bez-nazwy-11-792x414-2

FreshMail.pl

SZPITAL – DR HOUSE POTRZEBNY OD ZARAZ…

[fb_button]

Jesteśmy w szpitalu. Emocje mi opadły już, bo to co się działo, to przechodzi ludzkie pojęcie. Płacz i cierpienie mego syna, oraz niemoc, która mi towarzyszyła rozrywało mi serce. A człowiek czuje, czuje że coś jest nie tak, dlatego pierwszego dnia gorączki pojechaliśmy do całodobowej przychodni. Tam zdenerwowani w pośpiechu rozbieramy Bubka, czym prędzej, by jak najszybciej otrzymać pomoc. A tu pomału, powoli wychodzi stara babuleńka, nie wiem kto to, czy to pacjent czy kto, okazuje się że to lekarka. Osoba wg mnie powinna już dawno być na emeryturze. Rozbieramy malutkiego, męczy się (płacz, wysoka gorączka), obejrzała go i skierowanie do szpitala. Jedziemy na SOR (szpitalny oddział ratunkowy) tam na miejscu okazuje się, że wyniki (krew/mocz) są idealne. Nic nie widać. Sami jednak zauważamy, że w nosku jest sucha krew, a górna warga wraz z przestrzenią pod noskiem, jest delikatnie opuchnięta. Lekarze tego nie widzą.

Wracamy do domu.

Dzień drugi.

Bubek płacze, jest drażliwy nawet nie da się go rozebrać, gorączka na skroni pokazuje termometr 40.0 na czole 39.7. Dzwonię na pogotowie. Wszystko zazwyczaj nasila się to wieczorem. Bubi był nie do wytrzymania. Górna warga spuchnięta jeszcze mocniej. To samo się powtarza, rejestracja, inna już pani doktor, mówi, ze przy gorączce to normalne, (krew, spuchnięcie, marudzenie, lekka wysypka). Wracamy do domu, z niczym. I Cały czas podajemy mu co 6 godzin ibum, na zmianę z paracetmolem w syropkach. Nie jest dobrze, jest tragicznie.

Dzień trzeci.

Z rana za poradą MM wzywamy pediatrę do domu, prywatnie. Człowiek z małym komputerkiem, bardzo dokładnie robi wywiad i bada naszego syna. Zaleca leki od opuchnięcia, podaje nowe wytyczne i skierowania. Jesteśmy naprawdę zadowoleni, bardzo kompetentny człowiek, zaleca również konsultację laryngologiczną. Ale niestety leki, ani jego wizyta nie sprawiły by Bubek poczuł się lepiej.

Wieczorem znów zaczyna się to samo, w sensie że jest coraz gorzej (krew kapie z nosa intensywnie).  Jedziemy od razu na SOR. Nie zrobiono nawet żadnych badań, chcą kłaść na oddział. Gdyż doszła do tego taka wysypka, że był cały w plamki łącznie z główką. Nie odpowiadają na żadne pytania, nic nie wiedzą skąd opuchlizna itp.

Przechodzimy na oddział, Bubek nagi w samym kocyku, gdyż strasznie męczy go ubieranie/rozbieranie. Nie mam zamiaru go ubierać, nawet na ich polecenie. Na początku wizyta u laryngologa. Oboje rodziców nie może wejść. Lekarz wskazuje matkę, już wiem dlaczego, bo jest słabsza emocjonalnie i nie zwróci uwagi, że traktuje jej dziecko jak mięso w sklepie rzeźniczym. Wkładanie metalowej szkatułki na siłę do buzi i metalowych elementów do ucha nosa nie jest niczym przyjemnym. Stwierdza zapalenie ucha i antybiotyk.

Rozmawiamy z mężem, że jeśli będą leczyć ucho antybiotykiem (gdzie jest spuchnięta warga i nic do tego) to się wypisujemy. To powiedzieli, że nas do sądu rodzinnego podadzą… Zostaliśmy dla świętego spokoju i nie zgodziliśmy się na antybiotyk.

Podpisaliśmy klauzulę, że znamy zagrożenie, nie wyrażamy zgody itp.

Przychodzimy na salę, dwuosobową jako trzeci. Nie ma dla mnie kozetki, śpię na podłodze, dobrze że koc się znalazł.

To była noc z 11 na 12 listopada.

Dzień następny.

Górne usteczka osiągnęły gigantyczny rozmiar, że Bubek nie da rady nawet ssać smoka, przełykać a co dopiero jeść. Chodzę proszę o pomoc

-ale przecież Państwo odmówiliście przyjęcia antybiotyku

To znaczy, że już macie nam nie udzielać pomocy i mamy leżeć jak kłoda? Ale z Bubkiem było tak źle, że wszystko już jedno i mówię, to róbcie coś w końcu może być i ten antybiotyk byle szybko.

Lekarz nasz prowadzący, który przyszedł z rana okazał się być fajną babką. Powiedziała, że nikt na siłe nas tu nie trzyma, że będziemy w trakcie patrzeć by jak najszybciej nas wypuścić. Powiedziała, że zapalenie ucha przez noc na pewno postąpiło i że trzeba ponownie wizytę laryngologiczną. Idziemy. Lekarka po bardzo dokładnym badaniu stwierdza, że NIE ma żadnego zapalenia ucha!!!! Tylko jest ropień pod noskiem, lub krwiak.

I co ja się pytam, gdyby został podany ten antybiotyk na ucho? Co ja pytam by było? Mam szczęście i rozum i przeczucie. Przecież dbaliśmy o nosek by Bubek nie wciągał fluków, czapka była, przeciągów niet. To skąd te zapalenie miałoby być?

Dostaliśmy antybiotyk dożylnie z innej grupy, po godzinie od stwierdzenia. Nie można od razu? Tu, nawet na SORze gdybyś umierał, nic Ci nie pomogą bez komputera. Najpierw wprowadzanie danych itp. Nawet pytają ile pokoi masz w mieszkaniu Oo.

Cały dzień nosiłam Bubka na rękach, biednego, który nie dał rady jeść, pić, NIC. Jeden mój fałszywy ruch sprawiał mu cierpienie, dawał radę tylko na rączkach, a ja nie miałam kozetki by się wesprzeć. Dopiero jak wpadałam na (genialny) pomysł, że w regulaminie jest informacja że pierwszeństwo mają matki karmiące i żeby zabrać jakiejś co nie karmi, to cudem znalazła się wolna kozetka!

Nie wiem ile godzin trwał ten koszmar, to była kumulacja tego wszystkiego. Ale gdy już było lepiej, przyszła lekarz (inna) i pyta co Bubi jadł, ja mówię, że nic, a ona że co ma w ustach. A to krew! Krwiak pękł na szczęście, sam, bo inaczej zakładano by chirurgicznie drenaż.

Pomyślałam, że ja już byłabym lepszym lekarzem, nie stwierdzałabym żadnego zapalenia każdemu, i antybiotyku jak popadnie, na każdych wynikach krwi moczu napisane obok są wytyczne, a krew odróżniam od jedzenia. Oraz nie mówiłabym, że wysypka, opuchlizna, ból, marudzenie, to na pewno od gorączki i proszę jechać do domu. Decyzje każdego lekarza trzeba konsultować z innym, a nie polegać tylko na sobie.

Teraz jesteśmy już prawie na półmetku, ale lekka opuchlizna jeszcze jest. Od czego jest? Tego nie wie nikt, ja proszę o tomograf lub usg, by sprawdzić, że prawidłowo ząbki się wyżynają. Zarzucano nam nawet, że my pobiliśmy dziecko lub poddano go jakiemuś urazowi. (!).

Przez całe te jeżdżenie od pogotowia do SORu i na odwrót, miałam w myślach ten przypadek tylko, że rodzice wozili swoje dziecko z gorączką i je odsyłali a ono… umarło.

Był ten przypadek jakiś czas temu, bo nie zrobili wyników krwi..

Ale słuchajcie, gdybym nie chodziła, nie prosiła przez łzy, malutki by nie dostał kroplówki, która sprawiła by się nie odwodnił, ani nic przeciwbólowego. Lekarze nas skreślili po prostu, gdy odmówiliśmy antybiotyku. Gdy pokazałam zdjęcie w komórce, jak wyglądał wcześniej dopiero ich oświeciło, że to naprawdę coś poważnego.

O czasach PRL-u nie wspomnę, że tak to tu wygląda. Ale dobrze, że już jest dobrze. Czekamy pilnie na wyjście do domu.

Mam do Was kilka pytań:

Kąpać w szpitalu, czy nie kąpać? Nawet jeśli pobyt się przedłuży?

Jak sobie radzić w tej ciasnej sali (nie wietrzonej), gdzie w niej 30st C, a na korytarz wyjść nie można, bo niby infekcje, a okna sąsiadki nie pozwolą uchylić (nie mówię otwierać, tylko na takie doszczelnienie je ustawić).

szpital-buba

 

Możecie z nami być w tej chwili na bieżąco na instagramie.

 

XOXO
signature
  • Biedactwo Malusie! Trzymajcie się! Będzie dobrze! :*

  • Mama M

    Jezu…………………………..;( jak to czytam ….mam łzy w oczach……moje dziecko spokojnie śpi właśnie, a ja mam ochotę je przytulić obudzić ……nie wiem sama…..ni jaki komentarz tu nie pasuje….porostu Trzymaj się …..Matka matkę zrozumie.

  • Agnieszko, strasznie ci współczuję:(. Byłyśmy w szpitalu trzykrotnie w odstępach tygodniowych łącznie 1,5miesiaca gdy M. miala rok. Raz wzywalismy karetkę…wieczorem gorączka wysoka, wieczorne wyniki w miarę ok, a w nocy opuchlizna straszna, plamy na ciele…to końca życia będę pamiętać ten widok i gołe stopki wystające z pizamki (wtedy dotarło do mnie że na polu jest -15). Szpital… pierwsze słowa do zdruzgotanej przerazonej matki: dobrze że Pani przyjechała rano byłoby za późno…totalną znieczulica, brak informacji, intuicja p czym Pani mówi?. Przepychanki, walka mojego męża o godne warunki dla nas. Afera bo obrazilismy Panią Doktor bo przecież jesteśmy w szpitalu, bo przecież jesteśmy od nich zależni jak nie odpowiada to won…. to byl koszmar… salę nagrzane do czerwonosci (u nas były poblokowane bo matki oddwalaly samowolke, a ogrzewanie leci…) możesz jedynie Bubka lekko ubierać bo co innego… trzymam kciuki, walcz. My walczyliśmy moze gdzieś to zostanie i innym bedzie lepiej.

    • Buuba

      no właśnie doktorzy są jak złoto, nie można im nic zarzucić, a prawie nic nie robią, tylko od czasu do czasu napiszą zlecenie dla pielęgniarek…

  • Ja pier*. Szok normalnie. Dwukrotnie byłam z synkiem w naszym szpitalu i w tym momemncie doszłam do wniosku, że nie mam sie czego czepiać. W czasie dwutygodniowego pobytu miał dwukrotnie RTG klatki, po tygodniu powtórne wyniki, a i jeszcze z 4 czy 5 razy USG by sprawdzić czy jest płyn w płucach, a potem jak się wchłania.
    Ja czytałam to co pisałaś, to raz, że włos mi sie na głowie zjezył, a dwa miałam ochotę kląć ile wlezie na tą bezduszność konowałów.
    Zdrówka i jak najszybszego powrotu do domu życzę.

  • Agnieszka

    Aga, ja bym nie kąpała- wytrzyma- nie wiem czy tę bakterię wybili już czy nie- słyszałam, że nie- strzeżonego… a na okno się uprzyj i koniec – niech mądre mamy okryją swe dzieci pierzyną a ty wywietrz i koniec!!! Trzymajcie się !!!Wiem co przechodzicie…

    • Buuba

      nie będziemy kąpać myślę..

  • O ludzie biedni jestescie… Ucaluj Bubusia od nas, takie przezycia to nie dla dziecka :(
    Dobrze ze czasem rodzic pomysli a nie przytakuje bo tak kazal „lekarz” ….. Dobrze ze intuicyjnie wyczuliscie ze to cos innego niz podejrzewaja …. I wez tu czlowieku komus zaufaj :( A przeciez to nasze dzieci, nasz skarb najwiekszy i do kogo zwrocic sie o pomoc, kiedy gdzie nie spojrzysz a tam jacys partacze czy rzeznicy …. brak slow poprostu…
    Co do kapania hmmm ja bym chyba kupila taki plyn np Mixa Baby (Rossman) co to bez wody wymyc mozna, przy ostatnim pobycie w PL zakupilam takie cacko bo idealne na podroz i podworko, ladnie pachnie i fajnie myje.
    O reszcie pisac nie bede, bo u nas zupelnie inaczej, sale przewaznie pojedyncze z wlasna lazienka, na goraczke kaza w koc opatulic i przy otwartym oknie w zimie stac – takze tzw „inna bajka” ale tez czasem z przebojami :) Duzo zdrowka i szybkiego powrotu do zdrowia !!!

  • Ada

    Po prostu jestem w szoku! Tak bardzo mi przykro, że Was to spotyka. Trzymajcie się ciepło i niech Bubuś jak najszybciej wraca do zdrówka!
    Zapytam tylko – Czy przypadkiem nie piłaś wody aloesowej? Bo to straszny syf i mój mały strasznie chorował po tym, jak zrobiłam łyczka (!)

    • Buuba

      Nie, wszystko było jak do tej pory….

  • Dodam że intuicja podpowiadala mi że to zeby, ale mnie wysmiali że to jest niemożliwe (cóż chyba sie znają…). Więc stwierdzili że uczulenie do dziś nie wiemy na co… Przy 3 pobycie już w innym szpitalu, nie zgodzilam sie na żadne leki. Dobrze ze lekarka mi zaufala i zostałysmy na obserwacji… kilka dni gorączki, 2 nowe zeby i zapalenie oskrzeli po tygodniu… Więc jeśli czujesz że to od zębów sprawdźcie to, matki rzadko się mylą….

    • Buuba

      już nie raz mówiłam im, jutro będę nadal wałkować temat…

  • for whatever that means

    Jakiś obłęd!!!
    3 tygodnie temu leżałam z córką w szpitalu 9dni – zapalenie płuc i jak najbardziej kąpałam co 2-3 dzień. Drzwi otwierałam w ciągu dnia kilkakrotnie i raz dziennie wietrzyłam pokój. Na szczęście byłam sama i spałam na łóżku, ale kosztowało to nas 166zł :/
    Zdrówka życzymy

    • Buuba

      u nas jest 16zł za dobę, chyba podobnie, slyszałam o szpitalach co biorą 40!

  • majuffka

    Boże… widzę, że służba zdrowia wszędzie taka sama… :/ aż się wierzyć nie chce, że to ludzie, którzy mają obowiązek ratować życie. Aga strasznie współczuje. Mam nadzieje, że Bubek szybko wydobrzeje… No i że Ty jakoś się powoli uspokoisz. Trzymam za Was mocno kciuki.

  • ciśnie mi się tylko na usta, że takie „kur….” nie powinny być lekarzami. Najlepiej zrzucić problem na cudze ręce i mieć w dupie, żeby się od jakiejś ewentualnej odpowiedzialności uchronić. Znam Cię i jestem pewna że ostro ich potraktowałaś, i zajebiście, o swoje trzeba walczyć, też bym w życiu nie pozwoliła na kolejne odesłanie niewiadomo gdzie. Następnym razem moja droga, może warto byłoby zadzwonić do gazetki i wszystko opisać, choćby i przez telefon – szybko by dupy ruszyli. Daj spokój, aż mnie ścisnęło jak to czytałam, i jeszcze żebyś sama musiała wertować regulamin w sprawie tej kozetki… Biedny Bubuś, mam nadzieje że już nic takiego Was nie spotka.
    Swoją drogą apropos wysypki, u mnie w szkole była dziś taka akcja, że nauczycielka zadzwoniła po karetkę, jeden z dzieciaczków z zerówki nagle zaczął się bardzo drapać, karetka przyjechała i powiedzieli, że to na pewno ospa, mimo że mały miał duszności jakieś. I zostawili tak. A dzieciak dostał zapaści na kolejnej lekcji i ledwo go zreanimowali później. Okazało się, że mały był uczulony na brzoskwinie, którą dostał do obiadu szkolnego… Brawa dla polskiej służby zdrowia!

    • Buuba

      jutro będę się dowiadywać jak ‚koleś’ ma na nazwisko, na pewno tego tak nie zostawię

      a co do Twojej histori, to jest taka własnie znieczulica, pozjadali rozumy, wszystko zawsze zwalają na gorączkę (tak jak u nas) i nic więcej z tym nie robią. A gorączka też potrafi trwale uszkodzić mózg, ogranizm dziecka

  • Ja z malutkim Bobim wylądowałam w szpitalu juz jak miał 3tyg. Jak tylko zeszła temp. to kapalam. Odkazalam tylko porządnie wanienkę.
    Jeśli idzie o wietrzenie, to powinno sie wyjść z pokoju choć na 5min (wszyscy!!!) z rana i otworzyć szeroko okno. Kiedy leżałam z młodym ponownie jak miał pol roku i potem kolejny (trzeci raz) jak miał skończone 8 mcy to tak właśnie robiliśmy.
    Niestety znam bol spania na krześle czy podłodze. Przy trzeciej wizycie na oddziale juz miałam swój materac i spalam na materacu.
    Zdrowiejcie i wracajcie do normalnego świata.
    A lekarzy to tylko kijem potraktować. Walcz o porządne zbadanie małego. Jeśli czujesz ze to zęby to walkuj ten temat. Postrasz jak będzie trzeba jakimiś wyższymi instancjami.
    Trzymaj sie. Wiem, ze jest ci ciężko i ze patrzenie na cierpiące dziecko nie jest łatwe. Bądź silna dla niego. Jak widzisz, masz duże wsparcie.

    • Buuba

      kochana 3 tygodniowego dzidziusia to może bym wykąpała, bo on ‚lewituje’ w wodzie, nasz bąbel chce siadać i na pewno by spokojnie się nie wykąpał. a wanienka jest zimna, taka ‚kiedyśniejsza’. naprawdę dziękuje za wsparcie nie spodziewałam się tylu komentarzy

  • Trzymajcie się. Myśmy mieli koszmar szpitalny miesiąc temu. Choć w warunkach o niebo lapszych. Jednak pogotowie nie chciało przyjechać… Kazali mi jechać samej własnym autem.

  • magda

    Polska służba zdrowia to niestety tragedia, mnie najbardziej przeraża to, że dopuszczają do tego, że dziećmi zajmują się babcie, które już od dawna powinny być na emeryturze. Sama byłam w takiej sytuacji. Poszliśmy z synkiem na świąteczną pomoc bo ni stąd ni zowąd dostał gorączki bez żadnych innych objawów choroby, a tam jakaś 80letnia babcia, w okularach grubszych niż denka od butelek i mówi że to jakiś wirus bo gardło ma czerwone i oczywiście antybiotyk. Nawet się nie odezwałam, wzięłam receptę i wyszłam po czym wyrzuciłam ją do kosza i postanowiłam że rano pójdziemy do naszej pani doktor. Co się okazało? Nie ma czerwonego gardła, antybiotyk nie potrzebny, to trzydniówka bądź różyczka, ale raczej ta pierwsza bo po 3 dniach gorączka odpuściła i tylko parę dni wysypki i wszystko ok. A jak bym dała dziecku ten antybiotyk 7 dni bym go truła. To jest naprawdę jakaś tragedia to co się dzieje. Pozdrawiam i trzymam kciuki za bubusia, niech szybko wraca do zdrowia :)

    • Buuba

      właśnie dziwią mnie te ‚babcie’ medycyna postępuje, a one sto lat temu na studiach były

  • agata

    Dzizassss….:/ To jest MASAKRA!! te szpitale…pozal się Boże… Jak klaudiia miała tydzień wyladowalysmy w szpitalu i też musiałam spać na ziemi, kilka dni po porodzie, szwy mnie drażniły wole się nie wypowiadać zavramte czasy.., jednak jak lezalysmy znowu w grudniu to dali matce łóżko o dziwo, chyba zima na dworze ich do tego zmusiła… Wspolczuje ci wiem dobrze jaki stres przeżywasz… Bądź silna, niedługo Was wypisza,jednak w szpitalu kilka dni to trauma na lata za takie traktowanie, nic nigdy nie wiedza. Najważniejsze ze Bubus juz lepiej. Dbajcie o siebie
    P.s kapalam mala codziennie, na pieluszce szybciutko z taty pomocą.

    Sciskam Was i pozdrawiam!!

  • Koszmar. Jak czytam, co ta służba zdrowia wyprawia to aż mi słabo. Mam nadzieję, że z moim Don Filipkiem nie będziemy musieli takich horrorów przechodzić nigdy, serce by mi chyba stanęło.
    Zdrowiejcie! ;* Bubolek twardy chłopak, dojdzie szybko do siebie :)

  • Kochana Ago trzymaj się będzie dobrze :) Buuba to silny chłopak i na pewno szybko wróci do zdrowia :) A co do szpitali, to ja Białostocki szpital, a raczej co do kadry szpitalnej (jak i lekarze jak i pielęgniarki). U cała ta nie przyjemna przygoda ze szpitalem zaczęło się jak Naścik miała rok i 2 miesiące. Dostała gorączki, w moczu pojawiła się krew i do tego brzuszek jakiś taki duży i nie naturalnie proporcjonalny był z boku. Gdy pojechaliśmy do przychodni to przepisali nam tylko leki przeciwbolowe i gorączkowe i to wszysttko. my zaś zamiast do domu pojechaliśmy na izbę przyjęć ( to było już w okolicach godziny 20) tam nie chcieli nam zrobić żadnych badań ale na szczęście był z nami mój ojciec i on łatwo nie odpuszcza i znalazł lekarza i nie przyjmując odmowy żadnej przekonał wkońcu lekarza żeby zrobili nam badania. Oni nas na usg a tam… a tam nas informują że to nowotwór Guz Wilmsa i tak jak widzą to wyższy stopień, więc zlecają następne badania i kładą na oddział hematoonkologiczny. noc nie przespana była rano mówią że to 3 stopień ale leczyć nie mogą zacząć bo lekarzy nie ma bo to weekend. pielęgniarki były nie miłe, warczały na mnie ze jak to ja nie wiem jak ja to tamto i td.. my więc z pomocą rodziców i teściów udało się załatwić przeniesienie do Lublina, a tam ponownie badania i stwierdzają że to 4 stopien czyli najwyższy..my w szoku. dziecko w takim stanie nigdy nie widziałam. lekarze nie czekając dłużej zaczeli nas leczyć…
    no i zaczeła sie u nas chemia. w szpitalu byłyśmy 4 miesiące, guz się zmniejszył trochę więc można było operację robić i tu już nie w lublinie a we Wrocławiu. tam byłyśmy 2 tygodnie operacja (usunięcie guza wraz z nerką, nie dało się jej odratować) potem oiom a potem oddział. po 2 tygodniowym pobycie we wrocławskim szpitalu wrociliśmy do lublina tam już tylko miesiąc byliśmy. podawano jeszcze chemie pooperacyjna a potem co dwa tygodnie na jednodniowy pobyt na chemie.. całe leczenie nam prawie rok zajelo, teraz co 3 miesiace wizyty w poradni. ale jest dobrze. Teraz nic nie widać po Naści żeby kiedykolwiek chorowała. ale wiadomo musimy teraz uważać.
    a co do mycia dziecka w szpitalu to ja ograniczyłam kąpiel już nie codziennie ale co trzeci dzień i tu pomagała mi pielęgniarka. a tak codziennie kilka razy przecierałam chusteczkami nawilżonymi. w salach u nas też było gorąco ale my mieliśmy taki mały przedsionek między salą a korytażem i my tam wychodziłyśmy i w tym czasie wietrzyklyśmy pożądnie sale. u nas sam lekarz czasami przychodził i mówił ze dziecko zabierają na badania i w tym czasie mozemy pozadnie sale wywietrzyc. ja cały pobyt w szpitalu spałam na moim własnym materacu bo nie było łużka dla rodziców. zresztą sale były dwuosobowe i juz trzecie łóżko nie mieściło sie, wiec my spaliśmy mozna powiedziec pod łóżeczkami. wymóg był że z dzieckiem jeden rodzic (kwestia bezpieczenstwa ze wzgledu na inne dzieci które byly chore na białaczkę.) gdyby nie pomoc dziadków to nie wiem jak byśmy sobie poradzili.
    Więc kochana Ago głowa do góry i pamiętaj nie smuć się przy dziecku. bądź jak najwięcej uśmiechnięta. synek widząc twój uśmiech też będzie sie uśmiechać i choroba przejdzie szybciej. jak my się smucimy to dzieci tez a wtedy nie mają siły na nic. Przesyłamy ci uściski i jesteśmy z tobą:)
    pozdrawiamy całą rodzinę:) :*

    • Buuba

      Natalko zszokowała mnie Twoja historia naprawdę, strasznie Ci wspólczuję tego co musiałaś przeżyć. Nasza historia to pikuś przy Twojej, jestem z Tobą. Uściskaj córunię

      • Dziękuję i córunia uściskana :) w tym momencie śmiało mogę powiedzieć, że: co nas nie zabije to nas wzmocni. oczywiście chodzi o naszą psychikę, po tym wydarzeniu ja teraz inaczej patrzę na świat, na życie. nauczyłam się nie oceniać ludzi, sytuacji po tym jak widzę, bo tak naprawdę to my nic nie widzimy.
        a i jeszcze przypomniało mi się że jak my byłyśmy w szpitalu to mi polecono kupić żel antybakteryjny taki co jest do mycia rąk na sucho to taki dla dzieci który można kupić w aptekach, trochę on kosztuje ale jak na prawde mamy ochotę umyć dziecko a nie ma jak to ten żel nadaje się idealnie. tylko musi to być koniecznie dla dzieci.
        Pozdrawiamy

  • Aga, trafiłam dzisiaj na Twojego bloga i od razu same tragedie czytam:( Bubuś chyba ze 3 miesiące starszy tylko od mojego Bakusia… nie wiem ile tam jeszcze będziecie, ale ja na Twoim miejscu kupiłabym wodę micelarną (ja mam Musteli) i wacikiem przemyła maluszka. I wietrz! Walcz! Ja jak nie wiem co by było lepsze dla dziecka zastanawiam się jak sama bym się czuła. Przecież to też człowieczek, tylko mniejszy. Boże… Ta nasza służba zdrowia to tragedia!. My jesteśmy co prawda z Warszawy, ale wcale tu nie jest lepiej. Nawet kilka dni temu o tym pisałam… http://bakusiowo.pl/polska-sluzba-zdrowia/

    Bakuś ściska Bubusia i trzymamy za Was kciuki! Obyście jak najszybciej wrócili do domku. Tam najlepiej.

  • Kasia

    Współczuję, przechodziłam podobna sytuację trzymajcie się
    Co do kapieli to NIE KĄP !!!! małego w szpitalnych wanienkach. Widziała na własne oczy jak pani salowa prysnęła waniekę jakimś płynem (pewnie miał odkazić) i wytarła ją taką samą szmatą, którą wycierała umywalkę i parapet!!!!
    Jeśli już bedzeisz czuła, że mały potrzebuje kąpieli niech mąż kupi wam Flexi Bath wstawiasz ją do szpitalnej i kapiesz nikt nie bedzie widział, że mąż wanienkę przynosi raz dwa złozysz i przyda sie na póżniej (nam do 3 lat służyła na wyjazdy)
    Ja bedac z mała w szpitalu usłyszałam jedną bardzo madra rade od lekarzy takie małe dziecko nie powinno chodzić na sale zabaw czy do CH tam przychodzą ludzie z bardzo powaznymi chorobami i zarazenie takiego małego organizmu moze skonczyć się tragicznie układ odpornościowy u tak małego dziecka nie poradzi sobie z ciezkimi wirusami, on nie jest w pełni wykształcony.
    Najlepiej dziecko zabrać na spacer omijać szerokim łukiem duże skupiska ludzi.
    To sobie weź Aga do serca i trzymam kciuki żebyście szybko wyszli do domu

    • Buuba

      ja to zaobserwowałam, ‚salowa’ wchodzi i jedną ścierką czyści wymieniam po kolei:
      podajnik na papier, podajniki na mydło, płyn do dezynfekcji, zlew, kosz, wanienkę, przewijak, parapet, okiennice, podajniki na kroplówkę. Gdyby tylko jeszcze tą szmatą dotkneła łóżeczko to bym ją pogoniła. Ale w razie czego mamy środki do dezynfekcji pod dostatkiem odpielęgniarek. ale nie będę kąpać, mam nadzieje, że wytrzymamy

  • ede

    Byłam z Emilką w szpitalu gdy miała 3 miesiące (teraz prawie 8 miesięcy) przez 2 tygodnie z powodu krwi w kupce. Byłyśmy na oddziale zakaźnym i niczego nie złapała dodatkowo, ale trzymałam się zasad: częste wietrzenie sali (było lato, ale teraz robiłabym tak samo), częste mycie rąk moich i dziecka i nie pozwoliłam dotykać Emilki innym dzieciom i ich rodzicom. Emilkę kąpałam codziennie, ale za każdym razem dokładna dezynfekcja wanienki.
    Wiem przez co przechodzisz:( Trzymajcie się dzielnie, będzie dobrze!

  • malane

    Ja jestem w szoku jak tak mozna traktowac ludzi ciekawa jestem co by zrobili jakby to ich dzieci takie przypadki mialy Agus wiem ze jestes silna i dasz rade zdrowka dla Kubusia ;))

  • Franulkowe Opowieści

    Bardzo Wam współczuję to co się Wam przytrafiło jest straszne ! Cierpi maluszek , cierpi mama a tu taka znieczulica i brak kompetencji wśród lekarzy!Masakra! Dobrze , że już wszystko wiadomo i Bubuś zdrowieję! Dużo sił i zdrówka życzę! Przesyłam całusy trzymajcie się!

  • Judyta

    ooo. kochana, toż to temat, żeby roztrąbić w mediach! Jak można tak ludzi traktować???? Strasznie mi przykro, że musieliście przez to przechodzić:((

    • Buuba

      myślałam o tym

  • Dużo zdrówka dla Buuby! Wspołczuję wam strasznie tych przezyc. I tylko utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że nie warto ślepo ufać lekarzom bo dla nich to po prostu kolejne dziecko…

  • W głowie nie mieszczą mi się takie rzeczy… Biedny Buubuś :(

    Zdrowiejcie [ bo Tobie chyba też dało w kość to szpitalowanie ]
    Szybkiego powrotu do czterech kątów!

  • milena

    „popularna” jest osttanio choroba bostońska – co prawda u was objawy czesciwowo tylko sie pokrywaja, ale trezeba szukac wieloaspektowo – moze to jakies pomieszanie z czyms dodatkwowo?
    http://www.mamazone.pl/artykuly/starsze-dziecko/zdrowie/2013/choroba-bostonska.aspx

  • Beata

    U mnie sprawdziła się metoda że i mniejszy szpital tym lepsze traktowanie.
    Od wojewódzkiego uciekam gdzie tylko mogę.

    Nigdy nie zapomnę wizyty u rodziny, zwykła impreza zmieniła się w koszmar. Pojechaliśmy z 1,5 roczną córeczką. Na następny dzień gorączka 40 stopni, wymioty. Szpital.
    Tam od razu stwierdzono że to rotawirus i położona nas do sali z dziećmi na tą chorobę chorymi. Obok w tej samej sali położono dziecko z zapaleniem płuc bo brakło łóżek!
    Co ja tam przeszłam to tylko matka wymiotującego za 5 minut dziecka wie.
    Po 3 dniach pogorszenie – córa wymiotowała nawet wodą. Nic tylko noszenie na rekach, z jednego końca sali na drugi, 10 dni w 4 ścianach…
    Wreszcie dzień wypisu, dostaliśmy papiery, mąż znosi rzeczy do auta a tu wpada pielęgniarka:
    Przyszły wyniki badań trzeba zmienić wypis i mi wydziera kartki z reki!
    Wraca po godzinie z nowym jak go przeczytałam to mnie szlag trafił!
    Proszę Państwa po 10 dniach szpital miał dopiero wyniki!!!!! Z których wynikało że :
    pierwszy dzień brak rotawirusa
    drugi dzień brak rotawirusa
    trzeci dzień rotawirus
    oprócz tego w kale wyhodowano salmonellę
    i tak 10 dni leczono moje dziecko na rotawirusa podczas gdy zaraziło się salmonellą, po trzech dniach nie dość że salmonella to jeszcze rotawirus doszedł!

  • Aż brak słów. Nie wiem co napisać. Musisz być bardzo cierpliwą kobietą bo ja w takiej sytuacji to bym chyba wszystkich lekarzy wymordowała.

    • Buuba

      zazwyczaj albo płaczę, albo przeklinam, albo krzyczę:P

  • Julita

    Zdrówka dla Bubusia, trzymamy za niego kciuki z Łukaszkiem. nasz maluszek też chory ale obeszło się bez szpitala.

  • Przeżywaliśmy to samo! Majuszkę kąpała, ale trzymałam cały czas na rękach, myłam w powietrzu :)

  • Agnieszko, ogromnie współczuję. Polska słuzba zdrowia psia ją mać, ale teraz najważniejszy maluszek. Temperatury w szpitalach są okropne (zupełnie tego nie rozumiem, w cieple łatwiej o namnażanie zarazków, bakterii i innych syfów).

    Nawet sobie nie wyobrażam jak bezsilna się musiałaś czuć.

  • Aneta

    Hej współczuję jak coś to idź do dobrego laryngologa, stomatologa, zrób pantomogram by sprawdzić czy nie ma jakiegoś połączenia ustno zatokowego lub jakiejś przetoki. Poczytaj o jodynie, wodzie utlenionej może pomoże.

FreshMail.pl