bez-nazwy-11-792x414-2
Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

‚O METODACH’

Jeden tekst Basi publikowałam już TU. Są bardzo mądre, uwielbiam je, za jej pozwoleniem przekazuje Wam kolejny. I niech będzie dla Was przestrogą!

O tym, że dzieci są bardzo mądre i nie powinniśmy nimi manipulować, enjoy! :)

 

Staram się nie oceniać innych rodziców. Znanych mi bliżej i dalej.
Zwłaszcza tych dalej.;) 
Nie lubię się mądrzyć i na podstawie przelotnie zaobserwowanej sytuacji wyciągać daleko idących wniosków. Że „jak ktoś tak mógł” i „ja wiem lepiej”.
Zdaję sobie sprawę, że rzeczywistość z dzieckiem bywa nieprzewidywalna, że czasem można być bezradnym, zmęczonym, że można czuć się niepewnie lub nie wiedzieć jak się zachować. Albo mieć po prostu inne podejście, być może wcale nie gorsze niż moje.

Ale obserwuję ostatnio dwa rodzaje reakcji rodziców, tak bardzo typowe, tak często powtarzane, że nie mieszczą się w kategoriach epizodu, a bardziej w kategoriach zjawiska.
Na szeroką skalę! Co pójdziemy na spacer, to trafia się taka akcja. Poważnie.
Jakby jakiś rodzaj metody wychowawczej, często powielanego schematu, który mnie dziwi, wkurza i którego nie rozumiem.

Akcja pierwsza:
Ja, Bogu ducha winny przechodzień lub obserwator, wciągana jestem w rozgrywkę „wychowawczą” między rodzicem/opiekunem, a dzieckiem.
„Zobacz, pani sobie myśli ‚ale beksa z tej Zosi'”.
„Zobacz Pani patrzy, brzydko tak się zachowywać.”
„Nie grzeb pani w torbie, bo zaraz na ciebie nakrzyczy.”

WTF, ja się pytam? Dlaczego ktoś wmawia dziecku, że myślę coś, czego wcale nie myślę? Dlaczego przypisuje mi intencje, których wcale nie mam? Dlaczego ZAWSTYDZA dziecko i używa mnie jako instrumentu dla metody, z którą wcale się nie identyfikuję?
Nie wiem czy to z bezradności, czy z chęci „wytłumaczenia się” z zachowania dziecka przed przypadkowym obserwatorem… Nie wiem, ale wkurza mnie to niesamowicie. Bo stawia i dziecko i mnie w kłopotliwej sytuacji. 

Akcja druga, jeszcze bardziej wkurzająca:
Do rozgrywki wychowawczej wciągana jestem nie tylko ja, ale też moje dziecko.
„Zobacz jaka grzeczna dzidzia, wcale nie płacze!” 
„Zobacz jak chłopczyk ładnie idzie z mamą za rączkę, a ty tak rozrabiasz!”
„Widzisz chłopczyk ładnie siedzi w wózku, a ty tylko biegasz!”

Po pierwsze: sama idea ciągłego porównywania dziecka z innymi i stawiania go bez przerwy w roli „tego gorszego” jest moim zdaniem po prostu szkodliwa. Dla poczucia własnej wartości dziecka, dla jego poczucia wstydu, dla jego relacji z rówieśnikami. I dla relacji z samymi rodzicami, którzy w ten sposób dają dziecku do zrozumienia, że jest nie dość dobre, że inni są lepsi. Dodatkowo- wcale nie mam ochoty, żeby moje własne dziecko było przez kogoś stawiane w roli „lepszego”. Pozwolą państwo, że sama go pochwalę, kiedy uznam za stosowne.
Po drugie: Metoda jest nieskuteczna i daje efekt miecza obosiecznego. Na dowód- przykład z życia wzięty, „fakt ałtentyczny”:

Ostatnio w kościele usiadła obok mnie kobieta z chłopcem koło pięciu lat. Msza się jeszcze nie zaczęła i Stasiek akurat spokojnie siedział w wózku. No i pani zaczęła śpiewkę: „Zobacz jak chłopczyk ładnie siedzi, jak aniołeczek! Nie rozrabiaj, zobacz jaki chłopczyk grzeczny! Nie zdejmuj kurtki, zobacz chłopczyk siedzi ładnie w kurtce!” I tak truła temu młodemu i truła. A on niecierpliwie wiercił się na krześle.
Trochę drętwiałam ze złości, ale na pocieszenie myślałam sobie z brzydką satysfakcją, że zaraz pani się będzie musiała rozpaczliwie ze swoich słów wycofywać. I że z chęcią zobaczę jak to rozegra.
Bo, proszę państwa, moje dziecko ma niecałe dwa lata.
I tak jakby kiepsko wypada w roli autorytetu moralnego.

Oczywiście godna pochwały postawa Stasia bardzo szybko przeniosła się do kategorii pozorów, by zmienić się w normalne zachowanie dwuletniego dziecka w kościele. Staszek zaczął biegać- od klęcznika do nas i z powrotem. A że biega jeszcze dość niezdarnie, więc dość głośno tupał. Pięciolatek natychmiast podjął wyzwanie. I również tupał.
Pani rozpaczliwie: „Borysek nie biegaj!” A Borysek na to:
„Ale ON biega!!!”

TADAM! To się dało przewidzieć nie?… Dzieci nie są głupie! 
No więc śpiewka: „Ale on jest malutki, ale ty jesteś dużutki, ale Borysek proszę cię, ale Borysek nie biegaj, ale Borysek bo nie będzie bajki…”
Generalnie ostra rozwałka do samego końca mszy. 

Polecam gorąco inną metodę.
Mówienie prawdy.
Jeśli oczekuję jakiegoś zachowania od dziecka, podaję zgodny z prawdą powód.
Być może- patrząc krótkofalowo- trochę wolniej osiągam oczekiwany efekt, wiadomo Stach jeszcze mały. Ale jednak w końcu osiągam.
I myślę, że- patrząc dalekosiężnie- taka metoda jest jednak bardziej skuteczna.
Bo nie traktuje dziecka jak kogoś, kogo trzeba zmanipulować, tylko jak kogoś, kto myśli logicznie.

Nie zależy mi na tym, żeby Staś zachowywał się „jakoś” bo inni tak robią, czy przez wzgląd na opinię publiczną. Tylko raczej dlatego, że coś ma sens, że jest słuszne, że zależy na tym komuś, na kim jemu zależy.

Tak czuję, mam nadzieję, że dobrze czuję.

2DSC06113 1DSC06109

XOXO
signature
comments [ 11 ]
share
No tags 0
11 Responses
  • Mama Gałązka
    13 . 01 . 2014

    Przeczytałam oba teksty z zapartych tchem. Uwielbiam taką naturalność i rozsądek w wychowaniu dzieci. W zupełności się zgadzam, choć stereotypowe zachowania nawet mi czasem siła pakują się na język. Grunt to nie przestawać myśleć, wychowując swoje dziecko. Tego się trzymam:)

    • Margo
      13 . 01 . 2014

      Bubuś najładniejszy, najpiękniej uśmiecha się :) cmok cmok cmok

  • Aga
    14 . 01 . 2014

    Kazdy ma racje można tak i tak ale jesli jestescie mamami wiecie że każde dziecko jest inne i czasem ręce opadają i zwyczajnie w swiecie czasem brak sił Moja mała ma 2 lata ma taki harakter że nie mozna jej utrzymac w ryzach a mama nie ma jak i kiedy odetchnac wiec nie oceniajcie tej czy drugiej matki bo takie akurat grzeczne dziecko i co ona od niego chce nie wiedzac ze przed wyjsciem z domu(ktore trwalo godz) 5 razy na minute wyprowadzila ta matke z rownowagi.Odkad mam dziecko nie oceniam nikogo. A nieodparte uczucie ze wszystkie inne dzieci szczególnie te z blogów są Aniołkami jak wy to robicie:)?P.S kiedys tez mowilam zobacz Blanka tak nie robi (jej kuzynka)bo dzialalo(a szukamy ciagle czegos co dziala)i nie na zasadzie zawstydzania tylko przykladu. Bo sama wie od mamy i taty ze jest najlepsza najwspanialsza naj ale tez czesto niegrzeczna. Bo chyba powinna to wiedziec?

    • limonka
      14 . 01 . 2014

      A po cholerę w ogóle dziecko zawstydzać? To tak, jakby Twój szef powiedział Ci: „zobacz, Jola zrobiła to lepiej od ciebie”. Miło, co?

      • Aga
        14 . 01 . 2014

        no ale jak zrobila to o co chodzi gdzie to zawstydza Nic tylko wezne z niej przyklad nastepnym razem

  • izabela
    14 . 01 . 2014

    piękne dzieciaczki ;)

  • Kubciakowo
    14 . 01 . 2014

    Muszę sobie to zapamiętać na czas, kiedy Kuba nie będzie się słuchał :) baaardzo mądre! A co do tych zjawisk- szczera prawda. Często jadę z Kubą, który zasypia w wózku jak tylko poczuje powiew świeżego powietrza, a mamy/ babcie/ nianie starszych dzieci pokazują go palcami i mówią „zobacz jak dzidziuś pięknie śpi/ jedzie w wózeczku. Ty też chodź”. Szkoda, że nie widziały go jak przez pierwsze dwa miesiąca, każda próba odłożenia go do wózka kończyła się awanturą ;-)

  • ZAwódKobieta
    14 . 01 . 2014

    Jaka Dzieciarnia w MAkóweczkowym TIPI:) Uroczo:) niby od przybytku głowa nie boli.. ale dla mnie taki dobrobyt to już jednak zbyt wiele:)
    Tekst rewelacyjny:)

  • Witam Trafiłam na Twojego bloga całkiem przypadkiem, a już widzę, że często będę go odwiedzać. Bubuś cudowny, a ja zapraszam do siebie na wpis o matkach, które nie karmią

  • aisinom.blogspot.com
    15 . 01 . 2014

    Teraz powinnam wyjść zawstydzona, bo sama czasmai tak robię.
    „Oniatko, zobacz jak chłopczyk grzecznie się ubiera. Potrafisz też się tak ubrać?” – przykład z wczoraj :)

    • Kamila
      28 . 05 . 2014

      O mamo! Blagam! Nigdy nie uwierze w to, ze ktorakolwiek mama nie powiedziala w ten sposob do swojego dziecka! Na pewno nie jest to metoda na wychowanie ale czasem kiedy nic juz nie dziala a dziecko na ulicy za reke nie chce isc tlko pcha sie na ulice prosto pod pedzace samochody taki sposob jest bynajmniej u nas jedynm dzialajacym zeby sie troche uspokoilo i nabralo pokory.

What do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *