Close
Koniec bloga?

Koniec bloga?

[fb_button]

Odgrzewam sobie herbatę w mikrofali, smaruję chleb nutellą. Chyba tylko ona mi pomoże. Moje wewnętrzne ‘ja’ zadaje mi pytanie:

-czy będąc sama w domu z dwójką, dasz radę dalej prowadzić bloga?

Pytanie świdruje mi w głowie, gdy słyszę, że starszy się przebudził i schodzi z góry, marudzenie poziom max, a młodszy właśnie się przewrócił w kącie i próbuje się wykaraskać. Marudzenie poziom expert u młodszego też jest doskonale opanowane. Chcę wykrzyczeć odpowiedź na moje pytanie, otóż brzmi ono:

-NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Nie, nie da się prowadzić bloga, będąc sam na sam z dwójką w domu. To nie chodzi oczywiście o samą opiekę nad dziećmi. Rzeczy jest tysiąc. Zrobienie śniadania, podanie piersi (nie tej na talerzu ofkors), poodkurzanie, bo przecież mikrośmieciuszki są najlepsze do zabawy, w zanadrzu uśmiecha się do mnie zmywarka, a pranie? Dopiero jak już nie mamy w co się ubierać, to zmuszam się by zajrzeć do pralni. Chociaż powinnam robić to częściej, bo głowa wsadzona do tego pomieszczenia wydaje się być relaksem.

W natłoku tych obowiązków wszystkich o 15stej orientuje się, że jeszcze chodzę w piżamie, bo najzwyczajniej w świecie nie ma kiedy umyć się i umalować. Nie dam rady się rozdwoić. Czasem się spełnia moje marzenie i dwójka śpi naraz. Nagniatam wtedy mejle, prysznic, make up, i zazwyczaj pierwszą kawę. A wpisy? Cały dzień myśli same tołkują je w mojej głowie. Mam ich tysiąc, ale nie ma kiedy przysiąść by je spisać, a kiedy jest już ten czas, to wolę zamknąć oczy i paść twarzą w poduszkę.

Ja nie mówię, że macierzyństwo to nie jest lukier, ale przecież to jest też słodki zapierdziel, przy tych dwóch maluszkach.

Receptą na wpisy są zdjęcia w weekend, drzemka(moja! Choć 20 minut) po powrocie Tatki, niech się pali i wali, ale czasem sobie ją musze walnąć, by nie paść z dziećmi po 20stej, by siłę znaleźć na pisanie. Powiesz mi nie masz siły, to po co piszesz? Bo to mi sprawia wiele przyjemności, Wasze niezliczone lajeczki, komentarze na każdy temat pod wpisami. Czujecie mnie i jesteście razem ze mną, w tych radosnych chwilach, i w tych bardziej bolesnych też. Wy wiecie jak w kobiecie kipi, gdy ktoś mówi, że siedzimy w domu. Pewnego razu się zbulwersowałam temu wszystkiemu i postanowiłam nie ogarniać bajzlu. Mąż jak wrócił z pracy to zapytał tylko co za armagedon tutaj przyszedł, czy nie sprosiłam przypadkiem wszystkich dzieci z okolicy. Nie mężu, nie sprosiłam nikogo, to nasz lukier kochany tak nabroił.

Nie zamknę przecież dzieci w pokoiku, i nie powiem im kochane, teraz proszę pobawcie się po cichutku, bo mamusia musi sobie popisać/ popracować/ coś porobić. Nawet jeśli byliby więksi i zrozumieli, to nie mogłabym sklecić zdania, bo moje upierdliwe wewnętrzne ‘ja’ krzyczałoby co z ciebie za matka! Siedzisz przed komputerem, a dzieci tam same, Bóg wie co robią!

Tak naprawdę, to sama nie wiem, kiedy ja to wszystko piszę, jak to wszystko ogarniam, jak znajduję na to czas. Blogowanie z dwójką to nie lada wyczyn, nierealny do zrealizowania bez drugiej połówki, innych pomocnych rąk, niani, czy przedszkola.

Uff udało się, śpią oboje, oczywiście nie zasnęli równolegle, więc nie wiem ile mam czasu, 5 minut? Takie teksty pisze się na raty, na 10 rat zero procent, najlepiej. Rozmyślam jak to będzie gdy chłopaki pójdą do przedszkola, czy pójdę do pracy na etat, czy rozwinę coś swojego. Tak naprawdę to nie chciałabym iść gdziekolwiek, chciałabym czekać na nich z ciepłym obiadem, w czystym domu, pachnącym świeżym i wyprasowanym praniem. Chcę by blog był owocnym dodatkiem do naszego szczęśliwego życia. I wiecie co? Wiecie co blogujące mamuśki? Jesteśmy mistrzyniami w swoim fachu, bo nikt, tylko my kobiety potrafimy zrobić tyle rzeczy na raz. Bo chyba nie da się w brudnym pomieszczeniu blogować? Musi być czysty stolik i kawa zrobiona, latte koniecznie z dużą ilością piany, i coś do przekąszenia. Absolutna cisza też się by przydała, a przecież prowadzenie bloga, to nie tylko pisanie zdań. To jeszcze zdjęcia do obrobienia, odpisywanie na mejle, konstruowanie wpisów, tworzenie koncepcji. Czy koniec bloga nastąpi? Nie wiem, na pewno to wygaśnie samo, nie ogłoszę tego wszem i wobec, po prostu kiedyś zabraknie czasu i dni na ogarnięcie tego wszystkiego. A dlaczego w ogóle takie pytania mi do głowy przychodzą, hę?

 

 

Close