bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Czy jesteś przygotowana na wszystko?

Kiedy oddalam się od szczęśliwości, zawsze coś traumatycznego musi się zdarzyć. Bo chyba tak jest, że złe myśli przyciągają te złe rzeczy, a dobre te dobre?

Tak rozmyślałam ostatnio, że ten dom taki nie wykończony, drzwi na górze nie ma, szafki, umywalki w łazience, o listwach przypodłogowych nie wspomnę. Ogrodzenia nie ma, podwórko nie zrobione, kostka nie ułożona… Że my chyba w kosmos wcześniej wystrzelimy, niż ten domek, tak jak z moich marzeń, wykończymy, urządzimy.

Nie jest lekko, a przecież tak chciałam. Zarzekałam się, że mogę w betonach mieszkać, byleby tylko dom. Taki własny. Z dużym podwórkiem, z przestrzenią do biegania. Dla chłopaków. Dla moich miłości. Nawet i dla tych mniejszych serduszek – tych na czterech nogach. Ten taras – dla mnie. Osobny pokoik dla Tatki, na graty komputerowe, marzył o tym. Kubek herbatki ciepłej na późne wieczory, a może i lampka wina, kiedy ukochane moje maleństwo mi odpuści. Bo nie wiem czy wiecie, ale jest tak do mnie uwiązane, a butelka to najgorsze zło. Co kilka dni dokupuję nowe, próbuję nowych smoczków, silikonowych i owakich. On nie chce tych butelek za żadne skarby. Jest źle. Więc nie jestem przygotowana, pewnie tak jak każda z nas/was.

Nie jestem przygotowana na najgorsze.

 

W tym ogrodzie to myślę lawendę, nie chcę tego polbruku. Chce taką kostkę, srebrno szarą. Najjaśniejszą. Lawendy będzie mnóstwo. W każdym kącie. Jej cudny kolor będzie cieszył moje oczy, i komarów nie będzie. Będę pić latem tę herbatę, z kubka ze świętym Mikołajem, tego co obok mnie teraz stoi. Bo to chyba największy w naszym domu. Ciepłe ciemnopomarańczowe promyki będą mi okalały twarz. Będę oddychać, cieszyć się. Będę często zamykać oczy i wdychać tę woń wiosny/lata.

Dziś jak się śmiałam, jak biegał za piłką, jak się na nią rzucał, by się odbić, upaść na ziemię, turlając się ze śmiechu. Śmiałam się razem z nim, do rozpuku. Będą latem jego bose stópki biegać po zielonej trawie.

A niech cię. I ten polbruk ostatecznie może być, niech będzie cokolwiek. Lato, oddech, oczy otwarte, oczy zamknięte.

 

Siedziałam na sorze, czekałam na moją kolej. Marzyłam. Rozmawiałam z przyjaciółką, oczy szklane, ale śmiałam się do rozpuku. Tylko ona mnie potrafi zawsze tak rozśmieszyć, nawet gdy grobowy nastrój wokół. Najwspanialsza.

Obok mnie ludzie chorzy, człowiek tłumaczy matce, że są w szpitalu, a ona ‘cholerka, gdzie moja kanapa. Idę, muszę się położyć’.

Tam czas płynie tak wolno.

Lekarze, za białymi drzwiami, co słowo się usprawiedliwiają, że to później takie, to do sądu podają.

Za każdym spojrzeniem byłam skreślana grubą krechą. Czułam to na sobie. Że blond, że młoda, że wymyśla.

Słowa moje ich utulały, głaskały, że dwójka dzieci, że mama… że nie ma jej.

Zaczęło się od bólu i zaczerwienienia na nodze. Pojechałam do tej umieralni. USG. Okazało się, że zator, że szybko trzeba interwencji, bo ‘dobry Boże nie pomoże’…

 

Nie, nie jestem gotowa. Nie jestem przygotowana. Strachu się najadłam jak nikt. Mam tyle miłości w domu, mogę bez tych drzwi, byleby z nimi.

Bo ten najmniejszy, to butelki nie chce. Bo starszy musi już uczyć się samodzielności, bo kredyt, bo drzwi, bo kostka, bo pierdylion różnych spraw.

W komórce przed ukochaną osobą, najważniejszymi osobami, wpisz literkę A.

A Mężuś.

Spisz mały testament, nie, nie – jak twierdzi mój mąż, co komu. Spisz swoją wolę. Co chcesz by się później stało, z Twoim ciałem, z domem, z myślami, z dziećmi..

 

I żyj jak najdłużej, dla swoich małych miłości, bo nie jesteś przygotowana.

Mam tyle szczęścia, od tamtych dni wydaje mi się, że jak nikt na świecie. Mam zdrowe dzieci, mam dach nad głową, wodę, jedzenie, ubranie, czego chcieć wiecej? :) Cały dzień dziś tak myślałam, cieszyłam się, że mogę podłogę mopem myć, schody na kolanach szorować…

Mam tyle tego cholernego szczęścia, że jak pędziłam na ten sor, to wjechałam pod zakaz. Pod prąd. Pierwszy raz w życiu. Taka zamroczona stresem, szklane oczy rozmywały obraz. Wjechałam w jednokierunkową, tak los chciał, że akurat naprzeciw policji. Dostrzegłam otępiałe miny panów policjantów, jak podeszli, pytali czy samochód mój, czy prawo jazdy mam, że takie rzeczy niespotykane. Ja, że mój, że mam, że miejsca pod szpitalem nie ma.. że śpieszno mi…Dałam dokumenty i… pogadali coś, i zawróciłam, tak jak powiedzieli.

Mam szczęście, nawet w takich rzeczach, no czego, czego chcieć więcej? :)

DSC00134DSC00145

 

XOXO
signature
comments [ 17 ]
share
No tags 0
17 Responses
  • marta
    14 . 02 . 2015

    Zupelnie cie rozumiem. U mnie miesiac do porodu. Maz w delegacji. Ja u rodzicow co by mial mnie kto zawiezc gdyby cos sie zaczelo dziac.

    Ja od zmyslow odchodze. Brat z bratowa mon stop sie kloca(mieszkaja z moimi rodzicami) 11 lat po slubie, inne poglady na zycie – on juz stwierdzil ze trzeba dzieciom domy budowac i powoli umiedac majac 34lata!!!! Ona – dzieci coraz wieksze, bardziej samodzielne dom wyremontowany prawie do konca, wlasny kat jest – choc po mysli jego a nie jej (bo po co pytac zony ck sie jej podoba) wie moze pojada na romantyczne wakacje tylko we dwojke. Zeby zar obudzic kiedy byli w sobie zakochani. Gdzie tam… i tak od jakiegos czasu ona mysli ze ja zdradza bo jedzie na pilke na 19 a wraca po 24. Rodzice? Ludzie po 60 i tak sie dra na siebie ze sz chce sie wyjsc.

    A ja sobie mysle: jakie ja mam szczescie! Zaraz 8lat jak jestesny razem. 3 lata po slubie w tyn roku. Tyle przeszlismy a do tej pory swiata poza soba nie widzimy. Byly i sa problemy z pieniedzmi, ze zdrowiem z mieszkaniem. Z rodzina. Stracilismy dziecko. Byly klotnie ale je pokonalismy. Tak sie ciesze ze mam jego ze sobie mysle co z tego ze sa problemy? Byly, sa i beda a najwazniejsze to cieszyc sie ze ma sie ta druga osobe, kolejnego faceta do kochania w drodze i nie wazne co sie wydarzy. Wazne zeby pamietac ze sa dla mnie calym swiatem..

  • Marzena
    14 . 02 . 2015

    Oj jak ja dobrze Cię teraz rozumiem miesiąc styczeń najgorszy w moim życiu zaczęło się od stłuczki jaką miałam, potem telefon od męża ze samochód go na pasach potrącił, następnie tato miał zawał i dalej z nim nie jest najlepiej No i na koniec co by było kolorowo córka w rączkę coś zwichnela ale jednego się nauczyłam żeby cieszyć się z tego co mamy tu i teraz….. nie zazdrościć nikomu i nie myśleć do przodu za wiele

  • anka
    14 . 02 . 2015

    Jesteś taka prawdziwa… Aż żal, że nigdy się nie spotkamy.

  • Iza
    15 . 02 . 2015

    Dziekuje, ze wlasnie w taki dzien, w takiej glebokiej, prawdziwej i sensownej formie przypominasz o tym, co najwazniejsze, dziekuje, ze piszesz nie o milosci serduszkowo, misiowo, czekoladowej-chociaz ta tez jest czasem fajnym dodatkiem, do tej prawdziwej, polbrukowej, ktora jednak zawsze ma dla nas chociaz odrobine kojacej lawendy…

  • Zuzanna Fotografuje
    15 . 02 . 2015

    Dużo zdrowia Ci życzę… mam nadzieję, że wszystko jest już ok? Co do małego – mój też tak miał i nadal najchętniej pije cyca, choć ma juz 13 miesięcy. A ja spędziłam kilka miesięcy na dietach elimacyjnych… teraz znowu, ale jakoś nie mam serca go odstawić, gdy widzę, że tego potrzebuje…

  • AnnaM
    15 . 02 . 2015

    U nas z butelkami było to samo. W końcu się poddalam i nigdy się nie nauczył. Za to jak Młody skończył 10 miesięcy pięknie pił z kubeczki ze słomką i choć na początku mleko modyfikowane nie smakowało to w końcu je zaakceptował :) Życzymy powodzenia :)

  • natalia
    15 . 02 . 2015

    Doskonale rozumiem, jak moja Mała nie miała jeszcze miesiąca a ja jeździłam codziennie po lekarzach,
    szpitalach, bo zapalenie piersi, ale tak ma być, przejdzie, słyszałam. Aż w końcu nie mogłam Małej podnieść,
    nie miałam siły, niespadająca gorączka 40 stopni, w nocy pogotowie zabrało mnie, odwodnioną,
    leżącą, nie ruszającą się, ale płaczącą że nie chcę zostawiać dziecka. Okazało się że to już nie zapalenie,
    ale zabieg już potrzebny i 5 dni w szpitalu, bo nie wiedzą czemu wysiadły mi stawy…
    Najgorszy czas w moim życiu, bez maleńkiej córeczki, bałam się że nie będzie mnie dla niej, że coś
    pójdzie nie tak… Zaczęłam doceniać życie i to co mamy, mąż, córeczka, własne mieszkanie, ideał :)

  • Nataszka
    15 . 02 . 2015

    A ja bym Cie teraz przytulila ! Tak mocno i powiedziała,jestes cudowna osoba. Ja to wiem. Bo Cie poznalam,bo wiem jakim jestes czlowiekiem naprawdę. Ile Tobie zawdzieczam i dziekuje Ci . Jak z trudnych chwili ,opresji Ty potrafisz wyjsc tak obronna ręką. Jak z niemozliwych rzeczy moze stac sie jednak mozliwe. Dzieki Tobie uswiadamiam sobie ile jeszcze przede mna ,co trzeba zmienic,naprawic i na czym sie zatrzymac i skupic. Ale pamietaj o jednym-zyj chwila i nie rozmyslaj o tych zlych rzeczach ! :*

  • Kornelia
    15 . 02 . 2015

    Aż smutno mi się zrobiło… Czasami tak siedzę i myślę. Teraz jestem zdrowa, mąż, DZIECI. I cieszę sie tym każdym wspólnym dniem. Ale nagle.. Co jeśli nadejdzie taki dzień, że jakieś wstrętne chorobsko, że któregoś z nas zabraknie? Czasami to się boję przyszłości. Wiem, że nie uchronie moich dzieci przed wszystkim co złe. I tak mnie boli ta niemoc. Karmię tę moją nową kruszynkę, i Ona tak słodko zaciska swoje rączki na moich piersiach, wiem ze wtedy czuje się najbardziej bezpieczna, kochana… I ja bym tak chciała żeby to już zawsze tak było. Żeby żadne zło i niepokój nie spotkał moich dzieci. I jakie to śmieszne ze z tej miłości to tak płakać można. Ja bym ich nigdy za nic w świecie nie oddala,wiec czemu skoro się kogoś tak mocno kocha, to nie możemy ich uchronić? Przydałaby się taka moc. Co do testamentu, to przed porodem, myślę chyba spisze coś takiego. Lęki jakieś mnie ogarnęły. Dziwne jak codzienność zmusza nas do rzeczy, na które byśmy nie wpadli. Zdrowka Agnieszko. :-*

  • Olomanolo.pl
    15 . 02 . 2015

    Aga, jesteś szczęśliwą szczęściarą. Zresztą widać to na kilometry. Ze zdrowiem tez będzie dobrze. Dom pomalutku wykończycie i wszystko będzie jak powinno byc. Pozdrawiam.

  • Historynka
    15 . 02 . 2015

    Nie jestem. Jestem samotną mamą. Nawet nie chcę pomyśleć o tym, co stanie się z moim dzieckeim jak mnie zabraknie.

  • Zet
    16 . 02 . 2015

    Skąd ja to znam. Ostatnio przejmowałam się wszystkim – a to że nie mam w co się ubrać, bo przybyło mi kilka kilogramów po ciąży, a że mieszkanie za małe, że nie jest wszystko wykończone, że nie mam tego i tamtego; Któregoś dnia źle się poczułam, pękała mi głowa, nie dałam rady wstać z łóżka – zawroty głowy, omdlenia. Potem szereg badań i ten strach, że umieram, a przecież mam małe dziecko, kochającego męża, że dałabym teraz wszystko, żeby móc się do nich przytulić, żeby było wszystko dobrze i że przecież tyle szczęścia i miłości jest wokół mnie. Badania nic nie wykazały, a objawy spowodowane były prawdopodobnie osłabieniem i właśnie depresją, wywołaną między innymi ładowaniem sobie do głowy głupot, przejmowaniem się, stresem i ogólnym zmęczeniem. Staram się teraz pogodniej podchodzić do życia. Chociaż nadal czuję się nie najlepiej, to mam nadzieję, że w końcu będzie dobrze i będę mogła w pełni cieszyć się tym, co mam, a mam wszystko – bo rodzina, dziecko, mąż, to mój cały świat.

  • Edyta
    16 . 02 . 2015

    Piękne zdj jak z magazynu jakiegoś :)

    Wiadomo skąd się ten zator wziął? bierzesz jakieś hormony, tabletki antykoncepcyjne? pytam bo słyszałam że mogą one być powodem właśnie takich rzeczy.

    • Buuba
      16 . 02 . 2015

      mam żylaki, które powinnam usunąć po pierwszej ciąży, i to stąd właśnie się zrobiło

  • ania
    16 . 02 . 2015

    Doskonale pania rozumiem. Ostatnio mialam dosc dziwna przygode… wyszlam ze znajomymi na kregle… wszystko szlo cudownie do momentu kiedy nagle zgaslo swiatlo opuscily sie kotary do wyjscia.i usluszalam UWAGA UWAGA UWAGA POZAR W BUDYNKU jejku jak sie balam pierwsze o czym pomyslalam to to jak moje dziecko bedzie zylo beze mnie jak sobie poradzi ze dzis nie powiedzialam mu ze kocham… uciekalam ile sil… okazalo sie ze jakis glupek wcisnal przycisk pozarowy… ale od tamtej pory mysle inaczek doceniam kazda sekunde.mowie kocham…

  • Aga z makeonewish.pl
    16 . 02 . 2015

    bardzo bliskie są mi Twoje słowa i ten post. ten sposób myślenia, doceniania, cieszenia się tym co sie ma tu i teraz. Czasami jest ciężko. Smutno. Ale fakt że żyję, że jestem zdrowa, że mam kochanego męża i nawet ten dom na 25 letni kredyt i przede wszystkim ŻE MAM JĄ – MOJĄ CÓRECZKĘ, choć przecież mogło jej nie być… cieszy mnie codziennie ogromnie bo wokół tyle tragedii, bezpłodności, poronien, smutków, raka, wojny..

    • Buuba
      16 . 02 . 2015

      pocieszę Cię, my mamy na 30 lat ;)

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *