bez-nazwy-11-792x414-2

FreshMail.pl

Brak wiary w siebie podcina skrzydła

[fb_button]

Mam tę swoją dwójkę przecudownych synów i wiem dokładnie co bym im chciała w życiu dać. Nie chodzi tu o wartości materialne, ale duchowe. Chciałabym im dać przede wszystkim wiarę w siebie, której ja całe życie nie miałam. Nikt we mnie nigdy nie wierzył, żyłam z takim przekonaniem co wolno, a co nie. Co wypada, a co nie wypada. Przykładowo przeczytajcie wpis Żudit(kilk), opisywała swoje życie jako szczęśliwe, od tej duchowej strony, ale już jeśli chodzi o zaplecze materialne, to nigdy się nie przelewało. Czytam i czytam i kieruję moje myśli w (teraz już wiem, że) złym kierunku. Myślę sobie, Judyta! Jak możesz pisać, że Ci się nie przelewało! Wszystko miałaś pod nosem i jeszcze Ci mało! Co na to Twoja rodzina!

Wszystko runęło, gdy przeczytałam komentarz jej mamy:

‘Nie dziwię się,że weszłaś do elity blogerów polskich bo fantastycznie piszesz po tak krótkim czasie pisania bo raptem parę miesięcy i jak nie wygrasz tego konkursu to ktoś z jury chyba się nie zna ,ale tam chyba nie są głupi ludzie i talent docenią a ja się cieszę,że pniesz się w górę i coraz więcej ludzi tu zagląda chociaż nie wielu się wpisuje…..a tak na marginesie to mam nadzieję,że moje wnuki to kiedyś urodzą się z miłości tak jak dzieci a nie z wyrachowania i zimnej kalkulacji czy się opłaca bo dziecko nie chciane i nie kochane chociaż bogate będzie najbiedniejsze bo pozbawione ludzkich uczuć.’

 

Koparę zbierałam z podłogi, że jej mama to tak mądra osoba. Nawet nie przeszło przez myśl zarzucenie swojemu dziecku, że coś źle zrobiło. Mianowicie jeszcze ją pochwaliła! Za styl pisania, za dobry język i dała reprymendę, że fundusze to nie wszystko, że najważniejsza jest miłość i to dzieci powinny być jej owocem. A nie zimne kalkulacje.

Mama Judyty wierzy w swoją córkę i we wszystkie swoje dzieci. Jakie by nie były.

Mi zawsze brakowało mojej mamy, z którą piłam herbatkę w tyci zestawie herbacianym, która na maszynie szyła mi strój na zabawę choinkową w przedszkolu. Myślę, że tylko dobry rodzic tak naprawdę jest uwierzyć w swoje dziecko, jakie by nie było.

Gdyby któryś z moich chłopaków miałby ochotę zostać księdzem, gejem, czy przejechać rowerem całą Europę, będę go wspierać. Kupię mu rower, czy szatę, czy co tam będzie trzeba. Oczywiście w głębi ducha będę analizować dlaczego nie wybrał tradycyjnej drogi, ale wiem, że gdy będę go wspierać, to będzie szczęśliwy. Nie chcę wywierać na nich wpływu, nie chcę by przeze mnie się stresował, bo stres to czynnik wpływający na wiele chorób.

Dzieci potrzebują tej wiary od rodziców, bo to oni w ich życiu są najważniejszymi osobami, którzy przygotowują je do startu. Są fundamentem nowego życia.

Zastanówcie się ile rzeczy w życiu byście popełnili, gdyby rodzice w Was wierzyli? Zdobylibyście góry, nie poszlibyście na studia, tylko na przykład za granice podbijać świat! Oczywiście też Wasi rodzice mogli robić to z troski, że mogłoby się coś stać i tak dalej. Ale trzeba się nauczyć to rozgraniczać. Zawsze uważałam, że gdzieś na górze koniec nam jest zapisany, i jeśli ma coś się stać, to stanie się to na prostej drodze, w autobusie, do szkoły czy do pracy. Gdybym wychodziła z założenia, że coś ma się stać to wszyscy byśmy siedzieli w domu 24h/dobę. Albo w jakimś bunkrze, bo dom może się zawalić, może się zacząć wojna i tak dalej. Możemy popaść w paranoję tak dumając, albo obrać całkiem nowy schemat myśli.

Może gdybym w siebie wierzyła, to i blog obrałby całkiem inny kierunek od samego początku? Miałam w sobie taką blokadę – nie pisania wszystkiego. Miało być szczęśliwie i na dziecięce tematy. Ubranka i słodkie minki. Może bym nie poszła na studia, i nie była tu gdzie jestem? Oczywiście jestem szczęśliwą osobą, ale takie ‘może’ w mojej głowie pozostanie zawsze.

Wiem, że bardzo ciężko być rodzicem, nie doświadczyłam jeszcze tego o czym Wam pisze, moje dziecię nie ma kilkunastu lat. Ale właśnie dlatego o tym pisze, bo pamiętając schemat mojej młodości, nie chcę go powielić moim dzieciom. Ma to mi w krew wejść, ta wiara w nich, te wsparcie! Mają mieć najlepiej w życiu jak się da! Wycisnę z siebie ile mogę najlepiej. Oczywiście to wszystko w otoczeniu miłości, z małymi zgrzytami, bo będę ich chciała uchronić przed całym złem świata, a do używek teraz łatwy dostęp. Te zgrzyty, to też nie może być strach i lęk przed nami- rodzicami, bo w takich momentach stąpamy po bardzo cienkim lodzie. Nasze dzieci muszą być pewne siebie i muszą pokładać w nas całą swoją ufność, my musimy ich nakierować, ale nie wskazywać im drogi.

Rozsądne rodzicielstwo to ciężki orzech do zgryzienia, ale i bardzo ciężka praca, jakby nie było, zawsze słuchajmy głosu naszego serca. To ono nam wskaże właściwą drogę w wychowaniu.

 

1inst

 

XOXO
signature
comments [ 18 ]
share
No tags 0
  • mamunia

    Moi rodzice nie tylko we mnie nie wierzyli… Cóż przeżywałam gehennę każdego dnia aż do opuszczenia rodzinnego domu. codziennie ojciec niszczył we mnie poczucie własnej wartości… chciałam umrzeć byle tylko skończyć to wszystko… siniaki i ból to było nic w porównaniu do tego co działo się z moją psychiką… Gdyby moi rodzice we mnie wierzyli i mnie wspierali pewnie broniłabym już magisterkę na wydziale prawa bo prawo zawsze chciałam studiować. wiary zabrakło im i mnie. mam o to do nich żali i wstyd mi tego co było. a najtrudniej jest odbudować wiarę w siebie i dzieciakom przekazać miłość, wsparcie i zrozumienie. brak mi nie tylko miłości rodziców. brak mi przede wszystkim poczucia, ze to co robię jest dobre i prawidłowe. chwalę dzieci za wszystko, kocham, pomagam nie otaczam kokonem… Ale chyba nigdy nie będę pełnowartościowym człowiekiem… tylko dlatego że zabrakło miłości…

    • Buuba

      przykro mi jest to czytać:( ja gdy opuściłam dom rodzinny, a nie było źle, naprawdę, chciałam realizować tylko swoje marzenia.
      a może jeszcze Tobie się uda? Trzymam kciuki! :*

  • Dobrze wiem o czym piszesz… Mi w dzieciństwie bardzo brakowało tej matczynej/rodzicielskiej miłości. Nigdy nikt mnie nie wspierał, ponadto zawsze wszystko co zrobiłam było złe, niedobre, nie takie. Moje pasje były wysmiewane… Bo przeciez powinnam wziac sie za cos sensownego, do nauki- a nie jakies kółka, zajęcia dodatkowe. Zwyzywana od najgorszych, najgłupszych i niechcianych zamykałam się w sobie i bałam się każdego kolejnego kroku… Dopiero gdy weszłam w dorosłe życie powoli zaczęłam sięgać po marzenia. Inne niż za dziecka, ale jednak marzenia…
    :*
    http://www.xavilove.blogspot.com

  • Ewa

    Święte słowa :) Bardzo dużo zależy od rodziców to jakimi bedziemy ludzmi. Ja przez cale swoje 25 lat życia nie usłyszałam ze mnie kochaja,nigdy nie przytulali i nie wspierali słowem. Dzis efekt jest taki,że jestem osoba dorosla ale nie mam zupelnie pewnosci siebie, ciezko mi w zyciu bez normalnej rodziny cieplej i kochajacej. W domu moze byc bieda ale jak jest milosc to nic wiecej nie trzeba. Bo na kogo ma wyrosnąć dziecko ktore nie slyszy od rodziców,ze jest najmądrzejsze,najpiękniejsze i kochane, przeciez wlasnie od tego sa rodzice. Jak takie dziecko ma byc w doroslym zyciu pewne siebie i sobie radzić z codziennością czasami bardzo okrutną.

  • Wychowanie dzieciaków, to nie lada wyzwanie. I jeszcze właśnie, żeby mieli poczucie własnej wartości, żeby pomóc im w rozwoju i pielęgnowaniu zainteresowań. Ja mam cudownych rodziców, wiem, że mogę zawsze na nich liczyć, tym bardziej, że mieszkamy bardzo blisko. Jedyne czego mi brak, że nie wyłapali moich zainteresowań i nie pchali w tym kierunku, bo być może moje życie też wyglądałoby teraz inaczej… A tak próbowałam wszystkiego po trochu i niczego konkretnego w moje życie to nie wniosło. Dlatego ja już inaczej podchodzę do swoich dzieci. Starszy uwielbia piłkę nożną, więc wozimy go na treningi 2x w tygodniu, żeby rozwijał swoją pasję ;)

  • Miałam/mam to szczęście, że rodzina jest dla mnie ogromnym wsparciem i nigdy nie musiałam się tłumaczyć z moich życiowych wyborów, wiedziałam, że rodzice są ze mnie dumni. Tak samo chcę wychować swojego synka, dam mu tyle miłości i akceptacji, ile tylko będę w stanie a nawet więcej.

  • m

    Bardzo mądry wpis. Trzeba wierzyć w swoje dziecko, że jest w stanie polecieć nawet na księżyc jeśli tylko zechce. Trzeba mu kibicować jeśli stwierdzi że matma to nie jego bajka bo on chce zostać pisarzem albo że geografia go nie interesuje bo woli historie. Ja jestem z domu gdzie moją mamę mało interesowało czy jakiś przedmiot lubię czy nie- miały być piątki i koniec- w dużej mierze przez jej podejście nie miałam czasu rozwinąć żadnej konkretnej pasji w wieku szkolnym bo non stop siedziałam w książkach- jak chciałam jeździć na łyżwach powiedziała :” a po co ci to?” , jak chciałam grać na gitarze, stwierdziła: ” gitara ci jeść nie da” , jak chciałam wysłać pracę na konkurs, mówiła :” po co ci te rozczarowania, przecież znajdzie się ktoś lepszy”. Jak opowiadałam jej o podróżach, aucie które mi się podoba, pięknych butach za dwa kafle , kwitowała : ” bez sensu takie o takich głupotach myśleć, jeszcze zobaczysz życie kopnie cię w d… – samochody, buty podróże- dobre sobie”. I to właśnie dzięki wsparciu mojej mamy wyprowadziłam się z domu przy pierwszej nadarzającej się okazji- pojechałam na studia na drugi koniec Polski żeby nie musieć słuchać jej gadania. Dopiero mając dwadzieścia kilka lat stwierdziłam sama od siebie, że fajnie by było nauczyć się szyć- zrobione- odhaczone, zacząć uprawiać jakiś sport- dałam radę, znaleźć luźną pracę przynoszącą mi satysfakcje- jakoś się dało, kupić sobie te cholerne buty- też jakoś poszło z górki. Niestety często pisze się ” odetnij się od toksycznych przyjaciół, nie musisz przebywać z ludźmi, którzy ciągną cię w dół” a prawda jest taka, że osobami, które najbardziej w dół potrafią nas pociągnąć są nasi właśni rodzice. Ja postanowiłam nie być życiową kotwicą dla mojego dziecka- niech idzie w kierunku w jakim sobie zamarzy.

  • ten wpis, w tym momencie mojego życia, jest dla mnie bardzo na czasie… u mnie z kolei to wygląda tak, że ta troska mojej mamy, jej nadopiekuńczość i wymyślanie problemów na siłę (tam gdzie ich de facto nie ma), podcina mi skrzydła i sprawia, że nawet teraz jako żona i matka – często przez to płaczę w poduszkę. bo to przecież moja MAMA, nie powinna tak robić, powinna cieszyć się razem ze mną z mojego szczęścia, a nie węszyła, gdzie tu nas ukłuć! Błagam Was rodzice, wierzcie w swoje dzieci, wspierajcie i traktujcie je tak, jak sami byście chcieli być traktowani przez swoich rodziców. to w naszych rękach jest to, jakie dzieci wyślemy w świat i jakim go one będą tworzyć…
    Pozdrawiam Cię i dziękuję za ten wpis,
    a Bubulkom buziaczki w czółko!
    n.

  • ola

    Ja mam to szczęście, że moi Rodzice zawsze we mnie wierzyli i ja o tym wiedziałam, jednak mój Mąż miał zgoła inaczej. Dlatego w stosunku do naszej Córeczki 3- letniej od początku zastosowaliśmy metodę rozmawiania z Nią. O wszystkim- o emocjach, o uczuciach, o marzeniach. I tym sposobem nasze 3- letnie dziecko potrafi powiedzieć: ” Wiesz Mamusiu dzisiaj mam zły humor troszeczkę”, ” Smutno mi, możesz mnie przytulić”. Genialnie potrafi określić swoje emocje, bardzo dobrze rozpoznaje emocje innych- nasze. Wystarczy powiedzieć, że smutno nam jak robi coś źle i to poprawia. Nie zawsze jest różowo, często robi na złość- taki wiek, bunt rwa, ale generalnie bardzo łatwo dotrzeć do Jej emocji i serca. Zawsze staramy się być obok, stawiać poprzeczkę tak, aby mogła ją zdobyć, ale nie robić tego za nią. Stać z boku i kibicować i zawsze być gotowym do pomocy. Proste przykłady: na placu zabaw uczyć wspinać się na drabinki już małe dziecko, a nie wsadzać samemu na górę aby tylko mogło zjechać. Mówić przy tym jak dziecko z niepewnością spogląda na nas, nie wiedząc czy sobie poradzi, albo czasami z lekkim strachem: ” Jestem pewna, że dasz radę, jestem obok, poradzisz sobie” I wiesz co? Radzi sobie i na koniec woła z uśmiechem: ” Widzisz Mamusiu! Udało mi się, jestem dzielna” – w takich momentach łzy się cisną do oczu, bo wiem, że daję mojemu Dziecku coś naprawdę pięknego- WIARĘ W SIEBIE. A to naprawdę podstawa stabilnego emocjonalnego startu w życie przedszkolne, szkolne i dorosłe. Piękny wpis!!!! Pozdrawiam.

  • piękny, mądry i wzruszający wpis.. mam nadzieję, że i ja będę mamą która wysłucha a nie rządzi. doradzi a nie rozkaże. zaufa a nie zabroni. będzie wspierać a nie podcinać skrzydła. to takie proste a takie trudne.. moi rodzice mnie wspierali. zawsze. w wyborze partnera, studiów, w walce z niepłodnością, w decyzji o kredycie na dom. fajnie miec takie poparcie i miłośc

  • M.D.

    Aga, brak słów… Pięknie napisane, niestety w życiu ludzie często zapominają o tych naprawdę ważnych rzeczach jakimi są miłość rodziców i bliskich oraz czerpane z tego szczęście. Niestety pogoń za tzw. króliczkiem często oślepia i szukamy szczęścia nie widząc tego co mamy pod samiutkim nosem ….. Uwielbiam Cię czytać przy porannej kawce :)

  • Paulina

    Witam! Często czytam bloga . Lubię tu zaglądać :) No cóż – wiem
    Cos o braku wiary w siebie , we własne siły . Cieżko sie idzie tak przez zycie dlatego swoim
    Dzieciom chce tego oszczędzić . Mam nadzieje , ze sie uda . A co do wyboru bycia gejem – nie jestem znawca ale mi sie wydaje , ze z tym sie człowiek rodzi – tzn nie mozna sobie wybrać orientacji .pozdrawiam !!!!

  • Dziękuję Ci bardzo za ten wpis i przypomnienie mi co tak na prawdę jest ważne.

  • Piękny i wzruszający post. Masz rację: ŻEBY WIERZYĆ W SIEBIE POTRZEBUJĘ KOGOŚ KTO UWIERZY WE MNIE!!!!

  • czadowy wpis:) cieszę się zpiatku, to zaszczyt, że nam tak ufacie ;)

  • Święte słowa! Najważniejsze jest budowanie w dzieciach poczucia własnej wartości, staną się dzięki temu ludźmi którzy walczą o swoje i nie boją się porażki. Mi niestety zawsze brakowało tej cechy, mam nadzieje, że będę umiała przekazać ją mojej małej W. ps: Mama Żudit wygrywa internety po raz kolejny! ;)

  • Od razu przypomniały mi się usłyszane rano słowa mojej córki „mamo, ty jestes taka piękna i i dobra, ja bez Ciebie nie mam życia… Bo kto by mi czytał”… chciałabym by tej wiary nigdy nie zabrakło, nawet gdy pójdzie w świat, swoją drogą…

  • Ogrom siły, jaką niesie miłość rodzicielska jest niepojęty, dlatego tak ważne dla nas jest docenianie najmniejszej rzeczy, którą robią nasze dzieci. Każdy ich wysiłek jest dla nas ważny, każda samodzielnie wykonane przez nich czynność, każda pomoc, którą niosą ich małe tak nieporadne ręce…Nasza rodzina jest bardzo duża, dzieci w najbliższej rodzinie wiele, dlatego dla nas bardzo ważna jest też sprawiedliwość w ocenianiu poczynań naszych pociech – by chwalić i przy okazji, całkiem niechcący, nie podcinać skrzydeł innym. Dla nas ważnym aspektem chwalenia jest miłość, dlatego bardzo dbamy o to by kierował nami też zdrowy rozsądek:) To święta prawda „Rozsądne rodzicielstwo to ciężki orzech do zgryzienia”. Pozdrawiamy!

FreshMail.pl