Close
Ding dong

Ding dong

 

Każda z nas zapewne przeżyła w życiu chwilę grozy, ja przeżyłam ją z piętnaście lat temu z moją rodziną. Mogłabym ją porównać do napadu jakiegoś oprawcy, albo terroru. Pamiętam jak trzęśliśmy portkami wszyscy, rozkładaliśmy ręce z rozpaczy niemożności zrobienia niczego. Bo nie dało się absolutnie nic zrobić. Dodam jeszcze, że wierzyłam i wierzę nadal, że godzina między drugą a trzecią w nocy, to godzina duchów.


Jest godzina 2:23, słyszę panikę w domu. Otwieram oczy w mroku, na korytarzu pali się światło, słyszę lament mojej babci. Płacze, nie wie co zrobić. Dziadek szuka rzeczy, którymi można by się obronić. Wujek wykrzykuje przekleństwa pod nosem. Patrzę w okno, a tam bezkresna ciemność, deszcz dudni o parapety, mrok rozświetla jedynie piorun błyskający co jakiś czas. Było bardzo ciemno, urwanie chmury z piorunami, a co jakiś czas było słychać:

<ding dong>

To dzwonek do drzwi. Zaczęło się od tego, że babcia wstała wystraszona, pyta

-Kto tam?

<ding dong>

-Kto tam?

<ding dong, ding dong.>

-Kto tam jest? Proszę powiedzieć?!

<ding dong>

Środek nocy, babcia nie otwiera drzwi ze strachu, budzi wszystkich. W międzyczasie słychać, jak ktoś bezczelnie dzwoni, klika na dzwonek i nie odpowiada na żadne pytania. Latarnie na ulicy się nie świecą, jeszcze wtedy ich nie było. Chowam głowę pod kołdrę. Słyszę nerwowe pytania, i nerwowy chód rodziny. Oraz słyszę co chwilę

<ding dong>

 

DSC01203-2

 

Ktoś bezskutecznie robi sobie żarty, albo ktoś zaplanował coś straszniejszego. Chowam głowę pod kołdrę jeszcze głębiej, zmawiam modlitwy, jedna za drugą.

Słyszę jak rozmawiają. Objęli inną taktykę, krzyczą spieprzaj, uciekaj, zostaw nas w spokoju! Bo zadzwonimy na policję!

Dobrze wiedzieliśmy, że nigdzie nie zadzwonimy, to nie była doba telefonów komórkowych, a telefon stacjonarny nie działał. W głowę zachodziliśmy czy oprawca nie przeciął przewodów, a w tle nadal słyszeliśmy odgłosy strasznej burzy, na przemian z

<ding dong>

Postanowiłam wstać, dziadkowie bezowocnie krzyczeli bym szła spać do łóżka. Wujek postanowił wychylić się przez okno, otworzył je by spojrzeć, czy kogoś nie ma przed drzwiami. Niestety ganek był tak skonstruowany, że nic nie było widać.

<ding dong>

Minęło może z pół godziny. Pół najstraszniejszej godziny w moim życiu. Męska część rodziny uzbroiła się w sprzęt cały i postanowiła otworzyć drzwi. Co by nie było, raz kozie śmierć. Mówią oprawcy, że ostatnia szansa, bo jak otworzą drzwi to się nie pozbiera, a on na to

<ding dong, ding dong, ding dong..>

Serce bije wszystkim, zbliża się trzecia, burza i oprawca nie pozwalają o sobie zapomnieć. A ja nigdy nie zapomnę tego widoku po otwarciu drzwi. Otchłań ciemności i woda skapująca litrami z dachu ganku, oraz sakramentalne ding dong. Nikogo nie było. Dzwonek dzwonił dalej, okazało się, że woda spowodowała spięcie i sam się włączał. Im burza trwałą dłużej, tym częściej dzwonek dzwonił. Tak samo było z siecią telefoniczną. To przez burzę nie działał telefon. Dziadek odłączył kabel i wszyscy naładowani emocjami poszliśmy spać. Wtedy to były istne chwile grozy, a teraz wybucham śmiechem gdy przypomnę sobie tamtą sytuację.

 

DSC01221

 

 

To zdarzenie przypomniało mi się, gdy zaczęłam coraz częściej słyszeć rzeczy nt zbliżającej się wojny… Oby te plotki miały taki sam happy end. A Wy może macie też coś dla mnie do opowiedzenia? Czy zdarzyła Wam się w życiu taka historia, mrożąca krew w żyłach, która się podobnie zakończyła?

 

 

Close