fbpx
Close
Sweet life

Sweet life

1 1a 1b

Ostatnio nasze spacery wyglądają podobnie, kółeczko wokół bloku z Psiukami, a później do domu, czekam pod klatką, aby Tatko je do mieszkania wpuścił i wziął portfel bo do sklepu trzeba, chleb i takie tam inne. I tak czekając niespełna minutę, przeżyłam szok życiowy. Podchodzi do mnie kobieta, i zaczyna nawijać. Przecieram oczy ze zdumienia, bo przecież pierwszy raz na oczy widzę. Nie wiem czy to ja taka wyobcowana jestem, ale szczękę z podłogi zbierałam, bo można z obcym porozmawiać, o pogodzie na przykład, ale na plotki to ja jestem przeczulona, jakby ktoś we mnie igły wbijał. Nie lubię, bo jedna baba drugiej, powie trzecia przekręci, a szósta powie tej pierwszej, ale w ogóle co innego.

Wysłuchałam tego monologu, kobieta myślała pewnie że to dialog, ale wysłuchałam, a oczy w drodze do sklepu miałam nadal jak pięciozłotówki.

-a pani syn przepraszam to maciuś tak?

-Nie.

-Bo ja panią obserwuje, jak pani z maciusiem tym wychodzi, bo pani pewnie to ta, co słoiczkami karmi, bo ja to panią obserwuje jak pani z nim wychodzi, ale pieski to mąż częściej wyprowadza, nie karmi go pani tymi słoikami, bo nie można przecież. Bo ja na kartoflach i burakach wychowana i widzi pani na jaką ja wyrosłam. A widzi pani, pani mąż to dobrze te pieski wyprowadza, bo ta z tej narożnej klatki, co jest nauczycielką w szkole specjalnej numeru iks (z oczywistych względów nie napiszę), to wyprowadza pieska, tego białego, tylko tu na trawnik, to ten piesek potrzebuje spaceru przecież, a nie żeby cały blok widział co on robi. A ten co u nas jest administratorem bloku, jaki z niego administrator, jak na trawę kołem wjechał, no wie pani, ten samochód (tu została wymieniona marka) z tablicą Bi iks iks (dokładnie został wymieniony numer rejestracyjny). A ten samochód inny, wie pani, (wymieniona zostaje inna tablica, co do joty) to krzywo parkował, że przejść się nie dało, powinszowanie, to mój mąż (przchodził dziadek jakiś, tak go przywitała) no i wie pani i wy krzywo parkujecie, jak to tak można

Akurat zszedł mąż i mówi, że wcześniej stał obok zaparkowany samochód i nie mógł inaczej auta postawić. Spojrzałam tylko na niego z wyrzutem, zawróciłam wózek z głupim uśmiechem i poszłam, że też starej kobiecie chce mu się tłumaczyć. Co siedzi w oknie wszystkich zna z numeru i pojazdu, z wykształcenia, nie gadaj z nią, bo ci dopisze metkę zaraz jakąś. Zaszufladkuje cię.

Kobieta rozmawiając ze mną za ręke mnie łapała, by tylko moja uwaga była na nią skierowana. Jak tylko zerkałam na Bubę czy wszystko Ok, jej ręka bardziej mnie ściskała, bym tylko jej w oczy patrzyła jak ona mówi do mnie. Szkoda mi jej. Mam nadzieje, że na starość moje życie będzie na tyle ciekawe, bym nie siedziała w oknie i nie interesowała się życiem innych ludzi.

Obok stał mój wujo tom, mój brat, wolał się odsunąć, na jego szczęście nie musiał tego słuchać i w trawniku znalazł 5zł, szczęściarz, co nie?

Pomimo tego, że nasze osiedle jest nowe, ładne, zadbane, to mieszka tu wioska. Ludzie, którzy za swoją krwawicę kupili mieszkania, coby teraz sam ryż na obiad jeść, bo rata kredytu zżera większość wypłaty. Ale człowieku, wrzuć na luz, jak piesek zrobi siku na trawnik wartość Twego mieszkania nie spadnie. Jak dzieci pograją w piłkę, szyby Ci nie wybiją (zakazów jest mnóstwo, kiedyś zrobię zdjęcia). Jak samochód będzie przez jedną noc krzywo zaparkowany przecież zębów o niego sobie nie wybijesz. Jak najedzie na trawę, sporadycznie, przez przypadek, ta trawa przecież w tym miejscu od razu nie przestanie rosnąć. Więcej luzu to wszystkim się będzie mieszkać lepiej, więcej serdeczności i uśmiechu.

A nie opisałam Wam jeszcze przypadku naszej klatki. Jednej takiej na cały Białystok, być może województwo, a może nawet i Polskę. Otóż jest tak, że sąsiadów kiedyś okradziono, nie wiem ile w tym prawdy, może tak było, a może nie. Ja wówczas wtedy tu nie mieszkałam. I Ci sąsiedzi, zrobili zrzutkę na klatce, na taką specjalną klamkę. Nasze wejście wygląda tak, pierwsze drzwi do klatki otwierasz domofonem, gdy do nas przychodzisz, a tych drugich drzwi już nie otworzysz, choćbyś walił i ciągnął za klamkę ile wlezie. Pomału, musisz zaczekać, aż ja z pierwszego piętra szanownie zejdę i Ci otworzę od wewnątrz. Współczuje sąsiadom z 4 piętra, którzy muszą schodzić za każdym razem jak ktoś przyjdzie. Każdy kurier, listonosz, chodząca religia, ulotki, wszyscy się dziwią, co to drzwi zamknięte,

-musi pani schodzić do każdego?

TAK NIESTETY MUSZĘ.

W ciąży wyobrażałam sobie, że zaczynam rodzić, bądź robi mi się słabo, dzwonię po karetkę, przyjeżdżają, do domofonu się dotoczę, ale zejść na dół, nie zejdę. Mądrzy sanitariusze wybiją szybę i wejdą, mniej mądrzy zabiorą się i pojadą. Boję się jak będzie zima, zostanę z Bubkiem sama w domu i będzie trzeba zejść do kuriera lub kogoś innego, jak Buba będzie miał dobry humor, to super, zostawię go w łóżeczku na pół min, i zejdę. Gorzej z tą drugą opcją, nie zostawię go płaczącego, gdyż się zachłyśnie czy tym podobne, matki takie jak ja wiecie o co chodzi. A zejść z nim, teraz zejdę, ale zimą nie, z ciepłego domu, na dół, gdzie podczas otwierania drzwi zawieje na nas mrozek. Rozmawiałam z sąsiadami, twierdzą, że dobrze, że są te drzwi, że złodziej się nie włamie. A ja twierdzę, że dla dobrego złodzieja, nie straszne żadne zamki, ani drzwi antywłamaniowe, że taka klamka, z jednej strony otwierająca się, dodatkowo przykuje jego uwagę, że pomyśli że tu jacyś bogaci ludzie mieszkają, skoro takie zabezpieczenia.

No więc tyle, mieszkam na osiedlu pełnym dziwnych ludzi, którzy jak się podrapię po tyłku, plotkując na mój temat zaczną:

-no wie pani, ta blondyna co się po dupie drapie…

2 3 4 5 6

 

Spodenki – nosweet  (rozmiar na 2-3 lata, długość 2/3)

bluza i body – h&m

Close