy karmienie piersią jest aż tak dziwne??
    Pozdrawiam Klaudia

  • Dagna
    04 . 08 . 2015

    A no tak. Karmienie piersią jest trudne. I te matki, które tak nie uważają to wielkie szczęściary. Pamiętam, jak córeczka miała 2 miesiące, a ja karmiłam uparcie piersią lub piersią przez nakładki. Zaczęłam odciągać pokarm, dlatego, żeby mieć święty spokój z tekstami typu „daj butle’, „ona jest głodna’, ‚ona się nie najada’, ‚ja też dawałam butelkę’, podczas przystanków na karmienie w domu moich rodziców. Po prostu dawałam pierś, ale zawsze w zanadrzu miałam tą pożądaną przez dziadków butelkę. W zapasie nosiłam również modyfikowane mleko i czystą butelkę, w razie czego, w razie wybuchu wściekłości i bezradności. Mam zabawną z dzisiejszego punktu widzenia acz przykrą historię. Gorąca pogoda nie sprzyjała cierpliwości mojego dziecka, kolki, problemy z brzuszkiem – ogólnie częsty płacz był na porządku dziennym. Czara goryczy się przelała, gdy wracałyśmy od lekarza: malutka, ja-mama i babcia, a malutka Rozalka zaczęła płakać. Płacz to nieodłączny ( do dzisiaj-2 lata) przyjaciel mojej córeczki, taka komunikacja jej pasowała.Usiadłam w parku na ławce aby rozpłakanego głodomorka nakarmić. I wszystko byłoby dobrze, córeczka chwyciłaby za moment pierś, uspokoiłaby się, zasnęła…, gdyby nie babcia, która przecież „trójkę dzieci wychowała”. Słowa: daj butlę, ona jest głodna, jest jej ciężko, jest gorąco przełknęłam, ale oskarżenie mnie o depresję poporodową, bo jestem asertywna, wiem co dla dziecka dobre, znam swoje dziecko, wiem, że się uspokoi, walczę,o to by produkować swoje mleko, rozkręcam laktacje codziennym odciąganiem pokarmu i dbam o to by moje dziecko piło mleko swojej matki, i wybuchłam, takie słowa, za taką walkę, upór i determinację dla dobra swojego dziecka? To były najbardziej przykre słowa w historii mojego 16nastomiesięcznego karmienia piersią. Dziś znowu karmię 2,5 tygodniowego małego pięknego i bezbronnego ssaka i walczę, nie daję się, karmię, i babci w kwestii karmienia słuchać nie zamierzam, choć cieszy mnie to, że teraz chwali się jak to pięknie i długo karmiłam i, że teraz znów karmię piersią.

  • Rumpelowo
    04 . 08 . 2015

    Po pierwsze synusia masz cudnego. Raduje się serce na widok tak szczęśliwych dzieciaków. Po drugie łączę się w tych cyckowych historiach, bo i ja karmię i wiem jakich to potrafi opowieści przysporzyć do końca życia. Ja nie mam zabawnej historii, mam bardzo smutną, która nie powinna się wydarzyć. Kiedy mój najcudowniejszy syn się rodził, tata czyli jego dziadek był już bardzo chory. Zdążył tylko poznać wnuka i odszedł na zawsze. Pogrzeb i nadchodzące tygodnie były dla mnie koszmarem. Ciągle płakałam, wszystko przypominało mi tatę, było mi tak ogromnie smutno, że nigdy nie złowi z wnuczkiem żadnej ryby… A wszyscy dookoła tylko mówili nie płacz bo stracisz pokarm, pilnuj się bo stracisz mleko. I tak w kółko. A ja w dzień pogrzebu z dwutygodniowym dzieckiem szłam do kostnicy w takiej ulewie, że gdy tam doszliśmy to byłam mokra, przemoczona do majtek. Dziecko się prawie darło a nie płakało. Sytuacja koszmar. Z jednej strony chciałam pożegnać tatę, z drugiej co zrobić z malutkim synkiem. Mąż nie mógł się rozdwoić więc z malutkim wrócili do domu. Siedząc na mszy dostałam milion wiadomości, że mąż nie daje rady, ze nie wie co się dzieje, że muszę no po prostu muszę wrócić. Wróciłam i nakarmiłam swoje dziecko. Płakałam tak mocno, że łzy spływało po policzkach moich i dziecka. Ale przetrwałam ten dzień. Karmiłam dalej. Później gdy bałam się, że laktacja zanika skorzystałam z ręcznego laktatora i sławnego systemu 7-5-3. To mi pomogło psychicznie, bo fizycznie mleka nie brakowało. Ale karmię do dziś. Karmię, a moje dziecko pije do oporu. Ma 15 miesięcy i pije mleko 7 razy w ciągu doby. Ale niestety wróciłam do pracy i już niebawem czekają mnie delegacje. Czasem jedno czasem dwudniowe. I to sprzęcior przyda się bez dwóch zdań. Bo odciągane z butli to nadal mleko z piersi, a ja tak bardzo chcę nadal karmić! Bo moje mleko ma moc! I w to wierzę bardzo mocno!

  • Paulina K
    04 . 08 . 2015

    Hej! W tym momencie spodziewam się mojego pierwszego dziecka. Już nie mogę się doczekać momenty, gdy moja mała (wiem już, że będzie to dziewczynka) będzie w moich ramionach :) Jednocześnie mam duże obawy związane nie tylko z samym porodem, ale i tym jak moje życie się zmieni. Nie boję się czynności pielęgnacyjnych przy noworodku jak dużo moich koleżanek, ponieważ miałam okazję zajmować się takimi maluchami i nie miałam najmniejszych oporów i trosk. Boję się natomiast czy poradzę sobie z organizacją całego, nowego życia i najzwyczajniej w świecie czy będę dobrą mamą. Laktator z pewnością pomógłby mi zapanować nad początkowym chaosem. Słyszałam wiele historii podobnych do Twojej, dlatego od razu został on wpisany do listy rzeczy niezbędnych. Posiadając laktator miałabym świadomość, że jakoś poradzę sobie w pierwszych sytuacjach kryzysowych, gdy z jednej strony może być natłok mleka, z drugiej problemy z sutkami, a z trzeciej jeszcze rozregulowany tryb życia, bo dyktowany przecież przez nowego członka rodziny ;) Jak każda kobieta, chcę mieć chociaż małe poczucie kontroli nad tym co się dzieje, trochę pewności, bezpieczeństwa i komfortu. Dlatego właśnie laktator Lovi byłby dla mnie idealnym prezentem na początek macierzyństwa:)

  • Angelina
    04 . 08 . 2015

    Urodziłam synka 3 miesiące temu. Od początku nie miałam problemów z karmieniem. Niestety kilka dni temu dopadło mnie zapalenie piersi i zanik pokarmu. Mały nie chciał ssać i już powoli żegnaliśmy się z kp. Na ratunek przybył laktator niestety kupiony na szybko ręczny, trochę musiałam się namachać ale udało sie i synkowi jak kiedyś mleczko płynie po polikach.

  • Meg_Pisellini
    04 . 08 . 2015

    Witajcie, jestem mamą prawie 7 miesięcznego Małego Człowieka!
    Zawsze chciałam karmić piersią…na początku nie było łatwo….bolał..brodawki krwawiły…nieprzychylne położne kazały odstawić, bo jak lekarz zobaczy krew to będzie się doszukiwał przyczyny! Straszyły… Nie odstawiłam…karmiłam…z osłonkami…zaciskałam zęby i karmiłam… wielkim wsparciem była znajoma położna i koleżanka prowadząca szkołę rodzenia….
    Jestem z siebie dumna!
    Karmiłam w różnych miejscach…na stojąco…leżąco…siedząco..w kościele i pod Gucci’m :)||
    http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/86a6850de0f752e1.html

  • Karolina
    04 . 08 . 2015

    Bardzo długo czekaliśmy z mężem na naszego potomka. Gdy na teście pojawiły się dwie kreski radości i łez szczęścia nie było końca. Radość nasza radość naszego lekarza i kolejna niespodzianka okazało się że spodziewamy się bliźniąt córki i syna. Czy więcej szczęścia mogło nas spotkać radość, duma, po prostu szczęście… Czekamy z wielkimi obawami jak to teraz będzie, jak mocno zmieni się nasze życie i przede wszystkim jak sobie poradzimy z dwójką „wielkich”, małych, upragnionych ludzi. Wszyscy wokół maja dla mnie dobre rady, jak karmić piersią jak dokarmiać butelką, jaki laktator zakupić, jak przewijać a ja…..a ja jestem zdrowo przestraszona jak sobie poradzę z karmienia piersią dwóch maluszków w jaki logistyczny sposób sobie z tym poradzę, rozwiąże. Chyba kwestia karmienia jest dla mnie najtrudniejsza i najbardziej się tego boję. Nie wiem jak karmić piersią i to od razu dwoje małych szkrabów. Chcę karmić moje dzieci, chcę poczuć tą więź która się wtedy tworzy, chcę im dać wszystko co najlepsze, one są najważniejsze. Nie wiem co przyniesie przyszłość i w jaki sposób sobie poradzimy z robaczkami, jak długo będziemy się poznawać i komunikować i zaczniemy się karmić piersią, aaaa jestem wystraszona ale szczęśliwa. Trzymajcie za nas kciuki czeka nas rewolucja.

  • lena1990r
    04 . 08 . 2015

    Bardzo dobry artykuł. Niestety również spotykałam się z tym „dziwnym” spojrzeniem innych ludzi,kiedy karmiłam.Ja nie wprowadzałam smoczka,przez to jedynym uspokojeniem dla mojej córki była pierś.Właśnie jak taki noworodek płacze nie da się go tak łatwo uspokoić,dlatego będąc na spacerze siadałam i karmiłam,bo dla mnie najważniejsze było dać spokój mojej małej.Pomimo tego spojrzenia innych,którzy w głowie mówili : daj butlę a nie piersi eksponujesz!Butli nie dawałam ,bo nie miałam laktatora,mimo czasem ciężkich dni kiedy maluch cały dzień nie raz przy piersi i tylko pół h spokoju na kąpiel.Nadal karmiłam.Opowiem właśnie jacy ludzie są ciekawscy,raz na spacerze z córeczką i z mężem w upał nagle nasza wtedy 5 mięsięczna mała zaczęła starsznie płakać,wody w niekapku nie chciała. Co tu zrobić ani ławki ani nic. Minęły nas 3 kobiety z dwójką dzieci dużo starszych. My idąc dalej bujając,zagadując nic,płacz. Mówię muszę na chwilę dać pierś,na stojąco mąż ile mógł przysłonił i dałam,od razu spokój.Natomiast kobiety zawróciły,żeby zobaczyć co robimy powoli przeszły obok popatrzyły i powiedziały:pewnie jej za gorąco dlatego płacze i poszły.Córka zasnęła za moment,płakała,bo była śpiąca.Sama wiem co najlepsze dla mojego dziecka i nikt nie musi mi dopowiadać i głupio patrzec jak się karmi..Teraz jest łatwiej,bo na spacerku mogę podać obiadek czy deserek.W domu niestety tylko moje mleko,mm nie smakuje tez próbuje kolejne i nic. A oczywiście nie mam laktatora,a powiem szczerze też już po 8miesiącach karmienia chciałabym wyjść na dłużej niż 3 h. Może akurat się uda :) pozdrawiam wszystkie mamy karmiące pomimo przeciwności obcych ludzi jak i rodziny!:)

  • AmiAga
    04 . 08 . 2015

    W głowie rodzi się od razu jedna myśl, wolność choć na chwilę mleko odciagniete można ruszyć bez obaw.
    Teraz od 5mc jesteśmy zależne od siebie ja i moja córka, ona daje mi ulgę bo piersi pewne mleka zrobią się puste a ja jej bo zapełnie mały brzuszek.
    Historia jakich wiele teraz mogła bym z taką ilością mleka pozwolić sobie na zapasy do powiecmy kaszek, czy też chwilę dla siebie w tym całym glimatiasie.
    Karmienie piersią jest dla mnie ważne a dziecko głodne nie jest zadowolone ja jedyny taki ciekawy incydent miałam na spacerze w pobliżu żadnego miejsca gdzie można to zrobić,kucnełam na chodniku przy wózku i tak na kolanach na karmiłam córkę co tam ludze jak dziecko głodne tu nie ma czegoś takiego jak wstyd.

  • Marta
    04 . 08 . 2015

    Moja bajka o macierzyństwie dopiero się rozpoczyna. Moje pierwsze Maleństwo pojawi się na świecie za ok.3 miesiące o ile nie wykaże się ewidentnym brakiem cierpliwości :-) Twoja historia jest przykładem tego, jak to, co prawdziwe i naturalne gorszy ludzi… Przecież nie jest niczym złym i demoralizującym życie zgodne z naturą… Mówiąc wprost po to kobieta ma piersi a w nich magiczny pokarm, żeby móc nakarmić swoje potomstwo. Ale tak jak pisałaś to wcale nie musi być takie proste i oczywiste. Chodzi mi przede wszystkim o aspekt karmienia w miejscu publicznym. Ludzie są często zszokowani tym tak oczywistym zachowaniem.Traktują matkę jak przestępcę, zboczeńca i największe zło, co dla mnie osobiście jest niezrozumiałe. Mam wrażenie, że zaszczówa się kobiety, żeby przypadkiem pomysł karmienia piersią w parku czy galerii nie przeszedł im nawet przez myśl.Przecież to nieeleganckie i nieprzyzwoite wręcz. Mając na uwadze ogromny stres i wariactwo związane chociażby ze zwykłym wyjściem z domu czy to na spacer czy też wypadek na małą wycieczkę uważam,że świetnym patentem jest korzystanie z dostępnych środków pomocy typu laktator i butelka :-) Wydawać by się mogło,że mała rzecz ale ile mniej nerwów zarówno matki jak i dziecka,jaki komfort psychiczny i wygoda… No i zapomniałabym o stresie Pana taty… Przecież mężczyzna ledwo godzi się na „udostępnienie” piersi Maluchowi a jaka histeria go ogarnia, że ktokolwiek mógłby się choć spojrzeć na piersi jego kobiety… Przecież dekolt, i nie mówię tu o takim gdzie widać babeczce pępek, przyprawia faceta o jakieś dzikie zachowania… Tyle w temacie z mojej strony :-D Pozdrawiam wszystkie mamy obecne i przyszłe

  • Basia
    04 . 08 . 2015

    Witam…. Niestety nie mam żadnej jeszcze historii związanej z karmieniem piersią … ale już wkrótce będę miała okazję doświadczyć tego uczucia…Nasza gwiazdka ma termin na 8.08. więc w każdej chwili może zechcieć opuścić swoje dotychczasowe M-1 :)póki co radzimy sobie jakoś z upałem i upajam się ostatnimi chwilami kiedy mała „kopytkuję” jak ja to nazywam hehe a nie ma co jest strasznie żwawa :)Mam zamiar karmić piersią i mam nadzieję że będzie mi to dane …. Jednakże uważam że laktator na pewno jest przydatną rzeczą nie tylko dla tych mam które chcą uniknąć bezpośredniego karmienia piersią jest on po prostu niezbędny żeby móc poczuć się komfortowo w tej nowej zaistniałej sytuacji…. :)
    Pozdrawiam wszystkie Mamy i ich Maleństwa….
    Trzymajcie za nas kciuki i życzcie nam powodzenia ….
    Basia

  • anna
    04 . 08 . 2015

    4,5 miesiąca temu urodziłam syna. Sławek jest karmiony piersią jedynie wieczorem dostaje juz kaszkę bo niestety bardzo niespokojnie śpi i co chwilę się wybudza. 1,5 miesiąca temu przyjechałam do Gdańska do mamy żeby wypocząć. Wyszłam z dziećmi na spacer do parku. Zuzia (4lata) skakał sobie z innymi dziećmi po skwerku ja siedziałam na ławce i… W pewnym momencie mój maluch zaczął się drzec ale tak że nie wiedziałam co się stało. Myślałam że może go coś ugryzlo. Ale nie Sławek zaczął zanosić się płaczem. Dałam mu łyczek soczku a ten rzucił się na butelkę z sokiem jakby pół godziny wcześniej nie jadł. Wyjęłam go z wózka i wzięłam przestawilam do piersi. 10 minut później podeszła do mnie „delegacja” starszych dziadków i kazała mi opuścić miejsce publiczne z tymi gołymi cyckami… Aż zaniemowilam. 2 kobiety i 2 mężczyzn każą mi zabrać głodne dziecko i wyganiają mnie z parku… Dziadek do tego zaczął mi grozić laska. Najpierw próbowałam negocjować ale w końcu było tego za wiele. Wyleciałam na nich z morda ze juz zapomnieli ze ich matki tez ich tymi cyckami karmily ze ich żony tez tymi cycki karmily ich dzieci a dzieci wnuki? Jakim prawem każą mi odejść skoro moje dziecko jest głodne? Ja też nie mam ochoty patrzeć na starych capów którzy ledwo chodzą i kłamią mi tu sztucznymi szczekami. Odłożyłam dziecko do wózka i z cyckiem na wierzchu ruszyła na towarzystwo. Dziadki bardzo się zdziwili. Powiedziałam ze maja spieprzac na inna ławkę skoro im przeszkadza moja naga pierś a nie denerwować mnie i moje dziecko. Byłam tak wściekła ze złapałam dziadkowi ta łaskę która mi raczył grozić. Na pomoc ruszyły mi inne matki. Dziadki zabrali się i poszli burcząc pod nosem coś o policji i napaści na nich. Od innych matek dowiedziałam się że takie akcje są tu na początku dziennym
    dziennym. Starym dziadka to przeszkadza. Ale pierwszy raz ich ktoś tak pogonił.

  • AmiAga
    04 . 08 . 2015

    Na myśl od razu przychodzi jedno WOLNOŚĆ tak bo teraz 5mc jesteśmy od siebie zależne ja i moja córeczka.
    Jak miło by było wypaść gdzieś z myślą że mleczko zostało w domu. Historia jakich wiele to fakt teraz moje pełne cyrki równa się najedzony brzuszek dziecka i ulga dla nas obu.
    Z ciekawych incydentów to karmilam na spacerze a w pobliżu żadnego mirjscs6 gdzie można to zrobić, zostało kucnac przy wózku i nakarmić na kolanach na chodniku, co tam wstyf6 jak dziecko głodne. Jestem za wszystkimi odważnymi mamami :-*

  • ania
    04 . 08 . 2015

    Ja nie mialam tak smiesznych i zabawnych sytuacji. Córka urodzila sie jako wcześniak. Od poczatku chcialam karmic i ona pieknie jadla. Po urodzeniu byłyśmy dłużej niz normalnie w szpitalu z powodu żółtaczki i fototerapii. Po wyjściu ze szpitala na pierwszej wizycie patronazowej okazało się że jeszcze jest nieladnie żółta. Pojechalismy do szpitala do poradni noenatologicznej gdzie spotkal mbie szok. Taka poradnia i brak odpowiednich warunków. Obok drzwi obok drzwi poradnia urologiczna i cala poczekalnia starszych panów w tym my z naszą kruszyna. I właśnie nie miałam nawet jak nakarmic dziecka przy wszystkich oczach skierowanych w moja stronę. Czułam sie bardzo źle i niezręcznie. Musiałam wyjsc do samochodu i tam dopiero nakarmic dziecko. Wtedy nie mialam laktatora i męczyłam sie z nawalem pokarmu ściągając go ręcznie. Mała nie zjadala wszystkiego. Teraz za kilka tygodni urodzi sie nam druga córka i bardzo chcialabym mieć takie cudo

  • Kocia
    04 . 08 . 2015

    Kochana, pytasz do czego potrzebny jest mi laktator? A właśnie po to bym nie przechodziła takich samych historii,chociażby w szpitalu, jak Ty ;) choć na pewno zabawne historie mnie nie ominą i wtedy na pewno się nimi podzielę :) jak do tej pory mogę tylko napisać, że mały kuzyn dziabnal mnie w mojego cycka gdy próbowałam go podać mamie :) w końcu cyc to cyc,prawda? :) rodzę we wrześniu, więc łzy, ból, ale również satysfakcja plynaca z karmienia piersią jeszcze przede mną. Liczę na wygraną i życzę powodzenia wszystkim super babeczkom :)

  • Anika
    04 . 08 . 2015

    Przygodę z karmieniem zaczęłam 5 lat temu z pierwszym synkiem, karmiłam 18 miesięcy z czego ostatnie 6 miesięcy było bardzo ciężkie gdyż synek domagał się piersi bardzo często i byłam wykończona , myślę że z laktatorem byłoby łatwiej, mogłabym normalnie funkcjonować i żyć :) Drugi synek ma teraz 2 miesiące planuję karmić jak najdłużej jednak trochę mnie przeraża fakt karmienia co godzinkę już rocznego malca,dlatego taki laktator byłby zbawieniem :)
    Jeśli chodzi o dziwne lub śmieszne sytuacje to pamiętam dwie, pierwszego synka jako młoda mama karmiłam na uboczu aby uniknąć wścibskich oczu i tak było tego dnia gdy wybraliśmy się na zakupy, zaparkowaliśmy pod marketem a że było to upalne lato drzwi miałam otwarte i karmiłam synka, widziałam że zbliża się starszy Pan z małżonką z koszem/wózkiem wypełnionym zakupami, Pan się tak zapatrzył (nie wiem co chciał dojrzeć) że nie zauważył jak wózek mu skręcił i nagle huk, wózkiem w czyjeś auto wjechał, nie wiem jakie były szkody ale Pani była bardzo zła na męża bo jak się potem okazało to było ich auto, bo pakowali się do niego :)
    Druga sytuacja miała miejsce niedawno z drugim synkiem, też zakupy w markecie ale tym razem jako już doświadczona mama postanowiłam nie uciekać do auta tylko nakarmić na ławeczce w środku, oczywiście odpowiednio zakrywając się tu i ówdzie. Podeszła do mnie ok. 4-letnia dziewczynka i bardzo mi się przyglądała, nagle na cały głos zawołała do swojej mamy „Mamo a co ta Pani robi” mama która stała w pewnej odległości zrobiła się czerwona , nagle wszyscy co byli w pobliżu zainteresowali się co się dzieje. Mama odpowiedziała dziewczynce że karmię dzidzię, na to dziewczynka do mamy „to nakarm mnie tak samo”. Ludzie naokoło zaczęli się uśmiechać i szeptać a mama dziecka zrobiła się jeszcze bardziej czerwona i szybko uciekła zabierając płaczącą dziewczynkę.

  • Bernadeta
    04 . 08 . 2015

    Może nie mam jakiejś szałowej historii o mojej przygodzie z karmieniem, może nie mam super zdjęć pokazujących przyjemność z karmienia… Nie mam, bo karmienie nie było przyjemnością, nie było łatwe.
    Wiem za to, że mam dwóch wspaniałych synów, kocham ich chociaż wiem, że nie zrobiłam wszystkiego, aby karmić ich jak najdłużej… A może nie chciałam, bo podanie butelki było łatwiejsze… Bo uległam presji otoczenia, daj butelkę, bo dziecko Ci płacze z głodu… psychika zadziałała – pokarm zanikł z czasem mimo moich starań… Może za bardzo chciałam, a może za mało… Sama nie wiem
    Wiem za to, że za niecałe dwa miesiące przywitamy na świecie bliźniaczki… Będziemy dużą rodziną, sama ciąża jest dla mnie wyzwaniem, często czytam na forach, że kobiety chciałyby mieć od razu dwójkę – jeden poród, a dwójka dzieci od razu… Ja jednak bardzo się przestraszyłam, gdy podczas pierwszego USG lekarz pokazał mi dwa pęcherzyki (notabene były 3, ale ten trzeci już wtedy się nie rozwijał).
    Tak strasznie się bałam, czy dam radę przetrwać ciąże, przy dwójce łobuzów już w domu, ale dzięki wsparciu rodziców i męża jest dobrze.
    A karmienie???
    No cóż, teraz postanowiłam karmić dziewczynki jak długo się da, do tego niestety jest mi potrzebny dobry laktator. W ogóle nie wiem, jakim cudem przy poprzednich ciążach nie postarałam się o taki sprzęt, zawsze wtedy myślę, o ile karmienie byłoby łatwiejsze, wygodniejsze i przyjemniejsze :)
    Synów z trudem karmiłam 4 i 2,5 miesiąca – nie zadowala mnie ten wynik, chciałabym go poprawić, że tak to ujmę :)
    Chcę wreszcie poczuć się w pełni matką, która z dumą będzie mówić, że karmi piersią, to jest jedyny sprzęt jakiego tak naprawdę potrzebuję i który pomógłby przede wszystkim mojej psychice, w wyakrmieniu tych dwóch małych istotek, które za niedługo zawładną naszym światem :)

  • Sylwia
    04 . 08 . 2015

    Moja bajka rozpoczęła się rok temu…. 07.08.2014 o godzinie 20:00 maleńka istotka położona na mym ciele dosłownie dopełzała do mnie i uchwyciła moją pierś. W głowie miałam tysiące myśli…. jak? dlaczego? po co? łzy napłynęły do oczu i tak w moim życiu pojawiło się życie o imieniu Gabrysia.

    Po trzech dniach euforii dopadł mnie niestety „baby blues” zrezygnowana, obolała, zrozpaczona stanem moich krwawiących piersi, gorąco ucałowałam dziecinę, przerosiłam i rozpoczęłam razem z „wujkiem google” proces wyszukiwania odpowiedniej butelki i mleka modyfikowanego dla mojej dziewczynki. Czytałam, czytałam, czytałam i…….zrezygnowałam z czytania za to pobiegłam do apteki po maść, nakładki i pozostałych 1000 wg mnie niezbędnych rzeczy aby podtrzymać proces karmienia piersią no i udało się. Po kolejnych trzech dniach (wystarczyło wietrzenie i nakładki…. mąż miał racje pozostałych 999 rzeczy okazało się zbędnych), brodawki były wygojone ja spokojniejsza a istota szczęśliwa.
    Przyszedł czas na planowanie (mąż wie że to niezbędny proces…. który zazwyczaj i tak nie jest wdrażany więc grzecznie słucha) Plan był taki… „karmię trzy miesiące” po trzech miesiącach w listopadzie „pokarmie jeszcze, przezimuje młoda na piersi będzie zdrowsza” w marcu „niedługo wakacje, jadę z nią na dwa miesiące nad morze będzie zdrowiej i wygodniej jak jednak będę dokarmiała ja piersią” I tak właśnie za chwileczkę Gabi zdmuchnie pierwszą świeczkę…. A torcik urodzinowy przepije „cycuniem” ….. tak, tak dalej ją karmię no i oczywiście mam plan (do września :-))
    Dlaczego do września, każda pracująca mama doskonale wie że po roku niestety czas wracać do pracy, z ogromnym żalem będę rozstawała się z istotą na cały dzień, na szczęście Gabrysia zostaje z najlepszą opiekunką jaką można sobie wymarzyć …. z babcią.

    Ps. Teoretycznie plan wrześniowy mógłby ulec zmianie gdybyśmy posiadały laktator, mamusine mleczko pozostawione babci znacznie poprawiło by humor Gabrysi i ukoiło ból rozstania.
    Pozdrawiamy

  • Paulina
    04 . 08 . 2015

    Przeczytałam wszystkie historie. I powiem szczerze dużo z nich zasługuje na nagrodę. Moja nie będzie tak śmieszna..czy baaardzo smutna.. bo jako matka nie umiem sobie wyobrazić kobiet, które nie mogą karmic swoich kochanych dzieci piersią. . Ale opowiem Wam tylko co mnie się przydarzyło.

    Otóż pewnego dnia moja ledwo miesięczna córcia wraz z moim mężem wybraliśmy się na uczelnię na egzamin (ostatni rok studiów magisterskich).. rano – godzina 7..ubieranie się..karmienie..zmiana pieluchy.. musimy wyjechac najpóźniej o 8 by bezpiecznie dojechać do Katowic z Rędzin na 10..niby nie daleko ale z dzieckiem trzeba jechać powoli..Mała zasnęła. .jest dobrze..kiedy mieliśmy już jednak wychodzić córce zachciało się znowu jeść. .masakra..co robić?! I znowu karmienie jednak z zegarkiem w ręku.. mała ssie i ssie a czas goni..i tu decyzja..ZABIERAM CYCA..wkładamy córcie do fotelika i jedziemy..płacz na całe osiedle.. serce mnie bolało że moje dziecko tak płacze. .mój mąż co twardy jest ,też biedny nie mógł znieść rozpaczy naszej dzidzi.. wyruszyliśmy. . Mąż odpalił samochód. . Mała powoli się uspokajala.. lubi jeździć samochodem i wibracje auta ją uspokoiły.. ale jej widok.. ten wzrok skupiony na mnie.. jakby mogła mówić pewnie by powiedziała ” JAK MOGŁAŚ MAMO ZABRAĆ MI CYCA??!!” Nigdy nie zapomnę tego wzroku :-(

  • Paulina
    04 . 08 . 2015

    Cóż by tu powiedzieć :) Twoja historia to praktycznie moje życie :) Jestem mamą dwójki dzieci. Córa która ma 3.5 roku karmiona tylko butlą Synek, który jutro kończy miesiąc tylko cycuś… I czuje się jak ta krówka :) Non stop cycuś nie wiem czy to po prostu prawdziwy facet , który korzysta z tego że może uwiesić się na mnie czy też po prostu jest takim głodomorem, że myśli tylko o jedzeniu. Uznałam że karmienie w pierwszych dniach jest masakrycznie ciężkie, wszystko boli, nawał mleczny to jak rwąca rzeka , mleko płynie płynie i płynie… Jako, że dopiero przy drugim dziecku uczyłam się co to karmienie i jak to się je , w początkowej fazie Synek jedząc dostawał od razu kąpiel w mleczku z drugiego cycusia ( i żadne wkładki nie pomagały bo przeciekały w 3 sekundy od założenia) . Po dwóch tygodniach , kiedy mój organizm zrozumiał, że musi się przystosować do mojego Syna i ja tego mleka nie wypije to zaczął się problem z cycusiami… Mój mały wampir tak jadł,że karmiąc płakałam… Sto kilo maści zaciśnięte piąchy i w głowie myśli wytrzymam wytrzymam… Mąż co chwilę się na mnie darł , że laktator, że butelka ale ja byłam twarda… Po urodzeniu córki obiecałam sobie, że drugie dziecko wykarmię, ze chociaż przy drugim dziecku spełnię się jako „mama karmiąca” , że nie poddam się choćby co… I tak też czynie, ale co jakiś czas w głowie pojawia mi się myśl , a może mleko modyfikowane i butla? Przecież Natalka tak się wychowała jest zdrowa i wszystko jest OK. Ale zaraz wraca do głowy myśl nie nie , nie pójdziesz na łatwizne dasz radę, inni dają Ty też dasz, więc z zaciśniętymi zębami pokonuje wszystkie przeciwności losu , jak również nie chęć ludzi :) Oczywiście nie jestem typem, który jest gdziekolwiek i wywala cycocha w miejscu publicznym bo dziecko jest głodne. Staram się robić to ukradkiem , żeby przypadkiem nikt nie zauważył… Przykrywam się pieluchami, chowam za wózkiem, gdzieś na uboczu… Komfort żaden , ale wiem , że jeżeli młody nie zje to zaraz pół świata go będzie słyszeć a ludzie obrzydzeni widokiem, karmiącej matki , będą słali spojrzenia jakbym obdzierała własne dziecko ze skóry i posypywała solą :| Tak źle i tak nie dobrze :) Więc może, abym miała mniej przeciwności losu :) ten laktator by się przydał :) i wracając z placu zabaw nie słyszałabym dwóch drących się istot w postaci moich dzieci bo córka chce jeszcze być na placu zabaw a a miesięczny Kubuś właśnie chce jeść, kiedy dla Natalki rozkręca się najlepsza zabawa :)))))))))))))))))))))))))))))))))

    P.S Wow wyjść z domu bez dzieci na razie chyba nieosiągalne a bardzo bardzo bardzo bym chciała iść się wyżyć na siłownie :)

    Buziaki , pozdrawiam :)

  • Sylwia 79
    04 . 08 . 2015

    Ja na swoje maleństwo wraz z mężem czekałam bardzo długo,jesteśmy małżeństwem 8 lat i niestety dla nas bycie rodzicami nie było nam dane bez ” walki ,wylanych łez wizytami u różnych specjalistów,mnóstwem zrobionych wyników tylko po to żeby usłyszeć że państwa wyniki są dobre i nie ma żadnych przeciw wskazań do zajścia w ciążę ,proszę być cierpliwym i dać sobie trochę czasu.Jak na ironię losu wśród znajomych i rodziny rodziły się maluszki a my nadal czekaliśmy na cud i patrzyliśmy z zazdrością na te maleństwa i dumnych rodziców.Na widok kobiet w ciąży bądz też mam z wózkami nie jednokrotnie płakałam i na samo wspomnienie mam mokre oczy.Po paru latach trafiliśmy do kliniki ze wspaniałym personelem,lekarzami i przede wszystkim indywidualnym podejściem do pacjenta. Nasze leczenie zaczeliśmy w maju ubiegłego roku ,odbierając wynik HCG w grudniu nie mogłam uwierzyć że jest pozytywny aż zobaczyłam swój cud i bicie serduszka na usg. Teraz czekamy na swoje maleństwo które za około trzy tygodnie już będzie z nami,nie wiem jak to będzie czy będę potrzebowała laktatora czy też nie bo nie to teraz jest najważniejsze,nie wiem jak zareaguje mój organizm na te duże zmiany i czy bendę mogła karmić piersią chociaż wiem jak bardzo jest to ważne liczy się jedno że bedziemy rodzicami że mamy tą szansę bycia nimi.

  • Monika
    04 . 08 . 2015

    Balam sie ze nie bede mogla karmic ze nie dam rady ze braknie pokarmu a tu juz 10 mc leci ;) !! Szczesliwa !! :D
    pierwszego synka nie moglam karmic (wczesniak) … ale za to teraz corke karmie i jestem dumna z tego jakis czas sie wstydzilam miejsc publicznych ale teraz nie straszne mi baseny czy parki.. dzieki wlasnie kobietom pokazujacym ze to nic do wstydu tylko wrecz dumy! ! Mamusie musimy sie wspierac wzajemnie!!

  • Agnieszka39
    04 . 08 . 2015

    Po siedemnastu latach za pięć tygodni zaczynam po raz drugi przygodę z karmieniem. Przy pierwszym synu nikt mi nie podpwiadał jak trzymać dziecko, co robić w sytuacji nawału, jak powinien łapać brodawkę. Wtedy laktator to był (według niektórych) wymysł leniwych kobiet. Szczytem luksusu były nakładki laktacyjne, przez które za krótko karmiłam. Teraz w szkole rodzenia cudowne dziewczyny pomagają, tłumaczą. Gdy masz problem pomogą. Laktator jest traktowany jak dobry asystent, więc jaki by nie był będzie najlepszy.
    Pozdrawiam wszystkie Mamy :-)

  • Natalia
    04 . 08 . 2015

    Zaczęłam córeczkę karmić zaraz po narodzinach. Pani położna przystawiła maleńką do mojej piersi, a ona zaraz potrafiła ją złapać… tak mi się przynajmniej wydawało. Ja przeszczęśliwa „młoda mama”, że mogę i potrafię nakarmić moje maleństwo dumnie trzymałam córeczkę ze łzami wzruszenia w oczach. Kolejne próby nakarmienia maluszka były już troszkę trudniejsze… malutka nie chciała się wybudzać na karmienia, a kiedy się już wybudziła miała problem z prawidłowym złapaniem piersi, w rezultacie czego wróciłyśmy w piątek do domu a ja z poranionymi, krwawiącymi sutkami…
    Moja Pani położna miała przyjść do nas dopiero w poniedziałek, no ale przecież trzeba było nakarmić maleństwo. Nie poddałam się. Ze łzami w oczach przystawiałam malutką do moich piersi by mogła się najeść. Przeszywający ból mnie paraliżował.. ale karmiłam. I jak się okazało wcale źle nie przystawiałam już mojego maleństwa do piersi, ale to wszystko trwało zanim się rany pogoiły. Mój maleńki niemowlaczek przeszczęśliwy jak mała przyssawka każdorazowo przyklejał się do bolących piersi… około 4 tygodnia byłam już niemal zrezygnowana… jednak samo karmienie sprawiało mi tak wielką przyjemność pomimo niedogodnień, że nie poddałam się. Nawet nie wiem kiedy przestało boleć.
    No ale cóż, gdziekolwiek jedziemy z naszą dziewczynką trzeba ją nakarmić choć wiem że to naturalne, krępuje mnie karmienie w miejscu publicznym. No i tak też było, pewnego pięknego dnia kiedy pojechałam z córeczką na zakupy -Moja córcia zgłodniała! Byłam w otyle komfortowej sytuacji, że miałam samochód do dyspozycji. Zadowolona, bez skrępowania wzięłam maluszka w ramiona, odchyliłam bluzkę by wyjąć pierś i zaczęłam karmić dzieciątko -bo przecież nikt nie będzie mnie widział. Myliłam się. Małżeństwo ok. 50letnie jadąc z wózkiem pełnym zakupów tak się zagapiło na mnie ze zniesmaczonymi minami, że staranowali stojący obok samochód.
    Choć nie należę do osób cieszących się z cudzego nieszczęścia, powiem szczerze myślałam że wybuchnę śmiechem. Gdyby nie to że miałam w rękach moją kochaną Lenkę zrobiłabym zdjęcia.
    PS. Laktator barrrrrrrrrrrdzo by mi się przydał. Mogłabym zostawić męża z córeczką i w końcu wyjść bez obaw i skrępowania choćby na swoją ukochaną zumbę a o jakichś swobodnych zakupach nie wspomnę. ;)

  • Joasia
    04 . 08 . 2015

    Niestety ja nie miałam śmiesznej sytuacji z karmieniem czy odciąganiem pokarmu przy pomocy laktatora, ponieważ bardzo krótko karmiłam. Jako młoda mama 3 lata temu miałam straszny problem z pokarmem i córka nie potrafiła dobrze złapać. Mimo przychodzącej co tydzień położnej nie było z jej str pomocy i po 3 tyg przeszliśmy na MM. Nawet nie pomyślałam o laktatorze, a tyle pisze sie na ten temat w internecie. Wydawało mi się to ok, przecież teraz robią mleka żeby były bardzo podobne do pokarmu matki ale teraz w 2 ciąży wiem co mnie czeka. Chcę karmić jak najdłużej, dam przy tym dziecku wszystko co najlepsze. Mam nadzieję że to mi się uda ;)

  • Agaa
    04 . 08 . 2015

    Ach to karmienie!!! Masakra! Miałam podobne problemy jak Ty… Nasza mała Buba urodziła się po przez c.c. Cóż tak bardzo nastawiałam się na poród naturalny, ale Mała zażyczyła sobie chodzenie z głową w chmurach i nie było wyjścia. 2 doby w szpitalu „Świetnie Pani przystawia dziecko! Ale ma Pani determinację”. Mama po porodzie wiadomo, trochę w innym świecie. Było cudownie. Szybki powrót do domu. Ekstra. Dziecko przy piersi. Ale ssie. Ale robi się co raz bardziej żółte. I żółte… Laktator?! Hmm może troszkę odciągnę. Po 2h męczarni… 5ml. Na małą łyżeczkę i do dziubka. Buba wypiła w mgnieniu oka. „Mężuuuu do apteki! Lista zakupów: karton opakowań herbaty na laktację, butelka ze smoczkiem i mleko modyfikowane (na wszelki wypadek – ani razu go nie użyłam).I tak, co półtorej godziny bez snu. Przystawianie do piersi. Odciąganie. Do piersi. Odciąganie. Przez tydzień, co by Malutka nie musiała wylądować w solarium. Po dwóch tygodniach: Ufff udało się. Wskaźniki dużo mniejsze. Buba zdrowa i pulchna. Gdyby nie laktator… Nie wiem co by było. Suma summarum Buba nie chciała zasypiać bez włączonego laktatora. Dzwięk brzęczenia usypiał ją od razu.

  • Anku
    04 . 08 . 2015

    Niestety z pierwszą córcią musiałam po 20 tygodniach wrócić do pracy. Nie chciałam przerywać karmienia więc koleżanka pożyczyła mi ręczny laktator, którym odciągałam pokarm w czasie pracy i mogłam karmić dalej. Problem pojawił się gdy córka miała 10 miesięcy, a ja musiałam wyjechać na tygodniowe szkolenie do Krakowa. Ale uznałam że może to dobra okazja by bezboleśnie ją odstawić. Uradowana tygodniem wolności, uzbrojona w sprzęt narciarski (bo akurat zimowa pora, a koledzy z biura zaplanowali skrzętnie nasz czas wolny) zostawiłam córkę pod opieką męża. Niestety nie pomyślałam o zabraniu laktatora. W połowie dnia panie z biura obsługującego szkolenie obdzwonily najbliższe apteki, by jakoś pomóc i znalazły najtańszy, ręczny i szklany. Na szczęście przyniósł ulgę. Mina pań sprzątających w hotelu też musiała być bezcenna, gdy w koszu pod umywalką była cała bateria butelek i puszek po piwie (gdyż koledzy schodzili się w moim pokoju ponieważ był największy), a na umywalce leżał laktator. Po powrocie do domu pokarm jeszcze był, ale niestety dziecko już nie chciało :-(. Za dwa miesiące zostane mamą po raz drugi więc już z doświadczenia wiem, że laktator bardzo się przydaje.

  • Marlena
    04 . 08 . 2015

    Moj Antoś nigdy mnie nie oszczędzał;) Od urodzenia potrafił wołać o cycusia nawet 20 razy dziennie. A ja chcąc podtuczyc ‚moje chucherko’ nie protestowałam. Nic więc dziwnego, że szybko zaczęłam używać laktatora- popyt napędzał podaż:) Wiec kiedy Antoś niespodziewanie postanowił ograniczyć liczbę karmień, zaczęły się prawdziwe problemy;) Nie przesadzę mówiąc, że w pewnym momencie moje ciało, zamiast z wody, składało się głównie z mleka:D Wyjście bez laktatora to już była brawura!
    Los chciał, że miałam w tym czasie wizyte u ortopedy. Maluch z zapasem mleka został z tata a ja ruszyłam w podróż. Wizyta nieco się przedłużyła bo zostałam skierowana na dodatkowe rtg. Czułam, że piersi niebezpiecznie się powiększyły ale wizja laktatora spoczywającego w torbie mnie uspokajała. Piersi bolały ale w stostojąc w kolejce nie było mowy o odciąganiu mleka:/ ‚W przebieralni’ pomyślałam. Jakież było me zdziwienie kiedy otwierając torbę nie ujrzałam laktatora:O. ‚Jest w domu’ telefon do męża potwierdził najgorszy scenariusz:/
    Tym oto sposobem wyhodowałam piersi giganty:D Możecie sobie wyobrazić minę radiologa (faceta!) kiedy rozebrana od pasa w górę stanęłam gotowa do zdjęcia kręgosłupa. Przeżycie bezcenne!
    Marlena
    marlena.skrzynecka@gmail.com

  • paulina86
    04 . 08 . 2015

    Mniesie karmienie piersią nie udalo ju dwa razy po kazdym razie obiecalam sobie ze nastepny bedzie lepszy! No i niespodziewanie pojawila sie trzecia szansa a dokladnie pojawi za 4miesiace. To bylby wspanialy prezent na urodziny dla mnie wygrac którąś nagrodę. Z marka lovi jestem zwiazana juz 7lat ich produkty sa mi dobrze znane. Oprocz laktatora. Moze sie uda

  • Izabela N.
    04 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem dopiero się rozpocznie już niebawem kiedy moja córeczka przyjdzie na świat we wrześniu. Już nie mogę się doczekać, troszkę się boje tego karmienia piersią ale chcę być mamą karmiącą i będę robić wszystko by tak było bo to najpiękniejszy moment kiedy możemy mieć swoje dziecko najbliżej jak tylko się da, budujemy dzięki temu więzi z dzieckiem i stajemy sie dla siebie najważniejszymi osobami w życiu, a by nie ograniczać tacie takiej okazji do zbliżeń, warto odciągać pokarm by i on mógł nakarmić małą kruszynkę i chociaż w jakiś sposób dać swojemu dziecku bliskości i ciepła podobnej do mamy :) Dlatego laktator Lovi który można wygrać bardzo by się przydał mojej rodzince która chce zbliżyć się do siebie jak tylko się da i być najszczęśliwszą rodzinką na świecie. A w ilości wydatków jakie nas jeszcze czekają fajnie było by dostać taki przydatny prezent.

  • parowka
    04 . 08 . 2015

    Moja historia nie jest zabawna, po prostu… kilka miesiecy temu laktator stal sie dla mnie nieodlacznym przedmiotem codziennego uzytku,tak jak tablet czy telefon-maly elektroniczny sprzet nowej generacji. Laktator zakupilam jeszcze w ciazy, wysluchawszy rad kolezanek z odchowanymi dziecmi. Jedne mowily, ze trzeba go miec,inne ze jest zupelnie zbedny. Przyznam szczerze,ze nie przylozylam sie zbytnio do jego wyboru. Ratowal mnie w pierwszych trudnych dniach laktacji,kiedy ja usilowalam pobudzic i czekalam na nawal mleczny,ktory sie nigdy nie pojawil. Po zazegnaniu kryzysu na troche odstawilam go na polke. Jednak z pomoca przyszedl mi kilka tygodni pozniej kiedy moja malutka Lilka calymi wieczorami plakala lezac przy piersi i nie byl to efekt kolki,tylko nieustajacy glod,bo pokarm sie skonczyl. Od tamtej pory minely 4 miesiace i nie ma nocy,zebym nie siegala po ten cudowny wynalazek i nie sciagala mleka dla mojego baczka na kolejny wieczor i spokojna noc. Niestety tydzien temu wydarzyla sie wielka tragedia-po pdciagnieciu 20 ml pokarmu,o jakiejs 2.30 moj laktator pobrzeczal pobrzeczal i zdechl :( na amen :( na szczescie znalazl sie ktos,kto poratowal i pozyczyl swoj ‚zabytek’ sprzed 5 lat. Musiala sie zmusic do czegos przed czym sie bardzo wzbranialam-uzywanym laktatorem. Poki co dajemy rade,ale moze LOVI poratowaloby nas tym super sprzetem zachwalanym przez autorke ;) dla brzuszka mojego maluszka

  • Agnieszka
    04 . 08 . 2015

    Dziś mija 11 doba po porodzie, a moich łez wylanych więcej niż mleka wypitego przez córeczkę.
    Ale od początku…
    1 doba w szpitalu po porodzie (mimo, że naturalnym) brak pokarmu – położne wspierają i instruują ‚przystawiać, stymulować to pokarm się pojawi’. Wiec zgodnie ze wskazaniami co 3 godziny małego Susła (bo mała taki śpioch) budzimy i przystawiamy. Ale jak ma ssać jak nic nie leci. Więc nerwy i płacz, bo przecież tak bardzo chcę a tu mleka brak (czy ze mną coś nie tak?). Położna znowu przychodzi z pomocą i doradza by napoić mm ze strzykawki. To siedzę zgarbiona nad maleństwem (bo w szpitalu żadnej dogodnej innej pozycji nie dało rady przybrać, by mała nie płakała tak jakby ją ze skóry obdzierali), a mąż ze strzykawką stymuluje małą do ssania. Sposób jak sposób ale mała daje się oszukać – ssie (uff! pierwszy spokojniejszy oddech i myśl ‚a może jednak się uda’). I tak siedzimy pół godziny z jedną piersią, pół godziny z drugą i stymulujemy, a za każdym razem gdy mała przyssie się tak, że aż łzy lecą z oczu mąż podskakuje ‚właśnie tak! czytałem, że to dobrze. że ma boleć’ (jaaasne, może teraz Ty spróbujesz? – myślę w duchu ale nic nie mówię, bo widzę jak mnie wspiera i przeżywa wszystko podwójnie).
    3 doba – pokarmu dalej nie ma ale mała wciąż oszukiwana ssie sutek (tylko rąk jakoś za mało, bo jak tu trzymać niemowle, do tego pierś i jeszcze poić strzykawką bo przecież męża nie ma z nami całą dobę). Walczę dalej pełna nadzieii i łez (bo przecież pokarm już powinien być).
    4 doba po porodzie – jedziemy do domu (uff w końcu sobie wygodnie usiądę i przystawię małą do piersi porządnie tak jak trzeba). Niestety jak na ironie w nocy zamiast piersi pojawiają się dwa kamienie (czyżby pojawił się pokarm? – myślę sobie). Zmotywowana przystawiam małą ale płacz taki i nic nie ciągnie. ‚Bo ona jeszcze nie wie, że trzeba zassać, żeby leciało’ – komentuje mąż i podaje mleko strzykawką. Próba ssania i dalszy płacz. Telefon do położnej ‚weź ciepły prysznic’. Więc idę pod prysznic a po wyjściu kamienie wiszą dalej tyle, że teraz kapie z nich mleko. Koszmar, ból, łzy. Przystawiamy małą. Ssie – lekka ulga ale i tak noc nieprzespana. Rano kamienie zamieniają się w piersi chociaż rozmiarem przypominają dwa wielkie balony (‚to już będzie tak przez całe karmienie?’. Płacz. Moje ciało już nigdy nie wróci do normalności).
    5 doba – mała wciąż nie chce ssać samej piersi. Zassysa tylko w połączeniu ze strzykawką. Płącz mój i jej. ‚Masz za mało pokarmu, ona się nie najada, patrz jak szuka cycka. Ona za często je, Ty ją za długo karmisz, pokarm nie zdąży się naprodukować’ – oznajmia teściowa. Płacz (tym razem tylko mój, bo przecież wiem, że pokarm jest i mała je, ale potrzebuje czasu by się nauczyć). Złość (na teściową, na męża, na siebie, na małą – ‚dajcie mi wszyscy świety spokój’).
    10 doba – piersi się unormowały. Już nie ma kamieni ani balonów. Pozostały baloniki. Karmienie małej w miare regularnie co 3-4 godziny i bez strzykawki. Pierwszy spacer. Dwa podejścia. Kładziemy małą do wózka (buju, buju – śpi). Uff ubieramy się szybko. Płacz i krzyk (co robić? dalej chce jeść?). Rozbieram się przystawiam do piersi. Ssie i zasypia. Kładziemy do wózka. Kupa. Płacz. Przebieranie. Mała rozbudzona. ‚Nie, dziś jeszcze z nią nie wyjdziemy, ona jest za malutka. Za często je, nie ma warunków, nie ma jak’ – komentuje mąż. Po pół godziny mała śpi. Drugie podejście. Uff udało się wyjść. 5 minut spacerku – płacz (już chce jeść?). Szybkim krokiem wracamy do domu. Mała krzyczy. Płacz – tym razem mój (czy już nigdy nie wyjdę z domu? Zawsze tak będzie? – myślę sobie bo jakoś nie potrafię się przełamać i karmić na dworze ‚przy ludziach’).
    11 doba – konkurs z laktatorem do wygrania? Może to jest wyjście? Opisuje swoją historię i czekam na wyniki konkursu.

  • Camille
    04 . 08 . 2015

    Szymon: „Do tej pory mama karmiła mnie cyconiem! A tydzień temu pojawiły się 4 ząbki! Jedynki… i tak bardzo jestem ich ciekaw, po co są? Chyba, żeby mamę kąsać jak mnie karmi? O nie! Ugryzłem raz, drugi… krew i co to? Butelka!?! Mama teraz męczy się odciąganiem, podgrzewaniem… pomóżmy jej i ofiarujmy jej prezent”.

  • Agnieszka
    04 . 08 . 2015

    Jestem Mamą od ponad dwóch miesięcy i jest to moja pierwsza córeczka :) Jak tylko urodziła się przez cesarskie cięcie pierwsze co usłyszałam to nie był płacz tylko głośne ciamkanie, czyli zapowiedź łatwego karmienia jak mi się wydawało. Owszem bardzo ładnie wychodziło jej chwytanie piersi z czego byłam bardzo dumna. Po czterech dniach pobytu w szpitalu wyszłyśmy do domu. No i zaczęło się. Sielanka nie trwała długo, gdyż nie spodziewałam się, że karmienie będzie tak boleć! Z sutków lała się krew, robiły się strupki… Koleżanka poleciła mi, żeby smarować je własnym mlekiem nie żadną maścią i trochę pomagało. Karmiłam przez łzy zagryzając wargi z bólu… Mąż trzymał mnie za rękę… ale musiał też lecieć po pomoc. Tak. Miałam chwilę załamania, myśląc że podam mm i będzie z głowy, że już nie będę znosić tego bólu. Wtedy Mąż przybiegł z odsieczą, czyli laktatorem pożyczonym od przyjaciółki i nakładkami z apteki. Mała na początku kręciła głową i próbowała je ściągnąć a ja patrzyłam na nią ze łżami w oczach i uświadomiłam sobie, że przecież ona nie chce mi zrobić krzywdy, tylko jest głodna. Przetrwałam kryzys i teraz już dumnie karmię moją Małą dziewczynkę. Zdarzyło się już na rynku w pewnym mieście, podczas spotkania z inną mamusią :) a także na Gubałówce podczas naszego pierwszego wyjazdu :) miny siedzących wokół turystów bezcenne, a także mina mojego Męża próbującego mnie zasłonić małym kocykiem ;) Własny laktator przyda się by jak najdłużej karmić córeczkę i pozwolić na to również jej kochanemu Tatusiowi :) zdjęcie z Gubałówki wysyłam na maila :)

  • Kasia
    04 . 08 . 2015

    Piotruś ma już trzy miesiące i cały czas karmimy się piersią, regularnie co 3 godziny. Początki były trudne, ból piersi i pleców zanim nauczyłam się prawidłowo go przystawiać. Teraz już jest dobrze, ale nie ma mowy żeby urwać się gdzieś bez synka na dłużej niż 3 godziny. Są tabuny babć i cioć (a nawet dziadek) chętnych zająć się Piotrusiem, ale niestety go nie nakarmią. I dlatego przydałby nam się laktator, zwłaszcza, że za kilka tygodni szykuje się wesele mojej przyjaciółki i mama z tatą w końcu mogliby zaszaleć we dwójkę, bez martwienia się o maleństwo i telefonów co 5 minut „głodny już jest?”.

  • Dominika Skorupa
    04 . 08 . 2015

    Miałam ambitny plan. Z natury wierzę słowu pisanemu, badaniom naukowym – jakoś bezpieczniej się czuj taka oczytana. No i zaplanowałam sobie poród SN, kontakt skóra do skóry karmienie bez dokarmiana.
    A potem przyszło życie. Młody postanowił, że świat ma w czterech literach i nie obrócił się doń twarzą. Porodu pośladkowego nikt ryzykować nie chciał, więc poszliśmy pod nóż. Ale miałam go przecież dostać dwie godziny po cięciu, to nie tak źle. I znów moje plany wzięły w łeb, bo minęło godzin sześć, zanim mogłam dostać Małego po operacji. Dostałam, nakarmiłam. Było pięknie. Ale było też 30stopni i okropna duchota. W nocy obserwacja z podejrzeniem odwodnienia. Nakaz – dokarmiamy. Mój płacz i rozpacz, przecież miałam pokarm jeszcze w ciąży, jak to dokarmiać??? To po co ja się tak męczę z tymi bolesnymi brodawkami, przecież nie po to, żeby dokarmiać!
    W trzeciej dobie po porodzie Młody nie schodził mi z piersi, pozwalałam potulnie wisieć na sobie i opłaciło się – ze szpitala wyszliśmy już bez dokarmiania. Laktator by się teraz przydał – jakoś trzeba czasem wynurzyć się z domu bez Potomka…

  • Dorota
    04 . 08 . 2015

    Witam!

    Moja historia z karmieniem piersią zaczęła się 2 tygodnie temu, kiedy to o 8,50 usłyszałam krzyk swojej córki. Po dostawieniu do piersi mała piła i sama się zdziwiłam, że to tak szybko i sprawnie nam poszło. Ale już w nocy pożałowałam. Dało znać o sobie zmęczenie po porodzie siłami natury i gdyby nie pielęgniarki to chyba bym się zapłakała. Pomogły i to nawet przez dwie noce. Jednak po powrocie do domu bałam się jeszcze bardziej niż w szpitalu. Tam miałam pomoc, a tu zostałam sama z małą M. i moim kochanym mężem J. Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Mała piła i pije do dziś z piersi, choć początek był trudny. Najzabawniejszy w tym wszystkim był komentarz mojego J., który widząc mój biustonosz do karmienia powiedział: „ale bajer, w sexshopie go kupiłaś?”. Jeszcze nigdzie na dłużej z małą nie wychodziłam, ale czytając twoją historię stwierdzam, że ten super zestaw mi się przyda i to pewnie bardzo. Mieszkam w małej wiosce i już widzę, te komentarze wszystkich sąsiadek, że paraduję z cyckiem na wierzchu, że nie mam wstydu, itd.

    Pozdrawiam,

    P.S. Trzymaj kciuki za moje dalsze karmienie piersią!

  • Iza.
    04 . 08 . 2015

    Hej! Mam na imię Iza, i jestem mamuśka półrocznego synka. Moja przygoda z karmieniem piersią zaczeła się dnia 3 lutego 2015 roku i trwa do dzis dzień. Początek łatwy nie był (choć zapewno dla mało której z nas był łatwy) Mój mały od samego początku miał olbrzymi apetyt, a ja jako dość młoda mama była zdesperowana i bardzo chciałam karmić piersią, niestety ból poporodowy był nadwyraz uciazliwy i wszystko było dla mnie jednym wielkim bólem. Chodziłam i Panie połozne prosiłam o naukę przystawienie do piersi, w odpowiedzi słyszałam -„w lodówce masz mleko”. Po tych słowach w mojej głowie głos powiedział-„ja Ci kobieto pokaże”, i ze łzami w oczach i przeraźliwym bólem przystawiałam mojego maluszka. Po wyjściu ze szpitala, brodawki okazały sie bardzo poranione, na tyle ze musiałam zrezygnować z jednej piersi. I odziwo do dzis dzień Michałka karmię jedną piersią, a tą „nieużytkowa” staram się rozruszać laktatorem, choc ma on za małą siłe odciagania. No ale niestety, kupuje sie to na co człowieka stać. A co do karmienia w miejscach publicznych to szczerze, opinią ludzka się nie kieruję a chamskie komentarze puszczam bokiem, bo w ich ogródku nie siedzę a w kraju wolnym żyjemy :).

    Pozdrawiam :)

  • Malwina
    04 . 08 . 2015

    Cześć, ostatnio przytrafiła mi się śmieszna sytuacja w… kościele. Ale zacznijmy od początku. Moja mała Nadunia kończy jutro 9 miesięcy, ale nadal jest przywiązana do mojej piersi jak noworodek. Często po kąpieli nie mogąc doczekać się wielkiego spotkania z „usypiaczem”, wchodzi pod moją bluzkę i radośnie piszczy gdy ujrzy cycucha :) ostatnio również opanowała nową sztukę groźnego patrzenia spode łba mówiące : „grozisz mi??!!” po czym się uśmiecha. Wygląda to komicznie dla kogoś kto jest w temacie… Niedawno postanowiłam że będę przyzwyczajać Nadie do „kościelnego klimatu”, by była jak najbardziej to możliwe grzeczna podczas swojego chrztu. No i w niedziele jak to bywa od miesiąca wyszykowałam się do kościoła i poszlysmy spacerkiem na msze. Pogoda dopisała także zostalysmy na dworzu i Nadia przypatrywala się biegającym dzieciom. No i złapał mnie ból w piersi. Niczym wkrecajaca sie igła. Ból straszny oznaczający „przepełnione zbiorniki mleka- proszę o nakarmienie/spuszczenie mleka” postanowilam ze pojade za kościół gdzie jest wielki skwer zieleni, wiele drzew i kwiatow. Cisza, spokój, brak gapiów i w miare zapewniona intymność. No lepsze warunki panowały tylko w domu. Usiadłam na trawce, Nadia dopadła się do cycucha i lekko nas zakrylam, wiec nic nie było widać z daleka. Siedzę już kilka chwil i czuje jak ktoś nas obserwuje. Rozglądam się wokół ale jakoś nikogo nie widzę. Więc karmilam dalej i rozkoszowalam się chwilą kiedy Nadia jest spokojna i nie łobuzuje. Jednak wrażenie ze ktoś patrzy pozostalo. Miałam racje. W pewnej chwili kątem oka zobaczyłam jak wychyla się zza ramienia blond czupryna. Okazało się że to była dziewczynka starsza może jakies 2 lata od Nadii. Usmiechnelam się. Wtedy spytala co mam pod pieluchą. Odpowiedziałam że mała dziewczynkę i spytałam czy chce ją zobaczyć. Pokiwała z entuzjazmem główką. Zaczęłam powoli odsłaniać Nadie. Mała jadła dalej i nie przejmowała się że ją podgladamy. Blondynka skomentowała z zaskoczeniem ze jest naprawdę malutka. I nagle oczy Nadii zrobiły się jak 5cio złotówki, odessała się od cyca i mleko poleciało jej kącikiem ust po poliku. Przyjrzała się nam i wtedy… zrobiła to swoją o której pisalam wyżej. Wyglądała przekomicznie jednak tamta mała przeraziła się tego spojrzenia i uciekła z placzem do swoich rodziców. A Nadia jak gdyby nigdy nic uśmiechnęła się i zajęła dalej jedzeniem mleczka :D

  • Basia
    04 . 08 . 2015

    Nie mam pewności, czy moja historia złapie się do kategorii „zabawnych”..ja jeszcze nie umiem się z niej śmiać, choć podobno później wszystkie te złe chwile się zapomina….OBY…u nas wszystko zaczęło się jeszcze w szpitalu, gdzie niestety -pomimo faktu, że jest to jeden z najbardziej polecanych warszawskich szpitali, nikt nie nauczył mnie jak prawidłowo przestawiać dziecko do piersi…może powinnam to wiedzieć po szkole rodzenia i dziesiątkach przeczytanych książek, ale nie wiedziałam…skutek? Początkowy brak pokarmu+złe przystawianie – po 4 dniach moje piersi wołał o pomstę do nieba…jedna wielka rana… Spotkaliśmy się z Panią z poradni laktacyjnej…pierwsze spotkanie skończyło się tym, że żeby dać szansę piersiom na wygojenie podpięłam się pod laktator i córkę karmiłam butelką….skutek? Mała odzwyczaiła się od piersi i po 5 dniach nie chciała chwytać….kolejne spotkanie z Panią Doradczynią i od tygodnia dzielnie walczymy…moja Córcia ma teraz 2,5 tygodnia i karmienie wciąż jest dla mnie bardziej nieodgadnionym niż naturalnym odruchem bo każdy dzień przynosi nowe wątpliwości i obawy…jedno jest pewne…pomimo złego początku uważam, że nie ma piękniejszego widoku niż ta słodka główka wtulona w moją pierś i piękniejszego dźwięku niż to jak przełyku pokarm…. Nie zmienia to jednak faktu, że przez nie najlepsze doświadczenia wiem, jak ważny jest dobry laktator.i równie dobra butelka do nakarmienia Maluszka…te których używamy chyba nie należą do najlepszych…więc? Czemu laktator lovi miałby uratować mi życie? Bo czuję, że nasza „mleczna droga” którą tak nieporadnie zaczynamy będzie mocno wyboista i każda pomoc mile widziana….

  • Pola Komorowska-Kurz
    04 . 08 . 2015

    Moja zabawna historia dotyczy karmienia (na niby) jednak nie publicznego a domowego.
    Od kiedy zamieszkał z nami 2.5 miesięczny Wiktor podzieliliśmy się w domu obowiązkami m.in mąż zarządził, że skoro ja karmię piersią to on będzie w nocy przewijał Malucha i dostarczał go do mnie, abym mogła dłużej spać. W ten sposób mogłam spać w stoperach i naprawdę się wysypiać. Jednej nocy mąż budzi mnie z Maluchem na rękach do karmienia, a ja z zaciętą miną syczę, że ma mi nie przeszkadzać bo właśnie karmię Wiktora. Leżąc na wznak karmiłam zwiniętą kołdrę mocno ją obejmując rękami. Gdy mąż rano do mnie zadzwonił z pracy śmialiśmy się jak dzieci przez 15 minut.

  • Julia
    04 . 08 . 2015

    Dopiero oczekuję dziecka, zatem historii z własnego matczynego doświadczenia nie posiadam. Jednakże uważam, że laktatory to wspaniały wymysł techniki i bardzo bym chciała taki otrzymać. Mam nadzieję, że będę mogła karmić, choć u mnie w rodzinie genetycznie jest problem z pokarmem…..A uśmiech mój wywołuje wizualizacja historii jak to mój mąż w ostatniej chwili zakupuje laktator mając do wyboru całe półki przepełnione butelkami i akcesoriami dla dzieci (widząc ile to trudu przychodzi mu zakup niektórych rzeczy – od wyboru koloru, zapachu czy smaku). I znając życie – wróciłby dumny do szpitala jak paw z całym zestawem przeróżnych zwykłych butelek do wyboru, ale z wyjątkiem laktatora:))))Zatem proszę, nie pozwólcie, abym musiała oglądać na żywo taką historię, bo chyba tylko teraz wydaje mi się śmieszna;))))

  • Monia M
    04 . 08 . 2015

    Mimo,iż krótko karmiłam mojego Tomcia miałam dwie przygody, o ile można je tak nazwać. Zacznę od tej negatywnej reakcji na matkę karmiącą…To była nasza pierwsza wizyta u lekarza. Tomi miał wtedy 6 tygodni i apetyt. Siedzimy sobie w poczekalni i mały woła o cyca:). Nie krępowałam się bo były tam same matki z dziećmi więc uznałam,że skoro same przez to przechodziły to zrozumieją nagłą sytuację. Niestety się myliłam…Jedna z matek, gdy ujrzała jak karmię a dodam ,że siedziałam zakryta chustą, podeszła do mnie i powiedziała,że takie sceny to mogę urządzać sobie w domu a nie w miejscu publicznym. Byłam w takim szoku,że nic jej nie odpowiedziałam a mogłam przywalić jej torbą pełną pampersów i innych niezbędników:).
    Druga historia natomiast jest bardzo pozytywna. Będąc na zakupach w markecie spożywczym Tomi zgłodniał. Ukryłam się między półkami i gdy już przygotowałam naszą chustę niewidkę:) podeszła pewna pani. Okazało się,że jest dyrektorem tego marketu. Zaproponowała mi abym skorzystała z jej biura na czas karmienia bo tam jest kanapa i będzie mi wygodniej. Skorzystałam i bardzo miło wspominam Panią Anię:)

    Karmiłam krótko bo ok 2,5miesiąca a laktator ręczny nie dawał rady pobudzić laktacji i się poddałam. Gdybym wtedy wiedziała o Lovi to nasza przygoda z karmieniem piersią na pewno trwałaby dłużej.

    Jestem w 3 miesiącu ciąży i na mojej liście jest właśnie laktator Lovi, gdyż od jakiegoś czasu zaprzyjaźniłam się z produktami tej marki i czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii na temat tego maleńkiego cuda:). Miło mi będzie gdy uda mi się go wygrać a ulgę poczuje Pan Mąż i jego portfel:)

    Pozdrawiam Monia i Tomi oraz Fasolka:)

    monika28.06@interia.eu

  • Monika Andrzejewska-Gemba
    04 . 08 . 2015

    Miałam sytuację, która dziś śmieszy mnie za każdym razem, ilekroć ją opowiadam. Początki karmienia piersią wspominam jak chyba każda mama – „ale jak”, „ale ile”, a na koniec jeszcze „ałaaaaa, ono mnie gryzie!”. Gdy mój synek miał 2-3 miesiące, pewnej zimowej nocy, postanowił zrobić mamie niespodziankę i przespać prawie całą noc. Zapomniał tylko wcześniej dogadać się z moimi piersiami, by się jakoś same opróżniły. Obudził mnie jakiś dziwny stan, dyskomfort, delikatnie rzecz ujmując. Otworzyłam oczy i poczułam, że…odpływam. Dosłownie. Całe łóżko było mokre po mojej stronie – krzyknęłam więc w akcie rozpaczy., z nadzieją, że obudzę męża. Obudziłam męża, mamę, tatę i synka. Mój mąż zaspany i lekko zdziwiony, zapytał głośno:”Znów Ci wody odeszły?”. Mama wbiegła do naszej sypialni z krzykiem, jakby dom nam się palił, po czym widząc mokre łóżko, stwierdziła:”Musisz zacząć ćwiczyć mięśnie Kegla córeczko”. A na koniec mój tata upomniał mojego męża, że butelki po piwie nie powinny stać zbyt blisko łóżka. Zmieniliśmy z mężem pościel, nakarmiłam dziecko (ufff – jaka ulga) i położyłam się spać. Następnego dnia, z samego rana wysłałam męża po laktator (po 30 minutach i 12 telefonach z pytaniami jaki i dlaczego taki drogi, żałowałam, że nie kupiłam go wcześniej. Ale sądziłam, że taki „gadżet” nie jest mi potrzebny. Za miesiąc urodzę córeczkę i laktator jest na pierwszej pozycji mojej listy niezbędnika młodej mamy. Nadal go nie posiadam :)

  • Magda
    04 . 08 . 2015

    Mały Oskar łakomczuszek
    ciągle chcę napełniać brzuszek
    Mama wstydzioch jest zbyt duży
    By dać cyca mu w podróży
    Czy w podróży czy też w parku
    Musi szukać zakamarków
    Gdy laktator by dostała
    chyba aż by zaśpiewała
    „Ja- kobieta chcę zakupy!
    Do fryzjera czas wyruszyć!
    Tata mleko przecież poda,
    a mama będzie się relaksować…”

  • Marta
    04 . 08 . 2015

    Nigdy nie myślałam, że to mi się przytrafi… wszystkie miejsce karmienia publicznego nie sprawiały mi problemu, ale cmentarz czy kościół? tego sobie po prostu nie wyobrażałam… ale los chciał pierwsze wyjście do kościoła pewna, że maluch będzie spał, spokojnie zajęłam miejsce i rozkoszowałam się widokiem malca w gondoli… gdy tylko organy zaczęły grać Szymon oczy jak pięć złoty… ale spokojny uśmiechnięty… myślę sobie damy radę :) niedługo musiałam czekać, już podczas Ewangelii zaczął dyskutować i ostro się sprzeciwiać… wyciągnięty z gondoli najpierw wszystko oglądał, nie wspominając że starsze Panie już mnie wzrokiem mierzyły „noo żeby tak dziecko płakało? i żeby chodzić po kościole?!” noo nic Szymon przetrzymał do „Ojcze Nasz” ale dalej już się nie dało, zaczął ujadać krzyczeć i szukać cyca… myślę teraz albo nigdy… schowałam się w kącie ławki i wyciągnęłam wielkiego cycola :) zaczęły się ohy i ahy jak to nie ładnie. Najlepsze było to że na końcu po błogosławieństwie, zanim zdążyłam Szymka odłożyć, ksiądz podszedł do nas i skomentował „Dziecko nie zna dnia ani godziny – dobrze ze bar mleczny ma non stop przy sobie” :) po tym już się nie krępuję nigdzie karmić brzdąca :D

  • nienormatywna
    04 . 08 . 2015

    Oj taki laktator byłby bardzo pomocny by móc przynajmniej do lekarza się wybrać spokojnie :)
    Ostatnio miałam takową wizytę kontrokną, a jako że jestem żoną marynarza, który obecnie przebywa już 2 miesiąc w Wenezueli (i do grudnia tam posiedzi) nie miał kto ze mną iść żeby mi małej popilnować przed przychodnią. Umościłam ją w wózeczku i heja do lekarza. W poczekalni ja siedze, ona śpi – przyszła moja kolej, to biorę wózek i wchodzę razem z małą, a ta jak usłyszała trzaśnięcie drzwiami tak w ryk. Biorę ją na ręce, a ona płacze i płacze i tylko „ehu ehu” jęczy (taki nasz tajny kod gdy mała chce jeść), na co lekarz na mnie patrzy i mówi: no daj jej żesz tego cycka bo nie wyjdzie Pani stąd do jutra. No i skończyło się na tym, że ja karmiłam małą a lekarz mnie badał – oczywiście za każdym razem jak się zbliżył, to Zośka puszczała sutek, odchylała się tak, że całą pierś miałam na wierzku i z bananem na twarzy gurzyła do doktora …

    Kochana buuba – gdybym takowy laktator miała to bym z babcią zostawiła szkraba i lekarz internista nie musiałby oglądać moich piersi w całej ich okazałości :P

  • Diana
    04 . 08 . 2015

    Laktator…hym właśnie dziś zakupiliśmy na „szybko”
    Nasza historia nie jest ani śmieszna, ani niezwykła, ani też nie jest jakąś ogromną tragedyją..
    Nasz Synu Janek urodził się sporo przed czasem-w 33 tygodniu, cesarskim cięciem… poprostu przestał przybierać na masie. Na „zewnątrz” ma lepsze warunki do wzrostu.
    Jest Naszym Odziubinkiem kochanym. Niestety nie ma jeszcze silnego odruchu ssania więc je moje mleko podawane z butelki. Do puki byliśmy razem w szpitalu korzystałam z tamtejszego laktatora.od dziś ja w domu dlatego musze mieć swój-narazie pierwszy lepszy który można było nabyć po 20.
    Jednakże na karmienie cycem czekam ogromnie ;)

  • Petite-Frog
    04 . 08 . 2015

    A ja bym chciała laktator nie dla siebie – a dla męża.
    Żeby i On mógł doświadczyć tych momentów wspólnego karmienia z naszym Synkiem.
    By mieli chwilę dla siebie przy „butli pełnej mleka” ;)

  • Karolina
    04 . 08 . 2015

    Laktator elektryczny bardzo by się przydał a dlatego że maluszek ma odciągane mleczko do butelki bo przy piersi jest płacz i nerwy i tak jestem z siebie dumna że udaje mi się utrzymać laktacje prawie 3mies.przy odciąganiu ręcznym a nie oszukujmy się przy trójce dzieci jest co robić i żeby znaleźć czas na odciągnięcie pokarmu laktatorem ręcznym.

  • diana
    04 . 08 . 2015

    Laktator…hym właśnie dziś zakupiliśmy na „szybko”
    Nasza historia nie jest ani śmieszna, ani niezwykła, ani też nie jest jakąś ogromną tragedyją..
    Nasz Synu Janek urodził się sporo przed czasem-w 33 tygodniu, cesarskim cięciem… poprostu przestał przybierać na masie. Na „zewnątrz” ma lepsze warunki do wzrostu.
    Jest Naszym Odziubinkiem kochanym. Niestety nie ma jeszcze silnego odruchu ssania więc je moje mleko podawane z butelki. Do puki byliśmy razem w szpitalu korzystałam z tamtejszego laktatora.dzis wyszlam ze szpitala, Synu został, dlatego musze mieć swój-narazie pierwszy lepszy który można było nabyć po 20.
    Jednakże na karmienie cycem czekam ogromnie ;)

  • Emilia S
    04 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem zaczęła się wręcz idealnie, pomijając ciężki poród. Już jak byłam w ciąży mówiono mi, że przynajmniej z karmieniem problemów mieć nie będę. Piersi dawały wszem i wobec znać że już są gotowe. Pierwsze spojrzenie na synusia, ważenie, mierzenie i do cycusia i … zaskoczył od razu. „Nie mylili” się myslałam. I to błogie uczucie w sercu. UDAŁO SIĘ. I wtedy przychodzi rzeczywistość: jakieś złe wyniki, infekcja, nie wiadomo skąd i dlaczego. Duży stres i PŁACZ bo mleka brak. Walka w szpitalu o każdą kroplę, także z położnymi, którym łatwiej było podać małemu butelkę niż pomóc matce (byle tylko w nocy była cisza). Dzięki jednej położnej, Pani Grażynie przetrwaliśmy to wszystko, mój synek i ja. Synek ma prawie 5 miesięcy i zdrowo przybiera karmiony tylko piersią (często bo co 2 do 3 godziny). Ciężko gdziekolwiek bez synka wyjść. Ot takie papużki nierozłączki. W tym całym karmieniu nie było nawału pokarmu, piersi nie są jakieś mocno pokarmem napełnionie, ani razu nie musiałam użyć wkładek laktacyjnych. I to mnie właśnie przeraża. A co jeśli któregoś dnia się okaże, że mleczka jest po prostu za mało i mały się nie najada. Pozostanie ponowna walka – tym razem o zwiększenie ilości pokarmu. Mam nadzieje, że nie z moim zużytym, ręcznym laktatorem tylko z tym waszym cudeńkiem :)

  • Magda Em
    05 . 08 . 2015

    6 dni temu po raz czwarty zostałam mamą. Niby wszystko wiem, w karmieniu piersią mam wprawę, a jednak znowu nawał i nawet teraz pisząc to siedzę z zimnymi okładami na piersiach, które przy swoich i tak sporych gabarytach urosły do rozmiarów monstrualnych. Kiedy młodszy syn był mały, karmiłam go do 30 miesiąca, bardzo często zdarzało mi się karmić go piersią w miejscach publicznych. Problemu nie widziałam, niby dlaczego mam się chować po kątach lub ubikacjach, chcąc nakarmić dziecko? A czy ja jak jestem głodna chodzę do toalety zjeść kanapkę? Jeśli ktoś ma ochotę podziwiać mój dorodny biust (obecnie 80G), nie ma sprawy. NIe robię nic zdrożnego, chore są gołe cycki na reklamach i wydekoltowane niunie, ale w tym nikt nic złego nie widzi.
    Laktator rzecz niezbędna jak się przekonałam wielokrotnie. Pomaga w takich piersiastych sytuacjach, ale to doskonały sposób aby nie odmawiając maluchowi swojego dobroczynnie działającego pokarmu, na jakiś czas prysnąć z domu. Tak dla zdrowotności, swojej psychicznej, jak i innych domowników iść chociaż po bułki lub mleko do spożywczaka rano. Bez wyrzutów sumienia, można zostawić malucha pod opieką taty. Bez stresu o zagłodzenie małego ssaka.

  • Daria
    05 . 08 . 2015

    Jestem mamą trzymiesięcznej Alicji.
    Córeczka jest śliczna i ma duży apetyt.
    Bardzo chciałabym karmić tylko piersią, ale niestety nie wystarcza pokarmu na cały dzień…
    A zaczęło się to od momentu kiedy teście kazali mi zacząć karmić dziecko mlekiem modyfikowany! Przygotowywali sami mleko mm i dawali je mężowi, aby podał pokarm dziecku. Uważali, że moje mleko jest małowartościowe i dziecko się nie najada! Oczywiście robili to wszystko nie pytając mnie o zdanie. Zaczęło się to już na dobre, kiedy od 3 tygodnia pojawiły się kolki.
    Wyzywali: „Co znowu zjadłaś?!!!”
    Oskarżali mnie, że jem jakieś świństwa.
    Nawet przyszedł dzień, że podawali mi jedzenie przez siebie tylko zrobione i siedzieli że mną przez cały dzień, żeby mieć pewność, że nic innego nie zjem…
    Nie wytrzymałam tego rzecz jasna!
    Zaczęłam się na wszystkich wydzierać, płakać, a dziecko razem ze mną – Biedactwo.
    Odbiło się to na nas. Teraz po uspokojenie się i odseparowaniu teściów walczę z poruszeniem bardziej laktacji. Nie chcę podawać dziecku mleka w proszku. Tym bardziej, że po jednej takiej butelce mm dziecko płacze po przystąpieniu do piersi, gdyż tu musi się więcej już napracować.
    Mam laktator ręczny innej firmy, jednak on nie daje rady…
    Może jakaś złota rada?
    Pozdrawiam

  • diana
    05 . 08 . 2015

    Laktator…hym właśnie dziś zakupiliśmy na „szybko”
    Nasza historia nie jest ani śmieszna, ani niezwykła, ani też nie jest jakąś ogromną tragedyją..
    Nasz Synu Janek urodził się sporo przed czasem-w 33 tygodniu, cesarskim cięciem… poprostu przestał przybierać na masie. Na „zewnątrz” ma lepsze warunki do wzrostu.
    Jest Naszym Odziubinkiem kochanym. Niestety nie ma jeszcze silnego odruchu ssania więc je moje mleko podawane z butelki. Do puki byliśmy razem w szpitalu korzystałam z tamtejszego laktatora..a od dziś musze mieć swój-narazie pierwszy lepszy który można było nabyć po 20.
    Jednakże na karmienie cycem czekam ogromnie ;)

  • Diana
    05 . 08 . 2015

    Laktator…hym właśnie dziś zakupiliśmy na „szybko”
    Nasza historia nie jest ani śmieszna, ani niezwykła, ani też nie jest jakąś ogromną tragedyją..
    Nasz Synu Janek urodził się sporo przed czasem-w 33 tygodniu, cesarskim cięciem… poprostu przestał przybierać na masie. Na „zewnątrz” ma lepsze warunki do wzrostu.
    Jest Naszym Odziubinkiem kochanym. Niestety nie ma jeszcze silnego odruchu ssania więc je moje mleko podawane z butelki. Do puki byliśmy razem w szpitalu korzystałam z tamtejszego laktatora..a od wczoraj (będę dowozić pokarm) muszę mieć swój -na razie pierwszy lepszy który można było nabyć po 20.
    Jednakże na karmienie cycem czekam ogromnie

  • Monika
    05 . 08 . 2015

    Kiedy byłam w ciąży, myślałam że karmienie piersią jest takie proste i przyjemne. Bo tak mi powiedziano w szkole rodzenia, tak mówili w telewizji, tak czytałam w internecie. Przekonana, że to takie „fajne” przejmowałam się porodem :). Na dzień dzisiejszy stwierdzam, że mój poród ( bez znieczulenia, urodziłam 30marca tego roku córeczkę 60cm i 4690 g) był lżejszy niż 2 miesiące karmienia poranionymi brodawkami. Katorga zaczęła się już na połogu w szpitalu. Moja duża dziewczynka była głodna, więc przekonana że cycuszką karmi się łatwo, wzięłam i przystawiłam do cycka. Nie wiedziałam, że tego nie umiem robić :). Myślałam, że dajesz cycusia, a dziewczynka łapnie raz dwa, wypije mleczko i będzie zadowolona :). A tu takie zdziwko. Ona nie umie ssać, ja nie umiem podać, nic z cycek nie leci a dziecko wyje :). Więc poszłam na dyżurkę po mleko, dali mi 10 ml i stwierdzili że tyle MUSI jej wystarczyć. A moje duże dziecko (zależność duże dziecko=dużo je, bo ma większe potrzeby jest prawidłowa) domagało się więcej. Odwiedziłam kolejny raz dyżurkę i usłyszałam tylko: „Nie dostanie Pani mleka, Wy tylko te dzieci przekarmiacie a później my musimy się z nimi męczyć, bo dostają kolek”. Wróciłam na salę i tak wśród 3 kobiet zmęczonych po porodzie i trójce śpiących noworodków moja Wiktoria darła się godzinę, aż w końcu przyszła położna i ją zabrała. Ja bezsilna ryczałam kolejną godzinę, że jestem złą matką, bo nie umiem nakarmić swojego dziecka. Następnego dnia po porodzie stwierdzili, że mam płaskie brodawki i że nie będę mogła karmić. Zdołowana i zapłakana wysłałam męża, żeby kupił mleko modyfikowane. Nie zaopatrzyłam się w owe, bo miałam zamiar karmić tylko piersią. Wróciłyśmy do domu, ja obolała i zdołowana zaczynałam swoją walkę. Myślę, no jak to ja nie mogę karmić?!. Toż jestem kobietą jak każda inna, mam cycki więc muszę karmić. Czy w czasach kamienia łupanego jak kobiety rodziły było coś jak płaskie brodawki? Wątpię. Wysłałam więc męża po kapturki silikonowe. Kupił dwie pary różnych firm. Nakładałam i przystawiałam dziecko. Umiała tak zassać sutki, że wyglądały jak wentyle od STARa (to stwierdzenie mojego męża ;)). Ale zanim zaczęłam zakładać kapturki starałam się dawać same piersi córeczce, że mi tak poraniła brodawki, że jak jej podawałam to wiłam się jakbym została porażona… Na samo wspomnienie przechodzą mi dreszcze. Nawet późniejsze zastosowanie kapturków nie niwelowało tego bólu. I tak z poranionymi brodawkami karmiłam 1,5miesiąca (po 3tygodniach zrezygnowałam z kapturków). Mówili, że sutki się zagoją i będzie super. A u mnie nic. Ciągle większe rany, ból straszny, dziecko nienajedzone, nawał, zapalenie piersi, odciąganie mleka. Wybrałam się do poradni laktacyjnej. Doradczyni laktacyjna jest moim bogiem jeśli chodzi o karmienie piersią. Pokazała na czym to polega. I skończyło się dokarmianie mlekiem modyfikowanym, dziewczynka się najadała cycusią, mamusia miała lepszy humor, mąż był w siódmym niebie. Brodawki zagoiły się po miesiącu i tak karmię samą piersią. Od 1,5miesiąca karmię córeczkę bez bólu (nazwę to bez bólu, bo w drugim miesiącu życia córeczki wyszły jej 2 ząbki i zaczęła mnie trochę podgryzać ;)). I teraz mogę stwierdzić że karmienie piersią jest przyjemne. Jest czymś cudownym, zawsze patrzę jak córcia leży przy cycusiu i je, a ja jestem taka dumna że mogę je wykarmić. Córeczka ma ponad 4miesiące i waży 9300g :). Mleczko z cycusia jest dla niej wystarczające. Jak sobie przypomnę moją walkę i męczarnie, milion wylanych łez, to stwierdzam że było warto. Teraz jestem bardzo doświadczona jako kobieta karmiąca i sieje swoją naukę koleżankom, które teraz są w ciąży :). Jeśli kobieta jest zdrowa i nie ma żadnych przeciwwskazań to stwierdzenie : „Nie mogę karmić piersią, bo płaskie sutki, brak mleka, itp.” jest zupełnie jedną wielką ściemą :). Więc należy walczyć i się nie poddawać :). Jestem tak dumna z karmienie, że nie czaje się karmić w różnych miejscach. Wyjmuje cycucha zawsze wtedy gdy dzidziuś jest głodny. Czy to park czy to samochód czy to galeria :). Ludzie się patrzą, ale nie wiem czy bardziej na mojego cycka czy na to że karmię :). Powiem że znajomi którzy nie mają dzieci i nas odwiedzają czują krępacje (mam na myśli bardziej kolegów męża). Ja nie czuję żadnych krępacji, bo mi to teraz takie naturalne :). Jak to mój mąż mówi, że nie traktujemy moich piersi jako obiekt seksualny, tylko maszynę do karmienia :). Pozdrawiam serdecznie :).

  • Asia
    05 . 08 . 2015

    Niestety odkąd urodził się mój Synek nie karmię go bezpośrednio z piersi tylko już 11 miesiąc odciągam mleko laktatorem i podajemy mu z butelki. W 3 miesiącu dopadł mnie kryzys laktacyjny, przerażona wizją końca karmienia własnym mlekiem (przekonana o jego cudownych właściwościach), z desperacji chciałam przystawić dziecko do piersi, powiedziałam „O ty Trolku mały,żebyś ty moim cycem gardził”, podciągnęłam bluzkę w górę, wziełam go w ramiona i przystawiwszy go do piersi usłyszałam salwę śmiechu (2,5 miesięczny niemowlaczek). Od razu zawołałam męża z obawy (profilaktycznie),że Dziecko mi się dusi, bo może się zachłysnęło czy coś (sraksa ze mnie okropna i zawsze się dopatruję najgorszego) po czym doktor położna w jednym-Pan Mąż postawił diagnozę,że to śmiech i tak już wspólnie we trójkę mieliśmy niezły ubaw. Laktacja na szczęście po dwóch dniach wróciła do zadowalającego poziomu, po wzmożonej walce laktatorem trwa do dzisiaj:) Potem już nie przystawiałam mojego szkraba,żeby go nie stresować odmiaenną sytuacją, wiedząc,że i tak nic z tego nie będzie, potem także ze strachu o sutki, ponieważ ząbki pojawiły się dość szybko (nie miałabym już z czego odciągać;))Marzę,żeby karmić (już teraz dokarmiać, bo synek już jje też inne rzeczy) własnym mlekiem CONAJMNIEJ rok, a jak będzie mi dane to i dłużej. A więc laktator jest moim największym sprzymierzeńcem w karmieniu mojego synka, niezbędnym sprzętem, który towarzyszy mi codziennie, umożliwiając spełnienie mojego marzenia o karmieniu, bądź co bądź piersią. Mam niestety laktator ręczny, nie było mi dane wypróbowania elektrycznego i również niestety innej firmy, ponieważ nie myślałam,że tak się potoczy moje karmienie piersią a po urodzeniu Syneczka zawsze były inne ważniejsze wydatki. Niezmiernie byłoby miło przetestować laktator elektryczny Lovi:) Kto wie,może uda mi się karmić do drugiego roku życia Dziecka, może dłużej;)Pozdrawiam serdecznie

  • mamusiaszymusia
    05 . 08 . 2015

    Było to dość niedawno. Bylismy we trojke z naszym 8 miesiecznym synusiem na wakacjach na jednej z greckich wysp. Pewnego pieknego dnia wybralismy sie na calodniowa wycieczke z tamtejszym biurem podrozy. Wycieczka byla autokarowo-statkowa. Wiedzialam ze moze byc ciezko z naszym malym szkrabem, ale zaryzykowalismy i pojechalismy. Po godzinie jazdy autokarem przewodnik zrobil nam przerwe na postoj. Moj maz jak oparzony wybiegl zalatwic swoje potrzeby a ja pomyslalam sobie ze w tym czasie na spokojnie nakarmie mojego malego glodomora. W autokarze zostalam tylko ja, moj glodomor i kierowca Grek. Mialam wowczas na sobie letnia sukienke na ramiaczka, ktore mozna bylo szybko zdajc i zalozyc. Maly tak glosno i rozpaczliwie dopominal sie cycusia ze doslownie w biegu zdjemowalam ramiaczka od sukienki, lekko zaslaniajac piers. W koncu nastala cisza, synus sie uspokoil, rytmicznie ssac cycusia i wszystko bylo super- tak jak zaplanowalam. Nagle kierowca wstal z zza kierownicy i szedl prosto w moim kierunku trzymajac w reku telefon komorkowy na ktorym cos pisal. Kiedy zobaczyl mnie i mojego malego ssaka przestraszyl sie az podskoczyl do gory i krzyknal cos po grecku upuszczajac swoj telefon ktory roztrzaskal mu sie na czesci. Czulam tylko ze moje policzki robia sie tak czrwone i gorace ze wstydu ze niczy nie daloby rady ich ugasic. Musialam dokonczyc karmienie mimo jego takiej reakcji. Spojrzalam sie na niego z lekkim usmiechem i mina jakby nic sie nie stalo. On podniosl swoje telefon i tez lekko sie do mnie usmiechnal. Powiedzial ze u nich to rzadkosc ze kobiety karmia piersia w miejscach publicznych i stad jego taka rekacja. Ahh ci grecy! :-)

  • IgaKa
    05 . 08 . 2015

    Z synkiem walczymy o laktator dla mojej przyjaciółki ;-)

    „W grudniu, tuż po świętach, ale przed Sylwester jeszcze, na świat przyjdzie mały człowiek.
    Okres to jest prezentowy, więc laktator firmy Lovi, będzie świetnie się nadawał.
    Chcemy wręczyć go mamusi, by jej pomóc, tak na zapas!
    Sami wiemy, jak to ważne, żeby mleczko było ZAWSZE!
    Niezależnie, czy przy mamie, czy przy tacie, który dzielnie popilnuje, gdy mamusia robi pranie.
    Mama czasem sobie wyjdzie – do fryzjera, na zakupy, z koleżanką poplotkuje. Niech się też rozerwie czasem!
    I co ważne – już nie będą im tak straszne, opowieści starszych babek, o zastoju czy obrzęku.
    A maleństwa tata, już nie będzie musiał latać, tak po sklepach – dużych, małych- po kapusty liście, i tłuc głośno na okłady.
    A więc radę mamy taką – niech laktator trafi do nas, my już wiemy co z nim zrobić!!!”

    Doskonale wiemy, jak ważny jest laktator dla młodej mamy. ;-) Sama go używałam, niestety ręcznego – co czasem, szczególnie przy nocnym odciągną – powodowało „odlot odciągającej mamy” ;-).Nieraz mąż budził mnie na kanapie w pokoju, z laktatorem w ręku.

  • Justyna
    05 . 08 . 2015

    Do prawie 10 msca życia Kubuś tolerował tylko pierś, butelka to było zło ;) Sporo wychodziliśmy, więc często jadał poza domem: na ławce w parku, oczywiście w samochodzie na parkingu, a nawet raz był moim wybawicielem, gdy byliśmy na zakupach. Przymierzałam stanik od stroju kąpielowego i nagle mleko zaczęło lecieć. No to mama hyc Kubusia do piersi i mój mały bohater zjadł sobie w przymierzalni ;)

  • Anka
    05 . 08 . 2015

    Choć karmienie okazało się najboleśniejszym wydarzeniem w moim życiu (na szczęście tylko początkowo), to nie żałuję, że podjęłam taką a nie inną decyzję i się nie poddałam. Mimo trudów jakie niosły początki mojej przygody z laktacją, nie będę jej wspominała jakoś nad wyraz źle, a wręcz nasuwają mi się zabawne sytuacje towarzyszące temu okresowi. Począwszy od ciekawych spojrzeń ludzi zaglądających przez szyby na tylną kanapę auta gdzie karmiłam (po co ? tego nie wie nikt :), poprzez miłe słowa ludzi, którzy widząc owo zajście na ławce w parku, plaży etc. nie byli złośliwi czy oburzeni, a gratulowali wyboru i życzyli córeczce zdrowia (a nie powiem pyskata jestem i za każdym razem kiedy się ktoś zbliżał byłam gotowa na ostrą awanturę [dodam także, że zawsze karmię gdzieś na uboczu, żeby dzidzia miała spokój i zakryta pieluszką czy bluzą, aby nikomu nie wadzić]). Jednak z całej przygody z karmieniem piersią najbardziej wspominać będę nasz pierwszy wspólny urlop., na który pojechaliśmy do Krakowa i jego okolic. Przed zwiedzaniem obozu w Oświęcimiu postanowiłam nakarmić córeczkę, bo w końcu czekało nas 2 godzinne zwiedzanie. Jak wiadomo ludzi było tam pełno. Turyści z niemalże każdego zakątka globu. Mąż poszedł do toalety, a ja z wózeczkiem poszłam na najdalej oddaloną od ludzi ławeczkę. Zasłonięta wózkiem i kurtką rozpoczęłam biesiadę (a raczej mała ją rozpoczęła :). Nie minęły 2 minuty, a w moim kierunku zaczęli zbliżać się pierwsi ludzie. Pomyślałam, że może chcą mi powiedzieć, że tak nie wypada czy coś w tym stylu, a okazało się, że chcieli zapytać czy wszystko ze mną w porządku. W kilka minut po pierwszych ludziach podeszli następni, później jeszcze następni. Kiedy mąż wrócił był zdziwiony dlaczego ku mnie chodzą takie pielgrzymki, a później sam informował ludzi, że nic mi nie jest. Nasunęło mi się pytanie: czy matka karmiąca wygląda na tak zmęczoną i strudzoną życiem czy też może ludzie mają w sobie w takich miejscach więcej empatii? Tego dylematu niestety nie rozgryzłam jeszcze, ale wraz z mężem uśmialiśmy się z tej sytuacji. Mam nadzieję, że inne mamy też trafią na tyle życzliwości podczas swojej „drogi mlecznej” :D.

  • Gabi
    05 . 08 . 2015

    Kiedy urodził się mój starszy syn na początku krępowałam się karmić publicznie, ale kiedy w jednej restauracji zaproponowano mi toaletę do nakarmienia dziecka byłam tak oburzona, że wyciągnęłam bez krępacji cyca i nakarmiłam dziecko. Od tamtej pory zarówno synka (a karmiłam 13 miesięcy), a teraz córeczkę karmię wszędzie tam, gdzie akurat zgłodnieją. Jedynie miny niektórych „oburzonych” są czasami tak zabawne, że powinnam im robić zdjęcie.
    Zabawna sytuacja spotkała mnie również kilka dni po porodzie pierworodnego, kiedy niczego nieświadoma i niedouczona paradowałam po centrum miasta. Dumna pchałam wózek, mając w najbardziej rzucającym się w oczy miejscu dwie przemoknięte plamy. Dopiero w domu zorientowałam się, co jest grane, a głupia myślałam, że ludzie patrzą tak bo zazdroszczą małego oseska w wózku ;)

  • Marzena
    05 . 08 . 2015

    Miesiąc temu urodziłam 4 dziecko wydawać by się mogło że jest doświadczenie nie będzie problemu. a jednak po porodzie dostałam taki krwotok ze ledwo uszłam z życiem mała dostawała w szpitalu butelkę :-( Po 3 dniach zaczęłam walczyć o karmienie piersią mimo bólu brodawek i krzyku mojej córki bo nie chciała ssać. Do dziś dnia walczę o zwiększenie laktacji bo wciąż mała nieraz krzyczy przy piersi. dlatego laktator lovi mógłby nam bardzo pomóc

  • Beata Sulka
    05 . 08 . 2015

    Laktator jest niezbędny do życia, ponieważ karmię mojego syna piersią już 28 miesięcy ( za niedługo będzie 29 ). Mój synek ma alergię i dzięki karmieniu naturalnemu nie musi przyjmować teraz leków, nie ma astmy, która mogła już się pojawić. Karmienie naturalne daje nam wiele radości, a synek uwielbia moje mleko. Mały zawsze po karmieniu mówi ” mmm pychące „.
    Karmiąc piersią przeszłam też kilka dużych kryzysów laktacyjnych i właśnie wtedy uratowała mnie malutka buteleczka Lovi Aktywne Ssanie i laktator ręczny. Moje piersi zaczęły protestować i synek się nie najadał, ja byłam bezsilna, ale postanowiłam się nie poddawać. Pobudzałam moją laktację, a synka dokarmiałam mieszanką. Po kilku dniach ilość mleka wracała do normy i synek znowu mógł być karmiony tylko piersią.
    Laktator uratował mnie również, gdy trafiłam do szpitala. Mój synek miał wtedy pół roczku, a ja przechodziłam zabieg i nie mogłam karmić dwa tygodnie. Odciągałam pokarm i wylewałam go, a synek, który został w domu był karmiony przez tatę i starszą córkę mieszanką.
    Przy moim pierwszym maleństwie – córeczka niestety nie dane było mi karmić piersią. Mała urodziła się sporo przed terminem. W piersiach nie miałam pokarmu, mała nie potrafiła ssać, więc nie pobudzała mojej laktacji. Gdy położne nauczyły ją prawidłowego ssania na pierś było już chyba za późno. Wszystko działo się 19 lat temu, całkowicie inne czasy, ludzie nie byli informowani na temat karmienia piersią, nie było dostępu do odpowiedniego sprzętu itp. Ja w szpitalu nie miałam nawet laktatora, więc nie mogłam odciągać gdy mała nie ssała. Po kilku dniach zaczęła ssać, wyszliśmy do domu, ja nie wiedziałam, ze moje piersi są puste i głodzę własne dziecko. Mała była karmiona ” powietrzem ” prawie tydzień. Nie robiła w tym czasie kup, spadała na wadze, dużo spała, a po przebudzeniu tylko płakała. Był u nas nawet lekarz, ale nie wiedział co się dzieje. Moja mama wpadła na pomysł z laktatorem. Kupiła mi w aptece zwykły szklany laktator z tłokiem ( wtedy tylko takie laktatory były dostępne ) i ja próbowałam coś ściągnąć, ale moje próby były bezskuteczne. Wtedy zrozumiałam, że muszę jak najszybciej podać dziecku mm.
    Dzięki temu, że teraz żyjemy w innych czasach, mamy dostęp do świetnych laktatorów Lovi itp. mogę karmić mojego syna. Chcę to robić jak najdłużej i nigdy więcej nie chcę popełnić takiego błędu jak przy córeczce.

  • Iza
    05 . 08 . 2015

    Jestem mamą, karmię piersią, żeby zdrowy był nasz Michaś,
    To mnie czyni wciąż najlepszą, bo w tym mleku drzemie siła.
    Jestem mocna i wytrwała, chociaż trudno jest czasami,
    To odporność jest wspaniała, którą Michał nas powali.

  • Natalia
    05 . 08 . 2015

    Jestem mamą 24 dniowego maluszka, a więc jestem na początku swojej drogi karmienia piersią. Będąc w ciąży bardzo chciałam karmić piersią, wszyscy mówili, że to łatwe i przyjemne. Niestety, ale życie weryfikuje wszystko i jak doszło do karmienia piersią mojego maluszka okazało się, że wcale to takie proste i łatwe nie jest. Mojego maluszka urodziłam w niedziele w nocy przez cc, z uwagi na brak postępu porodu w drugiej fazie porodu. Maluszka do piersi pierwszy raz przystawiłam dopiero w poniedziałek rano jak już troszkę doszłam do siebie. W niedzielę położne karmiły go mlekiem modyfikowanym, ja od poniedziałku chciałam już karmić tylko piersią, ale niestety nie miałam jeszcze pokarmu, więc przystawiałam go do obu piersi, a później tak dostawał butlę i tak było do końca pobytu w szpitalu. Jak wróciliśmy do domu postanowiłam, że będę karmi już tylko piersią. Zaraz po powrocie do domu moje piersi strasznie stwardniały, zaczęli mnie straszy zapaleniem piersi, więc zaczęły się okłady z kapusty. Na szczęście do zapalenia nie doszło, a już w niedzielę przy karmieniu mój maluszek zrobił się nerwowy, a moje piersi miękkie i nie chciało nic z nich lecieć, ja znowu przerażona tym razem, że moje karmienie piersią jeszcze się nie rozkręciło, a już dobiega końca. Zaczęłam dużo pić (wypiłam raz duszkiem prawie 1,5 litra wody), do tego herbatki laktacyjne, koleżanka i położna doradziły mi żebym piła jeszcze karmi i kupiła sobie femaltiker. Zaczęłam używać też laktatora pewnej firmy, na internecie wyczytałam, żeby stosować metodę 7-5-3 (wydaje mi się, że mój laktator niestety ale nie jest zbyt dobry, ponieważ czuję teraz, że mam już trochę pokarmu a po pół godzinie odciągam max. 20-30 ml pokarmu.). Moja walka o laktację już trochę trwa, są dni że wydaje mi się, że już jest ok, ale za chwilę znowu czuję, że tego pokarmu wcale zbyt dużo nie ma, do tego martwi mnie ilość odciąganego pokarmu. Bardzo bym chciała jak najdłużej karmić mojego maluszka piersią, mam nadzieję że walka się opłaci i z dnia na dzień będzie już lepiej i nadejdzie w końcu taki dzień, że odciągnę laktatorem większą ilość mleka i że bez stresu będę mogła iść na dłuższy spacer z moim synkiem albo zostawić go mężowi i pójść sobie na miasto bez patrzenia na zegarek, że za dwie godziny muszę być w domu, żeby nakarmić moje maleństwo.

  • Piotr | artTATA
    05 . 08 . 2015

    Jak czytam o ludziach, którzy robią skrzywione miny na widok matki karmiącej, to – wierzcie mi – nóż mi się w kieszeni otwiera!

    A już tym bardziej gdy jest to kobieta! Ludzie oczekują tolerancji dla najróżniejszych i najdziwniejszych ulicznych wybryków, a nie potrafią zrozumieć pełnej miłości relacji między matką i dzieckiem. Wstyd mi za te osoby!

  • Jolucha
    05 . 08 . 2015

    Mój Maluszek urodził się jako wcześniak, nie potrafił ssać ;-( Musiałam mieć cesarkę i pokarmu też nie miałam za dużo ;-( Naszczęście w szpitalu były laktatory i moglam pobudzic swoją laktację. Udało się. Anteczek był karmiony sondą, ale najważniejsze że moim mlekiem. Zdrowym jak widać, bo szybko przybierał na wadze i wyszliśmy do domu. Okazało się jednak, że jest strasznym alergikiem i wiele rzeczy go uczula ;-( Jestem na diecie eliminacyjnej: bez mleka krowiego, bez jajej, bezglutenowa, niskohistaminowa. dodatkowo dochodzi wiele innych peoduktów, które musialam wykluczyć z diety tzw. silnych alergenów. Cały czas chudnę, pomimo, że staram jak najbardziej zastąpić zakazane produkty tym czym mogę jeść. Chcę karmic synka jak najdlużej bo wiem, że tego potrzebuje. Wiem, że im dłużej będę karmila piersią to są wieksze szanse na to, że alergie pokarmowe osłabną i będzie normalnie funkcjonował. Potrzebuje laktatora, aby pobudzać laktację. Obawiam się, że przyjdzie taki dzień, że mleczka bedzie za malo lub wcale ;-( Wiem jakie cuda laktator szpitalny zdziałał na poczatku, dlatego jestem pewna, że pomoże nam i tym razem. Liczymy na pomoc. Jola i Antoś

  • Bernadetta
    06 . 08 . 2015

    Moja historia nie jest niezwykła bo nic mi się nie wydarzyło niezwykłego podczad karmienia piersią… Ale.. moja córeczka ma już 13 m-cy i ani nie myśli o innych posiłkach poza moim mlekiem. Gdy byłam w ciąży chodziłam na szkołę rodzenia, w której ciągle powtarzano „do skończenia szóstego miesiąca życia tylko pierś” to też tak zrobiłam. po szóstym miesiacu „zaczęłam” wprowadzać deserki, kaszki itp. ale moja corcia nawet buzi nie chciała otworzyć. Czasem udało mi się jakimś cudem włożyć jej do buzi, ale ona wszystko wypluwala. Lekarz straszył mnie, że będzie mieć anemie. Teraz ma 13 miesięcy i dalej mam ten problem, z tym że już nie wypluwala tego co jej się włoży do buzi, ale zje najwyżej 3-4 lyzeczki i więcej buzi nie otworzy. Widać wie co najlepsze – mleko mamy :)

  • Agnieszka.K
    06 . 08 . 2015

    Przeczytajcie proszę, bo to dla Was tak się staram
    I najpiękniej jak mogę wyrazy scalam
    Bo nagrody by się przydały
    Bo na nie czekam drugim skarbem małym

    Moja przygoda z karmieniem jakiś czas temu się zaczęła
    I cieszę się że dokonałam tego wspaniałego dzieła
    Karmienie to walka którą wygrałam
    Bo nie od razu w piersiach pokarm miałam
    Płakałam bo inne mamy mogły karmić swoje dzieci
    A z moich piersi pokarm nie leci
    Mocno wierzyłam i cierpliwie czekałam
    I po trzech dniach po porodzie pokarm ujrzałam
    Trudno opisać jak coś się pragnie a to się zdarzy
    Łzy szczęścia popłynęły mi na twarzy
    Wielka ulga i odetchnienie
    Że spełniło się moje marzenie

    Niestety moja radość długo nie trwała
    Bo dziecko odpychało się od mojego ciała
    Synek płakał jak go do piersi przystawiałam
    Nie chciał ssać i ja przez to też płakałam
    To było dla mnie smutne, bo tyle na to czekałam
    I takie rozczarowanie spotkałam
    nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo
    ale warto powalczyć by dziecko rosło zdrowo
    kosztowało mnie to wiele, ale się nie poddałam
    i przy każdym karmieniu dziecko przestawiałam
    krzyk, płacz, odciąganie mleka,
    z każdym dniem wiara ucieka
    Zaczęłam wątpić w moje karmienie
    synek ciągle płakał, uciekało me marzenia
    Moja walka długo trwała
    Po dwóch tygodniach ją wygrałam :-)
    Walka była uciążliwa,
    ale wygrałam i byłam szczęśliwa
    To jest wielkie przeżycie
    bo czujesz się jak na najwyższym szczycie.

    Dwa lata karmiłam mojego synka
    Zawsze szczęśliwa było ma minka
    Trudno mi było z tego zrezygnować
    Tak to lubiłam, ze chciałam to zachować
    A rozstałam się z karmieniem tylko dlatego,
    Że teraz na rękach mam synka drugiego :-)

  • Nefertari
    06 . 08 . 2015

    Historii bezpośrednio związanych z karmieniem piersią w miejscach publicznych nie mam (pamiętam jeden taki raz – na spacerze, na ławce w parku, ale nikogo specjalnie tym widokiem nie raziłam; jeśli ktoś patrzył, rzucał tylko okiem i potem spokojnie szedł dalej, bez rewelacji :P), ale z odciąganiem mleka i owszem… Też miałam podobnie na początku – cyce nabrzmiałe, twarde, tak twarde, że Młodzian nie potrafił ich uchwycić i ssać, miałam okropny problem, bo doszedł ból i stan podgorączkowy… Na pomoc pospieszyła położna środowiskowa, która odwiedziła nas w domu i pomogła odciągnąć pokarm – ręcznie, masażem piersi. To było okropne… Niby ulga, kiedy już mleko popłynęło, ale sam masaż bolał… Od razu po jej wyjściu obdzwoniliśmy (zresztą według zaleceń położnej, by odpowiedni sprzęt nabyć) rodzinkę – okazało się, że kuzynka męża ma w domu laktator. Ręczny, bo ręczny, ale lepsze to niż nic! I tak zabrałam się dzielnie za odciąganie. Tja. Tyle że laktator nie chciał zassać cyca! Kombinowaliśmy z małżonkiem, raz ja pompowałam, raz on… W międzyczasie okłady na cyce, masaże i znów zabawa w „dojenie krowy”… Po rozmowie z kuzynką – która przyjechała pod wieczór, dręczona przez nas telefonami :P – okazało się, że źle zamontowaliśmy jedną maleńką część! Miała być wstawiona odwrotnie – w instrukcji nie zaznaczyli tego miejsca dokładnie i stąd cały ambaras… Pompa zaczęła pracę, a ja myślałam, że uniosę się pod niebiosa na widok mleczka spływającego wartkim nurtem do butelki! Ekstaza normalnie! :P (Macierzyństwo jest niesamowite – można się cieszyć z takich „pierdół” niemal tak, jakby dostało się parę butów od Louboutina!)
    Po miesiącu od urodzenia synka wracałam na uczelnię (robiłam ostatni rok – magistra – szkoda było brać dziekankę, bo co to dwa dni w tygodniu? I to nie całe?), laktator brałam więc do torby z zapasem butelek i dawaj. Niestety, odciąganie miało miejsce w warunkach niesprzyjających – w toalecie (bo tylko tam mogłam się zamknąć i mieć jakąś odrobinę prywatności i intymności). Ciasno, nieestetycznie (sufit pokrywały brązowe wilgotne plamy, w niektórych miejscach ozdobione porowatą fakturą :/), czasami smrodliwie… Ale mleko produkowałam. Najśmieszniejsze było, kiedy spóźniona biegłam na zajęcia ze świeżym, ciepłym mleczkiem pod pachą :P
    Cóż. Mechaniczny sprzęt nie był jednak do końca dobry. Swoje zadanie spełniał, ale konieczność pompowania ręcznego sprawiała, że nieomal nabawiłam się syndromu „łokcia penisisty” :P Czasem zwyczajnie prosiłam męża o pomoc, bo mi ręce więdły. Niby dawał się w końcu namówić na pomoc, ale wspólne zgranie się (odpowiedni rytm i częstotliwość) było kolejnym problemem… Także z jednego problemu w drugi. Ekhm, i właśnie w tej chwili laktator od Lovi przemawia do mnie niemal erotycznym, w każdym razie wywołującym dreszcze podniecenia szeptem: „Będzie fajnie… Weź mnie do ręki, pobaw się ze mną, nie pożałujesz…” :P (A że spodziewam się drugiego potomka, taka rzecz byłaby idealnym prezentem na moje wciąż planowane baby shower! ;D)
    Mailem przesłałam Ci jeszcze moje zdjęcie w trakcie odciągania mleka – ekstaza na twarzy musiała być! xP
    (Posłałam też jeszcze jedno zdjęcie – z karmienia Młodego – jedna z moich ulubionych pozycji: synek popija z cyca, a matka czyta macierzyńskie felietony Sylwii Chutnik. Hell yeah! ;P)

    PS. Piękne zdjęcia!

  • Karolina89
    06 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem, tak na prawde jeszcze się nie zaczeła (czekamy do grudnia :) ) , ale jestem właśnie na etapie „matki-pozytywnej-waritki”, która tak jak Ty kiedyś MA (po tym tekście chyba MIAŁA) PLAN. Czytając pierwsze zdania Twojego postu myslałam sobie – o tak jak ja! Akapit dotyczący zderzenia z realiami mnie zszokował. Moja wizja „różowego”karmienia właśnie legła w gruzach! Chyba muszę się inaczej przygotować do tego….Dzięki za uświadomienie!

    PS : Ale serrio: pot? (!) , krew ?(!) i łzy?(!).? Ehh DAM RADĘ…mimo wszystko…WYZWANIE przyjęte…. Maleństwu nie odmówię!!! :)

  • Daria
    06 . 08 . 2015

    Moja córeczka ma już trzy miesiące. Miałam to szczęście, że urodziłam ją na początku maja, dlatego od razu mogłam z nią wychodzić na spacerki. Nasze podróże nie były długie. Trwały kilka minut, gdyż bałam się, że maleństwo się rozpłacze i będzie chciało się napić mleka. Gdybym mieszkała w mieście nie byłoby problemu, ale mieszkam na osiedlu, gdzie ciężko o jakąś ławkę czy miejsce, gdzie mogłabym usiąść i nakarmić Igę bez problemu. Z czasem przestałam się bać i pozwalałam sobie na coraz dłuższe spacery. Pewnego dnia straciłam poczucie czasu. Córcia się obudziła i dała mi do zrozumienia, że jest głodna. Szybko się rozejrzałam gdzie mogłabym ją nakarmić, ale ławki były tylko na placu zabaw. Niewiele myśląc usiadłam na ławce i zaczęłam karmić dziecko. Po kilku minutach usłyszałam rozmowę starszej pani i jej wnuczka:
    – Babciu, a co ta pani robi?
    – Daje swojej córeczce mleczko.
    – Ale przecież ona nie ma buteleczki!
    – Bo ta pani ma takie magiczne mleczko, które leci stąd, z piersi – tutaj kobieta pokazała swoją pierś.
    – Babciu, a dasz mi też takie mleczko? Chcę spróbować!
    – Niestety, ja nie mam mleczka.
    – A dlaczego nie?
    – Bo mają je tylko superbohaterki, a ja jestem już troszkę za stara.
    – Ta pani jest superbohaterką?!
    Malec bez chwili namysłu podbiegł do mnie, poprosił o magiczne mleczko i o pokaz moich super mocy.
    Tego dnia nie zapomnę, a z tą babcią i jej wnuczkiem spotykam się dość często na spacerach :)

  • Aneta Szyszka
    06 . 08 . 2015

    Miałam taką zabawną sytuację podczas karmienia mojej młodszej córeczki. Wszyscy mówimy do niej „Pączuś”, bo urodziła się dość duża 4300g (poród naturalny :D ) i taki kochany z niej jest pączuszek od urodzenia. Cała sytuacja miała miejsce, gdy „Pączuś” miał 2 miesiące. Usiadłam z nią na fotelu i wyciągam sprzęt do karmienia, a w tym czasie podbiega do nas moja starsza córcia miała wtedy 20 miesięcy i kładzie rączkę na główce córeczki i delikatnie przykłada ją do mojej piersi i mówi do niej: „Jedz Pączusiu, jedz mleczko od mamusi”. Byłam w szoku. No ale karmimy się karmimy i dość szybko skończyłyśmy. Widząc to moja córka podchodzi do nas, nachyla się nad swoją siostrzyczką i mówi do niej: „Już się najadłaś Pączusiu? Bo będziesz miała pusty brzusio!” Córka mnie po prostu rozjechała, mając 20 miesięcy i mieć takie mądre teksty, a do tego od małego dba o swoją siostrzyczkę, żeby jej było dobrze :)

  • Ewa
    06 . 08 . 2015

    390 dni i ok 350l ściągniętego mleka– tak w przybliżeniu wyglądała moja przygoda z KPI Pierworodnego, którą zakończyłam w styczniu. Za miesiąc znów zostanę mamą i już teraz martwię się, jak to będzie z karmieniem piersią. W przypadku syna powody, dla których musiałam zacząć ściągać pokarm leżały zarówno po jego stronie, jak i po mojej. Jak będzie w przypadku córeczki dopiero się okaże. Czy mam szanse karmić naturalnie – być może, choć nie udało się to mimo wsparcia wielu doświadczonych osób. Jedno jest pewne – jeśli znów wystąpią problemy nie zawaham się chwycić za laktator i spędzić przy nim długich godzin – bo wiem, jak pokarm matki jest ważny i cenny dla dziecka. Niestety na ściąganie moim zasłużonym elektrykiem nie mogę się nastawiać – producent chyba nie przewidział tak intensywnego użytkowania;). Dostanie laktatora LOVI Prolactis z pewnością zmniejszyłoby moje ciążowe obawy i rozwiązałoby sporo dylematów.

  • Maria
    06 . 08 . 2015

    Na początku pozdrawiam przyszle i obecne mamyUważam,że taki laktatot będzie dla mnie bardzo przydatny,gdyż po odciągnięciu mleka,będe mogła zaangażować również męża do takiego naturalnego karmienia.Jak wiadomo takie maleństwo potrzebuje w tych pierwszych miesiącach częściej jeść,gdy będe potrzebować coś załatwić równie dobrze babcia będzie mogła zaopiekować się wnuczką nakarmić wcześniej odciągniętym pokarmem przy użyciu laktatora.Także najważniejsze nie poddawać się i karmić naturalnie czy to piersią czy przy użyciu laktaora i butelki;)

  • Maria
    06 . 08 . 2015

    Na początku pozdrawiam przyszłe i obecne mamy.Uważam,że taki laktator będzie dla mnie bardzo przydatny,gdyż po odciągnięciu mleka,będę mogła zaangażować również męża do takiego naturalnego karmienia.Jak wiadomo takie maleństwo potrzebuje w tych pierwszych miesiącach częściej jeść,gdy będę musiała coś załatwić równie dobrze babcia będzie mogła zaopiekować się wnuczką nakarmić wcześniej odciągniętym pokarmem przy użyciu laktatora.Także najważniejsze nie poddawać się i karmić naturalnie czy to piersią czy przy użyciu laktatora i butelki

  • Justyna
    06 . 08 . 2015

    Jeszcze będąc w ciąży (wielce wyedukowana oczywiście w teorii), na pytanie mojej mamy, czy już kupiłam laktator, oburzyłam się, bo przecież będę karmić piersią i tylko piersią, więc laktator nie będzie mi potrzebny. Niestety życie szybko zweryfikowało moje wyidealizowane (w moim przypadku) wyobrażenie o karmieniu piersią. Oczywiście córcia ssała pierś i to bardzo, miała bardzo silny odruch ssania, tak bardzo, że moje sutki po kilku dniach były bardzo poranione. Ja zdeterminowana twierdziłam, że wszystko wytrzymam, zaciskałam zęby z bólu i karmiłam. W ruch poszły maści a jak to nie pomagało kupiłam silikonowe kapturki. Jedna pierś ładnie się wygoiła ale z drugą było coraz gorzej. Pękła mi brodawka i krwawiła przy każdym karmieniu. Z wielkimi obawami postanowiłam ściągać mleko z tej piersi i podawać małej butelką. Kupiłam najprostszy laktator ręczny w aptece, nie chciałam wydawać dużo kasy, bo twierdziłam, że to chwilowe. Tego samego dnia pożałowałam mojej decyzji bo ściąganie mleka tym laktatorem było udręką. Ale byłam twarda, co dwie godziny ćwiczyłam biceps i ściągałam mleko. Córci na szczęście było wszystko jedno pije z piersi czy z butelki i bez problemu wróciłam do karmienia tylko z piersi. Trwało to dwa tygodnie. Ja tylko mogłam spakowałam laktator głęboko do pudełka z nadzieją, że już nie będę musiała do niego wracać. Do czasu kiedy musiałam wyjechać na cały dzień. Myślałam, że bez problemu ściągnę mleczko i ze spokojnym sumieniem będę mogła zostawić córeczkę pod opieką babci. Okazało się, że laktator się zużył, uszczelki już tak nie trzymały i musiałam się nieźle nagimnastykować żeby ściągnąć chociaż trochę mleka. Niedługo wracam do pracy i teraz już wiem, że będę musiała ściągać mleko, bo chciałabym karmić jak najdłużej. Wiem też, że inwestycja w dobry laktator to mniej stresu i więcej czasu dla córeczki. Chwała tym, którzy takie genialne cudo wymyślili. Wiem, że zdeterminowane mamy mogą wiele znieść, ale jeśli można dlaczego nie skorzystać z rzeczy, które mogą ułatwić życie.

  • Monika
    06 . 08 . 2015

    Mój synek ma obecnie 5 lat a drugi w drodze :) Termin porodu mam na 24 września w dzień moich urodzin ale czy mi synek zrobi taki piękny prezent to się okaże :) Karmienie piersią pierwszego synka to temat rzeka :) Trafił mi się taki cycol że szok. Poza cycem świata nie widział, tak więc karmienie piersią w różnych miejscach nie było mi obce. Mimo iż ściągałam pokarm laktatorem i kupiłam butelki do karmienia chyba wszystkich możliwych firm to moje dziecię poza cycem nic innego do buzi nie chciało wziąć. Pamiętam jak się martwiłam jak ja z takim małym biustem wykarmię to moje dziecię, a potem okazało się, że mam tyle mleczka, że jak to położna powiedziała wykarmiła bym z dwójkę dzieci i tak karmiłam przez 14 miesięcy :)
    Karmiłam wszędzie gdzie tylko się dało, bo jak bym alarm to trzeba było szybko cyca ;) I tak też się stało gdy jechaliśmy nad morze. Pędzimy autostradą a tu nagły alarm i nic nie pomaga a najbliższy zjazd za parę kilometrów. I co tu robić? Wpadła matka na pomysł, że nakarmi cycem podczas jazdy. Na samą myśl o tej sytuacji chce mi się śmiać a bardziej o pozycji jaką musiałam przybrać żeby nakarmić mojego głodomorka oczywiście nie wyciągając go z fotelika i nie odpinając fotelika z pasów :)
    Także teraz przydałby mi się taki fajny sprzęt, bo poprzednie laktatory, które miałam a nie były one elektryczne nie spełniły moich oczekiwań.

  • Paulina
    06 . 08 . 2015

    Historia z karmieniem nie jest moja, byłam tylko uczestnikiem scenki, ale zdecydowałam się ją opowiedzieć. Szukając ubranek dla lokatora mojego brzuszka w jednej z polskich galerii handlowych zrobiło mi się słabo. Przysiadłam na pierwszej lepszej ławce przesuwając jakiegoś pana, który nie był tym zachwycony. Mąż co prawda kucnął obok mnie jakoś nienaturalnie, ale wtedy mało mnie interesowało, co się dzieje wokół mnie. Zwłaszcza, że wirowało. Kiedy doszłam do siebie zauważyłam, co też narobiłam. Przeszkodziłam 4 panom, o sporych gabarytach mięśniowych, ledwie mieszczącym się na 1 ławeczce, obserwować panią, która karmiła piersią [wszystko było zakryte pieluszką]. Nigdy nie zapomnę cichego ‚dziękuję’ owej pani, kiedy odchodziłam oraz wyrazu twarzy tych panów – jakby ich głowy nigdy nie zostały skalane myślą.

    Dlaczego potrzebuję laktatora? Jestem osobą ruchliwą, angażuję się we wszystko, co mogę, i nikt, absolutnie nikt nie może zrobić czegoś za mnie, bo świat by się skończył. Laktator pozwoli mi być mamą, a jednocześnie być sobą. Zwłaszcza, że pod opieką mam 50 chórzystów, których [pomimo, że cześć z nich jest ode mnie starsza] traktuję jak moje małe dzieciaczki, które beze mnie niechybnie zginą :)

  • Aleksandra M.
    06 . 08 . 2015

    Nigdy nie myślałam,że może mnie spotkać taka sytuacja i to w takim miejscu…Dzień zaczął się normalnie – zjedliśmy z synkiem śniadanko, pobawiliśmy się, obejrzeliśmy Klub Przyjaciół Myszki Mickey a w międzyczasie oczywiście było parę przerw na „cycusia”. Oooj tak – bez cycusia ani rusz :) Na dworze była piękna pogoda, zero wiatru ani chmur. Słoneczko też nie grzało za mocno. Pomyślałam,że wybierzemy się na spacer a przy okazji zrobimy małe zakupy niedaleko w supermarkecie. Synek, wtedy miał 14 miesięcy, był wniebowzięty! Uwielbia spacery w wózku kiedy to świat mu się zmienia a on podziwia widoki. Doszliśmy do sklepu, zaczęłam przechodzić między regałami i pakować artykuły spożywcze. Synuś zaczął trochę marudzić więc pomyślałam,że chce mu się pić. Wyjęłam niekapka ale niestety jego reakcja była jeszcze gorsza. Ok, pomyślałam,że pewnie jest już głodny więc wyciągnęłam w torby ryżowe wafelki. Wziął i na chwile się uspokoił. Doszliśmy do kasy gdzie zauważyła,że znowu się niecierpliwi. Na szczęście pani przy kasie szybko uporała się z nabijaniem i mogłam zapłacić. Kiedy odeszłam od kasy synuś nagle zaczął popłakiwać. Naprawdę nie wiedziałam o co może mu chodzić – pieluszka sucha, brzusio pełen a tu takie grymasy. Zatrzymałam się koło ławki, zablokowałam wózek i wyciągnęłam go już naprawdę głośno krzyczącego. Zaczął gestykulować intensywnie mówiąc „niu niu niu”! Myślę sobie „O co mu chodzi?” Po chwili, kiedy to już praktycznie cały supermarket skupił swój wzrok na nas, spytałam synka – „Kochanie co byś chciał, mama nie rozumie”. (W zasadzie nie spodziewałam się żadnej odpowiedzi a tym bardziej tak konkretnej :D )Na co mój syn pełen swojej gracji, uroku i wyczucia chwili wykrzyczał „Mama! Dydy daj!” Nie muszę już chyba nic więcej dodawać. Tak, tak…mój kolor twarzy zrobił się naprawdę rumiany ale skoro synek prosi to ma! Usiadłam na ławce, podciągnęłam bluzkę a mała pijawka przyssała się do swojego upragnionego „dyda”:) Kiedy skończył, wstał na nóżki cały zadowolony i rozpromieniony, gotów do dalszej wyprawy :)

  • Ania BR
    06 . 08 . 2015

    Ja Ja Ja! Dla mnie się na pewno takie cudeńko BARDZO ale to bardzo przyda :) Co prawda nie mam jeszcze żadnej zabawnej historyjki z karmieniem w roli głównej bo mój Jaś siedzi sobie jeszcze wygodnie w brzuszku. Mój maluch na pewno będzie szczęśliwy gdy jego mama będzie miała taki „sprzęcior” :D

    Pozdrawiamy :)

  • Katarzyna Dominas
    06 . 08 . 2015

    Zabawnej historii z kamieniem w miejscu publicznym nie przytoczę gdyż jak dka mnie jest to naturalna czynność robiona od tysięcy lat nie rozumiem wiec zgorszenia innych.
    Mialam za to przygodę z laktatorem w tle. Co kilka miesięcy juz od 4 lat przemierzam kilkaset km do Warszawy na egzaminy . Nie ma tu dziekanek i innych urlopów wiec karmiąca czy nie na egz stawić sie trzeba. Ponad 2 lata temu po urodzenu synka wybrałam sie na jeden z tych egzaminów nocnym pociagiem sypialnym.po 4 godz drogi e srodku nocy odciagalam mleko przyduszajac laktator poduszką w celu stłumienia hałasu. Miny Pan rano bezcenne -sądzę ze podejrzewały mnie o laktator baa sama bym tak też pomyślała. W Warszawie czejaly mnie jeszcze 3 odciągania i 4 w drodze powrotnej. Dwa kolejne odbyly sie w budynku gdzie byl egz w damskiej toalecie i tu znów znajomy warkot. Ostatnie przeprowadziłam w wc galerii handlowej – co prawda śmierdziało ale choć muzyczka wyciszała moje brzemię.
    Po tamtej wyprawie obiecalam sobie nigdy więcej. Ale jak to bywa z nami kobietami jesteśmy zmienne i miesiąc temu znów odbyłam podróż w znajome miejsce. Tym razem uzbroiłam się jednak w cichy laktator koleżanki. W pociagu odpuściłam sobie walkę z laktatorem wychodząc z założenia że szybko po przyjeździe zalatwie to w budynku uczelni. Tym razem myślę sobie szczęście mi sprzyja duzo czasu do egz nalo ludzi kręci się po wc – będzie dobrze. Niestety nie było bo jakoś w całym zamieszaniu przed wyjazdem zabrałam ze sobą baterie paluszki a tu zonk potrzebne cienkie paluszki. Czuwał nade mną chyba sam Duch Święty bo zabrałam ze sobą ładowarkę. Tylko czemu w wc nie ma kontaktów tylko przy umywalkach ogólnodostępnych? ??? Tak takie pytanie zadawałam sobie kryjąc piersi i laktator przed 3 paniami.

  • MartaP
    06 . 08 . 2015

    Oda do Laktatora

    Laktator cierpliwy jest
    nie zazdrości obfitości biustu
    nie unosi się pychą lecz mlekiem
    bezwstydnie obłapia Twe piersi
    nie chce nic w zamian
    nie gniewa się za Twe humory
    nie wypomni Ci spóźnienia
    wszystko znosi, wierzy w Ciebie
    wszystkie Twe furie przetrzyma
    w pracy nigdy nie ustaje
    mleko Twe dziecku bez żalu oddaje
    poczucie wolności gwarantuje
    dyskretnie swą robotę wykonuje
    pomruczy Ci do uszka
    gdy go tulisz do serduszka

    A Ty mój Bobasku nie słuchaj tych oklasków
    bo choć laktator wypasiony, Ty jesteś niezastąpiony!

  • Bożena
    06 . 08 . 2015

    Moja historia jest nieco inna. Od samego początku planowałam karmić piersią. W szkole rodzenia, w gazetach, na internecie – wszędzie mówili jakie to jest ważne. Gardzili tymi, którzy karmili dziecko „mieszankami”. Sama też uważałam to za słabość. Nigdy nie zapomnę jak w szpitalu po cięciu cesarskim przystawili mi córeczkę do piersi. Jest to jedna z najwspanialszych chwil w moim życiu. Niestety wszystkie te informacje, które nabyłam będąc w ciąży na nic się nie zdały. Nie potrafiłam wykarmić córki. W szpitalu musieli mi ją dokarmiać i to samo musiałam robić w domu. Oczywiście nie poddałam się szybko. Kupiłam herbatki na laktację i środek który dodaje się do mleka. Kupiłam też Karmi i zainwestowałam w „dobry” laktator. Przystawiałam córcię do piersi, ale ona ją wypluwała lub nie potrafiła dobrze złapać. Płakała puki nie dostała butelki. Nawet silikonowe nakładki na piersi nic nie pomagały. Chciałam więc ściągać i karmić córkę z butelki. Ale jak wykarmić dziecko co 3-4 godziny, gdy laktatorem ściągałam 15-25 ml. Nawet nie wiecie jaki żal mnie ogarnia gdy teraz rezygnuję z karmienia piersią i to w Światowy Tydzień Karmienia Piersią. Mąż już na mnie patrzeć nie może. Mówi, że wyglądam jak zombie. Ale kiedy mam się wyspać gdy mała w nocy budzi się 3, 4 razy. Pół godziny trwa nakarmienie jej i dodatkowo 40 minut odciągania mleka laktatorem. Mała przesypia 2-3 godziny i znowu jest głodna. W dzień jest tak samo. Tylko jest więcej obowiązków, stąd brak snu. Tak. wiem, że zmęczenie również hamuje laktację. Zmęczenie, zdenerwowanie, choroba, branie leków, nieodpowiednie przystawianie do piersi. Jest wiele powodów. Od samego początku ilość mleka we mnie nie wzrosła. Przez 2 dni miałam nieco więcej. Piersi były obolałe i odciągałam „aż” 30-35ml! Dodatkowo budziłam się zalana mlekiem. Tak wyglądał mój nawał. Wczoraj płakałam 3 godziny. Mąż ani rodzice nie potrafili mnie uspokoić. To właśnie wtedy zrezygnowałam. Moje dziecko ma ze mną słaby kontakt, bo gdy jest pora karmienia, przewijania, kąpania, to ja siedzę przy laktatorze. Więc musiałam wybrać. Mieć kontakt z dzieckiem czy mieć mleko. Choć na to drugie już szansy nie widzę. Dziś w nocy się nie odciągałam. Rano wstałam i miałam mokrą piżamę. Pobiegłam po latator, który po 40 minutach wskazał 30 ml. Nie jest to dla mnie łatwe. Jest wręcz bolesne. Marzyłam o karmieniu piersią. I nigdy nie sądziłam, że może mnie spotkać coś takiego. Internet też nie jest zbyt przyjemny. Po wpisaniu „problemy z karmieniem piersią” zazwyczaj piszą o nawałach. A gdy chcę przeczytać o mlekach początkowych to wyskakuje komunikat o tym, że karmienie piersią jest najważniejsze i najlepsze. Wiem do cholery! Wiem TO! Ale ja nie mam wystarczająco mleka na to by wykarmić dziecko! Przez takie rzeczy czuję się jak przestępca, który robi coś niezgodnego z prawem. Nie chcę wygrać laktatora, bo wiem, że to nic nie da. Chcę tylko pokazać, że jest też „ciemna strona” karmienia piersią. Bolesna.
    Każdej kobiecie pragnącej karmić piersią życzę dużo mleka. Takiego najwspanialszego na świecie dla Waszych maluszków. I pozostaje mi tylko marzyć by przy następnym dziecko mleka było nieco więcej.

  • Asia Wybraniec
    06 . 08 . 2015

    Karmienie piersią jest dla mnie to poczucie wyjątkowości. Mówi się, że gdy dziecko przychodzi na świat to staje się jego centrum, wszystko kręci się wokół niego. I tak jest w istocie. Tyle, że mało która z Nas – mam uświadamia sobie, że dla dziecka to właśnie MAMA jest centrum wszechświata oraz jej mleczko. Zastanawiałam się nad tym i doszłam do wniosku, że mama jest jak Słońce – stoi zawsze na straży i oświetla drogę daje pokarm, a dziecko jest jak Ziemia, kręci się wokół siebie i wszędzie go pełno, ale aby żyć potrzebuje… Słońca. :) Pięknie jest być Słońcem dla dziecka, pięknie jest wiedzieć, że można mu dać coś wyjątkowego co najmniej przez 6 miesięcy.Mleczko mamy to bez wątpienia najdoskonalszy pokarm dla mojego dziecka, czyli najlepsza inwestycja w jego zdrowie. Wiadomo, że dzieci karmione piersią są bardziej odporne i rzadziej chorują. Skład maminego mleczka jest zawsze idealny, bo dostosowuje się do wieku i potrzeb. Mogę wymieniać dużo pozytywów..bo jest tego mnóstwo :) Ja mam troszkę problemów bo muszę odciągać mleczko właśnie laktatorem z powodu dużych piersi niestety córeczka płacze przy każdym dostawianiu:( ale nie poddaję się i co 2-3 godziny odciągam ręcznym laktatorem już mi troszkę ręka siada hihih ale w końcu mam te moc i dam radę tyle jak długo się da ! :) Uwierz mi że największym moim marzeniem to wygrać taki elektryczny laktator ! nie wiem czy to normalne haha ale naprawdę bardzo by mi to ułatwiło życie i uratowało rękę :D Podziwiam Cię i popieram w 100 % tak samo bym bez problemu odciągała tak jak Ty na zdjęciu :) niestety sytuacja finansowa nie pozwala mi na takie cudo,a druga dzidzia w drodze :) trzymam za nas kciuki i pozdrawiam serdecznie :*

  • Nina
    06 . 08 . 2015

    Zabawnej historyjki z karmieniem nie mam, ale myślę że już niebawem takowe się pojawią. Jestem już prawie w 8 miesiącu ciąży, dość intensywnie przygotowuję się do przyjścia mojego synka na świat. Intensywnie też myślę o karmieniu piersią, staram się przygotować dość dobrze bo karmienie leży w naszych głowach. Wiem, że łatwo nie będzie bo poród będzie planowy drogą CC ze wskazań medycznych. Dobry laktator będzie mi potrzebny, żeby walczyć o laktację kiedy będzie ciężko przystawiać dziecko, kiedy pojawi się masa innych problemów. Nie łudzę się, że pójdzie jak po maśle i bezproblemowo będziemy się karmić. Wiem, że ta walka o każdą kroplę mleczka będzie potrzebna, wiec postanowiłam zawalczyć o ten laktator.

  • Iwona
    07 . 08 . 2015

    Moje dziecko karmię piersią, bardzo lubię ten bliski kontakt z córką. Jednak są sytuacje i momenty, kiedy potrzebny jest mi laktator. Kiedy muszę wyjść na dłużej do sklepu, załatwić urzędowe sprawy lub wyjechać na kilka godzin zaczyna się problem. Dziecko potrzebuje mojego mleka, a piersi są nabrzmiałe od pokarmu. I w tym wypadku mogłabym odciągnąć mleko i spokojnie tata mógłby nakarmić dziecko. A ja nie spieszyłabym się i powoli zajęłabym się innymi sprawami, bo wiedziałabym, że córka dostanie moje mleko o każdej porze dnia. Laktator jest bardzo pomocny przy nadmiarze pokarmu, którego dziecko nie jest w stanie zjeść, odciąga go bezboleśnie i powoduje, że bolące piersi nie są już problemem matek karmiących. Zdarzają mi się sytuacje, kiedy dziecko jest przeziębione i ma katar, wtedy nie jest w stanie (mimo, że bardzo pragnie mojego mleka) opróżnić piersi, bo zapchany i chory nosek uniemożliwia to. A ja z powodu bolących i twardych od nadmiaru pokarmu piersi męczę się, bo nie mogę ich łatwo opróżnić. Odciąganie pokarmu laktatorem byłoby bardzo pomocne. Zawsze mogłabym odciągnąć mleko i podać je dziecku w późniejszym czasie lub na spacerze.

  • Natalia
    07 . 08 . 2015

    Moj przypadek byl taki, ze moja coreczka nie mogla zlaoac brodawki bo mialam wkleale. Polozna radzila mi zebym wyciagala je z pomoca strzykawki, ale to nic nie dawalo. Wkoncu kazala uzyc nakladek. Kapturki spelnily swoja role. Corcia sie najadala . problem byl jednak ja oduczyc. Caly czas chciala tylko z nimi. Pozniej mialam problem z mlekiem. Fdy miala 7 miesiecy nie chciala tak czesto pic mleka i zaczelo mi zanikac. Corcia w nocy plakala ze nie leci, wiec uzywalam recznego laktatora i powrocilo. Niestety bylo to uciazliwe i zbyt wolne. Jak bym miala taki laktator napewno poszloby lepiej. Corcia do dzisiaj pije z kapturkow. Ma 9 miesiecy. i slodko spa

  • Paulina
    07 . 08 . 2015

    Jak czytam wszystkie powyzsze komentarze to jestem strasznie zazdrosna… Oddalabym wszystko zeby moc napisac o nawale mlecznym… Niestety mi karmienie piersia nie do konca bylo dane. Mimo wielkich checi, pozytywnego nastawienia, ciaglego przystawiania Synka do piersi, odpowiedniego nawodnienia, herbatek i innych suplementow laktacyjnych, oraz wizyt w poradniach laktacyjnych, produkcja mleka mi nie ruszyla :( od poczatku musialam dokarmiac mojego Szkraba. Obecnie moje Slonce skonczylo 4 miesiace, jakis miesiac temu odrzucilo piers- nie dziwie sie, na jego miejscu pewnie tez bym to zrobila, ssac piers i sie meczyc, jak prawie nic nie leci? Malo sie pisze jaki to jest bol dla matki i jak sobie z takim odrzuceniem radzic. Wszedzie tylko pisza jak pobudzic laktacje, lecz co zrobic gdy die wszystkie mozliwe opcje wykorzystalo i nic? Trudno znalezc wsparcie…Jedynie jeszcze o poranku jak moj Synek wstaje i nie do konca jest jeszcze wybudzony, lubi sie przytulic i zjesc prosto z piersi. I wlasnie dla tego momentu na ktory codziennie czekam, staram sie utrzymac laktacje. Nie jest to latwe, bo pokarmu mam bardzo malo- po 40min z laktatorem uda mi sie odciagnac 30-40ml, a utrzymanie wymaga ode mnie odciagania pokarmu 7-8 razy na dobe, wystarczy raz odpuscic i od razu pokarmu jest mniej :( niestety laktator ktory posiadam obecnie nie daje juz rady i wlasnie do tego potrzebuje laktatora Lovi… Aby chociaz przez krotki moment moc sie zjednoczyc z moim Maluchem…

  • Judyta
    07 . 08 . 2015

    Ja nie miałam żadnej zabawnej historii podczas karmienia w miejscu publicznym. Ale moja córeczka ma już 1 rok i 11 miesięcy i nadal ją karmię, ponieważ nie ma nic piękniejszego od karmienia piersią.

  • Iza
    07 . 08 . 2015

    Mój półroczny pierworodny doi tylko cyca. Nie chce nic innego jak na razie. Jak jest głodny – a często mu sie to zdarza to drze sie w nieboglosy i w poważaniu ma czy jesteśmy na spacerze czy w instytucji . Ma mieć mleko podane i kropka. A ze matkaolka laktatora nie posiada to nie ma tez butelki z mlekiem przy sobie zeby moc szybko zatkać rozdarta mordkę;) moje cyce były juz widziane w Urzędzie Miejskim, w Bibliotece, na stadionie oraz przez panów zakładających internet na mojej ulicy. Przestałam sie przejmować i karmie gdzie popadnie- Cyce na ulice!;)

  • Jutii
    07 . 08 . 2015

    Karmienia piersią tuląc Antosię do piersi doświadczyłam dokładnie 30 dni. Moje dziecię jest po zachłystowym zapaleniu płuc – tak tak mój pokarm mógł zabić Tosię – w czasie karmienia porannego dziecię się zachłysnęło – brak oddechu, reanimacja Małej, karetka, szpital, leczenie – to wszystko za nami na szczęście. Ja już od tego momentu nie jestem w stanie przystawić Małej do piersi, całe to wydarzenie odcisnęło w mojej psychice piętno – choć z drugiej strony chce ją karmić i ściągam pokarm dokładnie co 3 godziny codziennie, robię to laktatorem ręcznym – jak narazie nie stać mnie na taki wydatek jak laktator elektryczny – przyznam szczerze. Lovi Prlactis byłby wybawieniem i narzędziem wspierającym mnie w moim postanowieniu iż dać memu dziecku – to co najcenniejsze i najlepsze – coś czego nie da się wyprodukować, zastąpić – moje mleko.

  • Joanna
    07 . 08 . 2015

    Kiedy urodził się mój syn 3 lata temu karmienie piersią było dla nas dużym wyzwaniem. Pojawiały się różne trudności związane z laktacją, Osoby mi bliskie zamiast wspierać zniechęcały mnie do karmienia piersią. Pojawiały się chwile załamania i zwątpienia. Jednakże moja siła i samozaparcie sprawiły, że udało się. Z każdym dniem było coraz lepiej. Karmiłam synka 1,5 roku. Poczułam się szczęśliwą i spełnoną matką. Miesiąc temu urodziłam drugiego synka. Karmienie od pierwszych chwil po urodzeniu było dla nas bezproblemowe i przyjemne. Uniknęłam popękanych brodawek, nawału pokarmu i nie słuchałam niepotrzebnych rad innych. W październiku chcę wrocić na uczelnie. Brakuje mi ostatniego roku studiów do upragnionego mgr. Sprawa nie jest taka prosta, ponieważ nie zamierzam rezygnować z karmienia naturalnego. Potrzebuję więc dobrego elektrycznego laktatora :))) aby stawić czoła wyzwaniu.

  • Karolina Sikorska
    07 . 08 . 2015

    Moja droga karmienia piersią nie była łatwa. Bardzo chciałam karmić mimo braku wsparcia ze strony rodziny, męża. Gdy okazało się że córeczka ma skazę białkową I silne uczulenie, mąż nalegał na mm. Ja twardo trwałam przy swoim wiedziałam że mleko mamy w przypadku alergi jest najlepsze. Przeszłam na dietę restrykcyjną, dopiero po 2 tygodniach się udało. Dieta podziałała i uczulenie, kolki zniknęły. Dieta była na początku bardzo trudna. Dziś wiem że to najlepsze co mogłam dać mojej córeczce. Właśnie mija prawie 8 miesięcy naszego mlecznego świata i jestem szczęśliwą mamą. Za miesiąc niestety musze wrócić do pracy ale bardzo chciałabym dać mojej córeczce nadal to co najcenniejsze moje mleko bo alergia nadal trwa a moje mleko jej bardzo służy. By móc zostawić babci mleko potrzebowałabym dobrego laktatorem by móc odciągnąć mleczko na czas mojej nieobecności.
    Te 8 miesięcy jest najpiękniejszym czasem, mamy wiele cudnych chwil za nami. Niedawno przytrafiło nam się coś fajnego.
    Byłyśmy w kościele, Uleńka zaczęła się wiercić wiedziałam że to ten rodzaj wiercenia w którym tylko mleko może poradzić, było gorąco a maleńkiej chciało się pić, wyszłyśmy z kościoła usiadłam w krużgankach delikatnie osłoniłam pieluszką i przystawiać malutka do piersi. Mija minutki, dwie i patrzę idzie ksiądz. Ku mojemu zaskoczeniu podszedł do nas, pobłogosławił zrobił znak krzyża i powiedział pozwólcie dziecim przychodzić do mnie. Pięknie! Szczęśliwego Boże!
    Po tych słowach uśmiechnął się i odszedł. Powiem szczerze że byłam wzruszona i tak bardzo zaskoczona że tylko odpowiedziałam Bóg zapłać. To taka nasza historia którą będę pamiętać z naszej mlecznej Drogi na zawsze.

  • Elwira
    07 . 08 . 2015

    Przy pierworodnej nie udało mi się karmienie piersią. Nasza przygoda trwała tylko pół roku:-( . Niestety ciekawskie spojrzenia i poczucie uwiązania sprawiło, że wewnętrznie byłam na nie jeśli chodzi o karmienie. Miałam laktator ręczny ” renomowanej” firmy, ale okazał się porażką. Teraz spodziewam się drugiego dziecka i nawet jeśli nie wygram to i tak zakupię lovi prolactis. Nie mam śmiesznych/ nieśmiesznych historii związanych z karmieniem bo byłam na tyle niemądra, że wstydziłam się karmić publicznie.
    Pozdrawiamy ciepło

  • Jagoda
    07 . 08 . 2015

    15 kwietnia 2015 r. zostałam szczęśliwą Mamą najpiękniejszej dziewczynki na świecie:) Mój mały SKARB od samego początku był wielkim głodomorem i przez pierwsze dwa tygodnie po powrocie ze szpitala siedziałam praktycznie cały dzień z Malutką na rękach…Będąc w ciąży nie myślałam, żeby karmić dzieciątko mlekiem modyfikowanym…Na szczęście, pomimo wielu trudności natury emocjonalnej do dnia dzisiejszego karmię moją Malutką piersią…
    Początkowo karmienie w miejscu publicznym wiązało się ze stresem i obawą…ale odkąd moja Córcia na jednym ze spacerów urządziła taką „awanturę”, że cała ulica Ją słyszała i żadne sposoby wyciszenia i uspokojenia nie pomagały….nie pozostało nic innego, jak usiąść na krawężniku i wyciągnąć cycka…Ulica ta nie była zbyt często uczęszczana przez kogokolwiek…Tamtego dnia uświadomiłam sobie, że dobro mojego dziecka jest najważniejsze…i nie powinnam się oglądać na innych…jeżeli komuś przeszkadza widok kobiety karmiącej swoje dziecko- jego problem….
    Teraz już nie robi na mnie wrażenia, kiedy starszy facet, albo zdziwiona Mamusia przechodząca obok z dzieckiem, zatrzymuje się i przeciera oczy ze zdziwienia….Cieszę się, że było i jest mi dane doświadczyć tak cudownej rzeczy, jak karmienie swojego małego Aniołka:)

  • Karina
    07 . 08 . 2015

    To zdarzyło się w drugim miesiącu życia mojego synka. Byliśmy całą trójką zaproszeni na ślub i wesele kuzyna. Wtedy jeszcze nie lubiłam karmić, wiązało się to z masą stresu, krzykiem dziecka, często moim płaczem. Poza tym jestem raczej z tych „wstydliwych”. No ale mus to mus – trzeba było się pojawić na rodzinnym spędzie. Żeby uniknąć krzywych i oceniających spojrzeń oraz krycia się po kątach, postanowiłam nakarmić smyka w samochodzie, tuż przez imprezą. W tym celu musiałam rozsznurować wiązanie sukienki na szyi. Pech chciał, że natychmiast po rozwiązaniu opadła mi właściwie to pasa. Nie wiem, jak to mogło się stać, ale nie przetestowałam tego wcześniej w domu! No ale nic, najważniejsze, by smyk nie był głodny, co tam gołe piersi! Jemy. W pewnym momencie chodnikiem przechodził pewien starszy jegomość. Zerknął, przystanął, popatrzył chwilkę, podrapał się po głowie. Poszedł. Ja oczywiście bardzo przejęta, czerwona jak burak. Trudno. Karmię dalej. Mijają minuty, patrzę – a tu znowu on, zawrócił, przystanął i patrzy. Podszedł bliżej i zapukał w moją szybkę! Rany, chciałam zapaść się pod ziemię! Aaa! Okazało się, że przyprowadził też kolegę. Tego było już za wiele, mąż mój wyskoczył z auta. Raczej nie przebierał w słowach – walczy jak lew, gdy chodzi o mój komfort i bezpieczeństwo. Panowie uśmiechnęli się szeroko, stwierdzając, że od czterdziestu lat nie widzieli nic ładniejszego i tak kształtnego. Mimo stresu i zażenowania, wybuchłam śmiechem – nigdy nie usłyszałam takiego komplementu od przypadkowych starszych panów!

  • Gosia
    07 . 08 . 2015

    Super wpis ! :-) zabawnej historii nie mam ;-) laktatora pewnie nie wygram ;-) trudno , ale oto moja historia :-) jestem mamą ! No właśnie od tego zacznę bo 3 lata temu nie wierzyłam ze nią będę , długa i ciężka walka o dziecko , po 5 latach starań zrezygnowałam , odpuscilam i pogodzilam się z tym że mama nie będę , a tu niespodzianka , cud 13 listopada okazało się ze jestem w ciąży :-) latem urodziła się moja córeczka , :-) z kp nastawiona byłam chce , ale czy sam radę ? Dałam radę i okazało się ze jest to jedno z cudowniejszych uczuć jakich doświadcza mama :-) oczywiście ile razy w nocy klelam to wiem tylko ja :p nastawiona byłam na dłuższe kp , bo przecież nic lepszego nie ma :-) ale życie dało mi psztyczka w nos. Gdy córeczka skończyła rok okazało się ze włączyła mi się choroba autoimmunologiczna , nadczynność tarczycy , muszę brać leki B bo….. Byłam w ciąży , no to mnie zaskoczyło ;-) ba byłam w takim szoku ze wpadkę zaliczyliśmy ;-) no ale tarczyca zagrazala dziecku , leki zresztą też :( ale wyjścia nie mialam. Pani dr. Powiedziała że może uda nam się karmić jak dzidzia się urodzi , ale pod warunkiem ze tarczyca się w miarę uspokoi i ze mogę karmić biorąc Max 2 tabletki dziennie ( w ciąży brałam 3, bo w tak złym stanie była moja tarczyca) druga córeczka urodziła się zdrowa :) a ja zdeterminowana chciałam kp . musiałam brać leki , ale bezpieczna dawka , po tabletce musiał być odstęp 4 godzin w karmieniu , nie mam laktatora , tak więc ponad 3 miesiące odciagalam pokarm ręcznie :) czego nie robi się dla swojego dziecka :-) niestety proste to nie było ale udało się , na razie tarczyca jest w normie , ale to jak tykajaca bomba z opóźniony. zapłonem :( nie wiem czy za chwilę znowu wyniki się nie popsuja, a ja będę musiała wrócić do leków , ręcznie odciagac pokarm jeśli będę musiała to będę robić to ręcznie , nie poddam się( choć zamiast „męczyć się ” mogła bym iść do sklepu i kupić mleko modyfikowane , ale wiem kto jest dla mnie najważniejszy i wiem że zrobię wszystko żeby moja córka dostała to co najlepsze, przynajmniej ten rok . więc trzymajcie kciuki za moją tarczyce i naszą mleczną drogę:)

  • Natalia
    07 . 08 . 2015

    Wiele ciekawych historii przeczytałam pod tym wpisem. Ja przy pierwszej córci nie miałam żadnych problemów z karmieniem – karmiłam zawsze i wszędzie, kiedy tylko córcia miała ochotę. W maju urodziłam drugą córcię i od początku wiedziałam, że ją również chcę karmić piersią. Początek był rewelacyjny – bez problemu załapała o co chodzi jeszcze w szpitalu. Zapowiadało się wzorowo. Pierwsza wizyta położnej – okazało się że córeczka nie przybiera na wadze. Zalecenie – karmić jak najczęściej,odpoczywać, nie denerwować się i pić, pić, pić. Ale przy trzylatku w domu nie zawsze się to udawało.Trzy dni później kolejna wizyta. Waga ani drgnie. Zaczęły się naciski ze strony rodziny aby podać MM, bo nie rośnie, bo płacze, bo dziecko zagłodzę. Jednak wspierana przez genialną położną trwałam przy swoim, pamiętałam jej słowa że niektóre maluchy potrzebują więcej czasu, że najważniejsze jest to, że waga się utrzymuje a nie spada. Wiedziałam ,że granicą będzie 3 tydzień. Jeśli do tego czasu córeczka nie odzyska wagi urodzeniowej będę musiała wprowadzić MM. Kiedy miałam przerwy w karmieniu, starałam się pobudzać piersi laktatorem ręcznym, – ale na takowy moje są piersi są bardzo oporne. :) Codzienne pytania, telefony od babci, która w pierwszym zdaniu zawsze zadawała to samo pytanie „Przybrała?!”, zamiast pomagać i wspierać tylko dołowały i tym samym były jednym z czynników zaburzających laktację. W końcu ja, do tej pory raczej opanowana, wykrzyczałam wszystkim „zainteresowanym”, że nie zamierzam zrezygnować z karmienia, że to co robię to moja decyzja i moja sprawa – że jako matka nie zamierzam zagłodzić dziecka tylko je nakarmić, a jeśli będę miała ochotę to poinformuję ich o postępach. To co mi potrzebne to święty spokój a nie ciągłe pouczania i dobre rady czy wręcz rozkazy. Po tym incydencie zeszło ze mnie całe ciśnienie. Kolejna wizyta położnej w 15 dniu życia córci – coś drgnęło. Waga w końcu ruszyła, by dokładnie w 21 dniu córcia mogła wrócić do wagi urodzeniowej. Od tej pory rośnie jak na drożdżach. Natomiast laktator przydałby się, aby chociaż raz na jakiś czas uwolnić się od opieki nad córciami i z czystym sumieniem i spokojną głową iść z mężem do kina i na super kolację. Oderwać się od codzienności i zadbać o siebie.

  • Kasia
    07 . 08 . 2015

    Moja przygoda z karmieniem piersią wyglądała dość podobnie.
    A było to tak. Przed porodem, jako element wyprawki zakupiłam na wszelki wypadek laktator oraz butelkę do karmienia jednak byłam w pełni przekonana, że będę karmić piersią. Myślałam, że jest to rzecz naturalna. Wystarczy przystawić dziecko do piersi i sprawa załatwiona, teraz wiem jak bardzo się myliłam. Poród mój po 20 skurczów został zakończony cesarskim cięciem. Córeczka urodziła się duża (4 kg ) i bardzo głodna. Niestety nie mogli mi jej od razu przynieść na salę pooperacyjna ze względu na moje znieczulenie. Poród zakończył się o 9 rano natomiast córeczkę dostałam dopiero o 21 już dokarmiona butelką (bardzo głodne dziecko) położna w szpitalu zaproponowała żeby przystawić Małą i pomogła mi to zrobić. Mały głodomor bardzo mocno ssał moje brodawki aż zrobiły mi się rany. Kolejnego dnia znowu próbowałam Małą przystawiać do piersi jednak z mierny skutkiem więc musiałam nakarmić ją butelką. W trzecim dniu od porodu przyplątał mi się nawał pokarmu. Moje piersi były tak duże i nabrzmiałe, że córka nie mogła ich uchwycić. Uratował mnie laktator. Gdyby nie on zapalenie piersi by mnie nie ominęło. Po powrocie do domu ze szpitala zaczęła się szaleńcza walka o karmienie piersią bo bardzo tego pragnęłam. Przystawiałam Małą do piersi mimo ogromnego bólu z którego aż zagryzałam wargi. Bardzo trudno nauczyć dziecko, które poznała butelkę ssać piersi. Wiele razy chciałam się poddać, jednak dzięki ogromnemu wsparciu i pomocy mojej MAMY udało się i karmię piersią do dziś (4 miesięczną córkę ). Po bólu w trakcie karmienia nie ma śladu. Karmienie stało się przyjemnością zarówno dla mnie jak i dla mojej córeczki. Są to chwile spędzone tylko we dwoje.
    Chciałabym podziękować mojej Mamie, za to, że mnie wspierała, że nie przespała wielu nocy by podawać mi Małą do karmienia (rana po cięciu nie pozwalała mi dźwigać , że była dla mnie bezpieczną przystanią). Gdy ma się odpowiednie wsparcie i motywację to wszystko jest możliwe. Przy następnym potomku mam nadzieje, że karmienie piersią będzie o wiele prostsze!. ;) Mamy nie zrażajcie się początkowymi trudnościami bo nagroda za Waszą wytrwałość będzie ogromną.

  • Monika
    07 . 08 . 2015

    Jeśli ma być jakaś anegdota związana z karmieniem to przypomina mi się jedna historia, całkiem świeża.
    Ponieważ upały tego lata dają się nam we znaki, a w domu szalejąca 2,5 latka i druga ze stażem życiowym 4 miesięcy, wykończona matka postanowiła udać się do centrum handlowego! Broń Boże na zakupy! Samobójcą nie jestem. Klimatyzację tam mają :) i kącik zabaw dla dzieciaków. Plan niecny wcieliłam w życie. Zapakowałam córki me i dumna jadę! Ha! Odpocznę chwilkę w blogim chłodku, Przed tym moim centrum handlowym (nazwy nie wspomnę, żeby reklamy nie robić) mają miejsce parkingowe dla matki z dzieckiem. Ba! Ja nawet z dwójką – to dawaj – miejsce szerokie jak stodoła, a ja Hołowczycem nie jestem. Auto zaparkowałam, i …. już widzę , jak zbliża się statecznym krokiem Pan Ochroniarz z miną zaciętą, to ja posyłając mu uśmiech nr 2 zabieram się za wyciąganie wózka z bagażnika. On oceniwszy sytuacje (matka? – matka!, z dzieckiem? – z dziećmi!) zawrócił zrezygnowany… No cóż powodu do ochrzanu nie ma. Pomóc nie raczył. Wytargałam ten wózior, niby najlżejszy na rynku („spacer wśród chmur” ta….). i ruszam na podbój zakątka dzieciowego. Na witryny sklepowe nawet nie patrzę, po co sobie apetyt zaostrzać, jak i tak głodna wyjdę. Docieram, patrzę – kącik w remoncie, ale jakieś atrakcje są. Starszy dzieć pobiegł oddając się zabawowemu szaleństwu. Mały dzieć, żeby zbyt pięknie nie było, głód swój okazuje. Głośno. Dobitnie. Cóż zrobić, cycusia wyciągam, układam się wygodnie na schodkach prowadzących do tej zatoczki, nóżki sobie zgrabnie na podłodze wyciągam. I karmię, Szczęście do Panów Ochroniarzy mieć musiałam, bo zbliża się następny. I z rykiem na mnie! Gdzie z tymi butami na tą podłogę się pcham! I co taka wyłożona jestem! Natychmiast buty ściągać! Delikatnie się odwracam ( w środku temperatura wrzenia) – niech ten chłop skuma sytuację. A on nic – dalej na mnie, czy ja głucha jestem! Dziecię ze stoickim spokojem (no może przesadziłam – wkur(zona) na maxa) do wózka odkładam, stołówkę chowam do biustonosza, a ten burak na mnie, że go cyckiem straszę! O kurka wodna! Może i jędrość już nie ta, kształt nieco oklapły, ale żeby zaraz straszyć miał? Grzecznie odpowiadam, na ile mi nerwy pozwoliły: „-Panie niech Pan mi nad uchem wrzeszczeć przestanie, bo się dziecko boi, a właśnie karmię! Można grzeczniej zwrócić uwagę. Przepraszam, nie wiedziałam że obuwie należy ściągnąć, ale po co ta afera.” No i co usłyszałam? „-Tam jest toaleta, niech Pani tam idzie karmić, a nie cyckiem publicznie świecić. ” „-A Pan dzisiejsze drugie śniadanie (za przeproszeniem) w kiblu też jadł? ” Chłop oddalił się burcząc i mamrotając coś pod nosem…. Tyle w kwestii kultury i akceptacji publicznego karmienia piersią…. skoro nawet karmienie w specjalnie wydzielonej strefie dla dzieci jest gorszące.

  • Asia
    07 . 08 . 2015

    Moje doświadczenia z karmieniem piersią rozpocznę w październiku, bo właśnie wtedy moja Brzuszkowa Panna przyjdzie na świat. Nie wyobrażam sobie nie karmić jej piersią! Wbrew wszelkim modom i wygodom!
    Ale to, co ostatnio przeżyłam musi ujrzeć światło dzienne!!! :)
    Zechciało się kobietom zakupów. Jedna ciężarna, istna chodząca bomba zegarowa, druga świeżo upieczona matka. Wybrałyśmy się dwie. Dwie plus jeden. Przerozkoszny młody kawaler ze smokiem w dzióbku, czystych pieleszach i rajtkach na szelkach. Plan był genialny! Najpierw skierowanko na badanko pierdziuszków pieluszkowych, następnie szalone zakupy, by ubrać bombę, jej przyszłe potomstwo i młodego kawalera i na koniec, jako wisienka na torcie oraz by uczcić ten zwykły dzień wyjściowy – kawa!
    Początek, istnie regulaminowo przekazałyśmy pierdziuszki na badania, kawalerowi nawet się podobało, później zakupy – kawaler zasnął umożliwiając swej matce nawet zmierzenie kiecy… i się zaczęło…
    Kulminacja pełnej pieluchy, upału i bomby w czarnych okularach. Przynajmniej – tak nam się wydawało.
    Warunków do przewinięcia kawalera brak, nie ze względów technicznych, bardziej wyposażeniowych. Także ekspresowe zakupy pieluszkowe wykonane, zamknięcie w pokoju do karmienia, szybka zmiana zawartości i nastawiony na wszelki wypadek cyc i…!!! nic. NIC. Ratunek jeden – szybki powrót do domu. I to był ten problem, gdyż kawaler za nic nie chciał siedzieć w swym ekstra wozidle samochodowym za 700 zł. Złote dziecię u matki w ramionach, istny kosmos w wozidle.
    I tak stanęła – Matka Polka na środku drogi w centrum miasta z synem przy cycu. Nie była to pielucha, upał, czy bombowe okulary. To była chęć konsumpcji mleka matkowego właśnie na środku drogi. Nie w wygodnym fotelu w pokoju do karmienia, nie w samochodzie w warunkach nader przyjemnych. Po akcji rewelacji i stresie ogromnym swej Matki kawaler, niczym książę zasnął burząc w tym czasie marzenia matki i bomby o kawie, w wozidle za 700 zł.

  • Katarzyna Pe
    07 . 08 . 2015

    Historia z życia wzięta :) Pola urodziła się rok temu. Bardzo chciałam rodzić naturalnie, całą ciąże chodziłam do szkoły rodzenia, dzielnie ćwiczyłam:) wdech wydech, wdech wydech:) niestety okazało się, że córka jest zbyt duża (4350g) a moja miednica zbyt mała. I co? Rozczarowanie i wielki ból po operacji cesarskiego cięcia. Karmienie piersią – tak samo nastawiałam się całą ciążę, że będę karmić moje dziecko piersią. I co? I nie było pokarmu. Znów zawód. Ale postanowiłam nie poddam się! Bardzo chciałam karmić piersią, więc jeszcze w szpitalu przystawiałam Córeczkę do piersi. Chociaż dalej nic nie czułam, że dalej pokarmu brakuje. Byłam zrezygnowana i załamana. W szpitalu zero wsparcia :( po 3 dniach pobytu w szpitalu wypisują nas do domu, a wtedy co? Nawał. Jeszcze w drodze ze szpitala do domu pojechaliśmy z mężem i naszą małą Kruszynką do szkoły rodzenia. Wiedziałam, że tam otrzymam wsparcie! I tak też było. Panie położne robiły mi ciepłe okłady na piersi, masowały i przystawiły laktator aby ściągnąć nagromadzone mleko. I tu sytuacja numer 1 w. Znów były łzy i cierpienie. Nie dość że brzuch bolał i ledwo chodziłam, to jeszcze teraz piersi. Koszmar! Ale obiecałam sobie „o nie, nie poddam się!”. I tak powrót do domu, masaże piersi, okłady z kapusty :) i przystawianie Poli do piersi. Tydzień, dwa może trzy było ciężko i trudno, ale z dnia na dzień co raz lepiej! Opłacało się! Karmię piersią! Ha, mało tego bo mimo małego rozmiaru piersi, jakoś mnie ta sytuacja podbudowała no i piersi nareszcie wyglądają jak powinny! Są mega kobiece!
    To mój początek karmienia piersią, niezbyt wesoły ale z happy endem. Pola ma już roczek, karmię piersią i jestem najszczęśliwszą mamą na świecie, że mogę dać mojemu dziecku wszystko co najlepsze!
    A sytuacje w których można wykorzystać laktator to np. wyjście z koleżankami na kawę. Wtedy ściągamy mleczko laktatorem i nie martwimy się, że nasz Maluszek będzie głodny i stęskniony za mamą. Sytuacji całe mnóstwo kiedy możemy użyć laktatora np: pobudzenie lakatacji, gdy mleczka mamy za dużo i możemy ściągnąć i np. zamrozić, na wyjście na zakupy z siostrą, kino lub teatr z mężem, basen z przyjaciółką, aerobik. Można robić wszystko i karmić piersią!
    Na potrzeby konkursu krótki wierszyk: :)

    Dlaczego laktator powinien do nas trafić?
    Bo uważamy, że laktator pomaga przy karmieniu piersią,
    I na taki super sprzęt ochotę mamy wielką.
    Korzyści z karmienia piersią jest nie mało i można je wymieniać i będzie ciągle mało i mało i w odpowiedzi będzie czegoś brakowało :)
    Mleko mamy to najlepsza sprawa i jest to niemowlaka diety podstawa.
    Każdą mamę zachęcam do spróbowania, chociaż na początku mogą różne być doznania.
    Może być ból i cierpienie, ale to tylko chwilowe zwątpienie.
    Nie trzeba się poddawać tylko do walki stawać.
    Będzie się opłacało, bo korzyści dla dziecka jest nie mało.
    Nie od razu jest super, kolorowo, ale trzeba o tym pamiętać, że dla Malucha karmić piersią jest zdrowo.
    Mleko mamy jest niezastąpione i nie może być takie same np. z proszku zrobione.
    Dziecko różne smaki poznaje, bo to co mama zjada do mleka się przedostaje.
    Czas na karmieniu piersią z dzieckiem spędzony jest niezastąpiony.
    To najpiękniejsze co można dziecku podarować i tej decyzji na pewno nie trzeba żałować.
    To piękna chwila, kiedy dziecko do piersi mamy się przymila.
    Ciepłą rączką ją obejmuje i swymi dużymi oczkami się w nią wpatruje.
    Więź jaka się tworzy między mama a dzieckiem podczas mleka spożywania jest nie do opisania.
    To najcudowniejsze chwile i zawsze będę o nich mówić czule.
    To miłość jaka się miedzy nami stwarza i nikt tego zdania nie podważa.
    Dziecko czuje się bezpiecznie, przez to jest mu bajecznie.
    Czuje, jak bardzo kocha go mama i jak bardzo jest mu oddana.
    Karmienie piersią to najlepsze co można swojemu dziecku zafundować więc bez zastanowienie trzeba mu to zaoferować.
    Wszystkiego czego dziecko do rozwoju potrzebuje w mleku mamy się znajduje.
    Otrzymuje także przeciwciała, co na niego bardzo dobrze działa.
    A gdy laktatora użyjemy, tatę w karmienie piersią też zaangażujemy.
    Bo będzie mógł on nakarmić dziecko butelką i radość z tego również będzie mieć wielką.
    Także laktator warto zastosować i rodzinne więzi wspólnie budować!!! :)
    Mama bez stresu na zakupy się uda,
    A wyjście samemu też czyni cuda.
    Bo kobieta się chociaż na chwilę od codzienności oderwie
    I wróci stęskniona za dzieckiem i w dużej werwie.
    Można będzie wyjść bez stresu na spotkanie z koleżanką,
    I raczyć się w miłej atmosferze herbaty filiżanką.
    Dlatego chcemy, żeby laktator do nas trafił,
    I w codziennym życiu nam swoją niezawodnością się odpłacił.
    Uważamy, że taki sprzęt super się przydaje,
    I chyba nie tylko nam tak się zdaje 
    Jak do nas laktator trafi to dobrze się nim zaopiekujemy
    I solidnie go przetestujemy!!!

  • Marta
    07 . 08 . 2015

    Przede mną i maluszkiem, który mieszka w moim brzuchu przygoda z karmieniem dopiero się zacznie. Możliwość karmienia piersią to skarb jaki dała nam mamom matka natura. Laktator Lovi pomógłby nam dobrze rozpocząć tą przygodę i cieszyć się naturalnym karmieniem już od pierwszego wspólnego dnia.

  • Karolina
    07 . 08 . 2015

    Nasza przygoda z karmieniem trwa już prawie 13 miesięcy. Szmat czasu co? Nie zawsze było różowo… A to trudne początki… (Ała! Młode mamy wiedzą o czym mówię!), a to życzliwe ciocie, wg których moje „małowartościowe” mleko jest powodem częstego wstawania Kuby w nocy, a to koleżanki, które chwalą pod niebiosy mleko modyfikowane i wolność z nim związaną, a to sąsiadka – „To Ty jeszcze karmisz? Kiedy masz zamiar skończyć?”, aż w końcu Pani ze żłobka, która sugeruje sztuczności podawane przed przedpołudniową drzemką. Niedługo Bąbelek idzie do żłobka, a ja do pracy. Nie będę już na każde zawołanie. Dlatego potrzebuje laktator. Bardziej niż kiedykolwiek! Chcę pokazać znajomym, że karmienie własnym mlekiem nie oznacza ciągłego siedzenia w domu, że można pracować, robić zakupy, rozwijać się. Mało tego! Karmić może też mąż, teściowa, babcia, a nawet wścibska sąsiadka :) Chcę pokazać Pani przedszkolance, że Kubuś może z powodzeniem pić moje mleko przed snem (a jest z niego niezły urwis i to czy akurat zaśnie czy nie, będzie zależało wyłącznie od niego :) ) Pozdrawiamy K&K

  • TrueHearts
    07 . 08 . 2015

    Nie umiem tak jak inne mamy karmiące pięknie pisać o swoich przygodach. Karmię piersią już prawie 16 tygodni i jak na razie nie przytrafiła mi się jakaś niesamowita historia, której by nie mogła doświadczyć inna mama. Mogę za to wyliczyć gdzie już karmiłam: oprócz takich miejsc gdzie wszystkie mamy karmiły/ lub próbowały karmić jak szpitalu czy w domu mój synek jadł już w prawie każdym sklepie, w którym robimy zakupy (nawet gdy nie było pokoju do karmienia) w poczekalni w banku, w samochodzie, pod wiatą dla rowerów, w parku, przy kościele, na ścieżce rowerowej, jadł również w miejscach gdzie mieszkają nasi znajomi i rodzina:) A dlaczego laktator jest Ci niezbędny do życia? tak na serio to jestem obecnie bez pracy a od września mam propozycję aby dorywczo popracować parę godzin dziennie i przez te kilka godzin chciałabym aby mój kochany synek dzielnie znosił moją nieobecność a w tym może mu pomóc moje mleko ściągnięte laktatorem LOVI.

  • Anna, mama Igorka
    08 . 08 . 2015

    12/03.2015 na świat przyszedł nasz synuś Igorek.Pierwsze spotkanie,łzy wzruszenie i kryjąca się za tym bezwarunkowa miłośc. Od początku chciałam karmić piersią przepełniona pięknymi opowieściami o większej bliskości z dzieckiem, o tym jakie to wspaniałe uczucie jak maluszek ssa cycusia..No i się zaczęło….Mały jadał tak łapczywie że już w szpitalu czułam lekkie podrażnienie, dopiero w domu rozpocząłsię prawdziwy horror. Moje brodawki przypominały dwa rozżarzone wulkany które za chwile miały wybuchnąć. Zdarte do krwi i popękane zamazywały moje piekne wyobrażenie matki karmiącej.Pamiętam noce gdy mały się budził, głaskałam go by pospał 10 min dłużej żeby tylko oddalić pore karmienia, a potem jak mała pijawka dossał się do cyca pociągnął dwa razy, uśmiechnął się- znów cyc mu wypadł z buzi i od nowa dostawianie . Łzy ciekły mi po policzku, ale nie te radości tylko z bólu i zmęczenia. Miałam wrażenie że za chwile wyrwie mi bwodawke. Nie wytrzymałam, chciał go odstawić na butelke. Moja mama dobra rada mówi ,,kup laktator, zagoi się „. Wysłałam męza do apteki. Co facetowi wcisną to weźmie- ,, laktator typu gruszka” :P No i odciągałam ,godzinami cisłam pierś aby odciągnąć odpowiednią ilość (więcej odciągania niż karmienia) faktycznie pomogło. Pokarmu przybywało. W nocy obudziłam się przycisnięta przez dwa wielkie arbuzy. Znów laktator, odciągnełam pokarm do szklanego słoiczka (wcześniej wyparzonego) i wsadziłam do lodówki. Rankiem mały się już wiercił wstałam szybko biegnę do lodówki po mleczko…a tu nie ma. Już miałam krzyknąć czy ktoś nie przestawił mleka gdy nagle głos mojego męża ,, kiedyś to było mleko, pamiętam tą kozę u mojej babci…” popijał poranną kawkę z mleczkiem hahahah myślałam że umre ze śmiechu, do dziś nie poznał prawdy:D Laktator pomógł mi przezwyciężyć początki karmienia ale niestety rozleniwił Igorka. Mały niechętnie ssa pierś, woli dciągnięte mleczko:) Byliśmy w lipcu nad morzem, odciągałąm pokarm za parawanem, obok mnie na kocu leżał Igorek. Ludzie przechodzili zerkając na mnie, a gdy podnsiłam głowe peszyli się mówiąc jaki słodki maluszek, chłopczy czy dziewczynka…( szkoda że nie wymsknęło im sie jaki słodki cyc:P) Od października wracam na studia, laktator niezbędny :) pozdrawiam :)

  • jotku
    08 . 08 . 2015

    Noc powoli stawała się już dniem, kiedy moja malutka, kilkutygodniowa córeczka dała znać mamie, że jest głodna. Nie miałam siły nakarmić córeczki na siedząco, więc zdecydowałam, że położę ja obok siebie w łóżku i spróbujemy karmienia na leżąco.Wszystko szło bardzo dobrze: położyłam się na prawym boku, przytuliłam córeczkę prawą ręką do siebie, a lewą pomogłam jej się „podłączyć” (jak nazywa to mój mąż) do piersi. Udało się, odetchnęłam z ulgą. Hania chętnie się przyssała i zaczęła grzecznie jeść, więc w przepływie mojej radości dostała całuska w czubek jej delikatnej ciemnowłosej główki. Córeczka jadła cmokając i wzdychając jak zwykle, a ja cieszyłam się z ulgi dla moich pleców. Byłam bardzo zadowolona – Hania spokojna, ja odpoczywam, po prostu idealnie! Było tak błogo, że dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że cmokanie jej małej buzi jest nieco inne niż zwykle.. Coś chyba jednak jest nie tak, bo słyszę je głośniej, jakby bliżej.. Następne co do mnie dotarło to ciepły oddech na twarzy i wszystko stało się jasne! Okazało się, że było mi tak wygodnie, że przysnęłam z córeczką przy boku. Pierś wypadła jej z buzi, ale mała się nie poddała. Wierciła się co sił w poszukiwaniu piersi, wychyliła główkę do tyłu i dzięki całuskowi w główkę pierwszym na co natrafiła był.. czubek mojego nosa! :) Sama go znalazła, sama się przyssała i cierpliwie walczyła o mleko z mojego nosa. Pomimo, że od tej sytuacji minęło już kilka miesięcy, to nadal często wspominamy z mężem tą naszą rodzinną „cycusiową anegdotkę” :)

  • Chmieloove
    08 . 08 . 2015

    Laktator elektryczny- cud techniki <3
    U Nas sprawdził się akurat z MEDELI :)

  • Anna, mama Igorka
    10 . 08 . 2015

    dziękujemy !

  • Jutii
    11 . 08 . 2015

    dziękuję bardzo :) ogromnie się cieszę – z tej radości unoszę się kilka centymetrów nad ziemią w dniu dzisiejszym :) :)

  • Diana Dyndor
    11 . 08 . 2015

    Bardzo, bardzo dziękuję! Dziś mam banana na twarzy od rana mimo kolejnego upalnego dnia :)

  • Jotku
    12 . 08 . 2015

    Dziękuję bardzo! :)

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *