Close
Dlaczego nigdy, PRZENIGDY nie pójdę do restauracji z dziećmi…. SAMA!

Dlaczego nigdy, PRZENIGDY nie pójdę do restauracji z dziećmi…. SAMA!

[fb_button]

Cisza błoga i spokój. Pozwala mojemu umysłowi sklecić kilka zdań, stukam w klawiaturę. Naprawdę potrzebuje czasem resetu takiego, w postaci ciszy. Minutą nawet potrafię się nacieszyć. Wczoraj jednak tak nie było, w restauracji… i choćbym miała skisnąć w domu, jak ogórek w słoiku, to raczej na tym etapie rozwoju moich dzieci, nigdy przenigdy nie wyjdę z domu… SAMA. A jak już wyjdę, pod rączkę z Ciocią N lub Tatkiem, to nie zabaluję na miejscu dłużej niż godzinę. A dlaczego?

  1. Moje położenie jest dosyć niekomfortowe. Starszy Bubi (20 miesięcy) choć potrafi się zająć sam sobą w domu, to w takim miejscu ciekawi go wszystko. Z ciekawości spędzi na krześle 3 minuty (dzięki ci Panie i za to), a później by zajrzał w każdy kąt. Ale zdarza się tak zwany blu mondaj, Chciałby tylko na rączkach u mamusi ze swoim smoczusiem, a co wtedy z 5cio miesięcznym? Który też ma blu mondaj i nie chce posiedzieć sam w foteliku, albo…
  2. jest głodny! Sama wczoraj sobie strzeliłam w kolano i na cały głos mówię: ‘ojeeeeeju muszę wyciągnąć cyyyyca!;)’ Zapomniałam, że nie jestem sama, jak to w domu, i musiałam się chować mocniej niż zazwyczaj, bo domyślacie się gdzie w najbliższym czasie patrzyła każda para oczu :)
  1. Dwójka jeszcze zacnie chodzi w pieluszkach. Może to i dobrze, bo gdyby starszy oznajmił, że chce siusiu, to nie pociągnę ze sobą młodszego w TO miejsce. Ale z drugiej strony, jeśli zdarzy się grubsza sprawa to jestem w czarnej D****. oczywiście jeśli restauracja nie zadbała o potrzeby takich gości i nie ma przewijaka w toalecie. Wiem, że kupa i jedzenie to dwa różne bieguny i nie przewinę mego dziecka przy stoliku.
  2. Nawet gdy wychodzę i mam ze sobą asekurującą osobę, to zanim coś zamówię, zanim zapłacę to minie połowa czasu zaplanowana w tym miejscu. Później jeden kęs co kilkanaście minut, by na koniec wyjść głodnym i z łezką w oku żegnać się z opłaconą zieleniną.
  3. gdy już płacimy za jedzenie, to wypadałoby je zjeść (pkt4), albo chociaż wrócić do domu z najedzonym dzieckiem. Jednak nowo poznane miejsce, jest bardziej ciekawe niż szklanka soku, czy pomidor dla dziecka takiego jak moje. Wczoraj sam się poczęstował bułką, wziął ją do ręki i dalej zwiedzał.
  4. Każda para oczu (pkt 2), szczególnie ta co nie ma dzieci, patrzy na takie zjawisko jak armagedon. Koniec świata. Wczoraj dwie matki, ciocia, czwórka dzieci, aparaty, cyc, jedzenie, szaleństwo. A ja tylko czytam im z oczu, a te oczy mówią ‘będzie kupa czy nie będzie? Przewinie przy stoliku, czy nie przewinie?” nagłośniony problem pieluchowo – kupowy sprawił, że bardzo podejrzliwie ludzie zaczęli patrzeć na kobiety w restauracjach/jadłodajniach i tym podobnych miejscach.

 

Pomimo, że bardzo kocham swoje dzieci, uwielbiam na nie patrzeć, jak poznają nowe tereny, nigdy przenigdy nie wyjdę z nimi nigdzie sama. Jeszcze nie teraz, nie ten czas. Może jak chłopaki podrosną? Będzie wtedy czas na kino, spacery i inne przyjemności. Teraz zawsze biorę pod pachę bliską mi osobę, która pomoże w załadunku dzieci do auta, podskoczy po kartę parkingową, potrzyma jedno za rączkę, zerknie, wytrze brodę, poda widelca. Pomoże. Teraz to ja czekam na Walentynki, idę sama z Tatkiem i nikt nam nie zabrodni, o! :)

 

Restaurację „Bułka z Masłem” przepraszam za doznany szok i wstrząs psychiczny ;) A Was zapraszam jeszcze do Mamy Makowej, a tam ‚dziecko w restauracji’ (klik)<-

1DSC09650 DSC09552 DSC09566 DSC09579 DSC09585 DSC09587 DSC09590 DSC09593 DSC09599 DSC09600 DSC09632 DSC09640 DSC09645 DSC09656

 

Close