bez-nazwy-11-792x414-2

FreshMail.pl

Wychowuj też samą siebie, matko!

[fb_button]

Odmóżdżenie total expert mnie dopadło. Zaraz minie dwa lata odkąd siedzę w domu z dziećmi. Siedzeniem to nazywać nie można, bo gotuję, sprzątam, piorę, prasuję, rysuję, prowadzę bloga, czytam książeczki, kąpię, myje, szoruję i tak dalej. Ale siedzę. W tych ścianach, nie rozwijam się kulturalnie, ani zawodowo. Kiedyś moje życie wyglądało inaczej, choć ciężko skupić mi myśli, jak mogłam żyć, nie mając dzieci. Żyłam, moje życie było bardziej intensywne, ale czegoś brakowało. Nadrobiłam straty i zatkało mnie. Przytkało. Tak po prostu.

Skończyłam studia, miałam dobrą pracę, rozkręciłam własny biznes i zwolniłam się z tego wszystkiego dla dziecka pierwszego, a następnie totalnie bez mojej własnej świadomości, że będzie dziecko drugie, dla dziecka drugiego. Cieszę się, że mam moje skarby dwa, ale totalnie zapomniałam o sobie. Ostatnio otworzyłam oczy, zaczęłam to zauważać. Pierwszą oznaka było to, że nie miałam bladego o tym, jaką piosenkę nuci moja przyjaciółka. Patrzyła na mnie ze zdziwieniem i nuci:

Lof mi lajk ju du, lololof mi lajk ju du

-Aga nie znasz tego?! No jak?!?!!?! Toż to Grey!!! O.O

Nie, nie znam. Następną oznaką były dziwne słowa płynące z moich ust.

-Aga ale masz fajne spodnie! Takie jak moje!

-Tak widiałam(!) je u Tobie(!) i postanowiłam kupić

Idąc dalej tym tropem, odmóżdżenie się to nic. Uwstecznianie się to jest coś! Biegnąc do wc krzyczę ‘idę sisi!’, moja obowiązkowa lektura na wieczór to „Kubuś Puchatek i przyjaciele”, „Urodziny prosiaczka” i tak dalej. Temperuje kolorowe kredki, koloruję obrazki i jem zimny zmielony obiad na papkę. Hmm, przynajmniej zdrowo. Moje stylowe eleganckie ubrania zostały zamienione na dres, którego i tak mi szkoda, bo na koniec dnia jest w pomarańczowej marchewce, a szpilki zamieniłam na kolorowe skarpetki. Jak tak dalej pójdzie, to jak dorosną moje dzieci, to nie będą miały z kogo brać przykładu;)

Chociaż nie jest do końca tak źle, rozwijam się kulinarnie. Piekę bułeczki, z TYM cudem tworzę coraz to bardziej różnorodne obiadki dla moich pociech, a nowymi wyzwaniami są coraz to wymyślniejsze obiadki dla mnie i dla męża. A tyłeczek rośnie, jak to ktoś mi opowiadał:

Koniec z wymówką, że nie schudłaś po ciąży, Twój syn ma już 21 lat!

 

Dlatego otwieram mój kalendarz i snuję plany, do zrealizowania na tysiąc procentów:

– przynajmniej raz w miesiącu ukulturalniam się, do wyboru: kino, teatr, opera

– przynajmniej raz w tygodniu jadę na zumbę z przyjaciółką, a jak skończę karmić minimum dwa razy w tygodniu siłownia,

– przynajmniej raz w miesiącu romantyczna kolacja z mężem POZA domem, bez dresu. Na szpilkach.

– kładę dzieci spać codziennie o tej samej porze i ani minuty więcej (na razie udaje mi się to, i tego się trzymam), i oglądam minimum dwa odcinki ulubionego serialu, a dodatkowo jeszcze w łóżku mam romans z kilkoma stronicami dobrej książki

– przynajmniej raz w tygodniu robię sobie SPA w łazience, i nikt mi ma nie przeszkadzać! Mianowicie szorowanie pięt, depilacje, maseczki, ogórek na oko i tak dalej.

 

Moją listę będę uaktualniać, o ile miesiąca starczy. A Wy co do niej byście dopisały?

 

XOXO
signature
comments [ 47 ]
share
No tags 0
  • mama Leona

    A gdzie wyjście na kawę z przyjaciółką? BEZ DZIECI!Z MAKIJAŻEM I W SZPILKACH!

  • Kornelia

    Hahaha moja lista postanowień wygląda tak samo :-D do tego dochodzą robótki ręczne haftem krzyzykowym no i edukacja w weekendy. I jak na to wszystko znaleźć czas? Doba u matki powinna być dwa razy dłuższa. Tez się uwsteczniam. Ahhh , wygląda to dosłownie identycznie. A maseczkę do twarzy to robiłam na szybkiego po między kąpielą jednego a drugiego dziecka :-P syn się trochę mnie przeraził. :-D bo moje wieczory spa to już historia, dopóki Lilka nie zalapie rytmu.

    • Buuba

      pięknie ją nazwaliście <3 :)

  • ja sobie też tak mówiłam , jak wyjdę raz na miesiac sama to cud jest ! :P a zamiast chudnac po ciazy to tyyjee… :(

  • staram się jak mogę realizować takie same czynniki, niestety najczęściej wychodzę z domu do pracy :( taka codzienność. Wróciłam do niej po 3 latach, więc jak tylko wszystko sobie poukładam to może i na zumbę znajdzie się czas. Najtrudniej jest u mnie z kładzeniem dzieci spać. To jakaś syzyfowa robota u mnie jest :( jedna idzie spać o 22 a druga o północy. Czego ja już nie próbowałam, żeby to zmienić… Jak masz jakieś sprawdzone metody, plisss podziel się :)

  • Brygida

    Nic dodać nic ująć.
    Z pierwszą córeczką „siedziałam ” w domu 3 lata. 3 lata uwsteczniania się, wręcz zdziczenia. Teraz urodziłam drugą, po siedmiu latach i z zupełnego zaskoczenia. W wieku 40 lat. Pomimo, że jest ona kochana, mogę powiedzieć, że świat lekko mi się zatrząsł w posadach. Nie takie miałam plany. A teraz to tylko dom, pieluchy, karmienia itd itp. Ostatnio się przeraziłam zerkając w lustro w świetle dnia. Przybyło zmarszczek, bo na maseczkę brak sił i chęci, że o kosmetyczce nie wspomnę :-( To dopiero trzy miesiące, a ja już popadłam w dresiarstwo, brak makijażu i otępienie :-(

  • Może basen z rodziną, albo sam na sam z przyjaciółką? :) albo lepiej- aqua aerobik :)

  • Ania

    Mnie wystarczy skończenie doktoratu (mam nadzieje w tym roku ;))przy jednoczesnej ciągłej opiece nad synkiem i juz swiat będzie piękniejszy :) w tej chwili wszystkie czynności które Ty wykonujesz (oprócz bloga ;)) plus pisanie w nocy powodują, ze sil i czasu brak na cokolwiek… Ale w perspektywie własny dom, wolne wieczory, czasem maly do rodziców lub teściów na noc i na pewno nadrobię wszelkie zaległości ;) juz robię listę książek do przeczytania i filmów do obejrzenia ;) i moze ktos jeszcze się z tego urodzi…? ;)

  • mili

    Dlaczego zwolniłaś się z pracy??chłopcy nie są juz tacy mali -może czas pomyśleć o rozwoju zawodowym ??

    • Buuba

      żeby założyć coś swojego, a później zaszłam w ciążę.

  • A ja się zapuszczam dalej ;) też prawie non stop w dresie i na razie dobrze mi z tym, bo dopiero „siedzę” w domu niecałe 9 mcy ;)

  • Nataszka

    No własnie ,i masz racje kobietko ! A kto mi ostatnio powiedział..,że to ja się uwsteczniam ? Haaa teraz nie jestem sama :) :*

  • Miałam dokładnie tę samo refleksję, gdy uświadomiłam sobie w jaki marazm macierzyński popadłam. Z Twojej listy właśnie wyrzuciłam seriale i generalnie ograniczyłam internet, bo miałam wrażenie, że tylko pogrąża to moje „siedzenie”. Ale ważnym elementem jest wyrwanie się minimum raz w miesiącu wieczorem „na miasto” z koleżankami. Sam fakt, że mam pretekst do zrobienia dokładniejszego makijażu i wyciągnięcia ubrań na „po macierzyńskim” ładuje mi baterie:) Na mojej liście jest jeszcze odświeżenie języka obcego i poświęceniu ćwiczeniom chociaż dwie godziny tygodniowo. No, ale na razie ta pozycja tylko jest i kwitnie :)

  • mili

    więc zorganizuje dzieciom opiekę chociażby ” part time” i walcz o swój biznes i o siebie :) to na pewno bardziej zaprocentuje niż marnowanie czasu na oglądanie seriali ( to nie jest złośliwe) ; jesteś młoda, ambitna i silna – pisząc tego posta sama podświadomie czujesz, że bycie mamą 24 h na dobę nie daje Ci satysfakcji so GO FOR IT :)

  • hehe no tak, trzeba w tym całym życiu, macierzyństwa i byciu idealną mamą pamiętać o sobie :) im szczęśiwsza kobieta tym bardziej wydajna mama i żona :)

    :*

  • I słusznie! Ja mam raz w tygodniu długą kąpiel z maskami, peelingami domowej roboty, co drugi dzień ćwiczę, a jak nie wieje to biegam (pod warunkiem, że jestem zdrowa), raz w miesiącu kosmetyczka (to tylko regulacja brwi z henną, ale efekt zawsze robi wrażenie i dodaje skrzydeł), był fryzjer raz w miesiącu, ale aktualnie zapuszczam włosy. No i otworzyli fajna kawiarnię niedaleko więc raz w tygodniu kawka z ciastkiem (i koleżanką) ;)
    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wytrwanie w postanowieniach :)

  • Też układam takie plany, tylko z realizacją ich u mnie ciężko :) Jakoś tak, spontanicznie chyba wolę :D

  • U mnie też syn, dwulatek. Drugi w brzuszku. Też jestem w domu od dwóch lat. Z tym, że przeprowadziliśmy się na wieś, pod miasto, z chwilą narodzenia syna. No i klops… załatwiłam się. Niby to prawie miasto ale każde wyjście, czy wyjazd to prawdziwa wyprawa. Dziadkowie daleko i raczej niechętni do samodzielnej opieki nad maluchem. Męża oszczędzam bo przecież ciężko na nas pracuje. Zakupy robię przez Internet, spożywkę też. Mały nie przepada za jazdą samochodem (czyt: drze się).
    Czasem mam wrażenie, że zbzikuję. Rodzina uważa, że przesadzam, przecież mam cudowne życie. Prawda, mam. Potrzebuję tylko czasem chwili dla siebie. No i jasne dla mnie jest, że to moja wina, Tu nie ma co narzekać tylko wychować samą siebie plus odrobina asertywności, powinno być dobrze. Mam młodszą siostrę, która ma trzymiesięczne dziecko i ciągle gdzieś się wymyka z domu. Patrzę na nią z podziwem i taką zdrową, motywującą mnie zazdrością, super sobie radzi. Jakoś nie potrafię.

  • 1. Dzięki wsparciu babć wychodzimy z mężem na randkowanie (raz w miesiącu musi być).
    2. Karmiąc młodego biorę kindla w dłoń i czytam (a że je sporo… ;)).
    3. Od dzisiaj chodzę na siłownię, mam nadzieję, że uda się min. 3 razy w tygodniu (chwała temu, kto wymyślił laktator :))
    4. Kursy online – fotografia, języki itp. (kocham FutureLearn!)
    5. Blog – dla mnie to ta chwila dla siebie i motywator do dalszego rozwoju (WP, grafika, foto, obróbka, warsztat).
    No i to chyba na tyle :P

  • NataliaPug

    Kochana moja :) tekst na 6 z plusem. Ja pierwsze 5 lat to nawet nie miałam czasu tak pomyśleć by coś dla siebie zrobić bo moim celem było być z dzieckiem i zdobyć wykształcenie. Więc mój okres studencki wyglądał tak: rano studia potem cały dzień z dzieckiem. o wyjściach do kina czy chociażby do koleżanki nie było mowy. Gdy skończyłam studia i przeprowadziłam się do innego miasta, moim celem było znalezienie pracy.. Niestety tylko na jeden staż się załapałam (ach te nieszczęśliwy wiek 25, po nim już nawet stażu nie chcą dać) a potem prace przez rok szukanie. Nic. Kompletnie żadnej pracy, nawet jako sprzątaczka..Rok siedzenia w domu nieźle mnie wykończył psychicznie. Poczułam się „głupia”. Bo ani pracy, ani znajomych (nowe miasto) ani kultury… Pewnego dnia ( a było to lato) stwierdziłam że dość. Że zajmę się sobą. Więc zaczęłam jeździć na rowerze i próbować biegać. Ale to wszystko było na spontana i nie utrzymało się zbyt długo (Bo gdy ja zajmowałam się sobą to z dzieckiem często nie miałam co zrobić. a mąż pracuje zmianowo to jego grafik mamy na trzy dni tylko). No więc kolejne dwa miesiące w domu siedziałam, aż do pewnego momentu gdy w ciągu 2 minut (dosłownie podczas rozmowy tel ) podjełam decyzje studiowania i to dziennie bo przecież mam rano czas do 15-16 (bo dziecko w przedszkolu) i pracy nie mam. no i tak już drugi semestr zaczynam studiów o których nigdy wcześniej nie myślałam. A w dzien moich urodzin (poczatek lutego) postanowiłam pojsc do klubu fitnes. na początku nie wiedzialam co wybrac mam dla siebie, wiec mi zaproponowano by sprobowac wszystkiego. A więc byłam już na zumbie 2 razy i na fitnesie połączonym ze sztangami ale i tez na pilates sie wybralam. I powiem tak. Zumba fajna rzecz, ale jednak nie dla mnie więc zostają sztangi i pilates. a w przyszły tydzien fit box :) w domu nie cwicze bo leniwiec ze mnie straszny, wole w tym czasie cos namalowac. więc rano i wieczorem jak myję zęby 70 przysiadów robię. przez pierwszy tydzień był z przerwami kilkanascie sekundowymi po kazdej 10, a teraz to juz staram sie robic bez przerwy.
    I powiem Ci kochana że te przysiady to niezła motywacja jest. a co do fitnesowych zajęć to sztangi niezły wycisk dają, zumba fajna bo ruchu dużo ale te kroki zapamietac to szybciej kokardke sobie z nog zrobie, a pilates.. oooch pilates fajna bardzo fajna rzecz. spokojna muzyka, cwiczenia spokojne rozciagajace i jak uspakaja się organizm.. jak wracam z pilates to jestem zrelaksowana, wypoczęta i pełna energii..
    o matko znów się rozpisałam… i jeszcze chcialam pisac.. ;P

    jak masz chęć mnie posłuchać dalszej opowieści to pisz.. chętnie Ci opowiem;)
    Pozdrowienia i buziaczki :*

  • Iza

    jejku skąd ja to znam..!!!! Oskar ma pół roku, a ja od 3mcy wybieram się na uzupełnienie rzęs, hmmm w sumie teraz to na założenie nowych xD

  • Dominika

    Dla chcącego nic trudnego. Moja córeczka ma 6 miesięcy. Od 3 chodzę regularnie na treningi. Staram sie przynajmniej ;) moje ciało jest lepsze niż przed ciąża :D tak mnie wystraszyły te kg po ciazy ;) nie jest prawda, że KP dyskwalifikuje siłownie, basen lub bieganie. Absolutna bzdura :) dodatkowo planuje zacząć studia podyplomowe i wlasnie ruszyć z własnym biznesem :) dziecko dało mi takiego kopa, że jestem szczeliwa jak nigdy :) maż mhie jeszcze bardziej docenia, a zamiast codziennej książki dorzuciłbym romans ale z mężem ;)

  • tak, tak, też miałam taką listę od 1 stycznia. i na niej pół godziny codziennie ćwiczeń- dla siebie, dla figury, samopoczucia. …dzięki Bogu mamy 21 luty.. lista? hmm… no gdzieś leży..

  • Weronika

    Do identycznych wniosków doszłam kilka dni temu. Jestem młodą mamą, która już nie ma siły na nic dla siebie. Dlatego kradnę (i to dosłownie!) czas dla siebie. Łapię książkę, by choć na chwilę odpocząć. Staram się robić coś, co MI sprawia przyjemność. Zaczęłam, wczoraj?, uczyć się hiszpańskiego, co zawsze było moim marzeniem. A jutro polecę kupić płaszczyk, który tak bardzo mi się spodobał, a byłam chyba zbyt niepewna i skąpa, by go kupić od razu. To miłe, że można spotkać osoby, MAMY, które wiedzą, co czuję, choć już traciłam wiarę w to, że ktoś może zrozumieć. Dlatego, dziękuję. A Tobie życzę wytrwałości w tym, co sobie zaplanowałaś.

  • dagbo

    No tak, ale zeby wyjsc bez dzieci trzeba miec kogos kto z tymi dziecmi zostanie…

  • karolka

    Jak zobaczylam o czym piszesz zlapalam sie za glowe przechodzilam to w ubieglym tygodniubo jak Marlenka na fb napisalam lof mi laj ju du … A ja obczajalam godzine co to za piosenka to zakasalam rekawy i bylam juz pare razy na wyjscu i to pomaga nawet szybkie wyjscie zeby kolezance zawiezc za male ubranka po synusiu na herbate to IMPREZA HIHI

  • Kasia

    U mnie z takich postanowieb zazwyczaj wychodziły nici… mąż jak wracał z pracy to padał – wiec wykscie na randke odpadako. Romans z Książka nigdy sie nie udawal bo o 22 zasypialam po przecxytaniu jednej stroby. Na maseczkę nigdy nie vyko czasu…. ale zmienilo sie tocwszustko kiedy zapisalam swojego synka na zajecia do klubu malucha. Sa dwa razy w tyg. Jeżdżę tam raxem z nim noooo i przecież w dresach nie pojade. Bez makijażu tez sie innym mamuska nie pokaże:) okazało sie ze maseczke da sie zrobić przeciez jak tylko synek zasnie. Pazur tez od czasudo czasu umaluje. Takze zajecia dla mlodego a i matka sie troche z domu wyrwala i zaczela myslec o sobie:)

  • Oliwia

    nie rozumiem tego..nie rozumiem dlaczego tyle kobiet tak ogromnie spłyca rolę matki wychowującej dziecko/dzieci, spędzającej większośc czasu w domu. No i co z tego, że nie ma się już tyle czasu żeby wyjść na te ploty na kawę, czy to Wasz czyniło zajebiście kulturalną osobą? No i co z tego, że nie można siedzieć od 10.00 do 18.00 za biurkiem i dzień w dzień pędzić na łeb na szyję żeby zdążyć ogarnąć maile, rozmowę z szefem czy durne cyferki w Excelu. Czy to Was codziennie tak naprawdę rozwijało? Dawało poczucie że jesteście coraz mądrzejsze i więcej znaczycie? Ja też od roku siędzie w domu i pewnie kolejny rok przede mną bo jestem w drugiej ciąży. Tak chciałam i jestem totalnie szczęśliwa. Oczywiście, że mam momenty zwątpienia i czasami brak pomysłów żeby zabić codzienną monotonię ale na pewno widzę, że od czasu kiedy jestem matką nie przestałam się rozwijać a tym bardziej nie zaczęłam się cofać. Przecież każda z nas dostała jakby w prezencie pakiet kursów rozwojowych…z medycyny, z organizacji pracy…z zarządzania… z komunikacji….z psychologii i biologii mając do czynienia z codziennymi problemami macierzyństwa. Czy się mylę?? Naprawdę nie uczycie się niczego przy maluchach? Dla mnie to jest fenomen mieć możliwość codziennego obserwowania rozwoju mojego dziecka. Nic nie da mi takiej sadysfakcji niż fakt, że to dzięki mnie ten młody człowiek poznaje świat i będzie gotowy kiedyś wejść w niego samodzielnie. Ze niby ukończenie jakiegoś projektu czy zdobycie nowego klienta miałoby z tym konkurować?A Ty kochana autorko jesteś cudownym przykładem tego, że kobieta z dwójką dzieci, może inspirować, może się rozwijać, prowadzić w dodatku tak inspirującego bloga i podnosić często na duchu setki kobiet. To mało???? Kurde dziewczyny, korzystajcie, że jesteście w domu, dzieci dorosną i czeka Was znowu praca, praca i tylko praca, często gorsza monotonia i na pewno więcej problemów i stresów niż teraz macie. A jak brak Was nowych inspiracji, to szukajcie ich w codzienności, czytajcie nowe publikacje, artykuły, kupcie sobię książke do nauki języka i noście wszędzie ze sobą, uczcie się słówek podczas usypiania młodej/młodego, eksperymentujcie w kuchni, twórzcie nowe rzeczy, polecam srony DYI, zapiszcie się na kursy interrnetowe i doceńcie to, że możecie sobie pozwolić na to, że jesteście w domu z Waszymi skarbami!

    • Magda

      Tu zupełnie nie chodzi o niedocenianie czasu spędzanego z dziećmi. Większość z kobiet tu komentujących zrezygnowała z pracy, by cieszyć się czasem z dziećmi i gdyby tego nie chciały, to pewnie wróciły by do pracy.
      Wydaje mi się to jednak naturalne, że potrzebujemy chwili dla siebie. Ja od prawie trzech lat wyszłam tylko raz bez dzieci. Teraz postanowiłam to zmienić, bo widzę, że tego potrzębuję. Jasne, że praca potrafi być bardziej monotonna, niż opieka nad dzieckiem, ale dlatego też tak każdemu marzy się urlop. Od dzieci nie chciałabym tygodniowego odpoczynku, ale jeden wieczór w miesiącu jak najbardziej by się przydał ;) Zwłaszcza, że też się czasem łapię na problemach z poprawnym wysławianiem :p

  • andziuchna

    do tej pory nie komentowałam Twojego bloga, chociaż czytać i podglądać zaczęłam Was jakiś czas temu ale nie mogę się powstrzymać po tym tekscie- przecież twój syn ma już 21 lat:D
    świetny blog i świetny tekst

    p.s. zauważyłam, że byłyśmy sąsiadkami (mieszkam na Sybiraków) i mam synka 3 miesiące młodszego od Bubka1- szkoda, że wcześniej nie wyczaiłam, że tu mieszkałaś bo wydajesz się mega sympatyczną osobą!

    pzdr:)

  • Mnie taki stan jeszcze nie dopadł, ale na przyszłość zapamiętam :-) /J.

  • Aga, wiem o co chodzi. Jak Olek skończył rok, wróciłam do pracy bo nie byłam w stanie dłużej wysiedzieć w domu. Musiałam do ludzi. I mimo tego, że pracuję znalazłam jeszcze czas na wyjścia i siłownię….Aga tym wpisem zmotywowałaś niejedną mamę. Działaj kobieto i rób coś dla siebie.

  • do teatru to ja bym się chętnie przeszła:) Karlos tego nie lubi, czyi nie mam z kim;;)

    • Buuba

      jak to nie masz z kim;) a ja? :P

  • Aga czasem czuje dokładnie to samo! Tez sie biorę za identyczne postanowienia:) Zawłaszcza ze trochę zmuszona sytuacja zakładam działalność a Mały młodszy ma dopiero 13msc.. No ale nie ma ponoć tego złego.. 4 lata siedzę w domu bo ja z Córa miałam zagrożona ciąże wiec w zasadzie cała przeleżałam w domu. Nie brakuje mi wyjsć. Buntuje sie w sobie bo chciałabym tym najpiękniejszy drugi rok jeszcze z Synem całuski spędzić w domu, ale wyszło jak wyszło. Choć wierze ze znajdę dobrego pracownika aja będę tylko z doskoku:)

  • Anna

    Dorzucam do Twojej listy pracę na etat :)) takie wyjście z domu raz dziennie spowoduje powrót szpilek, eleganckich sukienek, makijażu i mnóstwo kontaktów z ludźmi, kawkę w czasie pracy wypijesz ciepłą :) a nagrodą ze te wspaniałości i dobrodziejstwa będzie ładna wypłata :D chłopcy przez 8 godzin pod opieką dobrej niani nie zdążą za Tobą zatęsknić, a Ty po powrocie będziesz świeża, pełna pozytywnej energii i pomysłów :) ja tak zrobiłam – ja jestem szczęśliwa, moje dziecko również, a o mężu, który codziennie rano widzi zadbaną i aktywną zawodowo żonę, nawet nie wspomnę ;) pozdrawiam!

  • Aga

    Jestem w domu od trzech lat z małą przerwą, wróciłam do pracy po pierwszym macierzyńskim i zaraz znów zaszłam w ciążę (tak wyszło niechcący zupełnie). Wcześniej pracowałam dużo i często udzielałem się towarzysko. Kino, teatr, kręgle – zawsze to ja byłam organizatorem takich wyjść. Teraz jestem w domu … i nie chodzę do teatru ani kina, przestałam czytać książki ale rozwijam się dla dzieci. Nauczyłam się piec ciasta, ciasteczka, robię syropy i przetrwory żeby było zdrowiej. Czytam o zdrowej kuchni i jak żyć z alergia moich dzieci. Moje ukochane kąpiele z Gazeta w ręku zamieniłam na kąpiele z dziećmi. Umiem robić cuda z piany w wannie :-) układam klocki, puzzle – to tez rozwijające nawet w moim wieku … Rozwijam swoją wyobraźnie. Trenuje pamięć ucząc się wyliczankę i piosenek … To czas dla moich dzieci. Wychodzę na paznokcie, depilacji, fryzjera bo wyglądać trzeba ale najchętniej zabierałabym moje babkę ze sobą wszędzie. Spotkania towarzyskie owszem ale zawsze ciągnę dzieci. Ostanie wyjście z mężem z okazji moich urodzin trwało krótko … Spieszno nam było do maluchów bo bez nich to nie to samo. Mamy wieczory dla siebie jak dziewczynki śpią a czas dla mnie to czas na spacerach … Pracując nigdy tego nie robiłam … Teraz mam czas żeby spowolnić i nie muszę być na bieżąco … Rozwijam się jako matka …

  • Mała Mi

    To ja się wypowiem w innym tonie. Jak to? Ty się odmóżdżasz? Nie rozwijasz?
    No a prowadzenie bloga to nie jest praca, która cię uczy? Popatrz na własne wpisy, zdjęcia z początku Twojego pisania i teraz. Nawet szablon bloga się zmienił, moim zdaniem bardzo się rozwinęłaś.
    Ja wróciłam do pracy, ale nie uważam, żeby to było szczególnie motywujące i rozwijające :) Po pierwsze, będzie lepiej, jak już nie będziesz karmić piersią. Po drugie, taki los rodzica – coś zawsze na tym ucierpi. U mnie ostatnio swoją obecnością dają się we znaki pająki.

    • Buuba

      no w sumie masz rację i dziękuję Ci za te słowa. ale czegoś mi brakuje, naprawdę, to pewnie dlatego, że za mało wychodzę z domu. na pewno jeszcze kiedyś za tym zatęsknię.
      a jakie pająki?

  • julia

    A ja myślę, że takie przemyślenia biorą się w momentach kiedy jest nam za dobrze. Kiedy nic złego nie dzieje się w rodzinie, dzieci są zdrowe, sytuacja finansowa jest ok. Sama tak mam, a potem mi dziecko w szpitalu ląduje i myślę sobie co ja miałam za problemy, wszystko bym oddała żeby się ponudzić w domu. Pamiętasz Jak Było podejrzenie trio u twojego syna. Czy wtedy takie przemyślenia w ogóle miałaś czy raczej było to w stylu błagam niech tylko będzie zdrowy, reszta nie istotna. Nie piszę tego złośliwie.po prostu tak myślę.

  • Mała Mi

    Pająki mieszkają, od kiedy pracuję i nie mam czasu sprzątać. Wymyśliłam, że gotować na następny dzień będę jak mały zaśnie udało się. Dwa razy w tygodniu na siłownię – młody wtedy usypiany jest przez tatę – też się udało. Wieczorami po odbiorze małego udzielamy się artystycznie – ciastolina, wyklejanki, malowanie i inne rozrywki dwulatka. Te materiały trzeba z panem małym sprzątnąć. Wieczorem chociaż pół godzinki relaksu z książką – żeby to się udało odłączyłam TV :) W weekend basen i spacery, wyjścia na obiadek do znajomych lub restauracji albo gotowanie u nas. No i z tego powodu pod szafą zamieszkały pająki, a okna czekają nieumyte. Z czegoś musiałam zrezygnować, żeby realizować swoje punkty.
    Niezrealizowane – wyjścia do kina, teatru, na koncerty. Nową muzykę znam tylko z kanału ESKA, który leci w siłowni i radia w aucie w drodze do pracy – ja także nie poznałabym piosenki z Greya :)
    A odnośnie Twojej samorealizacji – pomyśl, ile blog i urlop macierzyński wniosły w Twoje relacje interpersonalne. Co chwila widzę zdjęcia nowych przyjaciółek blogowych, wyjścia do restauracji z Makóweczkami, odwiedziny mamy bliźniaków itp. Nawet każdą niepochlebną opinię, czy hate na pewno coraz spokojniej reagujesz – to wszystko to Rozwój jest właśnie.

  • agata

    U mnie jest podobnie. Właśnie wczoraj mówiłam mężowi ze sie uwsteczniam:( Niestety 4 miesiace temu przeprowadzilismy sie do innego kraju wiec znajomych brak. Nie mam możliwości wyjścia z koleżanka i bardO mi tego brakuje. Praktycznie jestem non stop z dzieckiem bo nawet w weekendu jak gdzie sie wybieram to zawsze z mężem i dzieckiem (tutaj można poruszać sie tylko samochodem i wszędzie jest daleko, moje prawo jazdy ni jest tutaj uznawane wiec jestem zależna od męża)
    Ogólni jestem juz strasznie tym zmęczona:(
    Jednak pomimo tego maluje sie każdego dnia i od dwóch tygodni nie jem słodyczy , od następnego tyg zaczynam ćwiczyć , a na spacery zawsze staram sie jakoś fajnie ubrać a tak zeby poprawić sobie humor!

  • Moja lista z każdym dniem się wydłuża tak jak czas jej realizacji. Ciągle mówię już jutro! Chociaż godzinka dla mnie! A w końcu się okazuję że dziecko nie chce usnąć albo chce jeszcze jedną bajkę, że w domu trzeba ogarnąć i tak czas leci a ja po ciężkim dniu padam wykończona tak że nie mam siły nawet paznokci pomalować:(

  • Kinga

    Aga co studiowalas? Jakąś kosmetologie? Pytam bo właśnie jestem na finiszu studiów magisterskich (filologia angielska) i jakoś średnio czuje ze znajdę pracę jako nauczycielka i myślę o przebranzowieniu. Myślałam właśnie o kosmetyce tylko nie wiem czy opłaca się zaczynać od zera..

    • Buuba

      wszystko się opłaca :) akurat skończyłam pedagogikę i nie było mi po drodze zajmowanie się dziećmi… więc dodatkowo fryzjrestwo, kosmetologia i wszelkiego rodzaju mnóstwo wszelakich kursów, dodatkowo fotografia i masło maślane ;) idę po prostu w tym kierunku – co mnie ciągnie i interesuje i działam :)

      • Kinga

        Super :) właśnie tak sobie pomyślałam że jak Aga napisze ze nie kończyła kosmetologii to może i mi się uda.
        Super dziewucha z ciebie :) ale gonie Cie ;) drugie dzieciątko już w drodze i tak sobie myślę że jak już odchowam te moje bobasy to się wypuszczenie wkoncu z tej chałupy :) ale może niekoniecznie do szkoły tylko właśnie w jakimś innym kierunku bo dla mnie zawód nauczyciel okazał się po prostu za nudny

        • Buuba

          jak dla mnie zawód nauczyciel w przedszkolu (bo takie skończyłam studia) to jednak to nie to co chcę robić :/ duża odpowiedzialność, BARDZO duża, niskie zarobki i mówią na Ciebie per ‚przedszkolanka’, i w ogóle ;) ale kto wie, może życie pokaże co innego :)
          grunt to się nie poddawać ;)

FreshMail.pl