bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

matka poza szereg…

[fb_button]

co za czasy, gdzie czuję na każdym kroku, że matka – człowiek, to zło. zło konieczne, coraz gorzej traktowane. dobre czasy przeminęły bezpowrotnie. będąc dwa razy w ciąży ani razu nie zostałam przepuszczona w kolejce, ani razu nikt nie ustąpił mi miejsca, zdarzały się przypadki gdzie na wczasach ktoś mi coś pomógł, ale wiecie o co mi chodzi, to już nie te czasy!!!. Przeczytałam TEN(klik) artykuł, od razu autor pisze przepraszającym tonem, że to nie jest przeciwko nam- matkom, ale to co później się czyta przechodzi ludzkie pojęcie, że niby matki się puszą. że chcą się rozwijać,ale cień posiadania dziecka nie pozwala im na to. że ‚dziecko to pretekst by nic nie robić’, zostawcie takiego z dzieckiem na jeden dzień, zobaczymy czy przy dziecku się nic nie robi!

Dzieci to dla nich zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się. Ich winy są najzupełniej oczywiste. Te nigdy niedomknięte furtki. Dzieciaki puszczone samopas, gdziekolwiek, a najlepiej na mój trawnik. To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich – przynajmniej we własnym mniemaniu – królowe balu. Patrzę więc, jak to idą i gdaczą, jak stroją fochy, uważając się za Bóg wie co.

czytam i czytam i oczom nie wierzę, rozumiem sytuację z kupą w restauracji, sama bym poszła w ustronne miejsce, ale czytam dalej, polecają nam matkom jechać z kupą w pieluszce do domu i tam przewinąć. proponuję autorowi zrobić w majty i wsiąść w samochód i jechać do domu, i się tam jej pozbyć. autor nie ma pojęcia o dzieciach nic.

druga sprawa cycki. karmienie piersią, to temat rzeka, ogólnie nie lubię świecić cyckiem, a gdy już to robię to dyskretnie. niemowlę zazwyczaj się przyssie na długie minuty, nie chcę z nim siedzieć na klopie w toalecie, polecam obiad w tym miejscu, niesamowicie niesmaczne.

autorom proponuję by wzięli do siebie sentencję Terencjusza – nic co ludzkie, nie jest mi obce , lub po prostu odwrócenie wzroku. Nam matkom proponuję chusty do karmienia (titot ma ładne), a zmianę kupy w toalecie. Zawsze pytam o przewijak, jak i o krzesło do karmienia, wywracanie oczami gdy usłyszę odmowę mam opracowane do perfekcji.

z jednej strony nasz naród się starzeje, dzieci są potrzebne jak woda, byśmy mieli jakąś emeryturę. z drugiej matki mają pretekst by siedzieć w domu, a jak już wyjdą to jest problem, bo cyc i kupa.

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem, ssał pierś, robił kupę, trochę ludzkości, wyrozumiałości, jeszcze nikomu nie zaszkodzi.

 

XOXO
signature
comments [ 23 ]
share
No tags 0
23 Responses
  • Wronkowa mama
    28 . 12 . 2014

    Wywracanie oczami masz opanowane, powiadasz :D

    • Buuba
      28 . 12 . 2014

      hahaha, nooooo, więc uważaj ;) hehehe

    • Anna Gładysz
      30 . 12 . 2014

      Jak tylko słyszę o „wywracaniu oczami” przypomina mi się „Fifty Shades of Grey” – po kilkunastu stronach rzygałam już od nadmiaru tego zwrotu ;)

      A co do artykułu masz zupełną rację! Czytałam i tak samo jak u Ciebie dosłownie mi się scyzoryki w kieszeni otwierały. Autor na bank nie ma dzieci, to pewne. Najlepiej, niech nas – matki pozamykają w domach, bo dzieci przeszkadzają. Najbardziej podobał mi się fragment o „ciągnięciu dziecka ze sobą…” No kur** przepraszam bardzo, ja swojego syna nigdzie nie ciągnę, on mi TOWARZYSZY. Uczę go życia w społeczeństwie, tak…? Chociaż nie wiem po co, bo schodzi na psy…

  • Katarzyna Kala Wążka
    28 . 12 . 2014

    a ja powiem jedno
    dziecko to człowiek

  • kamczi
    28 . 12 . 2014

    Ostro. Ten, kto to pisał najpewniej nie posiada dzieci…

    • Anielno.pl
      29 . 12 . 2014

      …i zdeterminowany jest do tego, żeby pozamykać matki w klatkach i po zakończonym okresie wylęgu i wychowu dopiero powypuszczać takie do świata.

  • Ania
    29 . 12 . 2014

    Też to dziś czytałam i też się nieco oburzyłam (choć pomysł przewijania dziecka z kupy jeszcze w domu, zanim ją zrobiło, uznałam nawet za zabawny), ale przyszła mi też do głowy inna myśl – w dzisiejszych czasach rodzice (bo nie tylko matki) zaczęli częściej chodzić z dziećmi w miejsca, które niegdyś zarezerwowane były tylko dla dorosłych – do muzeów, restauracji itd. I super! Ale mam wrażenie, że często niestety zapominają o tym, że nie każde miejsce jest na te dzieci przygotowane i nie w każdym dziecko będzie się czuło dobrze. Autorka artykułu (bo to kobieta, a cytat, który podałaś, pochodzi z dawnego artykułu prof. Mikołejko, który w swojej nienawiści do matek i dzieci jest wprost odpychający, czytałam go raz i więcej nie zamierzam) wspomniała też o tym, że dzieci były siedzeniem w restauracji znudzone i zaczęły marudzić. Kilka dni temu spotkałam się z koleżankami i jedna z nich przyszła z synkiem. Super, fajnie było go poznać, ale… Maluch ząbkował, i bez wyprawy do lokalu nieprzystosowanego dla dzieci czuł się pewnie nie najlepiej, a tak właściwie cały czas marudził i płakał, wszystkie próbowałyśmy go jakoś zabawić, ale nie bardzo nam to wychodziło… I naprawdę nie wiem, czemu ta moja koleżanka go ze sobą wzięła. Jeśli bardzo chciała się z nami spotkać, a nie miała go z kim zostawić, mogła nam przecież dać znać, że będzie z dzieckiem, i żebyśmy wybrały miejsce, gdzie będzie mógł się swobodnie pobawić, prawda? W Warszawie nie brak takich miejsc, od biedy mogłyśmy się spotkać nawet u którejkolwiek z nas. A tak i maluch się denerwował, i my, bo nie mogłyśmy mu w żaden sposób pomóc (jego mama twardo utrzymywała, że nic takiego się nie dzieje, i na siłę starała się utrzymać go na kolanach), i wszyscy ludzie dookoła pewnie też, bo nie mogli w spokoju zjeść kolacji. Tak więc każdy kij ma dwa końce, wielu rodzicom często rzeczywiście brakuje wyobraźni i empatii i przez to narażają swoje dziecko i wszystkich dookoła na niepotrzebny stres. (Nie zrzucam rzecz jasna winy za wszystko na rodziców, rosnąca niechęć do dzieci i matek naprawdę mnie przeraża, szczególnie że często przeradza się aż w agresję. Ja osobiście nigdy nie spotkałam się na szczęście z żadnymi nieprzyjemnymi komentarzami, ale na jakąś wyjątkową pomoc ze strony obcych osób też nigdy nie mogłam liczyć.)

  • Natalka
    29 . 12 . 2014

    Nie doczytałam do końca artykułu. Zobaczymy jak będzie postępowała autorka jak sama będzie mieć dzieci. O ile będzie je miała!

  • zudit.pl
    29 . 12 . 2014

    Ech, smutne to:( normalnie, jakby jakaś bezdzietna żmija pisała:( a moim zdaniem młoda mama ma zupełne prawo na ten choćby pierwszy rok życia dziecka wyłączyć się z wielce inteligenckiego życia, pogoni, spraw zawodowych – należy jej się to po prostu:)

  • Kornelia
    29 . 12 . 2014

    Bycie matką, dobrą matką to najcięższy zawód świata! Nie ma urlopów, zwolnień lekarskich i tym podobnych! Co za zgorzkniala jedza to napisała. Sama zapomniała ze była dzieckiem? To, że ktoś jej zafundował takie a nie inne dzieciństwo to nie obliguje jej do tego by NAS matki do jednego worka wrzucać. I się nie zgadzam z tym artykułem… Az na chwile przestałam przezuwac swojego swiderka bo mnie zlosc wziela :-P Ja właśnie jako matka zaczęłam bardziej się rozwijać i to do cholery w każdej dziedzinie… Dopiero mój syn dał mi porządnego kopa i mobilizację! Przy dwójce to w ogóle będę jak z motorynka w tylku zapierdzielac :-D

  • Miłoszkowa Mamma
    29 . 12 . 2014

    A najgorsze jest to ze pozniej nasze dzieci beda pracowaly na emeryture dla tego pseudopismaka wrrr (zla)… Jak mozna wogle cos takiego napisac….dzieci zaczely przeszkadzac nie mam szacunku dla takich osob! Szanuje osoby ktore nie maja dzieci bo maja do tego prawo ale osoby ktore wypowiadaj sie na temat na ktory nie maja pojecie???

  • sama bym się oburzyła gdybym zobaczyła, że ktoś w restauracji przewija dziecko i absolutnie bym na taki pomysł nie wpadła. Dziecko, wiadomo, też człowiek i ma swoje fizjologiczne potrzeby, ale to w gestii rodzica jest by zapewnić mu (jeszcze nie świadomemu) intymność. Sama mam 2 córeczki i nawet u moich rodziców zawsze wychodziłam do pomieszczenia obok by dziecko przewinąć.

    taaaak… my przy dzieciach nic nie robimy… samo się robi :p

  • Gosia
    29 . 12 . 2014

    Faktycznie, artykuł dość bulwersujący! Ale na litość boską! są jakieś granice! Zarówno dla matek, jak i dla „całej reszty społeczeństwa”. Autorka artykułu trochę moim zdaniem przegina (jak przewinąć dziecko z czegoś, czego jeszcze nie zrobiło? :) ) ale mama malucha też mogła troszkę inaczej sprawę rozwiązać. Nie da się stanąć po jednej stronie, trzeba po prostu działać zdroworozsądkowo :)

  • Monika
    29 . 12 . 2014

    Gdyby wszystkie matki byłyby takie jak Ty, nie powstawałyby takie teksty. Ale niestety nie wszystkie takie są. Sama niedawno byłam świadkiem niezbyt smacznej sytuacji. Będąc w centrum handlowym zaszłam do Rossmanna. A tutaj matka karmi dziecko prawie na środku sklepu. No przepraszam, ale tego nie mogę zrozumieć. Nawet nie próbuje się zakryć. Czy nie lepiej byłoby iść do łazienki? Przecież to centrum handlowe… Chyba nigdy nie zrozumiem niektórych matek ;)

    • iza
      29 . 12 . 2014

      Moniko, a Ty chciałabyś przez pół godziny spożywać swój posiłek w łazience? Publicznej toalecie? Przypuszczam, że nie. To dlaczego wysyłasz tam niemowlę?? Bo nie będzie się skarżyć? Bo za małe by pamiętać? Bo nie człowiek. Trochę szacunku dla tych małych ludzi.

      • klodia
        29 . 12 . 2014

        Co do łazienki – to nie bardzo. Ale tamta matka zakryć się mogła. I do pokoju matki z dzieckiem iść. Jak nie było, to gdzieś w ustronne miejsce. Lepiej też dla dziecka jak sobie zje w spokoju, a nie na środku sklepu ;) niektóre mamy nie potrafią złotego środka odkryć. Jedne po łazienkach się chowają jak zastraszone, a inne paradują niemal roznegliżowane ;/

  • Katya
    29 . 12 . 2014

    Ja nie będę czytać tego artykułu, bo nie mam nerwów na takie rzeczy. Ale co do „nicnierobienia” – też jestem dość świeżą mamą, bo Minion ma 9 miesięcy, i mając świadomość, że za chwilę skończy mi się macierzyński (buuuuuu) staję na głowie, żeby znaleźć pracę, dzięki której moje dziecko nie będzie wychowywane przez obce kobiety w żłobku, a równocześnie nie zbankrutujemy… I cały czas robię i uczę się rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia, a teraz są mi niezbędne. Tak naprawdę dzieci AKTYWIZUJĄ matki, a nie rozleniwiają.
    A co do krzesełek do karmienia – czasem nawet musimy zrezygnować z jedzenia w jakimś miejscu, bo Dziedzica nie ma gdzie posadzić, trochę słabo rozwiązane są niektóre knajpy…

  • klodia
    29 . 12 . 2014

    Tylko niestety prawda jest taka, że wiele matek się tak zachwouje. Jak te przerysowane z tego artykułu. Są ważne, bo DZIECKO i nic im nic powiedzieć nie może. I one ZAJMUJĄ SIĘ dzieckiem, więc halo nie mam czasu na życie.. znam takich przypadków zbyt wiele i to przez takie matki takie poglądy tych ludzi, niestety.. nawet mam w szkicach już zarys postu właśnie o takich matkach

  • Kinga
    30 . 12 . 2014

    moze jak kiedys zabraknie pieniazkow na nasze emerytury to my zaczniemy pisac artykuly i felietony zamiast tyrac od switu do nocy trzeba se bylo dziecko za mlodu zrobic!… teraz latwo powiedziec poszla na macierzynski! na rok! co za len! a moze kiedys nasze dzieci powiedza nie bedziemy robic na tych bezdzietnych… mamy rodzicow i im chcemy pomoc!

  • JoLa
    30 . 12 . 2014

    Omg… ale jak to się mówi. .. punkt widzenia zależy od pkt siedzenia… wiec… kiedy czegoś nie znamy albo nie uczestniczymy w tym.. nie ma szans żeby to odczuć a takie ocenianie to smutne..oczywiście możemy sobie wyobrażać co dana osoba czuje… ale to wymaga już od nas więcej wysiłku. . Autorka tekstu chyba nie chciała sobie zadać tego trudu… nie znasz , nie wiesz… nie oceniaj..
    Może kiedyś będzie po tej drugiej stronie i wróci do tekstu…pisząc. . Jak to życie ja zmieniło. ..

  • antyklaka
    31 . 12 . 2014

    Ale o czym jest ten tekst ? Artykuł prof Mikołejki , człowieka nadzwyczajnej wiedzy i kultury , nie dotyczył wszystkich matek z dziećmi tylko tej części , która z macierzyństwa czyni swoją jedyną zasługę i jedyny powód do roszczeń wobec reszty świata.
    A co do kupy……….mam dwie córki , nigdy do łba by nam nie przyszło epatować ludzi w restauracji widokiem i zapachem zawartości pampersa. Wasze dziecko jest tylko waszym oczkiem w głowie i pępkiem świata.Niczyim więcej. To kwestia kultury i wychowania.Dla was zapach pampersa dziecinki może być „milutki”. Dla obcych ludzi to zwykłe fekalia , w tym przypadku zademonstrowane im w restauracji przez wypraną z kultury parę rodziców.

  • Rasowa Kura Domowa
    31 . 12 . 2014

    mnie kiedyś zdenerwował artykuł Mikołajka o wózkowych

  • magdabend
    01 . 01 . 2015

    polecam kontr artykuł i pozdrawiam serdecznie wszystkie utyrane matki :)
    http://wpolityce.pl/polityka/227766-co-z-oslawiona-tolerancja-agnieszki-kublik-dotyczy-wylacznie-osob-homo-a-matek-nie-obejmuje

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *