Close
Wychowuj też samą siebie, matko!

Wychowuj też samą siebie, matko!

[fb_button]

Odmóżdżenie total expert mnie dopadło. Zaraz minie dwa lata odkąd siedzę w domu z dziećmi. Siedzeniem to nazywać nie można, bo gotuję, sprzątam, piorę, prasuję, rysuję, prowadzę bloga, czytam książeczki, kąpię, myje, szoruję i tak dalej. Ale siedzę. W tych ścianach, nie rozwijam się kulturalnie, ani zawodowo. Kiedyś moje życie wyglądało inaczej, choć ciężko skupić mi myśli, jak mogłam żyć, nie mając dzieci. Żyłam, moje życie było bardziej intensywne, ale czegoś brakowało. Nadrobiłam straty i zatkało mnie. Przytkało. Tak po prostu.

Skończyłam studia, miałam dobrą pracę, rozkręciłam własny biznes i zwolniłam się z tego wszystkiego dla dziecka pierwszego, a następnie totalnie bez mojej własnej świadomości, że będzie dziecko drugie, dla dziecka drugiego. Cieszę się, że mam moje skarby dwa, ale totalnie zapomniałam o sobie. Ostatnio otworzyłam oczy, zaczęłam to zauważać. Pierwszą oznaka było to, że nie miałam bladego o tym, jaką piosenkę nuci moja przyjaciółka. Patrzyła na mnie ze zdziwieniem i nuci:

Lof mi lajk ju du, lololof mi lajk ju du

-Aga nie znasz tego?! No jak?!?!!?! Toż to Grey!!! O.O

Nie, nie znam. Następną oznaką były dziwne słowa płynące z moich ust.

-Aga ale masz fajne spodnie! Takie jak moje!

-Tak widiałam(!) je u Tobie(!) i postanowiłam kupić

Idąc dalej tym tropem, odmóżdżenie się to nic. Uwstecznianie się to jest coś! Biegnąc do wc krzyczę ‘idę sisi!’, moja obowiązkowa lektura na wieczór to „Kubuś Puchatek i przyjaciele”, „Urodziny prosiaczka” i tak dalej. Temperuje kolorowe kredki, koloruję obrazki i jem zimny zmielony obiad na papkę. Hmm, przynajmniej zdrowo. Moje stylowe eleganckie ubrania zostały zamienione na dres, którego i tak mi szkoda, bo na koniec dnia jest w pomarańczowej marchewce, a szpilki zamieniłam na kolorowe skarpetki. Jak tak dalej pójdzie, to jak dorosną moje dzieci, to nie będą miały z kogo brać przykładu;)

Chociaż nie jest do końca tak źle, rozwijam się kulinarnie. Piekę bułeczki, z TYM cudem tworzę coraz to bardziej różnorodne obiadki dla moich pociech, a nowymi wyzwaniami są coraz to wymyślniejsze obiadki dla mnie i dla męża. A tyłeczek rośnie, jak to ktoś mi opowiadał:

Koniec z wymówką, że nie schudłaś po ciąży, Twój syn ma już 21 lat!

 

Dlatego otwieram mój kalendarz i snuję plany, do zrealizowania na tysiąc procentów:

– przynajmniej raz w miesiącu ukulturalniam się, do wyboru: kino, teatr, opera

– przynajmniej raz w tygodniu jadę na zumbę z przyjaciółką, a jak skończę karmić minimum dwa razy w tygodniu siłownia,

– przynajmniej raz w miesiącu romantyczna kolacja z mężem POZA domem, bez dresu. Na szpilkach.

– kładę dzieci spać codziennie o tej samej porze i ani minuty więcej (na razie udaje mi się to, i tego się trzymam), i oglądam minimum dwa odcinki ulubionego serialu, a dodatkowo jeszcze w łóżku mam romans z kilkoma stronicami dobrej książki

– przynajmniej raz w tygodniu robię sobie SPA w łazience, i nikt mi ma nie przeszkadzać! Mianowicie szorowanie pięt, depilacje, maseczki, ogórek na oko i tak dalej.

 

Moją listę będę uaktualniać, o ile miesiąca starczy. A Wy co do niej byście dopisały?

 

Close