Close
Czy jesteś przygotowana na wszystko?

Czy jesteś przygotowana na wszystko?

[fb_button]

Kiedy oddalam się od szczęśliwości, zawsze coś traumatycznego musi się zdarzyć. Bo chyba tak jest, że złe myśli przyciągają te złe rzeczy, a dobre te dobre?

Tak rozmyślałam ostatnio, że ten dom taki nie wykończony, drzwi na górze nie ma, szafki, umywalki w łazience, o listwach przypodłogowych nie wspomnę. Ogrodzenia nie ma, podwórko nie zrobione, kostka nie ułożona… Że my chyba w kosmos wcześniej wystrzelimy, niż ten domek, tak jak z moich marzeń, wykończymy, urządzimy.

Nie jest lekko, a przecież tak chciałam. Zarzekałam się, że mogę w betonach mieszkać, byleby tylko dom. Taki własny. Z dużym podwórkiem, z przestrzenią do biegania. Dla chłopaków. Dla moich miłości. Nawet i dla tych mniejszych serduszek – tych na czterech nogach. Ten taras – dla mnie. Osobny pokoik dla Tatki, na graty komputerowe, marzył o tym. Kubek herbatki ciepłej na późne wieczory, a może i lampka wina, kiedy ukochane moje maleństwo mi odpuści. Bo nie wiem czy wiecie, ale jest tak do mnie uwiązane, a butelka to najgorsze zło. Co kilka dni dokupuję nowe, próbuję nowych smoczków, silikonowych i owakich. On nie chce tych butelek za żadne skarby. Jest źle. Więc nie jestem przygotowana, pewnie tak jak każda z nas/was.

Nie jestem przygotowana na najgorsze.

 

W tym ogrodzie to myślę lawendę, nie chcę tego polbruku. Chce taką kostkę, srebrno szarą. Najjaśniejszą. Lawendy będzie mnóstwo. W każdym kącie. Jej cudny kolor będzie cieszył moje oczy, i komarów nie będzie. Będę pić latem tę herbatę, z kubka ze świętym Mikołajem, tego co obok mnie teraz stoi. Bo to chyba największy w naszym domu. Ciepłe ciemnopomarańczowe promyki będą mi okalały twarz. Będę oddychać, cieszyć się. Będę często zamykać oczy i wdychać tę woń wiosny/lata.

Dziś jak się śmiałam, jak biegał za piłką, jak się na nią rzucał, by się odbić, upaść na ziemię, turlając się ze śmiechu. Śmiałam się razem z nim, do rozpuku. Będą latem jego bose stópki biegać po zielonej trawie.

A niech cię. I ten polbruk ostatecznie może być, niech będzie cokolwiek. Lato, oddech, oczy otwarte, oczy zamknięte.

 

Siedziałam na sorze, czekałam na moją kolej. Marzyłam. Rozmawiałam z przyjaciółką, oczy szklane, ale śmiałam się do rozpuku. Tylko ona mnie potrafi zawsze tak rozśmieszyć, nawet gdy grobowy nastrój wokół. Najwspanialsza.

Obok mnie ludzie chorzy, człowiek tłumaczy matce, że są w szpitalu, a ona ‘cholerka, gdzie moja kanapa. Idę, muszę się położyć’.

Tam czas płynie tak wolno.

Lekarze, za białymi drzwiami, co słowo się usprawiedliwiają, że to później takie, to do sądu podają.

Za każdym spojrzeniem byłam skreślana grubą krechą. Czułam to na sobie. Że blond, że młoda, że wymyśla.

Słowa moje ich utulały, głaskały, że dwójka dzieci, że mama… że nie ma jej.

Zaczęło się od bólu i zaczerwienienia na nodze. Pojechałam do tej umieralni. USG. Okazało się, że zator, że szybko trzeba interwencji, bo ‘dobry Boże nie pomoże’…

 

Nie, nie jestem gotowa. Nie jestem przygotowana. Strachu się najadłam jak nikt. Mam tyle miłości w domu, mogę bez tych drzwi, byleby z nimi.

Bo ten najmniejszy, to butelki nie chce. Bo starszy musi już uczyć się samodzielności, bo kredyt, bo drzwi, bo kostka, bo pierdylion różnych spraw.

W komórce przed ukochaną osobą, najważniejszymi osobami, wpisz literkę A.

A Mężuś.

Spisz mały testament, nie, nie – jak twierdzi mój mąż, co komu. Spisz swoją wolę. Co chcesz by się później stało, z Twoim ciałem, z domem, z myślami, z dziećmi..

 

I żyj jak najdłużej, dla swoich małych miłości, bo nie jesteś przygotowana.

Mam tyle szczęścia, od tamtych dni wydaje mi się, że jak nikt na świecie. Mam zdrowe dzieci, mam dach nad głową, wodę, jedzenie, ubranie, czego chcieć wiecej? :) Cały dzień dziś tak myślałam, cieszyłam się, że mogę podłogę mopem myć, schody na kolanach szorować…

Mam tyle tego cholernego szczęścia, że jak pędziłam na ten sor, to wjechałam pod zakaz. Pod prąd. Pierwszy raz w życiu. Taka zamroczona stresem, szklane oczy rozmywały obraz. Wjechałam w jednokierunkową, tak los chciał, że akurat naprzeciw policji. Dostrzegłam otępiałe miny panów policjantów, jak podeszli, pytali czy samochód mój, czy prawo jazdy mam, że takie rzeczy niespotykane. Ja, że mój, że mam, że miejsca pod szpitalem nie ma.. że śpieszno mi…Dałam dokumenty i… pogadali coś, i zawróciłam, tak jak powiedzieli.

Mam szczęście, nawet w takich rzeczach, no czego, czego chcieć więcej? :)

DSC00134DSC00145

 

Close