Close
pociążowa

pociążowa

[fb_button]

Długo się zastanawiałam nad fotografią do poniższego tekstu, pisanego w trakcie myślotoku wczorajszego wieczora. I natknęłam się na ten film, piękny jest.

 

Podczas ciąży, przytyłam 30 kilo, wieeelki brzuch, nogi, aż uda się o siebie ocierały gdy się chodziło.

Wcześniej byłam jak drąg z większymi biodrami 178cm wzrostu i 60 kilo wagi, ale to były nieustanne diety i siłownia – no od czasu do czasu.

Od ćwiczeń stroniłam całe życie, lewe zwolnienia z wuefu, siedzenie w domu itp. Dopiero gdy zobaczyłam jak wygląd działa na ludzi, wzięłam się za siebie, doceniłam wuef, gdzie miałeś cały pakiet ćwiczeń za free, doceniłam to, że czasu się wtedy miało więcej, a nie korzystało się z niego.

Gdy odkryłam tę Amerykę właśnie dużo jeździłam na rowerze, zmieniłam kolor włosów, wychudłam i zaczęłam kupować szpile.

I przyszła ciąża, to do 5msca chodziłam na koturnach, szpilkach (hejt, hejt), nie czułam się jeszcze jak wieloryb, ale gdy rosłam i rosłam, stwierdziłam że to nieuniknione, nałożyłam trampki i niczego sobie nie żałowałam;)

Obiad w pizza hut, śniadanie w mc.

Musiałam najeść się przecież na zapas, bo gdy będę karmić nie wypada.

W dniu porodu ważyłam prawie 90 kg. Po wyjęciu Bubka, 5dniowym pobycie w szpitalu, na wodzie, wodzie i kisielu, zupie i jajku wróciłam do domu i 15 kilo poszło w eter, nie wierzyłam patrząc na wagę. Byłam pewna, że podczas karmienia zaraz spadnie mi szybko następne 15. Ale życie lubi szczególnie mnie rozczarowywać i podczas kolejnych dni stawania na wagę nie działo się nic. Ani kilogram, a co dopiero gram, nic nie drgnęło! Nic nie chudłam! Codziennie nakładałam na siebie ciążowe legginsy oO

Bo moje przedciążowe żadne nie pasowały…

Tak mijał miesiąc pierwszy, drugi.

Walnęłam szklaną wagę w kąt, między ścianę a pralkę. Niech spada głupia, chyba oszukuje. W międzyczasie słuchałam znajomej, że ludzie dzielą się na tych szybkochudnących (z mlekiem bobo wysysa tłuszczyk), dzielą się na nicniechudnących i tyjących. Szczęście, że jestem w tej środkowej.

Ale gdy legginsy ciążowe zaczęły mi zwisać na tyłku, pomyślałam, że się rozciągnęły, ekm po tylu miesięcznej eksploatacji. A gdy zaczęły mi zwisać już w kroku, przeprosiłam się z wagą, a tam 5 kilo mniej! Teraz jest 70.

Jeszcze 5 i będę wniebowzięta. Tyle zawsze ważę w okresie zimowym (65) gdzie niedźwiadki tłuszczyk swój muszą gromadzić na chłodniejsze dni.

Ale jak, jak te 5kilo zrzucić, gdzie podczas karmienia chce się jeść pić jeść i żreć. Szczególnie na kolację, bo na śniadanie to zjadam herbatkę na laktację. Na obiad zjadam kilka kromek chałki, na podwieczorek jadę zwykle z mężem gdzieś na obiad, a na kolację zjadam ponad 6 kanapek, ze wszystkim co jest w lodówce, 3 garście słonych paluszków, dzbanek herbaty z cukrem i z cytryną, i na deser jogurt (kaszka z sosem wiśniowym z biedronki, omnomnomnom, polecam, niebo w gębie).

I nie mogę się wyzbyć, tej kolacji, bez niej żyć nie mogę, jak jej nie zjem – wstanę w nocy.

I chyba nie schudnę, nie wiem, co robić? HELP!

 

Close